Commodore wraca... Commander X16 - część I

Bywa, że tęsknota za czymś jest tak silna, iż człowiek zaczyna się imać wszelkich sposobów by jeszcze raz przeżyć uniesienie z dawnych lat. Dla jednych jest to zdjęcie z Chałup z lat słusznie minionych, a dla innych kolekcjonowanie starych komputerów o których świat już dawno zapomniał. Jednak w obu tych przypadkach reminiscencja dawnych wydarzeń może nie zaspokając tak jak to robiła dawniej. Nazywa się to okresem wieku średniego. 

I w taki okres popadł właśnie 8-Bit Guy, który postanowił wskrzesić komputery 8-bitowe!

Siermiężnych początków wysiłek

Właściciel wspomnianego wcześniej kanału na YouTube, David Murray od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem stworzenia czegoś więcej niż kolejnej retro-gry na komputery sprzed 30 lat. Dlatego zanim przedsięwziął wysiłek tworzenia czegokolwiek, zapytał innych kolekcjonerów staroci, czemu oni te w ogóle zbierają. Z tej krótkiej sondy wyłonił się następujący obraz:

  • Pojawiający się "efekt wow" przy rozpakowywaniu komputera,
  • Szybkość działania oraz brak aktualizacji powodujacych brak kompatybilności ze starszymi programami,
  • Załączony podręcznik użytkowania, który de facto wprowadzał w świat programowania w BASIC-u.

Te założenia niejako ukierunkowały projekt w zbudowaniu komputera, którego bebechy bedą relatywnie "świeże", ale będą wstecznie kompatybilne ze starszym oprogramowaniem oraz będą konkurować cenowo z "mikrokomputerami" wspólczesnych czasów, czyli Arduino oraz Raspberry Pi. 

  • W projekcie zostaną wykorzystywane współczesne części,
  • Pojawią się złącza HDMI oraz VGA,
  • Bazą komputera zostanie procesor 6502,
  • Sprzęt pozbawiony będzie FPGA oraz mikrokontrolerów,
  • Będzie uruchamiać oprogramowanie napisane w Commodore BASIC,
  • Cena za jednostkę zamknie się w okolicach 50$.

Po postawieniu sobie następujących wytycznych pojawił się problem kernela, na którym to wszystko miałoby śmigać. Najprostszym, dostępnym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie systemu najbardziej zbliżonego z założeniami - Commodore. O ile firma Jacka Tramiela już od dawna gryzie piach, to na jej zwłokach wciąż żerują sępy, które rozparcelowując dorobek wielkiego "C" wstrzymują wszystkie inicjatywy, tak ze środowiska byłych pracowników (projekt Commodore 64X), jak i ludzi chcących przewietrzyć te zapomniane przez świat katakumby. Cloanto - właściciel praw do ROM Commodore - w ogóle nie odpowiedziało na maila ze strony Murray'a. I nie chodziło w nim o darowizne, ale zasady licencjonowania kodu źródłowego, czyli coś na czym firma nastawiona na zysk mogłaby nieźle zarobić. 
Z racji braku odzewu, projekt z pierwotnej nazwy Commodore X16 stał się Commander X16, by uniknąć ewentualnych batalii sądowych o używanie nazwy truchła sprzed trzech dekad. Zmiany oprócz nazwy, dotknęły także wspomnianego kernela, który mając zachować wsteczną kompatybilność ze swoim pierwowzorem, musiał zostać napisany od zera... ale o tym w kolejnej części ;)