Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Subtelnych poprawek ciąg dalszy – Windows 10 w kompilacjach 10549 (mobile) oraz 10565 (desktop)

Nadchodząca premiera Windows 10 Mobile jest dla Microsoftu dość nerwowym okresem. Ich ostatnia konferencja została uznana przez wielu za bardzo dobrą, a dla niektórych była nawet lepsza od przedstawienia tworzonego przez Apple. Niezależnie jednak od tego panowała tam lekka posucha w temacie Windows 10, gdyż nie zaprezentowano nam niczego nowego z tego zakresu. Lumie, które wtedy ujrzeliśmy działały na wersji pochodzącej z kanału Insider toteż niestety nie poznaliśmy żadnych nowych informacji.
Dlatego też z dużym entuzjazmem przyjęto niedawno udostępnione kompilacje, które choć nie są jakoś szczególnie przełomowe względem swoich poprzedników, to mimo wszystko wprowadzają pewien powiew świeżości zarówno na platformę Windows 10 jak i Windows 10 Mobile.

Windows 10 Mobile

Udostępniona wersja 10549 okazała się wyjątkowo rozczarowująca jeśli chodzi o nowe funkcje, aczkolwiek nie zabrakło w niej niezbędnych i wyczekiwanych poprawek. Znacząco wydłużono czas pracy na jednym ładowaniu, który niestety bardzo kulał na poprzedniej odsłonie – teraz bez problemu mogę osiągnąć 3-4 dni, gdzie wcześnie były to maksymalnie 2 dni. Zdecydowanie poprawiono stabilność oraz responsywność całego systemu i choć na ostateczny werdykt przyjdzie jeszcze czas za kilka tygodni (czego prawdopodobnie nie doczekam, gdyż wiele wskazuje na to, że w tym tygodniu otrzymamy kolejną kompilację), to jak na razie jestem dobrej myśli.

Ponadto warto wspomnieć o kilku odkrytych przeze mnie nowościach – niestety mało innowacyjnych. Przede wszystkim w oczy rzuca się animacja pojawiająca się podczas kliknięcia w ekranowe klawisze nawigacyjne, która pozwala rozeznać się w tym, czy w ogóle w nie trafiliśmy czy też nie – niby zbędny bajer, a jednak czasem się przydaje. Drugą z zauważonych (a raczej doświadczonych fizyczne) nowości jest wibracja pojawiająca się w momencie odebrania wykonywanego przez nas połączenia. Dzięki temu dokładnie wiemy kiedy nasz rozmówca zechce wreszcie się z nami porozumieć, toteż nie musimy co jakiś czas kurczowo zerkać na ekran by się upewnić, że jeszcze nie odebrał. Na samym końcu odnotować jeszcze trzeba dodanie nowych rodzajów emotikonek i co ciekawe, możemy przy okazji zmieniać ich kolor – wszystko w myśl popularnej ostatnimi czasy poprawności politycznej.

r   e   k   l   a   m   a

Skupmy się teraz co nieco na przeglądarce Microsoft Edge, która rozwijana jest tym intensywniej, im bliżej jest jej oficjalnej premiery. Standardowo wykonano lekki skok w numeracji i tak EdgeHTML przeszedł z 12.10532 na 13.10549, natomiast sama aplikacja z 20.10536 na 21.10549. Rewelacji nie możemy się tutaj spodziewać, aczkolwiek zauważalnie poprawiono wsparcie dla CSS3 oraz HTML5 - zwłaszcza tego drugiego, gdyż jest on coraz częściej przywoływany jako najważniejszy parametr, którym powinni się kierować twórcy wszelakich przeglądarek.

Zdecydowano się również oddać Cortanę w kolejnych regionach, wśród których oczywiście nie znajdziemy naszego kraju. Niemniej z tym asystentem głosowym porozmawiamy już bez problemu również w Japonii, Australii oraz Kanadzie.

Żeby nie było nam jednak zbyt dobrze i tym razem Microsoft nie ustrzegł się pewnych błędów. W dalszym ciągu raz na jakiś czas nasz ekran rozświetla się na niebiesko zanim ukaże się tapeta blokady, co może nie przeszkadza jakoś szczególnie, acz bywa irytujące – zwłaszcza nocą. Gdy już na niego przejdziemy możemy zauważyć, że brakuje na nim ikonki sygnalizującej nam nieodebraną wiadomość SMS i co ciekawe, tylko niej – reszta wyświetla się bez zarzutu. Przejdźmy więc teraz do samych aplikacji, a w szczególności do Wiadomości oraz OneDrive. Pierwsza z nich lubi się raz na jakiś czas wyłączyć zaraz po uruchomieniu, natomiast druga nie zezwala na pobranie czegokolwiek z naszego dysku chmurowego. Jeden z tych mankamentów jest niedopuszczalny i bardzo irytujący – chyba nie muszę go specjalnie wskazywać.

W ramach podsumowania tej kompilacji warto wspomnieć o tym, że w opisach poszczególnych powiadomień znów znajduje się pozycja „Dioda LED”, aczkolwiek brak jest odpowiednich suwaków dla niej. Po prostu tak sobie jest napisane i nic z tego nie wynika – kiedyś już to było, potem znów na chwilę znikło, by aktualnie znów się pojawić. Ciężko jednak powiedzieć, czy to zwiastun czegoś większego względem mojej Lumii 735.

Windows 10

W tym miejscu mógłbym stworzyć prawdziwą epopeję w oparciu o poczynione zmiany, aczkolwiek z racji opisywania przeze mnie również kompilacji pochodzących z wycieku ograniczę się wyłącznie do różnic między nimi. Zanim jednak przejdę do tego zacznę od problemów, gdyż tych jest wyjątkowo mało – przede wszystkim dalej nie naprawiono niekiedy niereagującego centrum powiadomień, a i raz udało mi się ściąć system na amen. Może go tak zakatowałem, a może to testowa wersja poległa – ciężko obiektywnie ocenić. W ogóle miałem nadzieję, że niedawno wydana, październikowa aktualizacja naprawi te błędy trapiące centrum akcji, lecz nic się w tej materii nie zmieniło.

Skoro już się nieco wyżaliłem, to przejdźmy teraz do meritum, czyli wspomnianych wcześniej nowości. Przede wszystkim w oczy rzucają się dwie – jedna dotyczy aplikacji pisanych dla środowiska WinRT, natomiast druga objęła sobą wygląd paska tytułowego okien. Zatem po kolei – osoby czytające moje poprzednie wpisy zapewne kojarzą fakt, iż jakiś czas temu większość programów systemowych zyskała dość ładne, kolorowe ikony. W chwili obecnej znów cofnięto się do ich poprzedników, które są monochromatyczne i nijak nie pasują do innych – oby to się jeszcze zmieniło przed listopadową aktualizacją. Jeśli zaś chodzi o wspomniany pasek, to tutaj różnica nie jest już tak zauważalna – ot jego kolor lepiej dopasowuje się do naszego wiodącego motywu, gdyż dotychczas był jakby lekko wyblakły (miał inny odcień, mniej intensywny).

Pochylono się również nad Cortaną, która otrzymała dość znaczące udoskonalenia. Aktualnie jest w stanie zrozumieć nasze odręczne notatki, dzięki czemu interakcja z nią na urządzeniach z ekranami dotykowymi będzie jeszcze prostsza (zwłaszcza na Microsoft Surface, gdyż z myślą o nim to powstało). Ponadto nasz asystent od teraz będzie mógł śledzić za nas filmy i wydarzenia z nimi związane, a także poinformuje nas o przegapionym połączeniu na naszym smartphonie. Wszystko to spina ze sobą znacznie usprawnione zarządzenie energią, która może być dodatkowo oszczędzana gdy jesteśmy z dala od naszego urządzenia i z niego nie korzystamy – Cortana sama zadba o wygaszenie zbędnych usług.

Skończyliśmy z personalnym asystentem, przyszedł więc czas na czarną owcę, którą jest Microsoft Edge. Poza podglądem kart znanym nam już z ostatniego wycieku otrzymaliśmy możliwość synchronizacji ulubionych i sekcji „Do poczytania”, a także dodano długo zapowiadaną opcję „przeciągnij i upuść” dla plików. Wymusiło to przeskok numeracji na wersję 23.10565 – to trochę dużo jak na tak nikłe zmiany.

Co nieco dodano również w niedocenianych Ustawieniach, które systematycznie otrzymują kolejne funkcje dotychczas dostępne jedynie w Panelu Sterowania. Przede wszystkim skupiono się na metodzie aktywacji systemu, a przy tym zmieniono jeden detal w panelu za to odpowiadającym.

Od teraz zamiast identyfikatora produktu wyświetla się jedynie status aktywacji, co niewątpliwie jest bardzo dobre dla naszej prywatności – czyż nie? Jeśli zaś chodzi o wspomniane wcześniej sposoby, to wreszcie możemy zalegalizować naszą kopię przy pomocy kluczy przeznaczonych dla Windows 7, 8 lub 8.1. Dotychczas było to dość problematyczne, gdyż nie były one przez Windows 10 przyjmowane, więc jeśli komuś się on nie aktywował podczas uaktualnienia to cóż – wielki peszek. Dobrze, że pochylono się nad tym mankamentem, gdyż spędzał on sen z powiek wielu użytkownikom – w tym i mi, choć tylko na jednej, opornej maszynie. Drobnych modyfikacji doczekał się nawet panel, w którym wybieramy jak szybko mają być nam dostarczane nowe kompilacje – zmieniono klasyczne rozwijane menu na zwyczajny suwak.

Resztę zmian pominę (już je opisywałem ) i wspomnę jedynie o tym, iż wreszcie możemy zmienić domyślne miejsce zapisu map – jest to o tyle istotne, że w nadchodzących mobilnych kompilacjach pojawi się ta sama funkcja („sprawdzone info”).

Podsumowanie

Jak więc widać zmian jest niezbyt wiele (przynajmniej z mojej, testowo-wyciekowej perspektywy), aczkolwiek znajdą się i tacy, którym nawet tak niekiedy subtelne różnice przypadną do gustu. Niemniej obecny kierunek rozwoju wydaje się być jak najbardziej poprawny, gdyż zamiast dodawać nikomu niepotrzebne opcje zdecydowano się na poprawę i niwelowanie mankamentów, które trapią Windows 10 od czasu jego premiery. Największym usprawnieniem jest ta nieszczęsna aktywacja, która wraz z listopadową aktualizacją powinna sprawiać zdecydowanie mniej problemów – a najlepiej by było, jakby w ogóle przestała takowe przejawiać.

PS

Jako ciekawostkę dodam, że na zeszłym weekendzie zaszczycono nas kolejnym wyciekiem, tym razem o numerze 10568 – zatem nieszczególnie nowszym od aktualnej, oficjalnej odsłony. Z racji braku jakichkolwiek wartych zachodu różnic raczej nie zdecyduję się na jej instalację, a nawet jeśli to zrobię to nie odnotuję tego na blogu.

Z tych subtelnych zmian (choć pewnie wywoła to znów niemałą burzę) warto wspomnieć o tym, iż podczas próby wybrania innych domyślnych aplikacji niż te systemowe otrzymamy komunikat zachęcający nas do przemyślenia swojej decyzji.


Jakby tego było mało, obecny tydzień przyniesie nam prawdopodobnie kolejną testową wersję Windows 10 Mobile, która ma zniwelować dość poważny błąd trapiący aktualną odsłonę – niemożność jej instalacji bez przymusowego przywracania Windows Phone 8.1. Co poza tym wniesie? W zasadzie nie wiadomo, gdyż wszystko zależy od tego, jaki numerek ona otrzyma.


 

windows oprogramowanie hobby

Komentarze