Commodore wraca... ale czym i jak? - antrakt

W ostatnim wpisie opisałem początki rozwoju projektu Commander X16, oraz napomknąłem o pewnych zawirowaniach wokół wykorzystania kernela z Commodore, na którego wystosowana prośba pozostała bez odpowiedzi. Jednak aby zrozumieć, że taka reaktywacja systemu jest jak marsz po prawniczym polu minowym, jestem zmuszony co nieco powiedzieć o historii Commodore - a raczej jej upadku - oraz o tym dlaczego przez tyle lat nie ujrzeliśmy "duchowego spadkobiercy" Amigi.

Ostatni C-mol

Pierwsze spostrzeżenia o możliwym upadku Commodore International, pojawiły się jeszcze w 1986 roku na łamach "Times" pod dość szyderczym tytułem "Adios, Amiga?". Zespół redaktorów komputerowych, którym przyszło pisać pod szyldem tego kultowego pisma słusznie zauważa, że po sukcesach z początku dekady firma zaczęła miotać się od krachu na rynku gier komputerowych nie mogąc znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca w tej nowej sytuacji ekonomicznej. 
Dotychczas niedościgniona Amiga (flagowy produkt Commodore) zaczęła oferować tyle samo - a z czasem nawet i mniej - niż jej tańsi konkurenci bazujący na architekturze IBM PC. Bogate portfolio gier zaczęło z roku na rok maleć, ponieważ deweloperzy dołączyli do tlącej się daleko w tle wojny konsolowej. Deficyty w branży rozrywkowej próbowano maskować reklamując Amigi jako komputery do zastosowań profesjonalnych, lecz i tu upowszechnienie komputerów osobistych w domach musiało doprowadzić do zderzenia się z twardą rzeczywistością. Commodore International przespało zmiany na rynku i z firmy wyznaczającej trendy stała się firmą, która za tymi trendami nie mogła nadążyć.
Jej ostatnim tchnieniem była próba wejścia na rynek konsol z produktem tak chybionym, tak niedopracowanym, że napomnę tylko iż CD32 dzierżyłaby Koronę Grata V generacji konsol, gdyby nie bardziej udane projekty jak Atari Jaguar czy 3DO. 

I gdy w 1993 roku Commodore International zaczęło powoli zwijać swój interes, ni stąd, ni zowąd pojawił się... Acer.

Garść wyjaśnień

Abstrahując od tematu tego wpisu, jestem zmuszony co nieco napisać o tym z czego firmy technologiczne (ale i nie tylko) naprawdę żyją. Są to dwie strony tej samej monety. Jej awersem niech będzie to co klienci uważają za wartościowe, czyli produkty tej firmy, stan akcji, zasobność portfela inwestycyjnego czy dobrzy partnerzy biznesowi oraz sprzedawcy. Wszystko to co przekłada się na zysk z bieżącej działalności. 
Rewersem tej samej monety będzie to z czego potencjalnie firma może czerpać zyski przez lata - portfolia patentowego. 

I tak portfolio patentowe spółki Commodore International w 1994 roku wyceniano na miliard dolarów amerykańskich!

Firma może być bankrutem finansowym, a zarazem być w posiadaniu dóbr niematerialnych (patentów, licencji, praw itd.) wartych grube miliardy złotych. 

Dla większego zrozumienia tego fenomenu przedstawię przykład firmy, która obecnie nic nie produkuje na masową skalę, ale spogląda tryumfalnie na nas maluczkich ze szczytu swojej wieży z kości słoniowej - IBM. 
Korporacja International Business Machines wciąż należy do najbogatszych przedsiębiorstw na świecie. Ich dział R&D to studnia bez dna, w którą firma ładuje niebagatelne sumy na rozwój superkomputerów i najróżniejsze eksperymenty naukowe. Środki czerpią nie z zysków, które te badania obecnie przynoszą (choć te nie są stratne), lecz ze sprzedaży każdego centymetra sześciennego komputera osobistego...

Spółki, spółeczki... firmy krzaki

We wcześniejszym wpisie wspomniałem, że David Murray, twórca projektu Commander X16, zwrócił się z prośbą do Cloanto o możliwość zakupienia praw na korzystanie z kernela.
Pytanie pozostało bez odpowiedzi. 

Jednak Cloanto nie jest jedyną firmą posiadającą licencję na sprzęt i oprogramowanie Amigi. Sprawa jest bardziej zawiła i wymaga prześledzenia wieloletnich procesów pomiędzy sępami, które na dziedzictwie Jacka Tramiela zbudowały swoje fortuny.

Po bankructwie Commodore International, jej prawa patentowe kupiła firma Escom, która nie nacieszyła się nimi zbyt długo, gdyż kilka lat później sama ogłosiła upadłość. Dobra niematerialne, które były w jej posiadaniu zostały wykupione przez Gateway, zanim ten został wchłonięty przez Acer. Zanim jednak tajwańska firma weszła w posiadanie praw patentowych do produktów Commodore, Gateway sprzedał licencję na oprogramowanie i sprzęt Amigi firmie Amiga Incorporated za 5 milionów dolarów. 

Wszedłwszy w posiadanie praw do czerpania zysków ze sprzedaży wszystkiego opatrzonego logiem "C=", Amiga Inc. rozpoczęła politykę "dziel i rządź" pomiędzy jej licencjobiorcami:

  • Hyperion Entertainment
    Z początku zajmowali się przenoszeniem gier z innych systemów na Amigę. Na przełomie wieków weszli w posiadanie licencji na rozwój systemu operacyjnego AmigaOS.
  • A-EON
    Producent sprzętu pod komputery Amiga. We współpracy z Hyperion Entertainment rozpoczęli produkcję nowej serii komputerów X1000 i X5000.
  • Cloanto
    Posiadacz licencji na procesory x86, ROM-y oraz system operacyjny Workbench na komputerach Amiga. Wydawca Amiga Forever.

Dystrybucja poszczególnych części licencji pomiędzy różnych podwykonawców musiała - prędzej czy później - doprowadzić do serii sporów sądowych pomiędzy licencjodawcą (Amiga Inc.) a licencjobiorcami (Hyperion Entertainment, A-EON, Cloanto, Commodore USA itd.). I tak firmy te spierały się o wygląd loga Amigi. Jej błędnego odwzorowania, odbijalności czy kto w ogóle jest posiadaczem prawnym tego znaku graficznego.

Zdarzały się tak poważne sprawy jak próba zastrzeżenia nazwy "workbench" ("stół warsztatowy"). Wieloletnie batalie sądowe weszły niedawno na nowy poziom, gdy Amiga Inc. przetransferowała swoje prawa właścicielowi Cloanto. Dzięki temu teraz nowy posiadacz licencji może ponownie wytaczać procesy w sprawach, w których Amiga Inc. przegrało.

Donde vas, amigo?

Aby w pełni zrozumieć dlaczego poszczególni licencjobiorcy prowadzą między sobą potyczki prawnicze, trzeba pojąc ich modele biznesowe. Dla lepszego tego zobrazowania, podzieliłem wszystkie firmy na dwie grupy:

  • Grupa postępowców
    Hyperion Entertainment, A-EON
  • Grupa obskurantów
    Amiga Inc., Cloanto

Pierwsza grupa - postępowców - to firmy które posiadając prawa do oprogramwania i sprzętu Amigi chcą ją rozwijać. Stąd próby wprowadzenia AmigaOS 4.0 jako standardowego systemu operacyjnego w nowych modelach czy rozwój płyt głównych opartych na architekturze PowerPC. Obie firmy czynią starania by zacząć poszerzać grono odbiorców reanimując po części trupa jakim jest Amiga. 

Druga grupa - obskurantów - to spółki które czerpią zyski z tego by Amiga pozostała martwa. Amiga Inc. w swojej bezrefleksyjnej polityce szastania licencjami przekazała to co można rozwijać, pozostawiając sobie i Cloanto jedynie prawa do zysków ze sprzedaży produktów wykorzystujących ROM-y i Workbencha. Dlatego też te dwie firmy tak często wytaczają pozwy pozostałym. 

Commander X16 - pod możliwym obstrzałem?

David Murray w całej swojej niewiedzy o tym, w jakie środowisko ze swoim projektem wchodzi, powinien być zadowolony, że Cloanto nigdy nie odpowiedziało na jego e-maila. Projektując kernela, jak i całą architekturę komputera od kompletnego zera jest pozbawiony kosztów prawnych, które weryfikowałyby brak naruszeń patentowych i licencyjnych - jak ma to miejsce z ReactOS. 

A w kolejnej części nowinki z rozwoju projektu Commander X16!