Aplikacja Facebooka zaczęła żądać dla siebie uprawnień roota na Androidzie

Strona główna Aktualności

O autorze

Coraz częściej się słyszy, że root na smartfonach z Androidem jest nikomu już niepotrzebny, że wszystko to, czego może oczekiwać nawet bardzo wymagający użytkownik zrobić można też bez roota. To nieprawda. Wygląda na to, że jest jedna ważna aplikacja, dla której root jest niezbędny. To oficjalna aplikacja Facebooka. Zaskoczeni użytkownicy zrootowanych smartfonów donoszą, że żąda ona pełnego dostępu do ich urządzenia. Co mogłaby z takim dostępem zrobić?

Zaskakująca wieść przetoczyła się przez Reddita i inne fora społecznościowe: nowa wersja (172.0.0.66.93) oficjalnej aplikacji Facebooka (com.facebook.katana) żąda uprawnień superusera. Co mogłaby robić z uprawnieniami roota, tego nie wiadomo, jednak nikt o zdrowych zmysłach chyba nie oddałby Markowi Zuckerbergowi pełnego dostępu do swojego smartfona… przynajmniej mamy taką nadzieję.

Z dyskusji wynika, że to nie jest pierwszy raz, kiedy Facebook o roota poprosił. Pierwszy raz doszło do tego 8 maja, z wydaniem wersji 172.0.0.12.93. Wówczas najpopularniejszy serwis społecznościowy świata tego nijak nie skomentował. I zapewne raczej nie skomentuje, gdyż wszystko wskazuje na to, że tym razem to nie implementacja planu jeszcze skuteczniejszej inwigilacji użytkowników, ale zwykły błąd programistów.

Facebook zaczął otóż korzystać z White Ops SDK, pakietu narzędziowego przeznaczonego do walki z botami, nawet tymi najlepiej udającymi ludzi. Chodzi o zabezpieczenie biznesu reklamowego Facebooka przed oszukańczymi kliknięciami (tapnięciami?) i blokowanie botów za pomocą mechanizmu czarnych i białych list. Odkrył to niezależny badacz Nikolaos Chrysaidos – po dekompilacji aplikacji stwierdził, że jedynym miejscem, które wywołuje żądanie uprawnień roota, jest właśnie wspomniany SDK.

I co z tego, że root?

Programiści Facebooka znaleźli sobie chyba najgorszy moment na popełnienie takiego błędu. Przesłuchanie Marka Zuckerberga przed komisją Kongresu USA wcale nie rozwiało wątpliwości co do faktycznego przebiegu afery z Cambridge Analytica. Wręcz przeciwnie – doprowadziło do sytuacji, w której nawet najmniej „techniczni” użytkownicy przekonaniu są, że Facebook nas podsłuchuje.

Teraz te wszystkie zrzuty ekranu, pokazujące jak aplikacja Facebooka żąda pełnego dostępu do urządzenia, będą tylko wodą na młyn budowniczych spiskowych teorii – i trudno się dziwić. Internet zapamiętał nieludzkie zachowania Marka Zuckerberga i nie chce już o tej kwestii myśleć inaczej.

Tak jak się jednak spodziewaliśmy, nie ma to większego znaczenia, poza przyzwyczajeniem się do paranoi. Ujawnienie skandalu nie doprowadziło do jakichś znaczących zmian w demografii Facebooka. Garść użytkowników, oburzonych cenzurą i naruszeniami prywatności faktycznie przeniosła się na inne serwisy. Jednak żyją tam w swoich gettach, kontaktując się jedynie z sobie podobnymi, poruszając garść interesujących ich tematów z dość ograniczonych zakresów.

Przypomina to sytuację z Redditem i Voat.co, który powstał jako odpowiedź na cenzurę na Reddicie. Voat działa, ale trudno znaleźć na nim cokolwiek poza bardzo specyficznym przekazem amerykańskiej politycznej prawicy. Nie ma aktywnych subvoatów o starych komputerach, szkoleniu psów, brutalistycznej architekturze czy serialu The Expanse. Niestety, efekt sieciowy jest nie do przeskoczenia, i nawet jeśli Facebook kiedyś zacznie korzystać z kamerek w naszych komputerach do sprawdzania, czy akurat nie robimy czegoś niezgodnego ze standardami społeczności podczas jego przeglądania, to i tak będziemy z Facebooka korzystali. Tam bowiem jest cały czas większość naszych znajomych.

© dobreprogramy