Nowości i zmiany w drugiej becie Androida 11, wewnętrznie zwanego Red Velvet Cake

Google, mimo niesprzyjających warunków, konsekwentnie trzyma się swojego planu rozwoju Androida 11. Zgodnie z nim, początkiem lipca udostępniono drugą betę Androida 11, która wniosła szereg poprawek i kilka pomniejszych nowości. W międzyczasie zdradzono, wewnętrznie wykorzystywaną, "słodką nazwę" – Red Velvet Cake (od 7:49). Bo wiecie, już przy okazji 10 odsłony zrezygnowano z publicznego używania tej nomenklatury, choć i wtedy Dave Burke, tj. wiceprezes “działu technicznego”, ujawnił rozwinięcie dla znanego nam “Q” - Quince Tart. 

Rzeczy wypunktowane przez Google

Android 11 osiągnął coś, co nazwano “Stabilnością Platformy”, przez co mamy rozumieć ukończenie prac nad systemowym zachowaniem i API. To z kolei oznacza, że deweloperzy mogą zabrać się za ostateczne testy kompatybilności tworzonych aplikacji. Przy okazji wspomniano co nieco o odpowiednich do tego narzędziach. Przypomniano również o chęci przyśpieszenia wdrażania kolejnych wydań systemu, w czym pomaga Project Treble oraz Project Mainline. Jeśli interesują Was tego typu technikalia, polecam zerknąć do oficjalnego wpisu. Zawarto tam chociażby wykres wskazujący na coraz szybszą adopcję nowych odsłon Androida, co pokrywa się z moimi obserwacjami.

Oprogramowanie będzie mogło otrzymać uprawnienie dla dostępu do sieci “per-process”, a nie dla całego programu. To powinno zauważalnie zwiększyć bezpieczeństwo naszych danych, ograniczając potencjalny wektor ataku.

Wypada również odnotować, że nieco odroczono w czasie wymóg tworzenia aplikacji z myślą o Androidzie 11. Tak więc po sierpniu 2021 nie opublikujemy niczego, co celuje w “poziom API” niższy niż 30, natomiast dla uaktualnień ten termin ustalono na listopad.

Wypatrzone nowości

Kolejność nie ma tutaj większego znaczenia, więc zacznijmy od szeroko omawianej zmiany zachowania karty odtwarzacza. Jak już zapewne wiecie, przeniesiono ją z powiadomień wprost do szybkich skrótów, dzięki czemu nie zginie ona w natłoku notyfikacji. Jednak jeszcze w pierwszej becie musieliśmy ręcznie to włączyć w opcjach deweloperskich, gdy obecnie jest to domyślnie uruchomione. Uaktualniono przy tym jej wygląd i zamiast małego okienka na lewo od przycisków mamy w zasadzie powrót do tego starego, moim zdaniem ładniejszego, stylu.

Jest to drobnostka, ale podczas wznawiania / wstrzymywania z poziomu omawianej karty ujrzymy subtelną animację "wyskakującą” z tego przycisku. Blog GIF’ów nie wspiera, więc zainteresowanych odsyłam tutaj.

Rejestrator ekranu, czy jakkolwiek go po polsku nazywają, w końcu może równocześnie nagrywać dźwięk pochodzący z urządzenia oraz z mikrofonu.

Ponownie pochylono się nad ekranem udostępniania, który wielu użytkowników przyprawia o białą gorączkę - głównie wtedy, gdy korzysta się z większej ilości aplikacji. Po pierwsze dlatego, że bywa przez to niemiłosiernie powolny, a po drugie dlatego, iż brak w nim ładu i składu. Jasne, Google co rusz poprawia to i owo, dzięki czemu obecnie jest ono znacznie lepsze niż jeszcze początkiem roku. Jednak to wciąż zbyt mało, dlatego też poczyniono kolejny krok w dobrym kierunku - jeśli program posiada więcej niż jedną opcję do wyboru, to wszystkie są zwinięte do pojedynczej pozycji. Raczej nie muszę nikomu tłumaczyć, że mocno skraca to wyświetlaną listę. Dodatkowo, przypięte tam oprogramowanie wyświetla teraz charakterystyczną ikonę przedstawiającą pinezkę.

Funkcja Device Controls, tj. menu zasilania rozszerzone o kontrolki inteligentnych urządzeń, otrzymała obsługę dłuższego przytrzymania palca na przypiętych tam skrótach. Po jego wykonaniu ukażą się zdefiniowane przez twórcę “zaawansowane kontrolki”.

Ustawienie opcji “zezwól aplikacjom na pokazywanie bąbelków” jako domyślnej to dopiero początek, gdyż Google najwyraźniej nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w tym aspekcie. Przy okazji drugiej bety na karcie notyfikacji dodano przycisk uruchamiający “bąbelek”. Uczciwie wspomnę jednak o tym, że póki co tylko dwie aplikacje wspierają ten mechanizm – Wiadomości Google oraz Messenger. Pozostając w temacie zakomunikuję jeszcze jedną rzecz, a mianowicie chowa się on automatycznie po włączeniu pełnoekranowego programu.

Z bliżej nieznanego powodu zadecydowano o nałożeniu limitu na “dowolną zmianę rozmiaru okna wyświetlanego w trybie obraz-w-obrazie" (Picture-in-Picture). Wcześniej mogliśmy je powiększyć na całą szerokość wyświetlacza, oczywiście przy zachowaniu właściwych proporcji, a obecnie respektowane jest zdefiniowane dla naszego urządzenia DPI.

Widok ostatnich aplikacji zyskał nieco uaktualnioną ikonę przycisku “zaznacz”.

Do 84 wspieranych kontrolerów (domyślne mapowanie klawiszy) dodano trzy nowe – kolejny Xbox 360 Wireless Controller, Xbox USB Controller oraz Steam Controller (Model 1001).

Dla ludzi lubiących efekt przezroczystości mam niewątpliwie złą wiadomość - bez zapowiedzi usunięto (a może to błąd?) z Pixel Launcher’a transparentność szuflady na aplikacje.

Z Pixel’a 4 zniknęła opcja “wymuś 90Hz”, a zamiast niej wysunięto na wierzch “płynny wyświetlacz”, czyli mechanizm automatycznie dostosowujący prędkość odświeżania ekranu zależnie od aktualnego kontentu.

Do ustawień powiadomień zawitała dedykowana zakładka o nazwie “Konwersacje”, którą słusznie powinniście skojarzyć z niedawno wydzieloną grupą w panelu powiadomień. Zdefiniujemy tam priorytety dla tego rodzaju notyfikacji czy wyświetlanie / użycie tu i ówdzie opisywanych “bąbelków”.

Posiadacze urządzeń z serii Pixel zapewne znają tamtejsze narzędzie do edycji zrzutów ekranu – Markup. W najnowszej becie nieco je uaktualniono, podmieniając przycisk “udostępnij” na samą ikonę, “zapisz” przenosząc do okna dialogowego ukazującego się po wciśnięciu “gotowe” (co z kolei wcześniej było strzałką “wstecz”) i dodając ikonę kosza (raczej nie trzeba tłumaczyć za co odpowiada).

Ogromny zawód

Na piedestale w tej kategorii bezsprzecznie powinno się umieścić tzw. długie zrzuty ekranu. Wiele wskazywało na to, że mechanizm ten zadebiutuje wraz ze stabilną aktualizacją, aczkolwiek teraz już wiemy, że powinniśmy porzucić wszelkie nadzieje. Co ciekawe, w zeszłym roku zdradzono, że funkcja ta pojawi się właśnie w Androidzie 11, lecz teraz stwierdzono, że nie będzie ona gotowa na czas. Mogłoby się to wydawać dziwne, ponieważ wielu producentów od dawna zapewnia użytkownikom takową opcję. Jednak nic bardziej mylnego, gdyż Google zamierza pójść o krok dalej i stworzy nowy framework, z którego skorzystają również zewnętrzne aplikacje. Aktualnie brak w tym aspekcie jakiegokolwiek standardu działania, każdy robi to po swojemu.

Generalnie polecam zerknąć na całe AMA, gdzie poruszono kilka ciekawych tematów, a które jak zwykle odbyło się na Reddit.

Ciekawostki wciąż będące w fazie rozwoju

Wraz z wydaniem Androida 9 przeniesiono kod odpowiedzialny za ekran ostatnich aplikacji z SystemUI do Launcher3, będącego częścią AOSP. W związku z tym, stał się on częścią fabrycznie zastosowanego launchera, co przełożyło się na bezproblemowo działające gesty pełnoekranowe. Schody zaczynały się dopiero w momencie, gdy chcieliśmy skorzystać z zewnętrznego rozwiązania, takiego jak chociażby Nova Launcher. Pojawiły się jednak przesłanki świadczące o tym, że Google zamierza dać wybór użytkownikom lub w dłuższej perspektywie całkowicie powrócić do starego rozwiązania.

Pixel 4 oraz Pixel 4 XL zyskał aplikację o nazwie Device Drop Monitor, której nie znajdziemy na liście zainstalowanych programów – co oczywiście nie przeszkodziło obeznanym w temacie osobom w dotarciu do niej. W każdym razie, wykrywać ma ona nagłe upuszczenie smartphonu, a następnie zapisywać czas opadania oraz przyśpieszenie. Jakby tego było mało, na koniec poprosi użytkownika o wypełnienie krótkiej ankiety, gdzie znajdziemy m. in. pytania o przybliżony “dystans lotu”, na jaki materiał upuszczono urządzenie i czy korzystamy z dodatkowej formy zabezpieczenia (pokrowiec). Po jej wypełnieniu zobaczymy komunikat, że nasze odpowiedzi pomogą udoskonalić przyszłe urządzenia z linii Pixel.

Pozostało już tylko wspomnieć o uaktualnieniu algorytmu stojącego za Adaptacyjną Jasnością, mającego teraz lepiej reagować na skrajnie wysoki poziom nasłonecznienia. W przypadku jego wykrycia wyświetlacz rozjaśni się jeszcze bardziej, co ma być odpowiedzią na narzekania posiadaczy Pixel’a 4 dotyczące zbyt małej czytelności ekranu w pełnym słońcu. Wszystko wskazuje również na to, że nowość ta trafi również do AOSP, co sugeruje systemowa aplikacja o nazwie HbmSvManager (com.android.hbmsvmanager).

Pozostałe, inne, takie tam rzeczy

W ostatnim tygodniu lipca Google udostępniło betę oznaczoną jako 2.5, zawierającą jedynie poprawki irytujących błędów.

Kolejne ikony, będące częścią Emoji 13, trafiły do zielonego robocika i co ciekawe, wreszcie skorzystamy z nich bezproblemowo. Dotychczas jedyną opcją było skopiowanie pożądanej emotki z zewnętrznego repozytorium, chociażby Emojipedia. Wraz z niedawno wydaną testową wersją Gboard niedogodność ta odeszła w niepamięć i wkleimy je wprost z jej poziomu.