Ostatnie tegoroczne wydanie jest zaskakująco obszerne, czyli Windows 10 w kompilacji 18305

Zaraz przed świętami Microsoft wydał ostatnie w 2018 testowe wydanie, nadano mu numer 18305. Podejrzewałem, że z racji rozluźnionej atmosfery firma zmniejszy, już i tak niskie, tempo prac. Byłem tego prawie pewny, lecz ostatecznie okazało się, że udostępniona wersja jest co najmniej zadowalająca. Oczywiście w moim odczuciu, gdyż na Waszą opinię przyjdzie jeszcze czas. 

Interfejs, menu start i takie tam

Pierwszą rzecz, która powinna spodobać się wszystkim użytkownikom, ujrzymy wyłącznie po świeżej instalacji systemu, gdyż tyczy się domyślnego ustawienia kafelków w menu start. Zredukowano szerokość do jednej kolumny, co osiągnięto poprzez zmniejszenie ilości przypiętych programów oraz pogrupowanie ich w foldery. Wszystkie „zbędne” odnośniki do gier znajdziemy więc w jednym miejscu, tak jak i aplikacje stworzone przez Microsoft – wiele zależy od przyjętego scenariusza, tj. wykorzystywanej odsłony Windows (konsumencka, edukacyjna, biznesowa). Co ciekawe, pojawiła mi się opcja podzielenia menu start na dwa widoki – kafle i lista aplikacji, pomiędzy którymi możemy się przełączać. Domyślny jest oczywiście ten pierwszy i niestety tego nie zmienimy. Co ciekawe, na różnych recenzjach widziałem takową opcję już kilka miesięcy temu, a u mnie pojawiła się dopiero teraz – uroki testów A/B albo pogarszającego się z wiekiem wzroku.

Idąc dalej, Microsoft ni stąd ni zowąd przywrócił cienie zaimplementowane wraz z odsłoną 17711 (lekko ponad pół roku temu), które niedługo potem zostały usunięte – mowa o elementach systemu wykorzystujących Fluent Design. Co prawda ja nie dostrzegam ich nawet na poglądowym zdjęciu (najwyraźniej wzrok już nie ten), ale może Wam się uda.

Nieco zaktualizowano widok ustawień, wrzucając na górną belkę kilka dodatkowych informacji – nasz awatar oraz nazwę profilu wraz z odnośnikiem do witryny Microsoftu, stan aktualności systemu, status synchronizacji z OneDrive (u mnie akurat tego brak) i połączenia z telefonem oraz, w przypadku wspieranych regionów, ilość punktów zgromadzonych na koncie (Microsoft Rewards). Z tych mniej “spektakularnych” zmian odnotować wypada przesunięcie kategorii Wyszukiwanie przed Aktualizacja i Zabezpieczenia.



W ramach “takie tam” można wspomnieć o czterech drobnostkach, a mianowicie:

  • Dodaniu tzw. “przyjaznych dat” (friendly dates – uproszczony format wyświetlania). Co prawda nie jest to żadna nowość, gdyż funkcja ta zadebiutowała już w kompilacji 18272, jednak teraz ułatwiono jej włączenie / wyłączenie. Wcześniej musieliśmy udać się do ustawień eksploratora plików, obecnie wystarczy wywołać menu podręczne zarządzania kolumnami;
  • Umożliwieniu zdefiniowania domyślnej karty w menadżerze zadań;
  • Zoptymalizowaniu interfejsu systemowego schowka (WIN + V) w taki sposób, by więcej zmieściło się w jednym widoku bez przymusu przewijania. Wszystko to w oparciu o informacje zwrotne zebrane przez Microsoft, wedle których 90% kopiowanej treści to wyłącznie tekst;
  • Uaktualnieniu okna resetowania PINu, obecnie nawiązującego do webowego interfejsu logowania wykorzystywanego na witrynach Microsoftu.

Niekoniecznie nowe funkcje

Nie wiem czy kojarzycie, lecz swego czasu Microsoft dodał do Windows 10 mechanizm automatycznego logowania do konta po przeprowadzonej aktualizacji, aby ją sfinalizować i ponownie otworzyć zamknięte aplikacje. Przydatny bajer, gdyż potrafi zaoszczędzić kilka minut – cały proces uaktualniania jest dość ślamazarny, więc nikomu nie chce się go obserwować. W każdym razie, dotychczas był on dostępny wyłącznie na konsumenckich maszynach, a teraz obsługiwane są również, jak to ładnie określił Microsoft, urządzenia “Cloud Domain Joined”. Warunkiem działania jest uruchomiony Bitlocker, obecność SecureBoot oraz TPM 2.0.

Kolejna “niekoniecznie nowa funkcja” to aplikowanie rekomendowanych rozwiązań dla występujących problemów. Nie jest to żadna nowość w tym sensie, że już wcześniej stosowny przełącznik i wszystkie opisy były widoczne w ustawieniach, lecz dopiero teraz całość jest w pełni sprawna. Windows wykrywa błąd, pojawia się stosowne powiadomienie, a po kliknięciu ujrzymy dostępne opcje – proste, choć skuteczność jest raczej dyskusyjna.

W końcu rozszerzono obecność Kaomoji oraz symboli na wszystkich Insiderów, gdyż dotychczas (począwszy od kompilacji 18252) jedynie “wybrani” mogli z nich skorzystać. Mam na myśli pływające okienko (tzw. Emoji picker) skryte pod skrótem WIN + “.” lub WIN + “;’.

Ponownie udostępniono udoskonalone japońskie IME, pierwotnie debiutujące w wydaniu 18277. Po pewnym czasie wycofano się z niego, by nanieść poprawki i wyeliminować błędy zgłoszone przez Insiderów. Żeby nie było nam jednak zbyt dobrze, nowe IME dostępne jest wyłącznie dla części testerów - reszta otrzyma je w miarę upływu czasu.

Logowanie do Windows 10 poprzez “password-less Microsoft accounts”

Microsoft co jakiś czas dużo pisze / mówi o wyjściu z “ery haseł” na rzecz innych, ponoć lepszych rozwiązań. Pierwsze tego efekty ujrzymy już w opisywanej kompilacji, do której zalogujemy się poprzez podanie numeru telefonu (o ile wcześniej przypisaliśmy go do naszego konta Microsoft) i przepisanie jednorazowego kodu otrzymanego w SMS. Oczywiście chodzi tutaj o pierwsze logowanie podczas tworzenia nowego użytkownika, a nie każdorazowo po uruchomieniu komputera.

Jeśli jeszcze takowego nie posiadamy, jak możemy utworzyć “password-less phone number account”? Firma wspomina, że wystarczy jakakolwiek z ich aplikacji mobilnych (podejrzewam, że nie tyczy się to Windows 10 Mobile) - klikamy w darmową rejestrację i podajemy numer telefonu.

Warto przy tym pamiętać, że w chwili obecnej obsługiwany jest wyłącznie Windows 10 w edycji Home – obsługa wyższych pojawi się później.

Windows Security

Pierwsze co rzuca się w oczy to znacząco usprawniony widok historii ochrony. Poza tym, że wyświetlane tam wpisy prezentują teraz więcej szczegółów, to jeszcze znajdziemy pośród nich próby zmodyfikowania zawartości folderów z kontrolowanym dostępem oraz wszystkie wykrycia dokonane w trakcie skanowania offline. Na liście znaleźć mamy również „oczekujące rekomendacje” (posiadające status, oraz kolor, żółty lub czerwony), cokolwiek miałoby to oznaczać – szczegółowego opisu brak, a ja jakoś domyślić się nie mogę.

Do zakładki Ochrona przed wirusami i zagrożeniami dodano przełącznik ochrona przed naruszeniami, który uniemożliwia postronnym osobom majstrowanie przy newralgicznych ustawieniach zabezpieczeń. Microsoft wspomina, że limituje ona m.in. zmiany nie wykonywane bezpośrednio spod aplikacji Windows Security. 

Wisienka na torcie, czyli Windows Sandbox

Może już nie pamiętacie, lecz niejednokrotnie podkreślałem, iż każda kolejna odsłona Windows 10 posiada mechanizm wyróżniający ją na tle poprzedników. Dodawałem przy tym, że 19H1 jak na razie nie posiada niczego takiego, przez co uaktualnienie to jawi mi się jako bezpłciowe i nudne. Tak było do czasu udostępniania kompilacji będącej przedmiotem tego wpisu, wraz z którą zadebiutował Windows Sandbox.

Jest to nic innego jak izolowane środowisko, czytaj maszyna wirtualna, gdzie bez strachu możemy pobrać i uruchomić niepewne pliki. Wszystko przez to, że (przynajmniej w teorii) wszystkie zmiany tam dokonywane nie wychodzą poza piaskownicę i zostają całkowicie wykasowane wraz z zamknięciem sesji. Mechanizm sam w sobie nie jest niczym nowym, lecz jego wspawanie w Windows jest sporym ułatwieniem. Niweluje to przymus pobierania obrazu systemu i jego ewentualne ręczne uaktualnianie – w końcu całość bazuje na posiadanej przez nas wersji. Sami nie musimy niczego konfigurować, ustawiać, definiować – klikamy w ikonę i od razu działamy. Korzystając z tego narzędzia zyskujemy zwiększone bezpieczeństwo (w odniesieniu do rozwiązań firm trzecich) – wykorzystywana jest izolacja jądra systemu oparta o sprzętową wirtualizację, czyli jądro obecne w Windows Sandbox jest całkowicie odseparowane od jądra gospodarza (jakkolwiek to nie brzmi). Nie zapomniano również o zapewnieniu stosownej wydajności – dzięki inteligentnemu zarządzaniu pamięcią oraz wirtualnemu GPU.

Wszystko to całkowicie za darmo (w ramach posiadanej licencji), choć jedynie dla Windows 10 w edycji Pro oraz Enterprise. Domyślnie (przynajmniej w chwili obecnej) Windows Sandbox jest wyłączony i jeśli chcemy zmienić ten stan rzeczy, to musimy udać się do Panelu Sterowania (a jakże), a następnie przejść do zarządzania funkcjami Windows. Tam odszukujemy interesującą nas pozycję, restartujemy komputer i klikamy w ikonę widoczną na liście aplikacji w menu start.

Nie ustrzeżono się jednak kilku błędów i niedociągnięć, które być może zostaną wyeliminowane w przyszłości:

  • Po pierwszej instalacji i przy każdym zdarzeniu serwisowym (?) odczujemy mocne obciążenie procesora i dysku;
  • Uruchomienie menu start potrafi zając kilka sekund, przy czym niektóre aplikacje uruchamiane z jego poziomu niekiedy w ogóle się nie uruchamiają;
  • Strefa czasowa nie jest synchronizowana z głównym systemem;
  • Nie są wspierane instalatory wymagające restartu;
  • Microsoft Store nie wspiera tej maszyny wirtualnej;
  • Jeśli posiadamy ekran o wysokiej rozdzielczości to generalnie mamy problem – tak samo podczas korzystania z wielu monitorów.

Drobna ciekawostka

Jest to pierwsze od bardzo dawna wydanie, które nie posiada żadnych usprawnień dla ułatwień dostępu. Wspominam o tym tylko dlatego, że zacząłem to za normę uważać.