Inteligencja Androida 9 okiem przeciętnego użytkownika, czyli trochę biadolenia na najnowszą odsłonę zielonego robocika

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak aktualnie wygląda Android (vide problemy z dostępnością uaktualnień). Od czasu premiery pierwszej odsłony Windows Phone przeszedł on bardzo długą drogę, przez co już mało kto ma potrzebę korzystać z kafelkowego systemu. Nawet pal licho ilość dostępnego oprogramowania, ale jego stabilność oraz prędkość działania wreszcie nie przyprawiają o ból głowy. Nie bez znaczenia (przynajmniej dla mnie) jest również aspekt wizualny, znacząco odmieniony wraz z wprowadzeniem Material Design. Generalnie wszystko zmierza ku lepszemu i choć nie wszystkie zmiany jawią mi się jako logiczne i niezbędne, to jednak większość z nich odczuwalnie umila obcowanie z urządzeniem.

Jak to wszystko przedstawia się w kontekście Androida 9, który określany jest jako inteligentny, adaptacyjny i możliwie najbardziej p...? Uważam, że jest zauważalnie lepiej, nawet względem wersji Oreo. W końcu jestem swego rodzaju pasjonatem, więc (zazwyczaj) z otwartymi ramionami przyjmuję wszelkie nowości i chętnie weryfikuję ich przydatność.

Dlatego też tworzę ten wpis, byście mogli poznać najnowszy twór od Google - w końcu niczym Android Pie zadomowi się na rynku to minie jeszcze kilka, kilkanaście dobrych miesięcy. Będąc szczerym, wielu użytkowników po raz pierwszy zobaczy go dopiero wraz z wymianą urządzenia, a i to nie zawsze, gdyż nieświadomi konsumenci często kupują smartphony ze starszą odsłoną bez szans na uaktualnienie. 

Tak dla formalności

Platformą testową jest Xiaomi Redmi Note 5 z zainstalowanym Pixel Experience w najnowszej dostępnej wersji, tj. kompilacja z 22 sierpnia, Android 9 i poprawki z 5 sierpnia. Dlaczego akurat ta modyfikacja? Po pierwsze dlatego, że mocno przypadła mi do gustu. Po drugie dlatego, że jeszcze nigdy mnie nie zawiodła pod względem szybkości i stabilności działania. No i po trzecie dlatego, że Android w wydaniu od Google (nie mylić z AOSP) ma już w zasadzie wszystko – ewentualne braki łatam poprzez Magisk. 

Interfejs

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to przejście z ostro zakończonych krawędzi na ich obłe odpowiedniki. Karty powiadomień i Google Now (w sumie wdrożono to już jakiś czasu temu, ale dopiero teraz nabrało to sensu), szybkie akcje, ustawienia - wszędzie zauważymy zaokrąglenia.

Idąc dalej mamy znacząco przebudowany widok zadań / wielozadaniowości (jak zwał tak zwał). Wertykalne przewijanie zastąpiono horyzontalnym, co wymusiło przeniesienie przycisku zamykania wszystkiego na lewą krawędź. Przy okazji utrudniono dostęp do trybu podzielonego ekranu - dotychczas uruchamiało się go poprzez przeciągnięcie wybranego programu na górną krawędź, obecnie musimy kliknąć na ikonkę aplikacji i dopiero tam znajdziemy włącznik (wraz z odnośnikiem do informacji). Warto przy tym dodać, że widok zadań został połączony z szufladą aplikacji, przez co wyświetla on również te ostatnio uruchomione (widoczne nad listą wszystkich zainstalowanych). Co ciekawe, z jego poziomu skopiujemy tekst i grafiki – wystarczy przytrzymać paluch na interesującym nas elemencie, przy czy musi się on mieścić w podglądzie okna, bo nie możemy go przewijać.

Skoro o niej (szufladzie) mowa, to i ona otrzymała pewne usprawnienie – App Actions. Zaraz pod najczęściej uruchamianymi programami wyświetlają się teraz dwa skróty, prowadzące do najczęściej wykonywanych akcji – wysłanie SMS do konkretnej osoby, zainicjowanie rozmowy, uruchomienie nowej karty w Chrome. Jak nietrudno się domyślić, zgodnie z aktualną modą, zaprzęgnięto do tego maszynowe uczenie. Problem jednak w tym, że wymaga to pewnych modyfikacji ze strony twórców oprogramowania, w związku z czym spotkałem się z wyłącznie trzema skrótami i wszystkie je wymieniłem. Jakby tego było mało, o ile ten ostatni działa dokładnie tak jak powinien, o tyle dwa poprzednie już nie bardzo – jeden przenosi do dialera z już uzupełnionym numerem telefonu, a drugi do karty kontaktu skąd musimy samy kliknąć w odnośnik tworzący nową wiadomość. W takiej formie jest to trochę bez sensu.

Przechodząc do ustawień zauważymy wszechobecne, pstrokate kolorki. Wiele poszczególnych kart otrzymało ładne animowane grafiki, które zachęcają do wypróbowania danej funkcji. Poza tym, zmieniło się naprawdę niewiele - wciąż wszystko posegregowane jest kategoriami, tak jak miało to miejsce w Androidzie Oreo.

Na koniec warto wspomnieć o nowych animacjach przejścia w systemowych ustawieniach. Klikając w poszczególne opcje „wysuwają” się one z dolnej krawędzi, a cofając się animacja ta jest odwracana. Tylko tyle i aż tyle. 

Proteza gestów

Historia dobrze znana – wielu użytkowników od lat prosi o tego typu rozwiązanie, jednak bez żadnych efektów. Apple wprowadziło to w iOS? Google nagle też musi mieć, choć przyznam szczerze, że nie rozumiem czym ludzie się tak ekscytują. Znaczy uwielbiam gesty i jest to mój ulubiony sposób interakcji z urządzeniem (MIUI zapewnia ich obsługę), lecz to co sprezentowano nam w Androidzie 9 (i to w opcjonalnej formie) nijak się do nich ma. Nowy mechanizm nazwano “Przesuń w górę po przycisku ekranu głównego”, co już daje nam sugestię jak to będzie działać. Zamiast pełnoekranowych gestów (tj. wykonywanych przeciągnięciami zza krawędzi ekranu) otrzymaliśmy protezę opierającą się o znany wszystkim pasek nawigacyjny.

Tak więc kliknięcie w przycisk home (obecnie zaokrąglony prostokąt zamiast koła) działa po staremu, a cała “magia” pojawia się w momencie chęci wywołania widoku zadań. Jego uruchomienie wymaga pociągnięcia w górę od paska nawigacyjnego, chociaż wszędzie się zarzekają (nawet Google, wystarczy zerknąć na przytoczoną wcześniej nazwę), że działa to jedynie z przyciskiem ekranu początkowego. Chcemy szybko przeskoczyć na ostatnio używaną aplikację? Łapiemy przycisk i przeciągamy go w prawą stronę. Potrzebujemy programu innego niż ostatniego? Nie puszczamy go, a przytrzymujemy dłużej - wtedy działa on jak pasek przewijania (i to w obie strony). Co zabawne, specyfika oprogramowania tworzonego na Androida (zapewne nieprędko się to zmieni) wymaga obecności przycisku wstecz, który, w razie potrzeby, pojawi się tam, gdzie był dotychczas. 

Inteligentna adaptacja

W tym zakresie tematycznym na pierwszy plan wysuwają się dwie nowości – Menadżer Baterii oraz Automatyczna Jasność (po angielsku brzmi to lepiej, ponieważ obie funkcje są „adaptive”). Zostały one okraszone pięknymi, animowanymi kartami w ustawieniach (o czym wspominałem wcześniej) i podobno w zauważalny sposób poprawią komfort korzystania z urządzenia. W jaki sposób?

W pierwszym przypadku mowa jest o mechanizmie nazwanym „app standby buckets”. Jak działa? Grupuje on aplikacje na podstawie ich użycia, gdzie te najczęściej wykorzystywane znajdują się na „wyższych poziomach”. Im wyżej w hierarchii, tym mniej restrykcyjne podejście do działania w tle – analogicznie, te rzadziej wykorzystywane będą częściej usypiane / blokowane / zamykane. Jeśli wierzyć w zapewnienia, może się to przełożyć nawet na 30% redukcję ilości wybudzeń procesora podczas „drzemki” urządzenia. Zaoszczędzona w ten sposób energia akumulatora przełoży się oczywiście na dłuższe działanie przy włączonym ekranie.

Jeśli zaś chodzi o drugą kwestię, to ponownie postanowiono skorzystać z maszynowego uczenia, choć mogłoby się wydawać, że automatyczne dostosowywanie jasności wyświetlacza nie jest niczym wybitnie trudnym. Konsumenci, jak zwykle, mają trochę inne zdanie na ten temat, gdyż automat nie bierze pod uwagę preferencji użytkownika, momentami wręcz siłowo forsując swoje widzimisię – to bardzo często skutkuje przełączeniem na ręczną konfigurację. Wykorzystanie adaptacyjnych umiejętności ma wyeliminować ten problem, a przynajmniej zmarginalizować go – o ile damy mu szansę na nauczenie się naszych upodobań. Wystarczy więc uruchomić automatyczną jasność i korygować ją w miarę potrzeby, a z czasem nie będziemy musieli tego robić. 

Dobre samopoczucie w wersji cyfrowej

Podejrzewam, że jest to najważniejsza, a przynajmniej najmocniej promowana nowość Androida 9 Pie. W końcu cóż ważniejszego jest od naszego zdrowia, czyż nie? Niby racja, choć śmiesznie to wygląda, gdy najpierw tworzy się problemy (tj. narzędzie zabierające czas), a później w magiczny sposób próbuje się je eliminować (tj. dodatki programowe). Odłóżmy jednak na bok te śmieszki i skupmy się na tym, co Google przygotowało dla swoich użytkowników.

Opisywane rozwiązanie umieszczono w nowej, tajemniczo nazwanej zakładce – Digital Wellbeing (oznaczonej plakietką BETA). Zebrano tam wiele dotychczas obecnych mechanizmów i dołożono kilka wcześniej niedostępnych. Pierwsze co rzuca się w oczy to kołowy wykres przedstawiający nasz sposób korzystania ze smartphonu. Ile razy odblokowaliśmy ekran, jak wiele otrzymaliśmy powiadomień oraz jakie aplikacje i jak często je uruchamialiśmy. Są to oczywiście ogólne dane, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by wejść ciut głębiej.

Dodatkowe opcje ukryto w zakładce Ways to disconnect, pod nazwą Dashboard. Sprawdzimy tam, z podziałem na dni lub godziny, statystyki użycia każdej aplikacji z osobna – czas na ekranie oraz liczba uruchomień i otrzymanych powiadomień. Nieco niżej, pozostając w „szczegółach”, znajdziemy możliwość zdefiniowania czasu, po jakim dany program zostanie, aż do końca dnia, wyłączony z użytku – 15, 30, 45 oraz 60 minut, a także „inne”. Z kolei na samym dole umieszczono odnośnik do zarządzania powiadomieniami.

W zakładce tej znajdziemy również podgrupę Wind Down, gdzie, prócz jednej nowości (przestawienia trybu wyświetlania na odcienie szarości), wrzucono dotychczas dostępne mechanizmy – Do Not Disturb oraz Night Light. Oczywiście możemy sprecyzować widełki, w których się uruchomią.

Kolejna zakładka to Reduce interruptions, gdzie znalazły się odnośniki do zarządzania powiadomieniami oraz zaawansowanych ustawień funkcji Do Not Disturb. O ile w pierwszym przypadku wiele zależy od twórcy aplikacji (w sensie mnogość opcji zależy od dewelopera, tj. wspierane API), o tyle wszyscy docenić powinni zmiany poczynione w mechanizmie Nie przeszkadzać. Znacznie poszerzono jego opcje personalizacyjne, dzięki czemu każdy użytkownik dostosuje go pod siebie, zamiast zdawać się na odgórne założenia. Tak więc możemy wyłączyć sygnalizowanie dźwiękowe i wizualne lub tylko dźwiękowe, a jeśli to dla nas za mało, to nie zapomniano o niestandardowej konfiguracji. W niej znajdziemy dwie grupy – Gdy ekran jest włączony (Użyj plakietki z powiadomieniami, Ukryj ikony na pasku stanu, Nie wyświetlaj powiadomień na ekranie oraz Ukryj na liście powiadomień) i Gdy ekran jest wyłączony (Nie włączaj ekranu, Nie włączaj migania diody oraz Nie wybudzaj w przypadku powiadomień). Pod tym wszystkim wrzucono adnotację, że „Powiadomienia wymagane przez podstawowe funkcje telefonu oraz stan nigdy nie będą ukryte” – niby logiczne, ale niektórzy mogą o tym zapomnieć, co wywołać może wątpliwości. 

Ułatwienia codziennych czynności

Moją ulubioną nowością w tym zakresie jest powiększanie tekstu podczas zaznaczania, co umożliwia precyzyjniejszą kontrolę kursora. Nie raz zdarzało mi się kilkukrotnie ponawiać próbę oderwania palca w odpowiednim momencie, a teraz, dzięki lupie, jest to znacznie prostsze. Nie korzystałem nigdy z iOS, ale podobno w nim jest coś podobnego – dobrze, że i robocik otrzymał tak użyteczną rzecz.

Wspominałem o tym przy okazji szuflady aplikacji, ale App Actions znajdziemy nie tylko tam. Pojawią się one również w wyszukiwarce Google, a jako przykład podano kupno biletu wprost z wyników wyszukiwania jakiegoś filmu. Tak to wygląda w teorii, bo w praktyce się z tym nie spotkałem – korzystam jednak z niewielu programów, więc może w tym tkwi problem. Z tym bajerem łączy się kolejny (Slices), odpowiadający za wyświetlanie skrawka danych aplikacji bez jej uruchamiania. Oba mogą działać niezależnie, lecz trzeba przyznać, że ich prawdziwe możliwości odczujemy dopiero przy jednoczesnym użyciu. W końcu jeden mechanizm dostarcza treść, a drugi odnośniki do poszczególnych funkcji. Niestety, obecnie wspierana jest wyłącznie aplikacja Google Search, w przyszłości dołączy do niej Google Assistant – co i tak nie jest zbyt imponującą listą.

Wraz z Androidem Oreo zadebiutowało, zapewniające integrację z zewnętrznymi menadżerami haseł, Autofill API. Ma jednak ono (czy raczej miało) jedno spore ograniczenie, tj. nie wspiera przeglądarek. Android Pie wyeliminował ten mankament, przez co nie jesteśmy już ograniczeni rozwiązaniami wbudowanymi (lub nie) w przeglądarki.

Sporo usprawnień wykonano również w kontekście powiadomień. Po pierwsze, mogą one teraz wyświetlać grafiki, a nie tylko tekst. Po drugie, zaimplementowano obsługę mechanizmu Smart Reply, który dotychczas wymagał doinstalowania dodatkowego programu - oczywiście w polskim języku wciąż nie działa, a przynajmniej u mnie. Po trzecie i najważniejsze, deweloperzy otrzymali narzędzia umożliwiające uaktualnienie ich tworów w taki sposób, by niezakończona wiadomość wpisywana w okienko powiadomienia została zapisana do schowka, a nie przepadała bezpowrotnie. Wszystkie te nowości przetestujemy poprzez aplikację Wiadomości od Google, lecz mam nadzieję, że w niedalekiej perspektywie czasu więcej programów będzie je wykorzystywać.

Ta zmiana mnie osobiście mocno irytuje, choć rozumiem, że dla wielu osób okaże się wybawieniem. Otóż najnowsza odsłona mechanizmu Notification Channels zapyta nas czy chcemy zablokować wyświetlanie powiadomienia, które często odrzucamy bez przechodzenia do niego. Ja osobiście wiele informacji wyciągam z samego powiadomienia i nie potrzebuję przechodzić “głębiej”, co sprawia, iż bardzo często otrzymuję ten komunikat.

Jedną z większych bolączek “czystego” Androida był fakt nieposiadania żadnego systemowego narzędzia do prostej edycji zrzutów ekranu. Oczywiście Android Pie zmienił to, na co prawdopodobnie bezpośredni wpływ miała premiera iOS 11, gdzie zadebiutowało coś takiego. Pozostając w tym temacie zrzutów, dodano nowy sposób ich wykonywania. Prócz dotychczasowej, niekiedy niewygodnej kombinacji (przytrzymanie przycisku ściszania + przycisku zasilania) skorzystać możemy z menu zasilania.

Nawet coś tak pozornie nieistotnego jak blokada rotacji ekranu otrzymało drobne usprawnienie. Jak w kontekście tej funkcji działa automat raczej nie trzeba tłumaczyć - obracamy urządzenie i dzieje się „magia”. Niestety czasem bywa tak, że żyroskop (poprawcie mnie, jeśli się mylę) trochę głupieje i obraca ekran nie wtedy co trzeba (zwłaszcza trzymając sprzęt w “nietypowy” sposób). Na takie wypadki stworzono przełącznik wyłączający / włączający ten automat. Jeśli jednak często zmieniamy te tryby to na dłuższą metę jest to skrajnie niewygodne – tu z pomocą przychodzi Android 9, choć tylko w przypadku korzystania z wirtualnych klawiszy. Przekręcając urządzenie w momencie ustawionej na sztywno jednej z dwóch pozycji wyświetli nam się dodatkowy przycisk, umożliwiający jednorazowy obrót. Proste, skuteczne i użyteczne.

Kolejna zmiana to co prawda żadne konkretne ułatwienie, niemniej Ambient Display wyświetla od teraz aktualny stan naładowania akumulatora. Podobno była to jedna z bardziej pożądanych funkcji w 2017 roku, którą zgłosiło 3896 (w chwili pisania tekstu) osób.

Dodano nawet pewien substytut dla fizycznego przełącznika wyciszającego dźwięk w iPhonach. Wystarczy wcisnąć kombinację przycisku pogłaśniania i przycisku zasilania, by telefon przeszedł w tryb cichy (z wibracjami). Niestety, w celu ponownego włączenia dźwięku musimy standardowo zwiększyć głośność, pamiętając, że teraz domyślna jest ta dla multimediów (o czym dalej, w ciekawostkach) - pozostaje więc odblokowanie ekranu i wywołanie menu głośności. 

Ciekawostki

Kojarzycie dramę z cheeseburgerem, gdzie debatowano nad tym, czy ser ma być pod czy nad mięsem? Ostatecznie padło na drugą opcję, co z ulgą przyjęło wielu użytkowników. Przy okazji Androida 9 ponownie pochylono się nad tego typu problemem, który tym razem dotyczy emoji piwa. Otóż po wielu latach zauważono, iż piana na nim widoczna nie ma podstaw do swojego istnienia, z racji tego, że kufel jest w połowie pełny / pusty. Skąd więc ta piana? Ano nie wiadomo, aczkolwiek możemy już odetchnąć z ulgą, gdyż mankament ten w końcu wyeliminowano.

W ramach ciekawostki na pewno warto wspomnieć o niejakim, mającym być częścią Digital Wellbeing, Shush Mode. Piszę o nim w czasie przyszłym, ponieważ mimo zapowiedzi nie trafił on do stabilnej odsłony Androida 9. Być może pojawi się w wersji 9.1, choć nie można być tego pewnym. Czy jednak warto na niego czekać? Moim zdaniem nie, choć zapewne znajdzie się wielu konsumentów, którym przypadnie on do gustu. Mechanizm o tej nazwie odpowiadać ma za wykrywanie położenia smartphonu i automatyczne uruchamianie trybu DND – po odłożeniu ekranem do dołu, podobnie jak w starych Nokiach.

Android Pie przyniósł obsługę protokołu IEEE 802.11mc, znanego też jako Wi-Fi Round-Trip-Time. Generalnie wykorzystywany jest on do nawigacji wewnątrz budynków, do czego wymagany jest stosowny sprzęt (wspierający RTT) oraz niezbędna jest obecność przynajmniej 3 punktów dostępowych. Jasne, poprawne określenie swojej lokalizacji w ogromnej hali targowej jest ogromną zaletą, ale to nie jedyny scenariusz. Bardzo łatwo można zaadaptować RTT do asystentów głosowych, by Ci lepiej mogli reagować na nasze komendy. Przykładowo, wygłaszając komendę „zgaś światło” nie będziemy musieli precyzować miejsca, do jakiego się odnosi – smartphone, czy inne inteligentne urządzenie, zlokalizuje naszą osobę i odpowiednio zawęzi obszar jej wykonania.

Niezrozumiałym jest dla mnie natomiast dlaczego zmieniono domyślną akcję przycisków głośności. Wcześniej za ich pomocą wyciszaliśmy dzwonek (chyba, że byliśmy w jakiejś aplikacji odtwarzającej dźwięk), a obecnie multimedia. Podobno było to mocno wyczekiwane przez użytkowników, więc widocznie tak faktycznie jest lepiej, nawet jeśli tego nie pojmuję.

Niewątpliwie pożądaną zmianą jest wymóg podania hasła podczas przywracania danych w trakcie pierwszej konfiguracji urządzenia. Chronione są one przy użyciu PINu / wzoru / hasła używanego podczas ich utworzenia.

Zdecydowano się wprowadzić systemowe rozwiązanie dla okienka pojawiającego się podczas korzystania z autoryzacji czytnikiem linii papilarnych. W sensie ustandaryzowano jego wygląd oraz umieszczenie niezależnie od wykorzystywanej aplikacji.

Google przyznało operatorom możliwość ukrycia dokładnej wartości siły sygnału sieci GSM, widocznej dotychczas w ustawieniach systemu (zakładka Informacje o telefonie). Ja osobiście z tego nigdy nie korzystałem i od zawsze traktuję to jako ciekawostkę - wiem jednak, że dla wielu osób jest to niezbędna informacja. Tyle dobrego, że tyczy się to jedynie brandowanych urządzeń, a te są raczej rzadkością pośród potencjalnie niezadowolonych użytkowników. Druga zmiana w tym zakresie niestety nie jest już tak litościwa dla użytkowników, gdyż dotyczy każdego. Nie ma co owijać sprawy w bawełnę - operatorzy otrzymali narzędzie do oszukiwania konsumentów. Wszystko przez to, że symboliczne przedstawienie zasięgu GSM na pasku statusu wcale nie musi się opierać o realnie maksymalną wartości. Właściciel naszej karty SIM może tak tym zmanipulować, by maksymalny zasięg ukazany na ikonie odzwierciedlał połowę realnej siły sygnału (przykład). To, w połączeniu z pierwszą zmianą, daje nam ciekawe narzędzie do tworzenia złudnego poczucia dobrej jakości sieci danego operatora.

Kolejną ciekawostką jest monit wyświetlany wraz z osiągnieciem niskiego stanu naładowana baterii. Dotychczas wyświetlał on przybliżony czas działania na jednym ładowaniu wyrażony w minutach. Obecnie podaje nam dokładną godzinę, w dalszym ciągu opierając się na sposobie wykorzystywania smartphonu.

Osoby trochę bardziej niż mniej zaawansowane na pewno znają “flagi”, będące nieodłączną częścią przeglądarek internetowych. Dzięki nim uruchomimy wiele testowych funkcji, które nieprędko pojawią się w stabilnej odsłonie. Trafiły one teraz do Androida (Opcje programistyczne) i prawdopodobnie wyparły dotychczasowe rozwiązanie, tj. System Tuner. Na chwilę obecną nie znajdziemy tam zbyt wielu rzeczy, niemniej z czasem ich lista powinna rosnąć.

W w/w Opcjach programistycznych znajdziemy również opcję manualnej kontroli trybu nocnego w aplikacjach. Oczywiście wymaga to odpowiedniego wsparcia ze strony dewelopera, lecz jeśli takowe zapewnił, to teraz odgórnie (bez wchodzenia do poszczególnych programów) możemy to kontrolować. W razie chęci wymusimy ciągły ciemny / jasny tryb, ustawimy automatyczną zmianę zależnie od pory dnia lub wybierzemy “zawsze wyłączone”, co przywraca ustawienia domyślne dla danej aplikacji.

Wspomniane wcześniej wsparcie dla wcięcia wymusiło pewną zmianę w interfejsie użytkownika, która mnie osobiście bardzo się podoba, gdyż przywykłem do tego korzystając z MIUI. Otóż przeniesiono zegar z lewej, na prawą krawędź - wiadomo, wcięcie znajduje się pośrodku ekranu, więc trzeba możliwie najefektywniej wykorzystać przestrzeń po obu stronach.

Na koniec warto wspomnieć o wyeliminowaniu mocno irytującej rzeczy, która w teorii miała powiadomić użytkowników o energochłonnych aplikacjach działających w tle. Niestety, powiadomienia te było dość uciążliwe i natarczywe, wyświetlając się non stop i nijak nie dało się ich wyłączyć. Dlatego też bardzo szybko je usunięto - w końcu zadebiutowały wraz z Oreo. 

Rzeczy nieciekawe dla typowego użytkownika, czyli zmiany pod maską

Zaimplementowano obsługę wcięcia (a nawet dwóch jednocześnie…) oraz wielu aparatów (multi-camera API). Zatrzymując się na chwilę przy tej drugiej kwestii warto uściślić pewną rzecz. Z tego co doczytałem, nowego API można używać wyłącznie w jednej konfiguracji, tj. podwójnego aparatu, nie są wspierane kombinacje z ich większą ilością. Dodano przy tym parametr pomagający zredukować czas potrzebny na wykonanie zdjęcia oraz API dla doświetlenia opartego o wyświetlacz (taki substytut dla normalnego flasha). Co ciekawe, pojawiło się również wsparcie dla zewnętrznych kamer wykorzystujących USB/UVC.

Bezpieczeństwo

Pierwsza nowość jest bardzo interesująca, niemniej minie sporo czasu nim wszyscy z niej skorzystają. Otóż aplikacje pisane z myślą o Androidzie Pie domyślnie odbierają i wysyłają dane poprzez HTTPS. Dzięki temu nasze dane będą zabezpieczone szyfrowaniem, co jest krokiem w dobrą stronę.

Idąc dalej mamy niejaki Lockdown Mode, który uruchomimy spod menu uruchamianego poprzez dłuższe przytrzymanie przycisku zasilania. Co nam on daje? Dzięki niemu kolejne odblokowanie urządzenia wymagać będzie podania PINu / hasła / wzoru, gdyż jednorazowo wyłącza on Smart Lock oraz zabezpieczenia biometryczne.

Programy działające w tle mają od teraz zablokowany dostęp do aparatu i mikrofonu. Jeśli jakiś mimo wszystko będzie próbował pozyskać takowe dane, to otrzyma puste rekordy. Oczywiście inaczej sytuacja się ma w sytuacji, gdy korzystamy z aplikacji służącej do nagrywania i ją zminimalizujemy – wtedy otrzymamy powiadomienie informujące o uruchomieniu jej w tle (nowość Androida Oreo), a na nim wyświetli się ikonka kamery i/lub mikrofonu (nowość Androida Pie).

Osoby namiętnie korzystające z nagrywania rozmów na pewno już dawno zauważyły, że niewielu producentów decyduje się na udostępnienie takowej funkcji w swoim oprogramowaniu. Nawet pomimo tego, że sam Android już od dawna natywnie to obsługuje. Wszystko przez wątpliwości natury prawnej, tj. nieautoryzowane nagrywanie rozmów telefonicznych. Wraz z wydaniem 9 odsłony robocika problem ten odchodzi w zapomnienie, gdyż co każde 15 sekund odtworzy on dźwięk informujący o trwającym nagrywaniu (nowość w call recording API).

Kolejne trzy zmiany tyczą się naszego bezpieczeństwa w sieci – MAC Address Randomization, DNS over TLS oraz bardziej restrykcyjne podejście do odczytywania naszego ruchu sieciowego przez aplikacje, które niekoniecznie tego potrzebują. Co tu dużo pisać - w pierwszym przypadku każdorazowo otrzymamy inny adres MAC przy połączeniu do nowej sieci, drugi zapewnia bezpieczne połączenie do serwera DNS, natomiast trzeciego raczej nie trzeba tłumaczyć (np. VPN musi więc trochę większy dostęp niż pakiet biurowy). 

Podsumowanie pozostawiam Wam, w zamian krótka informacja

Powyższy wpis jest jednym z trzech, które planuję opublikować w niedalekiej przyszłości. Ten traktuje o Androidzie 9, będzie coś o wciąż testowym MIUI 10, no i nie zabraknie próby porównania obu. Zastanawiam się jeszcze nad czymś o modyfikacjach Androida / modyfikacji Androida, ale jeszcze nie mam na to pomysłu.