Krótka historia o lokalizacji Final Fantasy V

Kiedyś, dawno dawno temu, zanim Internet stał się niewidzialną siłą łączącą ludzi z dowolnego miejsca na Ziemi, a gracze liczyli straty po I wojnie konsol, gry były wydawane albo po angielsku, albo z "krzaczkami". Nierzadko bariera językowa dla typowego uczniaka, który po szkole ślinił się do telewizora CRT do późnych godzin nocnych, była nie do przeskoczenia... lub tak mogłoby się wydawać.

Trzy to jeden, cztery to dwa, a sześć to trzy

Jest rok 1997. W Polsce najpopularniejszą konsolą na komunię jest PlayStation... lub byłaby, gdyby została wydana dzisiaj. Natomiast w USA grupa licealistów podjęła się ambitnego projektu - lokalizacji Fainaru Fantaji V... który ukazał się w Ameryce po "siódemce", ale przed "ósemką", bo gdy w Stanach ukazał się Final Fantasy III, postanowiono nazwać go "jedynką". Zatem gdy na półki trafiła czwarta część, w USA postanowiono nie drążyć tematu i iść dalej swoją numeracją, czyli "dwójką". Aby zagmatwać to jeszcze bardziej, szósta "ostatnia fantazja" została nazwana "trzecią" - nadążacie? ;)

Powracając jednak do głównego wątku, jakim jest lokalizacja japońskiej serii jRPG. Wyobraźcie sobie, że trzech licealistów pewnego dnia widzi jak jakiś brzdąc pogrywa sobie na Famicomie (japońskiej wersji NES) w Finala z "chińskimi krzaczkami" i myśli sobie - przetłumaczmy to. Iście syzyfowe dzieło, bo jak nie nazwać czegoś tak karkołomnym jak nauka japońskiego?! Oprócz bariery językowej, na przeszkodzie stały także ograniczenia gry związane z limitem 16 znaków na wers. Zatem coś tak prozaicznego jak tłumaczenie japońskiego "???" nawet na nasze zwyczajne polskie "Jak się masz?" pozostawiało miejsce tylko na trzy ostatnie znaki! Dodajmy do tego, że twórcy fanowskiego tłumaczenia nie mieli pojęcia o kodowaniu ROM i bawili się w edytorze w taki oto sposób:

Mogłoby się wydawać, że pomysł ten był tylko wynikiem słomianego nastoletniego zapału - ale nie! Gdy jeden z uczniów dosłownie badał każdą komendę w kodzie sprawdzając tego efekty, inny mozolnie acz sprawnie tłumaczył grę. Zajęcie na całe lato i pół jesieni, ale gdy w końcu skończyli i wydali swoją "prawie oficjalną" łatkę do emulatora Famicomu... SquareSoft w trylogii Final Fantasy wydanej na PlayStation zamieścił własne, oryginalne tłumaczenie gry.

Nani!?

Mogło by się wydawać, że dobrze opłaceni tłumacze z Japonii posługujący się mową Szekspira, przełożą grę w taki sposób, aby gracz po drugiej stronie oceanu odczuwał przygodę z "piątą ostatnią fantazją" podobnie jak mały Sato... mogło.

Nikt nie wie jak wyglądała praca w SquareSoft nad lokalizacją gry, ale musiała ona przebiegać albo w silnych oparach sake, albo cały zespół tłumaczący chciał zakończyć pracę zbiorowym karoshi. Niektóre postacie poddane zostały lekkiemu liftingowi, a inne - jak na powyższym obrazku - wyglądają jak wyrwane z kompletnie innej gry.

Jednak największe kontrowersje wśród fanów "chińskich gierek" wywołało tłumaczenie imienia głównego bohatera. Jeśli odpalicie japońską wersję gry, protagonista będzie się nazywał ??? - czyli nogi i dwie buźki ;) Ci co znają "chińskie krzaczki" przeczytają to jako Battsu, lub w skrócie Butz. Twórcy Final Fantasy uznali jednak, że czyta się to inaczej - Bartz. Skąd taka zmiana? Myślę, że zboczeni tokijczycy uznali, że nazwisko głównego bohatera za bardzo będzie kojarzyć się z "mniej szlachetną częścią pleców" - ale to tylko moja hipoteza.

Zmian i kompromisów ze strony SquareSoft w tłumaczeniu Final Fantasy V jest na tyle dużo, że nawet sami deweloperzy nie byli zadowoleni z pierwszego przekładu i gdy przenieśli grę na mobilną konsolę Nintendo DS, grę zlokalizowano raz jeszcze. Trochę lepiej, ale i ono nie umywa się do naprawdę profesjonalnego, fanowskiego tłumaczenia gry, z twórcami którego żaden pracownik SS... SquareSoft nigdy się nie spotkał. 

Źródło: https://kotaku.com/how-three-kids-beat-the-odds-and-translated-final-fanta-1794628286