Grepuje w pracy po godzinach

Jest godzina 21:12. Wszyscy dawno wyszli z biura. Zostałem tylko ja na posterunku. Już dawno zapomniałem o rodzinie i przyjaciołach, gdyż zmuszony jestem szukać odpowiedzi na trywialne pytania z ekosystemu Ubuntu, na które odpowiedzi znają tylko adepci Terminala grepujący przez sen zawiłe zaklęcia otwierające zaawansowane kalkulatory czy aktualizujące biblioteki repozytoriów. 

Sieć LAN 

Mam w biurze chyba z 5 stanowisk. Na każdym dumnie pręży się największy spyware w dziejach "Windows 10". Wie co przeglądam w sieci, jakie mam zainstalowane aplikacje i co wyszukuje z wyszukajki systemowej, bo ta od razu daje cynk bazie z Redmond jakiego to ja pliku szukam z bazyliardzie innych, zakopanego gdzieś na samym dnie dysku, gdzie nawet ransomware nie zagląda. 

Nie mniej jednak przyszedł moment pandemiczno-endemiczny oraz naciski ze strony politpoprawności i zamiast spiracić na nowym stanowisku Spyware 10, postanowiłem zainstalować najnowsze (sr)Ubuntu. Nie lubię tego systemu, ale najlepiej go znam. Zresztą, jestem przywiązany do spyware i ten system spisuje się równie doskonale w tej kwestii. Nie mniej jednak nie sądziłem w jaką kloakę wdepnę szukając odpowiedzi na najtrywialniejsze pytanie w dziejach, a mianowicie... ekhm... jak dodam lokalizację sieciową z sieci LAN? 


Zainstaluj se pan sambę!

Och, zaprawdę powiadam gdyby to było takie proste. I nie mam na myśli samej instalacji, bo po paru zaklęciach wyciułałem to co miałem sprestydigitować i system nawet zaczął szukać tego co kazałem mu szukać! Nie mniej jednak Linux to system w którym nawet najprostsze czynności wymagają umiejętnego posługiwaniem się najpopularniejszym adware w dziejach - Google. W czym rzecz? A no, że po podaniu przydziału system zapytuje się o wszelkiej maści niejawne informacyje, które dla oblatanego informatyka z przetłuszczającymi się włosami nie stanowią najmniejszego problemu. Jednak dla takiego wysuszonego chuchra jak c'est moi jest to jednak niemały wysiłek intelektualny. A jakież to dane potrzebuje najlepszy system w dziejach stworzenia? I nie mówię tutaj o TempleOS, bo tego to nawet pulpaśne cherubiny nie ogarniają! A no Ubuntu, jako że szczyci się afrykańskim pochodzeniem, kultywuje tradycję wszelakiego umaszczenia władców nigeryjskich chcących podzielić się ze mną fortuną, po otrzymaniu skanu paszportu. Niestety, jakoż ze mnie dobry chrześcijanin powstrzymuje się od przyjmowania talentów i pozostaje tylko przy wolnym oprogramowaniu. A nuż Ubuntu chce wiedzieć na jakież ja to miano chce się powołać logując się na pulpit innego komputera. Mimo, iż ten komputer ma odhaczoną odpowiednyją opcyję nie zapytywania się w tak bezczelny sposób gości, bo od czegoż jest dzierżawa DHCP w ustawieniach routera? Nie mniej jednak nawet nazwisko interesanta nie wystarczy ciekawskiemu pingiwnkowi, bo chcę także znać grupę roboczą którąż to inwigilować będzie bo wsze czasu oraz hasło, a jedyne jakie ciśnie mi się na usta o tej porze brzmi:


OKOŃ!

Uporawszy się z ustawieniem łączenia jednego komputera z przynajmniej innym w biurze porzuciłem wszelką nadzieje licząc, że tak inteligentny system resztę sam załatwi i następnego dnia uraczy mnie widokiem wszystkich lokalizacji sieciowych z biura. Jakże moje serce rad by było z tego widoku. Czy taki będę świadkiem takiegoż cudu, czy może... nieważne...

Pojawił mnie się natomiast inny problem natury już stricte systemowej. A mianowicie, nie mam pojęcia jak usunąć dane do automatycznego logowania, bo teraz jak już wiem jaką lokalizację sieciową pingwinek chce zobaczyć, to nie jestem w stanie zmienić danych logowania. Nie mam pojęcia gdzież są one zapisywane więc kwestii tej dalszych uwag poświęcać nie będę.

Przyjazna społeczność

Nic tak nie spaja ludzi w opałach jak problem. Co zrobić z ciałem sex workerki po wypadku z siekierą w domu zabezpieczonym gazetami i folią przed ubrudzeniem drogiej tapicerki substancją, którą usunąć może tylko ostry środek wybielający, niszczący delikatne materiały? Wówczas najlepiej zadzwonić do szwagra i postawić go przed faktem dokonanym i uwikłać go we współudział. Jak to mawiają:


Z niewolnika nie ma pracownika

I nie jest to prawda. Spójrzcie chociaż na piramidy. Do czego zmierzam? Chyba nie ma bardziej toksycznej społeczności od forum użytkowników Ubuntu... no chyba tylko Elektroda dorównuje stopniom absurdu prowadzenia grupy dyskusyjnej, w której jakakolwiek dyskusja jest zabroniona. Założyłeś temat, bo nie możesz poradzić sobie z problemem? Temat do zamknięcia a konto zawieszone na 48h. Dlaczegoż się pytasz? Przecież 7 lat temu istniał podobny temat i tam wszystko zostało wyjaśnione. Nie ma instalatora? Są przecież make file więc sobie skompiluj. Brakuje bibliotek? Poszukaj w repozytorium, przecież googlowanie nie boli. 

W trakcie poszukiwania rozwiązań wielu problemów na która natknąłem się podczas konfiguracji sieci LAN poczułem się jak rozdziewiczany 16-latek przez 40-letnią kobietę będącą transseksualnym mężczyzną. KAŻDY-WAŁKOWANY-TEMAT był kierowany do innego tematu sprzed przynajmniej 10 laty, który odnosił się do nierozwijanych już aplikacji. A jakąż to aplikację chciałem sprężyć z linuksem? Otóż był to niewolny OneDrive, który pewien hindus wciska każdemu użyszkodnikowi jaki się napatoczy z komputerem. Miliardy zdań, tekstów, artykułów ale ponad 90% z nich albo bardzo nieaktualna, albo tak stara, że chce się aż rzucić ciężkim mięchem jak:


Motyla noga!

Poradzić sobie poradziłem, bo łebski ze mnie facet i lata działania w internetach nauczyły mnie nie tylko skrupulatnego wyszukiwania two girls one cup, ale również informacji w sieci, które są falsyfikowane (to nie działa) oraz są niepolskie (cebulactwu mówimy stanowcze nie!). 

Dziękuję za uwagę. Mam nadzieje, że udało mi się zmarnować trochę twojego czasu! Jeśli nie przeczytaj drugi raz a na pewno pożałujesz!