Kilka słów o... Fallout 76

Mija trzeci tydzień od premiery najnowszego Fallouta, a szum z nim związany nie maleje, a wręcz narasta. Cięgi, jakie ostatnimi czasy dostaje Bethesda za jeden ze swoich flagowych projektów, w mojej opinii, są dalekie od prawdy. Tak, gra jedzie na silniku pamiętającym czasy Morrowinda, ale czy podobne zarzuty są robione studiom, które tworzą swoje gry w oparciu o Unreal Engine? Nie, bo żadna gra inna gra "potrójnego A" nie miała tak rozdmchanych oczekiwań i nie posiada takiej rzeszy wiernych akolitów jak Fallout. Zresztą, Bethesda jest sama sobie winna budowania takiego napięcia, bo od momentu prezentacji gry naczelny kłamca w branży, Todd Howard, opowiadał takie kocopoły, że aż dziw bierze by ktokolwiek rozsądny mógł uwierzyć w jego zapewnienia. 

Deklaracje jakie składał Howard podczas tej konferencji musiały wynikać z obserwacji ostatnich lat działalności firmy, a mianowicie:

  • Wszystkie gry od Bethesdy cieszą się dużym zainteresowaniem modderów,
  • Większość klientów stanowią tzw. "niedzielni gracze" (każuale), 
  • Najpopularniejszą platformą do grania są konsole,
  • Komercyjny sukces gier Battle Royal,

Są to według mnie fundamenty wokół których narósł i rozwinął się pomysł na nowego Fallouta. Problem w tym, że mogłaby to być każda inna gra aniżeli Fallout, bo o ile postapokaliptyczny PUBG wydany przez Bethesdę mógłby sprzedawać się jak świeże bułeczki, to osadzenie tej gry w tym konkretnym uniwersum, które od zarania kładło nacisk na samodzielne odkrywanie świata nie mogło i nie sprawdziło się w modelu MMO. 

Nie jest to jednak jedyny problem "76-ki". Bethesda nie jest małym studiem, które ma podpisany kontrakt z wydawcą i określonym funduszem przeznaczonym na grę oraz zakładaną sprzedażą. To jest moloch należący do wielkiej korporacji Zenimax, który nie ma czasu przyglądać się każdej z gier z osobna decydując na co pójdą pieniądze. Wybory podejmowane są przez CFO (szefa ds. finansów), który ma blade pojęcie o projektowaniu gier, ale umie obsługiwać Excela w "stopniu zadowalającym". I w takim właśnie słupku, przedstawionym przez Todda Howarda, opartym o ostatnie lata branży gier oraz sugestię o przeniesieniu zasobów z poprzedniej wersji gry do nowej wyszło, że przy minimalnych kosztach gra "powinna" sprzedać się na pniu. 

Nie była to w moim mniemaniu zła decyzja - jej wykonanie było tragiczne. Pion ds. marketingu wykazał się skrajną niekompetencją nie mogąc dostarczyć plecaków, zasłaniając się "wysokimi kosztami produkcji". Nie mogą czuć się osamotnieni, bo w sukurs przybyli ich koledzy odpowiedzialni za mikropłatności w grze. Ci prawdopodobnie nigdy na oczy nie widzieli CSGO czy Fortnite, próbując wepchnąć skórki po 5 - 7$ za sztukę. Całość dopinają scenarzyści, których przerosło napisanie historii innej od poszukiwania ojca czy syna. 

I tak stworzony potworek został wydany na świat, którego niestety nikt nie chciał przyjąć. 

P.S. Nie pisałem o bugach, bo tych Bethesda nigdy nie naprawia więc zdziwienie, że w F76 są te same co w Skyrim/F4/F3/Oblivion/Morrowind uważam za co najmniej niepoważne.