Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Antypirackie nastawienie przy odtwarzaniu muzyki jest trudnym wyzwaniem


Wiosną spędziłem sporo czasu na testach z konfiguracją PC, by oszacować, jak uzyskać najlepszą możliwą jakość odtwarzania muzyki z serwisów internetowych. Motywacją do tego były pojawiające się informacje o nowych ofertach renomowanych serwisów z muzyką i często wynikało z nich, że ci dostawcy szykują się do uzyskanie wyłączności na nagrania pewnych wykonawców. Tym samym nie było żadnych podstaw do obaw o prawa autorskie i interesowało mnie jedynie, jakie mogą być ograniczenia jakości przy odtwarzaniu u użytkownika.

Zastanowiłem się tylko krótką chwilkę nad Spotify, bo ich ceny nie wskazują, że wykonawca dostaje sensowną zapłatę. Jakość odtwarzania muzyki z tego serwisu jest jednak na innym poziomie. Ich oferty zupełnie nie brałem pod uwagę, gdy robiłem testy z optymalną konfiguracją PC. Powody do głębszego zastanowienia się w temacie, jak być fair w stosunku do artystów, dał dopiero w sierpniu artykuł pt "Patrz, komu płacisz". Ukazał się w 32 numerze tygodnika Polityka na stronie 42. Autor dał tam intrygujący podtytuł "Polska to raj dla piratów. Politycy boją się z nimi walczyć, a internauci i reklamodawcy gotowi są płacić". Artykuł rozpoczyna się jednak bardzo pozytywnie.

Kinga Jakubowska pięć lat temu założyła fundację o nazwie Legalna Kultura. Postanowiła na tyle wyedukować Polaków, żeby choć część zrezygnowała z piractwa i zaczęła uczciwie kupować filmy, seriale czy książki. Wówczas z piractwem walczono, strasząc głównie karami i policyjnymi przeszukaniami. Jakubowska postawiła na przekaz pozytywny. Chciała pokazać, że twórcy to też ludzie, którzy muszą z czegoś żyć.

r   e   k   l   a   m   a

W wersji elektronicznej artykuł został zilustrowany rysunkiem Mirosława Grynia, na którym zobrazowany jest wirtualny użytkownik, a cytat poniżej idealnie oddaje sedno sprawy:

Dzięki nowym technologiom piratem jest jednak być łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie trzeba wychodzić z domu i szukać na bazarze pirackich płyt. Nie trzeba już nawet wyszukiwać plików z pirackimi filmami i serialami, a potem ściągać je na dysk. Kolejne lata przynoszą nowe narzędzia.

W treści artykułu opisane są między innymi poczynania polskich serwisów, które potrafią atrakcyjnie zagospodarować nowe rozwiązania techniczne i szybko dostosować się do możliwości tworzonych przez luki prawne, by skutecznie okradać artystów. Największe zyski daje oczywiście okradanie globalnych wytwórni fonograficznych, ale te mają prawdopodobnie wliczone to w koszta i chociaż ubolewają nad mniejszym dochodem, to nie są zainteresowane dyskusją na ten temat. Taka dyskusja może niebezpiecznie dla nich poruszyć temat kosztów, które powodują, że płyty są drogie i dla wielu osób piractwo jest jedyną alternatywą.

Ten dylemat przerasta mnie, ale na szczęście mogę jeszcze żyć sobie spokojnie z domowym serwerem muzyki.

Wiele osób obawia się, że skopiowanie zakupionej płyty na dysk jest nielegalne, ale ja nie zamierzam tego konsultować z prawnikami. Kupioną płytę mam prawo odtwarzać tak, jak jest mi najwygodniej. Jeżeli stara płyta na 78 obrotów nagrana była z myślą o odtwarzaniu z archaicznym urządzeniem mechanicznym z tubą, to nikt nie kwestionuje, że korzystamy z nowoczesnego zestawu audio.

Na zdjęciu powyżej widać gramofon Dual, który może odtwarzać takie płyty i mam do tego także dodatkową wkładkę, w której igła ma mniej zaawansowany szlif diamentu. Zmiana wkładki w tym gramofonie jest dość prosta, ale znacznie wygodniej jest dla mnie odtwarzać kopie nagrań, które starannie zrobiłem sobie z płyt i zapisałem na twardym dysku lub półprzewodnikowym nośniku danych. Podobnie jest z muzyką ze standardowych płyt winylowych, czy nawet CD.

Można oczywiście doszukiwać się kruczków w sprawie zmian analogowego zapisu na wersję cyfrową, ale chodzi tylko o zrobienie sobie wiernej kopi muzyki zakupionej w oryginale. Nie ma tu miejsca żadna zmiana, jak np ta o której wspominała Agata Passent w nawiązaniu do konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej ", że dba o to, by piosenki z tekstami jej matki wykonywane były z muzyką jak w oryginale. Chodziło jej o wydawanie nagrań czy publicznych koncertów z tymi tekstami i inną muzyką. Natomiast pielęgnowaniu pamięci o Agnieszce Osieckiej nie może z pewnością służyć ograniczanie możliwości modyfikacji piosenek powstających na potrzebę krótkiej chwili w prywatnym gronie, czy archiwizowania sobie płyt w cyfrowej formie.

Zamieszanie z cyfryzacją spowodowane jest przez dystrybutorów. Sytuacja jest precież zupełnie jasna z cyfrowymi transmisjami radia. Organizuję od pewnego czasu w Sopocie spotkania w miłym gronie, by posłuchać muzyki "na żywo", którą w swoich audycji prezentuje Marcin Kydryński. Spotkania mają charakter prywatny i w Dworku Sierakowskich nie brakuje kameralnych sal do wynajęcia. Prościej jest jednak robić spotkanie w działającej tam kawiarence artystycznej, gdzie płacą standardowo do ZAiKS za odtwarzanie muzyki i nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrał ją Marcin Kydryński. Muzyka odtwarzana jest podczas spotkań z pomocą programu komputerowego odsługującego odbiór transmisji DAB+, ale nagrania mogą być z płyt analogowych. Cyfrowa emisja w eterze zapewnia jednak najlepszą jakość odtwarzania muzyki w tej audycji. Nie zapewni tego analogowy tuner FM, ani Internet.



Kawiarenka ma nazwę "Młody Byron ", co ma symboliczny smaczek. Jedyne ślubne dziecko Lorda Byrona uznane zostało za pierwszego programistę. Zamiarem Ady z całą pewnością nie było utorowanie drogi dla tych, którzy chcą okradać artystów. 

porady hobby inne

Komentarze