Asus ROG Zephyrus G z AMD Zen 2 zrywa czapki z głów. Wiem, co mówię. Widziałem

Strona główna Aktualności

O autorze

Przedstawiciel wciska mi w rękę drugą umowę o poufności, choć jedną w tej sprawie zdążyłem już podpisać. Podpisuję, aczkolwiek pytam o cel takiej biurokracji. Odpowiedź nie pada. Za to dostaję wreszcie zgodę na wejście do pomieszczenia, gdzie na stole leży bohater całego tego zamieszania – Asus ROG Zephyrus G14 z procesorem AMD Renoir, aka mobilnym Zen 2.

Wiem, anturaż wskazuje na jakiś hollywoodzki film akcji, ale w istocie rzeczy właśnie w takich warunkach przyszło mi po raz pierwszy zobaczyć mobilne procesory Zen 2 w akcji. Niemniej nic w tym dziwnego. Sytuacja miała miejsce w grudniu, podczas gdy w sieci krążyły co najwyżej szczątkowe przecieki w tej sprawie. A tu Asus dysponuje produktem, który wprawdzie nie jest w pełni gotów do wprowadzenia na rynek, ale pozwala już liznąć nowej platformy.

I to produktem, który może wydawać się na swój sposób szalony. Osiem rdzeni Zen 2 i karta graficzna GeForce RTX 2060 w 14-calowym notebooku brzmi naprawdę odważnie.

Biorę to cacko w dłonie i myślę biznesowy ultrabook, po czym uświadamiam sobie, że przecież w środku tkwi konfiguracja przygotowana z myślą o grach i innych wymagających zastosowaniach. Tyle że w wersji zminiaturyzowanej pod względem gabarytów. Fajne to.

Platforma AMD Renoir pokazuje, co znaczy technologia 7 nm dla użytkownika końcowego

Asus co prawda wielokrotnie zaznaczył, że zainstalowany procesor pochodzi z wczesnej partii inżynieryjnej, przez co nie ma jeszcze zoptymalizowanych zegarów ani napięć, ale sprzęt już potrafi pokazać pazur. Wiadomo doskonale, jakie problemy są z wielordzeniowymi konstrukcjami konkurencji w smukłych notebookach. Taktowaniem rzuca w tę i we w tę, temperatury sięgają 100°C. Nie mogę wam niestety zdradzić dokładnych odczytów, czy to wydajności czy termicznych, ale mogę powiedzieć jedno: niebo a ziemia.

Zephyrus G po prostu działa tak, jak mamy prawo tego oczekiwać. Podkreślam, będąc laptopem nie 17- i nie 15-, lecz 14-calowym. Mniejszym, smuklejszym i wyraźnie lżejszym.

Powitajmy ultragamingbook, być może nową klasę sprzętu wśród laptopów konsumenckich

Zalety AMD Renoir Asus stara się przekuć w coś, co pozwoliłem sobie pieszczotliwie określić mianem ultragamingbooka. Bo z jednej strony mamy tu wspomniane już, wydajne komponenty czy matrycę 144 Hz, ale z drugiej – garść rozwiązań rzeczywiście kojarzonych dotąd przede wszystkim z ultrabookami.

Przykład? Czytnik linii papilarnych, umieszczony we włączniku, ma własną pamięć i przechowuje pobrany odcisk od momentu uruchomienia komputera, a potem sam podaje go systemowi Windows 10. Koniec z autoryzacją na raty i koniecznością ponownego miziania przy logowaniu.

Imponująca jest także obudowa, w całości wykonana ze stopu magnezu. Albo bateria o pojemności aż 76 Wh, występująca dodatkowo w zestawie z wyjątkowo niewielką ładowarką. Choć nie jest to konstrukcja oparta na azotku galu, pytałem. Tym bardziej jej filigranowe wymiary zasługują na słowa uznania, zważywszy jeszcze na moc równą nieskromnych 160 W.

Klawiatura ma całkiem przyzwoity skok, gładzik wspiera Windows Precision, a głośniki są obok klawiatury i podręcznikowo wyprowadzone ku górze. Do tego dochodzi matryca białych diod w klapie, które można wykorzystać do wyświetlania dowolnych wzorów. Krótko mówiąc, Zephyrus G to w dużej mierze ultrabook klasy premium, ale jednak wydajniejszy niż statystyczny sprzęt tego rodzaju. Dużo wydajniejszy. Tak, że zdatny do uruchomienia wymagających gier.

To może być konsumencki hit 2020 roku: niewielkie, a wciąż bardzo wydajne notebooki z Zen 2

Mam tu oczywiście na myśli filigranowe laptopy o wysokiej wydajności, z Zen 2, jako zupełnie nową kategorię sprzętu. Choć sam Zephyrus G, uwierzcie, także prezentuje się zachęcająco. Wiem też, że niniejszy artykuł jest niezwykle zdawkowy i wciąż nie odpowiada na wiele pytań. Ot, choćby zachowanie przy długotrwałym obciążeniu czy sposób działania Optimusa w przypadku procesora AMD. Niestety, na takie informacje wszyscy musimy zaczekać do premiery.

Chwilowo to tylko pewien przedsmak. Objętościowo niewielki, aczkolwiek, dla mnie przynajmniej, bardzo zachęcający. Na tyle bardzo, że moje oczekiwania wobec Renoir urosły o 100 proc.

© dobreprogramy