Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Microsoft Arc Mouse - dziwna recenzja + dziwny wstęp

Mysz komputerowa - pieszczotliwie zwana gryzoniem – jest niezastąpiona przy wykonywaniu bardziej zaawansowanych prac na naszym komputerze. Dlatego też tworzonych jest coraz więcej jej wariacji – dla graczy, dla lewo/praworęcznych, składanych, bezprzewodowych lub przewodowych.
Swoją przygodę z tym akcesorium rozpocząłem od standardowej w owych czasach myszy "kulkowej". Była ona dość wygodna, jednakże myszy tego typu miały problem – i to momentami dość uciążliwy - z innymi powierzchniami niż podkładki dostosowane pod nie.

Kolejną była bezprzewodowa mysz optyczna, która jak mi się wtedy wydawało, była idealna – niestety nic bardziej mylnego. Mimo znacznej poprawy względem poprzedniej, dostałem w zamian jedną dość irytującą wadę – baterie, które wysiadały w przeciągu miesiąca i to w najmniej oczekiwanym momencie. To był właśnie główny powód, kolejnego „przeskoku”..

Niecałe 2 lata po ostatnim zakupie, znów stanąłem przed wyborem, który padł na mysz Logitech X7 w wersji „czerwono-ognistej”. Sprzęt bardzo dobry – możliwość modyfikowania DPI przyciskiem na myszy, dzięki czemu każdy mógł ją dostosować pod siebie, nie „grzebiąc” w ustawieniach systemu czy danej gry. Dodatkowo posiadała 2 przyciski na lewym boku – wstecz i dalej, dzięki czemu nawigowanie na stronach internetowych było bardzo ułatwione. Była to jak dotąd moja najlepsza mysz – lecz jak wszystko co dobre, moja radość nie trwała zbyt długo. Z dnia na dzień przestała działać, przez co zostałem bez gryzonia.

Początek „prawdziwej” recenzji

W tym właśnie momencie (choć w międzyczasie przewinęła mi się jeszcze mini mysz, o której nie warto chyba wspominać …) przyszła mi na ratunek Microsoft Arc Mouse, która była niejako połączeniem mojej ostatniej myszy (wygoda) wraz z zaletą bezprzewodowości (oby tym razem zdała lepiej egzamin).

Odbierając pudełko od bardzo sympatycznej osoby (HZ ^^) zdziwiłem się na widok jego zawartości – całkowicie nieznany mi koncept myszy. Przyzwyczajony do „jednego słusznego wyglądu” nie mogłem oderwać od niej wzroku, lecz jak to zwykle bywa, miałem obawy odnośnie jej kształtu – iż może okazać się niezbyt wygodny (jak się później przekonałem – moje obawy były całkowicie nieuzasadnione).

r   e   k   l   a   m   a

W skład zestawu (co widać na powyższym zdjęciu) wchodziły 2 baterie AAA, pokrowiec na mysz, opis i postanowienia gwarancyjne, instrukcja do myszki oraz inne mniej ważne papiery. Po tym szybkim przeglądnięciu zawartości pudełka, przystąpiłem do oglądania tego dość intrygującego sprzętu.

Jak widać doskonale, mysz jest dość minimalistyczna – prócz scroll’a który może posłużyć jako środkowy przycisk, występują 2 główne i wszystkim znane przyciski – lewy i prawy. Dodatkowo na lewej krawędzi dodano przycisk, którego położenie jest niestety dość niefortunne – przy wygodnym trzymaniu myszy, należy przesunąć całą dłoń ciut do przodu, by móc do niego dosięgnąć. Oczywiście każdy z przycisków można dowolnie zaprogramować (jest bardzo dużo możliwości – przez skróty klawiszowe, poprzez makra i inne bajery). To, co rzuca się w oczy na zdjęciach, to adapter USB – znajdujący się na „klapce” (w miejscu, w którym widać zawiasy można złożyć mysz, tak by przy transporcie zajmowała mniej miejsca) – dzięki któremu możemy mysz połączyć bezprzewodowo z każdym komputerem posiadającym ów port (i to bez dodatkowych sterowników, które producent oczywiście zaleca i tak pobrać).

To tyle, jeśli chodzi o część „unboxing and hands-on”. Przejdźmy teraz do części bardziej opisującej „doznania” podczas użytkowania – a te są jak najbardziej pozytywne. Po podłączeniu adaptera pod port USB, komputer nie ma najmniejszego problemu z wykryciem myszy – mimo iż w momencie podłączenia nie miałem dostępu do Internetu, tak więc Windows nie mógł pobrać żadnych nowych sterowników. Kursor myszy płynnie i bez żadnych przycięć podróżuje tak jak mu rozkażemy, choć w instrukcji nie jest napisane (lub nie zauważyłem tego) ile dokładnie DPI posiada ten sprzęt, to jest ono dość duże – na ustawieniach standardowych nie potrafiłem komfortowo pracować ^^. Dzięki charakterystycznemu i bardzo łukowatemu kształtowi, mysz bardzo dobrze leży w dłoni oraz nie poci się tak obficie (xD) jak zazwyczaj. Dość częstym problemem bezprzewodowych myszek jest fakt, iż bateria lubi się rozładować w najmniej spodziewanym momencie – na nasze szczęście Microsoft wykazał się zapobiegawczością (choć raz xP) i dodano diodę, która w momencie niskiego stanu baterii zaczyna świecić w kolorze czerwonym (niestety nie wiem ile dokładnie oznacza zwrot „niski”).

Krótkie podsumowanie

Mimo swojej ceny – na Ceneo od 129 zł – jest to dość ciekawa pozycja na rynku. Intrygujący i przykuwający wzrok kształt wraz z lekkością i wygodą w obsłudze sprawiają, iż jestem w stanie polecić ją każdemu, dla kogo liczy się nie tylko wygoda w użytkowaniu, lecz również walory estetyczne. Dioda informująca o niskim stanie naładowania baterii jest plusem, który w mojej opinii niweluje niefortunne umiejscowienie bocznego przycisku. Dodam jeszcze (bo w sumie nie napisałem wcześniej), iż przyciski chodzą bardzo lekko i nie zacinają się w ogóle.

Tak więc – czy jestem zadowolony? Odpowiedź brzmi tak. Mimo iż używam jej dopiero jeden dzień, jestem już pewny, iż będzie nam się dobrze współpracowało.

PS.


Przepraszam za błędy w tekście i jakość zdjęć (oraz jedno zdjęcie do góry nogami - na dysku normalne, a tutaj tak śmiesznie mi wrzuca xP). Miałem nagrać cały unboxing, lecz brak mi kamery ze statywem / trzeciej ręki do trzymania kamery / kogoś kto by mi potrzymał kamerę przy rozpakowywaniu ^^

PS2


Bardzo dziękuję za możliwość jej użytkowania - HZ FTW :D 

sprzęt

Komentarze