Analogowy odtwarzacz muzyki na winylu i rzetelne zgrywanie na twardy dysk - w perspektywie Audio Video Show

Winyl stał się jakąś religią, lecz chodzi tu chyba bardziej o styl wyposażenia domu i pod to pojawia się ideologia, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wymagania dla odtwarzania muzyki z winylu są wysokie, co nie znaczy, że samo posiadanie gramofonu zapewnia jakość na najwyższym poziomie. Może być wręcz odwrotnie.

Nie zaszkodzi więc rozwinąć ten temat z myślą o zbliżających się targach Audio Video Show. Jest to przecież druga co do wielkości impreza tego typu w Europie. Konkurują tu ze sobą najlepsze amerykańskie tradycje z kameralnymi prezentacjami w pokojach hotelowych i populistyczny marketing na Stadionie Narodowym. Takie hybrydowe zbitki marketingowe stają się coraz bardziej popularne. Nawet właściciele filharmonii w Gdańsku najchętniej określają swoją inwestycję, jako centrum konferencyjno-muzyczne.

Trafnie jest prze to zacząć od kabaretowej zagadki szmoncesowej z odległych czasów. „Co to jest? Czarne, ma 3 nogi i wisi na ścianie”. Właściwa odpowiedź brzmi „fortepian”. Ma to sprowokować zaprzeczenie, że „fortepian nie wisi przecież na ścianie”. Na to jest żartobliwa odpowiedź, że "każdy ma prawo meblować dom według własnego gustu".

Tu jest właśnie sedno sprawy. W takim domu wiszący fortepian jest tylko meblem, bo trudno na nim porządnie zagrać, a nie tylko wydobyć dźwięki. Podobnym meblem mógł stać się gramofon, chociaż bez problemu może sobie wisieć na ścianie i odtwarzać muzykę z płyt.

Zastanawia także, czemu odtwarzacze płyt analogowych z wkładką elektromagnetyczną traktowane są poważniej od tych z tubą. To starsze rozwiązanie miało przecież imponującą mechanikę, która wymagała jak w zegarach ogromnego kunsztu, by na zmagazynowanej w sprężynach energii chodziły równomiernie z nagraniami na szelaku z 78 obrotami na minutę. Odtwarzacze z tubą nie były na winylowe LP 33 1/3 rpm, które stawiają zupełnie inne wymagania, a w szczególności w temacie stereofonii.

Produkowane w Włoszech gramofony Lenco miały rewelacyjne rozwiązanie, które pozwalało odtwarzać nawet płyty 16 2/3 rpm, lecz pozostawiało zbyt wiele do życzenia ze stereofonicznymi. Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica produkowały do 1972 roku "Bambino" z pokrewnym rozwiązaniem, lecz o wiele bardziej skomplikowanym i mało ekonomicznym w produkcji, a jakości odtwarzania była na dużo niższym poziomie.

Teraz w domach pojawiają się atrapy z tubą dla odtwarzania winylu, które często mają wbudowane urządzenia, by odtwarzać muzykę z radia i CD, a czasami nawet nagrań z kaset. Takie urządzenia nie są chyba przez nikogo traktowane, jako sprzęt, który ma zapewnić odtwarzanie muzyki z wyższą jakością. Służą głównie jako wystrój. Zdezelowany winyl i gramofony z wkładką elektromagnetyczną stają się natomiast jakimiś reliktami.

Niedawno byłem na sąsiedzkim przyjęciu. Gospodyni pokazała sąsiadowi 3 płyty winylowe, które chce dać na gwiazdkę córce i zięciowi. Sądziła, że sąsiad korzysta z gramofonu, bo w domu ma zestaw audio z dużymi głośnikami. On ma jednak muzykę tylko na dysku, chociaż nie wyklucza, że kiedyś zainwestuje także w gramofon.

Gospodyni puściła nam też CD z najnowszą składanką "Siesta". Latem słuchaliśmy w miłym gronie audycji radiowej o tej nazwie. Korzystaliśmy wówczas z cyfrowej transmisji DAB+ oraz nagłośnienia estradowego w ogródku Dworku Sierakowskich. Teraz w domowym zaciszu, gdy rozmawialiśmy sobie przy stole z wykwintnymi potrawami nikt z nas nie słyszał muzyki. CD odtwarzane było z urządzenia typu mały radiomagnetofon przenośny.

Z tym urządzeniem gospodyni słucha także muzyki z analogowych transmisji radiowych, więc ta z CD brzmi dla niej oczywiście ciekawiej, podobnie jak w porównaniu do nagrań, które odtwarza sobie z laptopem, czy smartfonem. Nic dziwnego, że słysząc u sąsiada muzykę z dużych głośników, skojarzyła to sobie podświadomie z czasami, gdy królował winyl.

Zgrywanie na dysk muzyki ze zjechanych płyt analogowych nie zapewni lepszej jakości od tego, co można odtwarzać z Internetu. Są jednak płyty, które warto sobie zgrać. Wystarczy do tego postawić na stoliku gramofon, przedwzmacniacz, komputer i połączyć to kabelkami oraz dodatkowo jakieś słuchawki.

Najchętniej poleciłbym zgranie z gramofonem Air Forsell Reference, który na filmiku prezentowany jest jak mebel, a nie jak precyzyjnie odtwarza muzykę z winylu. Zniekształcenia wyeliminowane są w nim do minimum dzięki bardzo precyzyjnej konstrukcji z pracującymi na poduszce powietrznej talerzem i ramieniem tangencjalnym (poprzecznym). Można zamontować tu chyba każdą wkładkę i poznać jej prawdziwe możliwości. Problemem jest jednak cena i na dodatek nie jest już produkowany.

Ma z pewnością astronomiczną ceną na rynku wtórnym, chociaż jego wartość jest znacznie niższa bez optymalnej kalibracji. Na świecie nie brakuje ekspertów od ustawienia gramofonu, ale w tym przypadku tylko konstruktor ze swoją precyzyjną ręką chirurga i doświadczeniem stwórcy może optymalnie ustawić serwo pompy obsługującej poduszkę powietrzną. Chodzi oczywiście o uzyskanie absolutnej perfekcji, a nie tylko funkcjonowanie. Poduszka powietrzna pełni tu rolę idealnego izolatora drgań i nie powinna dostarczać żadnych własnych.

Rozwiązanie z poprzecznie przesuwającym się ramieniem, czyli pracującym liniowo jest wiernym odwzorowaniem procesu grawerowania matrycy, z której powstają „stemple” używane do wytłaczania płyty winylowej. Chodzi o to, że igła powinna być zawsze optymalnie umieszczona w rowku płyty. Na obrazku powyżej jest typowe zaprezentowanie tematu. Jest właściwe, lecz dla bardzo wielu osób nie jest jasne. Powinno być kompletowane szkicami z przekrojami rowka płyty i osadzonego w nim ostrza igły gramofonowej.

W tradycyjnym ramieniu prawe i lewe ostrze igły dotyka rowka pod różnym kątem w poszczególnych miejscach płyty. Powoduje to, że odczyt zapisanej informacji jest przekłamywany. Innym problemem jest, że mechaniczny zapis w rowku szybciej się ściera, czyli jest nieodwracalna starta informacji. Z tradycyjnym ramieniem można optymalnie ustawić igłę tylko w 2 punktach. Praktykuje się ustawienie w umownych punktach 1/4 i 3/4 szerokości zapisu na płycie, co pozwala ograniczyć do minimum błędne działanie

Produkowane w Szwajcarii gramofony Revox mają tangencjalne ramie z elektronicznym sterowaniem i jest ono najkrótsze. Wymiana wkładki jest tu przedsięwzięciem wymagającym dużej precyzji. Potrzebna jest specjalna płyta kalibracyjna i właściwy zestaw przyrządów. Jest to szczególnie uciążliwe dla użytkowników preferujących wkładki magnetoelektryczne Moving Coil, gdzie nie można wymienić tylko "igły", jak jest to w elektromagnetycznych Moving Magnet, które są fabrycznie zamontowane w tych gramofonach.

Niemniej zamontowanie wkładki Moving Coil ma sporo zalet. W gramofonach Revox rewelacyjną jakość odtwarzania muzyki można uzyskać z Dynavector Krat 23R. Ma najkrótsze na rynku ramie igły, która jest precyzyjnie obrobionym sztyftem z rubinu. Pozwoliło to efektywnie zredukować masę zawieszania igły. Problemem są tylko źle wycentrowane płyty, co nie jest niczym rzadkim. W skrajnych przypadkach rubinowy sztyft łamie się i konieczna jest wymiana całej wkładki, co nie jest tanie. Podobnie może się stać, gdy w Revox ta wkładka zostanie zamontowana bez precyzyjnej kalibracji z właściwym sprzętem.

Bardziej bezpieczna jest wymiana ma wkładkę MM ze stabilizatorem, który powszechniej kojarzony jest z jego funkcją, jako szczoteczka do oczyszczenia rowka płyty. Najlepiej sprawdził się tu Shure V15-IV, ale wymaga także precyzyjnego skalibrowania, bo inaczej w cichych partiach słychać intensywną pracę elektronicznego serwo, które steruje ramieniem. Chodzi o to, że powstaje trzeci punkt zawieszenia, co potęguje ryzyko występowania najróżniejszych rezonansów. Na zdjęciu powyżej widać 2 punkty (szczoteczka i diament), a trzeci jest w miejscu osadzenia ramienia.

Problem najlepiej zobrazuje założenie takiego stabilizatora / szczoteczki na wkładkę MC. Wówczas zakłócenia słychać nawet w głośnikach, bo zamontowana na MC szczoteczka to tylko tani dodatek z niską jakością mechaniczną. Niezbędny dla MC układ elektroniczny lub transformator bardzo silnie wzmacnia efekty wszelkich wad. Z MM nie usłyszymy ich tak dobrze, ale one występują i mają negatywny wpływ na jakość odtwarzania informacji z zapisu na płycie.

Dynavector stworzył własne rozwiązanie z 3 punktami zawieszenia, by zaoferować najkrótsze ramie, czyli zredukować jego masę. Mogli je optymalnie dostosować do wkładki z rubinowym ramieniem igły. Inne wkładki można również dość precyzyjnie ustawić. Skalibrowanie tych 3 punktów nie jest jednak proste. Odrobina kurzu może zmienić precyzję ustawienia i nie jest łatwo na bieżąco korygować 3 punkty zawieszenia, gdy na każde działa skrajnie różne obciążenie i fizyczna waga elementu.

Poza wspomnianymi wcześniej punktami 1/4 i 3/4 dla poziomej orientacji ostrza w rowku jest jeszcze pionowe (vertical tracking angle), które jest szczególnie istotne z krótkim ramieniem. Na temat pionowego skorygowania można znaleźć dużo informacji w języku angielskim. Wyjątkowego znaczenia nabiera przy odtwarzaniu płyt, które nie przylegają idealnie do talerza i związane z tym problemy można trochę ograniczyć stabilizatorem / szczoteczką, ale wówczas jeszcze bardziej potrzebne jest właściwe ustawienie VTA.

Na nierówność płyt najlepsze rozwiązanie z pompą podciśnieniową zaoferował w kilku swoich gramofonach japoński Luxman, tak jak jest to pokazane na filmiku.

Szwajcarki Thorens sprzedawał podobne rozwiązanie jako dodatek w formie maty na talerz, co teoretycznie działa na dowolnym gramofonie. Bardziej wygięte płyty najskuteczniej przytrzymywane są do talerza z fabrycznie wbudowaną pompą. Mata także działa najskuteczniej z gramofonami Thorens. Zmiana maty powoduje na dodatek, że gramofony innych marek trzeba od nowa ustawić, by zapewnić właściwy VTA, co może być sporym wyzwaniem.

Rozwiązanie z ramieniem tangencjalnym oferowało przez lata bardzo wielu producentów i były głównie dla standardowych wkładek. Były nawet modele, które pozwalały na pionowe zawieszenie gramofonu na ścianie, jak np Mitsubishi LT-10. Tu wszelkie eksperymenty ze zmianą wkładki są bardzo ryzykowne.

Technics oferował podobne możliwości. Na zdjęciu powyżej w środku u dołu jest model w którym próbowano przy okazji wprowadzić dla wkładek nowy standard TP4, o którym teraz trudno nawet znaleźć informację. Beogram 4004, który jest na zdjęciu po prawej u góry ma własne rozwiązanie dla wkładek, by maksymalnie ograniczyć ciężar ramienia. Oczywiście tylko dla tradycyjnej pracy w poziomie.

Oferowano to pod nazwą Moving Micro Cross. Marketingowym wyjaśnieniem jest, że konstrukcja umożliwia lepszą separację kanałów, ponieważ ruch każdego kanału pojawia się na osobnej osi. To tylko jeden z wielu elementów kompleksowych rozwiązań w Beogram, które miały zapewnić najniższą możliwą masę pracującą w rowku płyty winylowej. Beogram z brakiem możliwości jakichkolwiek zmian jest teoretycznie bezproblemową ofertą, a w praktyce z tego powodu trudno jest je teraz kupić bez ryzyka jakieś usterki.

Najbardziej prostym przykładem jest kabel do ich wzmacniaczy z archaicznym wtykiem diodowy. Normalnie modyfikacja na chinch nie jest problemem. Tu mogą być niespodzianki. Dedykowany zestaw nie wymaga podłączenia 5 bolców zgodnie z normą DIN uwzględniającą igły gramofonowe z wysoką impedancją i sprzęt mono.

Podsumowanie

Drogi sprzęt ma jak widać zalety i wady. Bardziej realne jest dla wielu osób postawienie na biurku czegoś tańszego. W kolejnym wpisie przedstawię konkretny przykład.

Praktycznym wyborem jest gramofon Dual 5000 i przedwzmacniacz Denon PRA 1200, które dają niezłe możliwości w relatywnie umiarkowanej cenie. Warto również korzystać z PC w wyciszonej obudowie. Tą NZTX Hush na zdjęciu powyżej kupiłem dekadę temu.

Słuchawki Sennheiser HD 250 Linear nie należą do tanich, ale zapewniają lekkość i precyzję odtwarzanej muzyki, a jednocześnie wytłumienie dźwięków z zewnątrz.