Obłąkany mesjasz i jego Świątynia Jerozolimska

O tym, że obłęd często towarzyszy geniuszowi, mogliśmy zobaczyć w jednym z lepszych filmów z początku tego tysiąclecia "Piękny Umysł", gdzie poznaliśmy dramatyczne losy Johnego Nasha, który chorując na schizofrenię paranoidalną zdołał zmienić losy psychologii, ekonomii i samej matematyki, tworząc fundamenty dla teorii gier. Może życie Terry'ego A. Davisa mogłoby być podobnym materiałem na scenariusz, gdyby podobnie jak bohater tego hollywoodzkiego hitu, poznał na swojej drodze kogoś komu by na nim zależało.

Gdy karierę przerywa choroba

Davis urodził się w 1969 r. w West Allis w stanie Wisconsin. Z racji charakteru pracy ojca, który był inżynierem produkcji, często przeprowadzał się wraz z pozostałym siedmiorgiem rodzeństwa po kraju. Swoją przygodę z programowaniem rozpoczął już w podstawówce najpierw na Apple ][, a następnie rozwijał pasję ucząc się assemblera na Commodore 64. Nie trudno zgadnąć, że idąc na studia zdecydował się na kierunek związany z wszelace rozumianą elektroniką, uzyskując tytuł magistra z inżynierii elektrycznej na Uniwersytecie Stanowym w Arizonie w 1994 r. 

Jeszcze jako student został zatrudniony w Ticketmaster. Firmie zajmującej się sprzedażą... tak, biletów. Budował tam system operacyjny, lecz gdy został przesunięty w obszar R&D zrezygnował z posady i zaczął szukać innych wyzwań. Był właścicielem firmy - o bardzo oryginalnej nazwie - Home Automatiation and Robotic Equipment (Automatyzacja Domu i Wyposażenie Robotyczne), w której stworzył trzyosiową frezarkę z obsługą CAD/CAM. Gdy biznes nie wypalił, znalazł zatrudnienie w Xytec Ltd., gdzie pracował nad narzędziami dla procesorów obrazu FPGA. Rok później, bo w 2000 r. napisał SimStructure dla H.A.R.E., a dość osobliwą karierę zakończył w 2002 roku na stanowisku głównego inżyniera w Graphic Technologies Ltd.

Można by pomyśleć, że jest to historia jakich wiele wśród inżynierów, którzy są przyjmowani z otwartymi ramionami w wielu zakładach pracy. Jednakże prawda ma to do siebie, że jest najokrutniejszą wersją z możliwych. Krótko po zakończeniu studiów w 1996 r., Davis opowiadał swoim znajomym i rodzinie, że jest śledzony przez "podejrzanych ludzi w garniturach". Domniemywał, że agenci mają sprawdzać jego przeszłość dla bardzo wpływowego pracodawcy, będącego wyjątkowo zainteresowanym jego osobą. Teoria ta zaczęła z czasem przybierać coraz bardziej spiskowy charakter. Przestało w niej chodzić już o samego Davisa, co o jego rozmyślania nad komputerami kwantowymi, które chciano wykorzystać w niecny sposób. Dlatego w obawie o swoje życie i zdrowie, opuścił dom i zaczął jeźdzć po kraju z włączonym radiem "komentującym każdy jego ruch". Dotąd bliżej niezidentyfikowane siły nabierały coraz to bardziej wyrazistego kształtu w postaci spisku paliwowego, mającego hamować rozwój silników opartych na wodzie. Ta przebiegła myśl zrodziła kolejne podejrzenia, że być może znajduje się na podsłuchu Big Oil. Postanowił zatem zdemontować w swoim samochodzie wszystkie panele boczne, a gdy przeczucie dalszego podsłuchu wciąż nie gasło, porzucił pojazd na środku pustyni. Odwodnionego, na skraju wyczerpania Davisa znalazł przejeżdżający patrol policji, który zawiózł go do najbliższego szpitala, z którego próbował zwiać, gdy z podsłuchanej rozmowy lekarzy omawiających jego zdjęcia rentgenowskie wywnioskował, że jest posiadaczem "pozostawionych przez obcych artefaktów". Nieudana ucieczka, połączona z próbą kradzieży stojącego na parkingu szpitala pick-upa zakończyła się więzieniem, z którego przewieziono go do zakładu psychiatrycznego, gdzie lekarze postawili kilka diagnoz jego nieco-odbiegającego-od-normy zachowania. U Terry'ego Davisa stwierdzono zaburzenia bipolarne oraz schizofrenię paranoidalną, co tłumaczyło coraz to bardziej pogłębiającą się paranoję w jego życiu.

Cyfrowa Trzecia Świątynia Jerozolimska

Wierzący żyd spytany, co jest największą tragedią dla narodu wybranego, bez wahania odpowie, że jest nią zburzenie świątyni jerozolimskiej. Dla Terry'ego Davisa, który po opuszczenia zakładu dla obłąkanych zaczął otrzymywać bezpośrednie instrukcje od Boga, odbudowa świętego miejsca w tradycji izraelickiej nie miała odbyć się w Ziemi Świętej, a na płytkach scalonych w wersji cyfrowej. Zresztą, Jehowa przedstawił dokładne instrukcje jak prawdziwie chrześcijański system operacyjny powinien wyglądać:

  • Jam jest Pan Bóg twój, który kazał ci stworzyć kompilator*,
  • Nie będziesz chronił kodu źródłowego systemu,
  • Nie stworzysz systemu poza domenę publiczną ani wspierał sieci komputerowych. Nie będziesz o nie zabiegał, bom ja jest Pan, Bóg twoj zawistny, który dochodzę sprawiedliwości na synach do trzeciego i czwartego pokolenia, tych którzy robią na opak, a czynię miłosierdzie wobec tych, którzy robią wedle instrukcji.
  • Nie będziesz wspierał rozdzielczości wyższej od 640x480,
  • Będziesz korzystał tylko z trzech systemów plików. Na FAT32, ISO9660 oraz RedSea pełnić będziesz roboty swoje. Nie będziesz weń pracował na NTFS i ext4, ty ani twój syn, ani twoja córka, służebnik i służebnica, ani wół, ani osioł, ani żadne bydle twoje, ani przechodzień, który jest między bramami twemi. 
  • Czcij dźwięk mono, jak ci przekazał Pan, bo dźwięku stereo nie uświadczysz.
  • Nie będziesz pisał w "murzyńskim C++"**,
  • Ani nie będziesz pisał w Javie,
  • I w żadnym innym języku poza HolyC,
  • Ani nie będziesz wspierał instrukcji 32-bitowych,
  • Nie będziesz porządał innych systemów operacyjnych,
  • Nie będziesz porządał innego programisty,
  • ani wszystkiego co inne systemy i ich programiści użyczają.

Te i wiele innych instrukcji przekazanych przez samego Boga, jak i pozostałości po pracach nad systemem operacyjnym dla Ticketmaster, dały początek jedynemu w swoim rodzaju, TempleOS. 

Praca nad tym przekazanym przez Boga systemie jest iście hiobowym doświadczeniem. Jeśli miałbym wybrać do której części Biblii pasuje ten system operacyjny, bez wahania wskazałbym Stary Testament. Wygananie z raju, zniszczenie Sodomy i Gomory, trąby jerychońskie - nijak się mają do pracy przy takim systemie operacyjnym. Pierwsze co można ujrzeć na ekranie komputera to bardzo osobliwe powitanie: "God on tap!" (Bóg z kranu). 

Moje pierwsze skojarzenia jakie przyniosła ta bardzo osobliwa paleta barw, to miks amigowego Workbencha 1.3 z bardzo wczesnymi wersjami Windowsa. Jednak to co wyróżnia ten system od wspomnianych, to wyjątkowe wykorzystanie klawiszy funkcyjnych. Pięciokrotne wciśnięcie F7 wywołuje coś podobnego do glosolalii. Komputer na podstawie wersetów z Biblii spróbuje przemówić do nas "językami" tworząc naprawdę niezapomniane doświadczenie. Natomiast wciśnięcie Shift-F7 wygeneruje losowy cytat z Pisma Świętego (lub mniej religijny komunikat o prawach autorskich Projektu Gutenberg). Dla audiofilów został przygotowany Jukebox, który podobnie jak reszta aplikacji na tym systemie jest nawiedzona. Uruchamiając wspomniany program z naszych głośników rozbrzmi jeden z wielu psalmów. Odegrany oczywiście w formie text-to-speech. 

Oprócz wymienionych przyjemności dla zmysłów, można też znaleźć pokarm dla duszy - AfterEgypt. Użytkownik dzięki niemu będzie mógł przeżyć niezapomnianą podróż wraz ze słabo odzworowanym wizerunkiem Mojżesza na górę Horeb (Synaj). Na jej szczycie napotka gorejący krzew, któremu może podziękować za cokolwiek. Ponadto program jest jedyną swego rodzaju wyrocznią. Naciskając klawisz spacji, można otrzymać życiową radę lub dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości. 

Testament Davisa

Ostatnie lata życia były dla niego wyjątkowo trudne. Mogłoby się wydawać, że zdany na mieszkanie z rodzicami mógł chociaż liczyć na podstawową opiekę lub przynajmniej na pilnowanie dawek przyjmowania leków. Tak się jednak nie stało. Jego stan się pogłębiał coraz bardziej, a zalecenia lekarzy były lekceważone. Poświęcając ponad 10 lat na samodzielne napisanie ponad 100 tysięcy linijek kodu dla TempleOS, tylko rozdmuchało jego urojenia. Bóg nie tylko miał mu przekazać instrukcje dotyczące najbardziej religijnego systemu operacyjnego w dziejach, ale także z nim codziennie rozmawiać. Z relacji Terry'ego wiemy co nieco o istocie, z którą miał prowadzić ożywione dyskusje:

  • Śmierć jest paskudna,
  • Brontozaury czują ból, gdy się na nie nadepnie,
  • Jest fanem Donkey Konga,
  • Jest fascynatem Beamera,
  • Jej ulubionym piosenkarzem jest Mick Jagger,
  • Najlepszym zespołem jest The Beatles,
  • Gdyby śpiewała, brzmiałby jak Christopher Hall,
  • Najbardziej podoba się jej hymn Łotwy,
  • Muzyka klasyczna to trucizna,
  • Najlepszą rzeczą w życiu jaką mógłby zrobić Bill Gates, to przyczynić się do przewidywania trzesień ziemi,
  • Jedenastym przykazaniem jest "Nie śmieć".

Po kolejnym ataku schizofrenii, rodzice Davisa postanowili dla własnego bezpieczeństwa wyprosić go z domu. Na odchodne podarowali mu samochód, którym jeździł po kraju prowadząc relacje na żywo. Nie żywił żalu wobec swoich blisko 70-letnich staruszkow o to, że został zmuszony do życia na ulicy, ponieważ sam w jednym z filmików określił się jako "niebezpiecznego, lecz nieszkodliwego". By nie utracić kontaktu ze swoją bardzo osobliwą widownią, stał się częstym gościem wielu bibliotek publicznych, z których wysyłał swoje filmiki na YouTube'a. Możliwe, że jego swoista pielgrzymka po kraju trwała by nadal, gdyby przynajmniej przyjmował zalecane leki i oferowaną pomoc. Niestety, została ona brutalnie przerwana 11 sierpnia bieżącego roku, gdy wpatrzony w telefon snując się wzdłuż torów kolejowych, niezauważył pędzącej ku niemu wielotonowej śmierci. Policja nie zdołała ustalić czy była to próba samobójcza czy też Davis kompletnie "odpłynął" w swoich urojeniach. Jedyną wskazówką może być ostatni filmik Terry'ego, w którym wyjaśniał, że usuwa większość swoich materiałów z YouTube'a by "niezaśmiecać Internetu". 

* - Terry bardzo często w swoich nagraniach tępił wszystkich kontestujących jego OS rzucając retoryczne "A ty stworzyłeś kompilator, czarnuchu?"

** - Bardzo też lubił epitet "niggerish" (czarnuchowaty?), którym określał inżynierów IBM, Microsoftu czy wykładowców i naukowców z MIT ;)