Dlaczego uważam, że szkolnictwo "niewyższe" ma sens

Wpis skierowany do tych, którzy dostrzegając wady systemu edukacyjnego w Polsce i świecie, rozumieją znaczenie istnienia szkół nie tylko jako przechowalni dzieci. Nie jest to prosty temat, bo - jakby nie patrzeć - to co zostanie wpojone w szkole do III etapu szkolnego (do pierwszych klas szkół średnich) jest kluczowe, gdyż to w tym okresie kształtuje się umysł młodego człowieka. Później już tylko introspekcja (analiza swoich zachowań) może "wyprostować" zagubioną osobę.

Dlaczego o tym mówię?

Na świecie od dawna szuka się optymalnego modelu edukacyjnego. Obecny "pruski" system nauczania (dzieciaki w klasach nie wg wiedzy a rocznika, dzwonki pomiędzy lekcjami, wszechwiedzący nauczyciel kontra banda idiotów itd.) znajduje wielu zwolenników jak i przeciwników. Jego najzagorzalszym wrogiem jest Sir Kenneth Robinson, którego wykład o wadach współczesnego systemu edukacyjnego możecie obejrzeć poniżej:

I o ile można przyznać temu bardzo błyskotliwemu nauczycielowi wiele racji (szczególnie jeśli chodzi o niszczenie kreatywnego myślenia), to wiele z jego zaleceń wprowadzonych chociażby w Finlandii, nie wypada tak dobrze jak życzyłby sobie reformator brytyjskiego systemu edukacyjnego.

Finlandia, która ostatnimi czasy była stawiana za wzór nowoczesnego szkolnictwa, z roku na rok otrzymuje coraz gorsze noty, podczas gdy kraje takie jak Polska czy Singapur osiągają coraz lepsze wyniki. Oczywiście, Polsce wciąż daleko do tygrysa Azji, lecz lepszy powolny wzrost niż powolny spadek, prawda?

Rozpisałem się nieco o systemie edukacyjnym, lecz nie powiedziałem słowa o tym jakim nieatrakcyjnym miejscem jest przebywanie w szkole z osobami, których się nie lubi. Nie wspomniałem o tym, bo jest to opinia, którą każdy ma, lecz niekoniecznie musi się ona pokrywać z faktami. A są one takie - żadna szkoła nie przygotuje Cię do życia. Uczeń nie znajdzie pasji w nauce czy sporcie tylko dlatego, że chodzi do najlepszych szkoły w mieście / powiecie / województwie / kraju. Natomiast może do tego przyczynić się kolega ze szkoły, ambitny nauczyciel czy bilion innych powodów, znajdujących się bądź to w szkole, czy też poza nią.

Wielu z czytających ten wpis prawdopodobnie zgodzi się z powyższym materiałem. Nawet zdecydowana większość. Ba! Nawet ja się z nim zgadzam. Problem jednak w tym, że negacja przychodzi o wiele łatwiej od afirmacji. Na studiach pedagogicznych, miałem wykłady u jednego z lepszych psychologów jakich było dane mi poznać. Nie ujął mnie niczym szczególnym poza jednym aspektem - nie krytykował. Sugerował, co student powinien zmienić, aby wypaść lepiej. Możesz się zastosować do sugestii wykładowcy - albo nie. Wybór jest twój. To od Ciebie zależy czy zastosujesz się do rady.

Podobnie jest z filmem powyżej.

Wiele osób, które utopiły czas w szkole nie rozwijając swoich pasji, obwinia o nie "system" podczas gdy tak naprawdę to Ty w ostateczności decydowałeś /-łaś na co poświęcisz swój wolny czas po godzinach i po odrobieniu pracy domowej. Presja nauczycieli / rówieśników / rodziców? Nie ma czegoś takiego. Nauczyciela widzisz tylko przez parę lat, z rówieśnikami nikt nie każe Ci się ścigać, a z rodzicami jest jak z dziećmi - trzeba ich sobie wychować :P

P.S. Piszę to jako człowiek, który by wiele zmienił, ale to samo powie każdy dorosły.