Wracamy do punktu wyjścia, czyli kolejne drobne uaktualnienie z gałęzi 19H1 – Windows 10 w kompilacji 18290

Tworząc ostatni wpis byłem niemal pewny, że Microsoft w końcu zwiększył tempo rozwoju kolejnego uaktualnienia Windows 10. Nie oczekiwałem cudów, lecz wydawało mi się, że ponowne udostępnienie October 2018 Update poruszy ten skostniały temat – najwidoczniej się pomyliłem. Zeszłotygodniowe wydanie, oznaczone numerem 18290, ponownie wnosi niewiele zmian, choć znalazło się trochę miejsca na nowości widoczne gołym okiem. Niewiele, ale lepsze to niż nic. 

Co znajdziemy we wspomnianej kompilacji? 

Microsoft kontynuuje stopniową ekspansję swojego Fluent Design i tym razem padło na menu zasilania oraz menu użytkownika, będące częścią menu start. Prócz akrylowego tła zdecydowano się na dodanie jednoznacznych ikon – niby drobnostka, jednak wizualnie wygląda to znacznie lepiej niż goły tekst. 

Nieco odświeżono systemową wyszukiwarkę, tu i ówdzie implementując elementy Fluent Design oraz powiększając odstępy pomiędzy poszczególnymi wynikami. Ja osobiście większej różnicy nie widzę – być może załapałem się na jakieś wcześniejsze testy A/B. 

Osoby z lepszą pamięcią zapewne kojarzą, że od początku października (w odsłonie 18252) na pasku zadań pojawia się ikona mikrofonu, jeśli jakakolwiek aplikacja korzysta z niego w danym momencie. Teraz ujrzymy jeszcze dymek pojawiający się po najechaniu na nią, ukazujący nazwę “sprawcy”. Ponadto, jej podwójne kliknięcie otwiera zarządzanie prywatnością. 

Cokolwiek miałoby to oznaczać, od teraz ikony paska zadań przeładowują / przerysowują się rzadziej niż dotychczas. Ma to być szczególnie odczuwalne podczas interakcji z systemowym koszem. Mocno dziwny opis, lecz Microsoft chyba wie co pisze, nie?

Wraz z udostępnieniem najnowszej kompilacji użytkownicy zyskali przycisk wymuszający synchronizację zegara z serwerem. Co ciekawe, u mnie wyświetlał się już od dawna, choć jego opis był dość mętny – jeśli można to tak określić. W kontekście jego funkcjonowania nic się jednak nie zmieniło, tj. w dalszym ciągu nie działa, a przynajmniej u mnie. 

Po raz kolejny usprawniono kompatybilność narratora z Chrome, a przy tym zwiększono wydajność lupy w trybie „wyśrodkowanego kursora myszy”. 

Nieco zmieniono działanie Windows Defendera, który pozostanie aktywny po instalacji zewnętrznego antywirusa, jeśli ten nie będzie uruchomiony jako chroniony proces. Wszystko przez to, że nie zostanie „rozpoznany” przez system, a w konsekwencji nie pojawi się w mechanizmie Windows Security – jakby nie był zainstalowany. 

Funkcja „Optymalizacja dostarczania” otrzymała obsługę LEDBAT dla wysyłania paczek aktualizacji poprzez sieć lokalną. Co zyskamy w ten sposób? W teorii nie powinno dochodzić do przeciążenia sieci w?momencie trwającego ruchu o wyższym priorytecie. Co prawda do tej pory Windows korzystał z tego rozwiązania, lecz wyłącznie dla opcji pobierania plików aktualizacyjnych z „komputerów w mojej sieci lokalnej i Internecie”. 

Na koniec wypada wspomnieć o tym, iż Microsoft podziękował testerom nowo opracowanego japońskiego IME – za informacje zwrotne i wszelkie dane. Na ten moment postanowił jednak powrócić do jego poprzedniej odsłony – tej samej, którą znajdziemy w październikowym uaktualnieniu (o ile w ogóle weszliśmy w jego posiadanie). 

The End