Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Konferencja Windows10devices okiem typowego klakiera – przecieki to jednak zbrodnia na konsumentach

Od dłuższego czasu wierni fani Microsoftu (Ci miej oddani również) wyczekiwali z utęsknieniem dzisiejszej konferencji. Ich wyobraźnia była rozpalana przez co rusz pojawiające się przecieki dotyczące najświeższych urządzeń ze stajni tegoż giganta – niestety doprowadziło to do smutnej dla mnie sytuacji. Czym się ona objawiła? Przez większość czasu jaki poświęciłem na oglądanie tego jednego z ważniejszych wydarzeń dla Microsoftu po prostu się nudziłem, gdyż wiele rzeczy już dawno było pewnych. Oczywiście były również pewne chwile zaskoczenia i to właśnie na nich w głównej mierze postaram się skupić.

Ciut wazeliny oraz co nieco o Xbox One

Jak to zwykle bywa Microsoft postanowił zacząć od małego podsumowania swoich osiągnięć, których dokonał w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Standardowo przytoczono garść statystyk – 110 mln urządzeń z Windows 10 na całym świecie, 1 miliard pytań zadanych Cortanie oraz 1,25 miliarda odwiedzin w sklepie Windows. Co nieco powiedziano o urządzeniach partnerów OEM, jednak największą furorę zrobiła zapowiedź nowych aplikacji – głównie Facebooka, Messengera oraz Instagrama, które powstają od zera w formie uniwersalnych aplikacji.

Co zaś się tyczy wspomnianego w nagłówku Xboxa – jeszcze przed świętami ma on otrzymać niegdyś zapowiedzianego Windows 10, który przyniesie mu kompatybilność wsteczną (w pewnym sensie) z X360. Rozwodzono się przy tym nad ilością świetnych gier (w tym tych posiadanych na własność), nowym kontrolerem oraz najnowszą paczką zawierającą konsolę XO wraz z Halo 5. Wisienką na torcie i jednocześnie ostatnią rzeczą z tego zakresu była prezentacja najnowszej reklamy opisywanej konsoli, która pojawi się jeszcze w USA jeszcze w bieżącym tygodniu.

r   e   k   l   a   m   a

HoloLens wraz z Project XRay

Nad goglami rozszerzonej rzeczywistości HoloLens nie ma sensu się zbytnio rozwodzić. Ich pierwsza prezentacja odbyła się jeszcze w styczniu i w zasadzie niczego nowego się nie dowiedliśmy. Zaskoczono mnie jednak całkowicie nowym projektem opartym o nie, który został nazwany XRay. W jego ramach opracowywany jest Mixed Reality prowadzący do bardzo ciekawego nachodzenia na siebie świata rzeczywistego i wirtualnego. Cała prezentacja nowej technologii wbiła mnie w fotel i był to w zasadzie jedyny moment, kiedy faktycznie czułem lekkie podekscytowanie. Za pośrednictwem specjalnej kamery (znanej ze styczniowej konferencji) mogliśmy oglądać to samo co widziała osoba posiadająca założone gogle – czyli działo pojawiające się bezpośrednio na ręce gracza, który przy jego pomocy musiał niszczyć pojawiające się roboty. Co ciekawe, w ten sposób mogliśmy wchodzić w interakcję również z otoczeniem, gdyż niecelne strzały powodowały jego zniszczenie. Wszystkie hologramy oczywiście mogły oddziaływać na siebie, co pokazano w momencie złapania jednego z przeciwników i ciśnięciu nim w innego – oba widowiskowo wybuchły. Najlepszą rzeczą w tym wszystkim jest fakt, że do zabawy nie musimy posiadać niczego innego poza goglami – żadnych kontrolerów, markerów czy dodatkowych akcesoriów. Osobiście zadaje sobie pytanie ile udziału miała w tym niedawno przejęta firma Havok, a na ile jest to samodzielne osiągnięcie Microsoftu.

Całe przedstawienie zakończono informacją dotyczącą ceny i dostępności pierwszych zestawów deweloperskich. Kwota 3000$ mnie osobiście wbiła w fotel nie mniej niż cała prezentacja, chociaż z drugiej strony nie jest to produkt kierowany do mnie. Jeśli zaś chodzi o rozpoczęcie jego sprzedaży, to przyjdzie nam poczekać do 1 kwartału przyszłego roku. Z chwilą przekazania tych danych Microsoft oczywiście nie omieszkał zaznaczyć, iż oczekuje pojawienia się masy nowych aplikacji tworzonych z HoloLens – zobaczymy czy im się to powiedzie.

Nasza aktywność oraz Microsoft Band drugiej generacji

I tym razem rozpoczęło się klasycznie – wstępny monolog jak ważna jest aktywność wraz z przykładami z życia prezenterki. Zaraz potem krótki film prezentujący możliwości nowej opaski, a po nim właściwa część, czyli fakty. Druga generacja Microsoft Banda posiadać ma znacznie udoskonalony wygląd względem swojego poprzednika. Wyzbyto się ostrych krawędzi na rzecz zaokrąglonego ekranu pokrytego szkłem Gorilla Glass 3 generacji. We wnętrzu umieszczono 11 różnych sensorów, w tym barometr umożliwiający rozróżnianie wysokości na podstawie pomiaru ciśnienia. Jeśli zaś chodzi o współpracującą z opaską aplikację Microsoft Health, to już można ją aktualizować za pośrednictwem sklepu (warto nadmienić, że do "podstawowego" działania wystarczy jej wyłącznie SensorCore). Daje nam ona dostęp do wszystkich funkcji, w tym jednej dość interesującej – oprogramowanie ma w przybliżeniu określać nasz pułap tlenowy, dzięki czemu mniej więcej ocenimy swoją wydolność fizyczną. Oczywiście podkreślono głęboką integrację z Cortaną, która umożliwi nam zarówno odczytywanie, jak i odpowiadanie na powiadomienia pochodzące z różnych źródeł.


Zamówienia w preorderze możemy składać już dziś, natomiast jej ostateczna dostępność rozpocznie się z dniem 30 października. Jeśli zaś chodzi o cenę, to obyło się bez zaskoczenia – 249 dolarów jak w przypadku poprzednika.

Czas spełnienia snu wielu fanów - seria Surface oraz Lumia

Surface Pro 4 i akcesoria

Tak jak poprzednio tak i tutaj rozpoczęto dość entuzjastycznie. Według zapewnień Microsoftu aż 98% osób korzystających z Surface Pro 3 jest zadowolona i poleca go swoim znajomym. Był to zatem czysty strzał w dziesiątkę – idealne narzędzie do pracy dla każdego. Zaraz potem przeskoczono do jego następcy, czyli Surface Pro 4. Specyfikacja mniej więcej pokrywa się z tym co mogliśmy czytać w ostatnich tygodniach – 12,3” ekran z zagęszczeniem pikseli na poziomie 267 PPI i technologią PixelSense (pokryty szkłem Gorilla Glass 4). W obudowie o grubości zaledwie 8,4 mm zamknięto 16 RAM, procesor Intel Core 6 generacji oraz dysk o pojemności 1 TB. W tym momencie pochwalono oczywiście jego wydajność, która jest o 30% większa od poprzednika oraz o 50% od niby bezpośredniego konkurenta, czyli MacBooka Air.

Pochwalono również nową odsłonę rysika, który rozróżniać ma aż 1024 poziomy nacisku, a jego drugi koniec może służyć jako gumka. Ponadto zniwelowano mankament poprzedniej generacji i wyposażono go w magnesy – dotychczas pewnych problemów nastręczał jego transport, a obecnie po prostu umieścimy go na jednym z boków Surface Pro 4. Warto tutaj nadmienić, iż jego bateria wystarczać ma na cały rok intensywnej pracy – zobaczymy jak z tym wyjdzie. By zademonstrować jego precyzję oraz czułość posłużono się wideo, na którym dłoń bliżej niesprecyzowanej osoby rysowała nuty na pięciolinii – efekt był faktycznie piorunujący, a zwłaszcza szybkość z jaką wszystko się odbywało. W ramach ciekawostki warto nadmienić, iż ma on być dostępny w aż 5 wersjach kolorystycznych.

Swój czas podczas prezentacji otrzymała również udoskonalona klawiatura CoverType, która może pochwalić się kilkoma nowościami. Przede wszystkim zaimplementowano w niej o 40% większy, precyzyjny i szklany touchpad, który ma być znacznie przyjemniejszy w obsłudze niż poprzednik. Odstępy pomiędzy klawiszami mają być odpowiednio duże by móc komfortowo z niej korzystać, a przy tym posiadać mają one niski skok – ich niewątpliwą zaletą ma być cicha praca. Jednak największą nowością jest niewątpliwie czytnik linii papilarnych, który ma sprawić, że nasze urządzenie będzie bezpieczniejsze niż kiedykolwiek. Na sam koniec warto wspomnieć, że tak jak w przypadku rysika otrzymamy 5 różnych kolorów.

To by było na tyle, jeśli chodzi o Surface Pro 4, więc skupmy się teraz na cenie i dostępności. Preordery ruszają już jutro, natomiast w sklepach pojawi się z dniem 26 października – kwota jaką przyjdzie nam zapłacić wynosi 899$, czyli klasycznie.

Całkowite zaskoczenie – Microsoft Surface Book

W momencie prezentacji tego urządzenia byłem całkowicie zaskoczony, gdyż nie było żadnych, choćby najmniejszych przecieków na jego temat. Nazwa mogłaby sugerować, iż mamy tutaj do czynienia z bezpośrednim konkurentem dla Chromebooków, aczkolwiek cena i specyfikacja jakby temu przeczą. Co więc otrzymujemy? Przede wszystkim w oczy rzuca się 13,5” ekran wyposażony w technologię PixelSense (267 PPI). Procesor to Intel Core i7, natomiast GPU ma być ze stajni Nvidii – czyli nie musimy się martwić o niską wydajność. Jeśli zaś chodzi o RAM, to tutaj jest prawdziwy szał, gdyż zdecydowano się na GDDR5 VRAM w ilości 16 GB. Tak jak w przypadku Surface 4 Pro postanowiono przyrównać go do sprzętu Apple, jednak tym razem do MacBooka Pro – ponoć bije go dwukrotnie swoją wydajnością. Mimo niby ogromnej mocy całość ma być w stanie pracować do 12h na baterii, co wydaje się dość nieprawdopodobnym wynikiem. Wyróżnikiem ma być bardzo cicha (ale tak bardzo-bardzo!), podświetlana klawiatura, szklany touchpad oraz magnezowa obudowa – no i oczywiście wypinany ekran, gdyż to wciąż mimo wszystko hybryda.

Cena i dostępność? Preorder od jutra, w sklepach 26 października w cenie 1499 dolarów.

Warto w ramach podsumowania do obu urządzeń z linii Surface dopisać, iż wspierać one będą specjalną stację dokującą. Rozszerzać ma ona ich możliwości o 4 USB 3.0, 2 gniazda 4k DisplayPort, Ethernet – wszystko to poprzez „One Productive Connection”.

Ogólnie nuda, choć i mały zryw był - prezentacja Lumii 550, 950 oraz 950 XL

Co zabawne, Lumiom poświęcono relatywnie mało czasu, a już niekwestionowanym mistrzem była Lumia 550. O ile mi się nie przysnęło, to poświęcono jej cały JEDEN (JEDEN!!!) slajd, który podawał jej cenę, która wyniesie 139$ (w grudniu w sklepach) – mistrzostwo. Jeśli zaś chodzi o flagowce, to tutaj brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Otrzymają 5,2” oraz 5,7” ekrany OLED o zagęszczeniu pikseli wynoszącym odpowiednio 564 oraz 518 PPI – wartym odnotowania jest wsparcie dla funkcji Glance Screen. Mniejsza wersja ma być wyposażona w 6-rdzeniowego Snapdragona 808, natomiast większa posiadać będzie 8-rdzeniowego Snapdragona 810. Na szczęście nie musimy się martwić o ich ewentualnie przegrzewane, gdyż Microsoft (co zaskakujące) zastosował w nich chłodzenie cieczą. Pewną ciekawostką jest zastosowanie dwóch anten GSM, które zapewnić mają idealny zasięg niezależnie od miejsca (i sposobu trzymania) naszego pobytu. Za zdjęcia (w obu przypadkach) odpowiadać ma 20 MPx aparat tylny wspierany przez potrójną diodę LED RGB, technologię PureView oraz piątą generację optycznej stabilizacji obrazu. Jak twierdzi Microsoft dzięki niej wreszcie na zdjęciach będziemy wychodzić jak ludzie, a nie niewyraźne czy rozmyte „duchy”. Miłą informacją jest obecność dedykowanego spustu aparatu, którego przytrzymanie uruchamiać będzie nagrywanie w rozdzielczości 4K. Na sam koniec wspomniano o obsłudze Windows Hello, kart pamięci do 2 TB oraz obecności USB-C i szybkiego ładowania.


Przy okazji Lumii zaprezentowano również nowe akcesorium, którym jest Microsoft Display Dock. Jak można się domyślić odpowiedzialny jest on za pracę funkcji Continuum, a przy tym zapewnia on nam dostęp do dodatkowych portów – HDMI, DisplayPort oraz 3 gniazd USB przeznaczanych na mysz, klawiaturę czy inne bajery. Zaprezentowano nam działanie nowej funkcji i jak mogliśmy się przekonać daje ona wielkie możliwości. Dzięki uniwersalnym aplikacjom w zasadzie nie odczujemy, że jednostką centralną cały czas jest nasz smartphone – ich interfejs dopasuje się większego ekranu i nie będzie się różnić niczym od tego co mamy na naszych desktopach. Przełączanie się między programami? Pasek zadań? Menu Start? Wszystko wygląda identycznie jak na pełnym Windows 10, dlatego też nikt nie powinien czuć się w tym wszystkim zagubiony. Co ciekawe, opisywany dok pozwoli również podpiąć zewnętrzne nośniki pamięci, z którymi Windows 10 Mobile poradzi sobie bez problemu. Oczywiście ekran smartphona cały czas działać będzie niezależnie, więc nie musimy się martwić ewentualną przegapioną rozmową czy wiadomością SMS.

Standardowo przejdźmy teraz do ceny oraz dostępności. W przypadku akcesorium do obsługi Continuum nie wiemy nic na ten temat, lecz Lumie nie są dla nas żadną tajemnicą. Zakupu dokonać będziemy mogli już w listopadzie za kwotę 549 za Lumię 950 oraz 649$ za Lumię 950 XL.

Podsumowanie

Tak mniej więcej przedstawia się konferencja Windows10devices pod kierownictwem Microsoftu. Choć znaczną część informacji posiadaliśmy jeszcze na długo przed nią, o tyle rodzynki w postaci Surface Booka oraz Project XRay sprawdziły, że nie czuję żalu poświęcając swój czas na jej obejrzenie. Odnoszę obecnie wrażenie, że Microsoft prawdziwie wygrał w kwestii rozszerzonej rzeczywistości, gdyż prezentowana przez niego technologia wgniata w fotel. Czas pokaże jak wiele uda im się ugrać nowymi urządzeniami, aczkolwiek w teorii tragedii nie powinno być - tak czy siak konsumenci jak zwykle zweryfikują wszystko po swojemu.


 

windows urządzenia mobilne hobby

Komentarze