r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Apple zapewnia, że desktopowy Mac ma strategiczne znaczenie… może i tak, o ile będzie to Hackintosh

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Apple właśnie oświadczyło, że nie jest zainteresowane desktopowymi komputerami. Oczywiście w komunikacie Tima Cooka, rozesłanym wczoraj do pracowników Apple przeczytać możemy coś zupełnie innego, ale powiedzmy sobie szczerze: jeśli sam szef musi ogłaszać wszem i wobec, że coś jest dla firmy kwestią strategiczną, to raczej nie jest to kwestia strategiczna. Okrągłe i miłe słowa nie zastąpią postępu technicznego – a w tej kwestii Apple całkowicie zawiodło profesjonalistów, potrzebujących wydajnych maszyn.

Cytowana przez TechCruncha wypowiedź Tima Cooka brzmi jednak nie tyle mile i okrągło, co raczej drętwo. Widać, że Stevem Jobsem to on nie jest, czarowanie nie bardzo mu wychodzi. Zobaczcie zresztą sami:

Mieliśmy dużą premierą MacBooka Pro w październiku i wielkie odświeżenie MacBoka na wiosnę. Czy makowe desktopy są dla nas strategiczne?

r   e   k   l   a   m   a

Desktop jest dla nas kwestią strategiczną. Jest on wyjątkowy w porównaniu do notebooka, gdyż możesz w desktopie umieścić znacznie większą wydajność – większe ekrany, więcej pamięci, bardziej zróżnicowane I/O, największą szybkość. Jest więc wiele różnych powodów, dla których desktopy są naprawdę ważne, a w niektórych wypadkach wręcz kluczowe.

iMac obecnej generacji to najlepszy desktop, jaki kiedykolwiek zrobiliśmy, a jego przepiękny wyświetlacz Retina 5K jest najlepszym desktopowym wyświetlaczem na świecie.

Niektórzy ludzie z mediów postawili pytanie, czy jesteśmy zainteresowani desktopami (…) jeśli są co do tego jakiekolwiek wątpliwości w naszych zespołach, to niech będzie jasne: w planach mamy świetne desktopy, nikt nie powinien się o to martwić.

Dalej było coś o unikalnej magii Apple’a, wyłaniającej się z połączenia sprzętu, oprogramowania i usług, niezwykłym zaangażowaniu i pasji pracowników firmy i nastawieniu nie na zysk, lecz na robienie ciekawych rzeczy. Ot, taka pogawędka ku pokrzepieniu serc.

Bez konkurencji, bo przecież konkuruje się obudową

Faktycznie wygląda to jednak inaczej. Ostatni model popularnego desktopowego komputerka Mac mini zadebiutował jesienią 2014 roku. Najmocniejszy z modeli wykorzystywał dwurdzeniowy procesor Core i5-4308U (za dopłatą można było dostać dwurdzeniowy Core i7-4578). Jedyna dostępna grafika to więc Iris 5100. Na płytę główną wlutowano 8 GB RAM (przy zamówieniu można było zażądać 16 GB RAM). Do tego pamięć masowa w rozmaitych konfiguracjach, standardowo dysk hybrydowy Fusion Drive o pojemności 1 TB i dwa złącza Thunderbolt.

Tego małego giganta, jak go określa Apple, chcą nam sprzedać w najmocniejszej standardowej wersji za jedyne 4699 zł. Wersja z i7 i 16 GB RAM to już niemal 7 tys. złotych – to wszystko za mały desktopowy komputerek, który za słaby jest do gier, za słaby do montażu wideo, za mało przenośny do ulepszenia życia DJ-a…

Najlepszym desktopem jest wg Tima Cooka iMac obecnej generacji. Cóż to takiego? Zadebiutował on też jesienią 2015 roku. W zgrabnej obudowie typu All-in-One z faktycznie świetnym wyświetlaczem 5K (IPS, gamut P3, podświetlenie LED) ukryto całkiem niezłe komponenty: w najmocniejszej konfiguracji czterordzeniowy procesor i5-6600, 8 GB RAM (ale tylko DDR3), grafikę Radeon R9 M395 i hybrydowy dysk Fusion Drive 2 TB. Żądni większych możliwości mogą zamówić wersję z i7-6700K, do 32 GB RAM i grafikę Radeon z większą ilością wideo-RAM.

Ten najlepszy desktop z kolosalnym wyświetlaczem (27 cali to dla Apple rozmiar kolosalny) kupicie za jedyne 10999 zł. Najbardziej rozbudowana wersja z i7 to już wydatek rzędu ponad 16 tys. złotych. To już jednak komputer w założeniu Apple’a dla profesjonalistów, którzy będą chcieli korzystać na nim z flagowych aplikacji, takich jak Final Cut Pro X czy Logic Pro X. W dodatku dzięki całkiem niezłej grafice będzie można na takim iMaku pograć w te wszystkie gry, które działają na macOS-ie (a gdy już je przejdziemy, zainstalować Windows 10 i grać we wszystkie możliwe gry).

Ale zaraz, jeśli 27-calowy iMac jest najlepszym desktopem, to czym w takim razie jest Mac Pro, o którym Apple niemal całkowicie zapomniało? Czyżby ta unikatowa w formie i rewolucyjna w momencie swego debiutu maszyna była najlepszą stacją roboczą? Od premiery tej maszyny minęły już trzy lata. Komponenty były niezłe: Intel Xeon E5 (Ivy Bridge-E), w wersjach od 4 do 12 rdzeni, od 12 do 64 GB RAM, dwie karty AMD FirePro D300 lub D500, do tego superszybki napęd SSD, Thunderbolt 2 i inne atrakcje. Trzy lata temu – naprawdę niezła maszyna.

Tyle że dzisiaj już niekoniecznie, tym bardziej, że tę Moc tworzenia przed Tobą firma z Cupertino chce Ci sprzedać (w wersji z sześciordzeniowym Xeonem i 16 GB RAM) za jedyne 18999 zł, a najbardziej rozbudowaną wersję z dwunastordzeniowym Xeonem i 64 GB RAM za jedyne 42999 zł.

I to nie o to chodzi, że to drogo. Samochód średniej klasy jest droższy, a pewnie gorzej na siebie zarobi niż taki Mac Pro. Problem jest w tym, że na tle dzisiaj oferowanych maszyn klasy workstation, oferta Apple wygląda dość biednie. Komputery o dwukrotnie większej wydajności, od Fujitsu czy Della, kupimy mniej więcej w dwukrotnie niższej cenie. A jak będziemy bardzo wobec Apple złośliwi, to jeszcze zainstalujemy na nim macOS-a.

Najważniejszy komputer Apple’a to iPhone

W porównaniu do wysoce konkurencyjnych laptopów Apple’a, które wygrywają nie tylko jakością, ale niekiedy i ceną z produktami konkurencji, sytuacja na desktopie pozostaje absurdalna. I nie powinno to nikogo dziwić. Mac nie jest już strategicznym urządzeniem dla Apple’a. Jest tylko jedno strategiczne urządzenie – i nie jest ono żadnym z Maków. To oczywiście iPhone, ten magiczny smartfon, który pozwolił Apple stać się najdroższą firmą na świecie. Wszystko inne jest jedynie dopełnieniem tego biznesu.

Aby rozwijać iPhone’a, desktop wcale nie jest konieczny. Jaką moc obliczeniową trzeba mieć, by pisać aplikacje na iOS-a? Nawet MacBooka Pro nie trzeba, do uruchomienia Xcode i kilku dodatkowych narzędzi wystarczy MacBook Air z 8 GB RAM. Muzykom i montażystom wideo powinny zaś wystarczyć dostępne dziś MacBooki Pro, szczególnie że mają teraz ten fajny dotykowy pasek, pozwalający na wygodną pracę z liniowymi mediami.

Po co byłoby więc fiksować się na jakiejś desktopowej strategii? Rynek desktopów się kurczy, w erze ultramobilnych hybryd Zwykły Użytkownik desktopa mieć nie chce, a graczy Maki do siebie nigdy nie przekonają, nikt się chyba co do tego nie łudzi. Opowiadanie o strategiczności desktopów jest mydleniem oczu, bo co tu można powiedzieć innego, by źle nie wypaść przed analitykami z Wall Street?

Czy Apple mogłoby w jakiś sposób uczynić desktopowe Maki naprawdę strategicznym produktem? By do tego mogło dojść, konieczna byłaby reorganizacja firmy, wyłonienie w niej pionów odpowiedzialnych za poszczególne struktury. Obecnie firma z Cupertino ma organizację czysto funkcjonalną, w której poszczególni menedżerowie najwyższej rangi (dyrektor wzornictwa, dyrektor inżynierii oprogramowania, dyrektor inżynierii sprzętowej) podlegają bezpośrednio Timowi Cookowi. To zaś oznacza, że wszystko co Apple robi będzie musiało być podporządkowane najbardziej dochodowemu interesowi, tj. iPhone’owi.

Jeśli Apple nie jest zdolne do wewnętrznej transformacji, wyłonienia działów, które niezależnie będą odpowiadać za poszczególne, kluczowe produkty, to nie ma mowy o tym, by desktopowy Mac kiedykolwiek stał się strategiczny. Być może najmądrzejszym posunięciem byłoby rozluźnienie podejścia do licencjonowania macOS-a, oddanie praw do produkcji desktopowych komputerów z tym systemem kilku zaufanym partnerom – ale musiałby się mocno zmienić zarząd firmy, by Apple zdecydowało się wyjść z taką inicjatywą. W końcu przed oczami Tima Cooka są tylko Jabłka, on nic innego już nie widzi.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.