Artysta i jego muzyka w Internecie oraz jej odtwarzanie

Optymalna konfiguracja PC dla wykonywania konkretnych zadań jest czymś oczywistym dla gracza. Natomiast miłośnicy muzyki liczą że jakoś zabrzmi ona z tandetnych głośniczków lub zdają się na słuchawki. Kojarzy się to z rosyjskimi filmami, gdzie w kadrach mających zaakcentować nowoczesny świat pite jest markowe piwo z puszki.

W temacie konfiguracji PC użyłem w poprzednim wpisie przykładu z dwoma drucikami we wzmacniaczu lampowym. Komentatorzy nie pouczyli już do czego służą. Wskazuje to na pewien postęp i warto jeszcze przy okazji uściślić, że określenie analogowe uszlachetnione PC - to nie tylko konfiguracja komputera. To także korzystanie z zestawu audio. Użycie do tego lepszych lub gorszych kabli i złączy zależy już całkowicie od preferencji słuchacza.

Chociaż użycie zestawu audio wydaje się oczywiste - to jakoś łatwo o tym zapomnieć. Sam się na tym przyłapałem w nawiązaniu do Sztokholmskiego Salonu Poezji. To Salon jest atrakcją, a nie jego witryna. Wystarcza w niej informacja o aktualnym spotkaniu oraz linki do recenzji z poprzednich i galerii zdjęć z nich. Nic innego nie jest potrzebne, bo występują aktorzy z najwyższej półki. Pojawiła się jednak artystka, której zupełnie nie znałem. Odtworzyłem na laptopie jakieś próbki z nią i byłem lekko zaskoczony. Przestałem jednak o tym myśleć, bo skoro będzie, to musi mieć klasę.

Słuchając artystki na żywo pożałowałem, że nie odtwarzałem sobie próbek z porządnymi głośnikami. Artystka ma perfekcyjnie dopracowany każdy detal, ale nie czuć jakieś rutyny. Jest przekonywująca. Potrafi podzielić jedno słowo, by przekazać dwie różne emocje. Wstawki muzyczne nie są przerysowane - jak je odebrałem z Internetu. Jest idealny rytm w słowie i akordzie, które są tak wpasowane, by optymalnie wyrazić emocje. Dobrze, że w witrynie nie było próbek. Odsłuch na jakiś przypadkowych głośniczkach mógł zniechęcić publiczność, a tak było jak zawsze wypełnione do ostatniego miejsca i widać było szczęśliwe twarze.

Prezentacja artysty w Internecie to spore wyzwanie. Koleżance całkiem zgrabną witrynę zrobiła kiedyś czeska firma. Chcieli ją prezentować jako swoją klientkę, bo była wokalistką bardzo popularnego zespołu, ale firma padła. W witrynie pozostały bezużyteczne informacje, bo koleżanka nie miała do niej uprawnień. Udało się to jakoś prowizorycznie skorygować z pomocą oferty Myspace. Tak jej witryna od lat pozostaje prowizorką, bo wygasło już zainteresowanie bycia gwiazdą muzyki rockowej, ale z powodów nostalgicznych trudno jest wykasować to co było wcześniej.

Wydając solową płytę koleżanka mogła lepiej wyrazić swoje emocje. Zatytułowała ją nawet „Song of My Soul”, ale dystrybutor zlecił do tego teledysk, który "pokazał inaczej" obraz jej duszy. Na płycie prezentuje na anielską nutkę stare piosenki ludowe w wielu językach, a w filmiku pokazane jest wesele, gdzie jest panną młodą w słowackim stroju góralskim. Ona wychowała się przecież w Sztokholmie, gdzie chodziła do francuskiej szkoły, a jej ojciec jest z dziada pradziada Wiedeńczykiem, „co widać, słychać i czuć”.

Kiedyś ludzie słuchali muzyki tylko na żywo. To było początkowo nagrywane na płyty. Odtwarzanie płyt było przypomnieniem tego co słyszano na żywo. Był konkretny punkt odniesienia. Później zaczęto produkować płyty, które były oddzielnym dziełem artysty i słuchacz nie miał już punktu odniesienia. Miały to naprawić koncerty promocyjne, ale one także stały się osobnymi dziełami.

Najlepszym przykładem jest ABBA, gdzie odpowiadający za płyty Michael Tretow miał zupełnie inne rozumienie dźwięku niż skaptowany później DJ radiowy Clabbe av Geijerstam, który dopieszczał brzmienie na koncertach. Co ciekawe kompozytor Benny Andersson nosił w duszy jeszcze coś innego, co zaprezentowano dopiero w amerykańskim filmie „Mamma Mia”.

Podsumowanie

Teraz Internet stał się istotnym forum dla artystów, a większość ludzi odtwarza ich nagrania z tandetnymi głośniczkami. Miejmy nadzieję, że artyści nie zaczną publikować pod możliwości tandety. Chwilowo wracają do płyt winylowych, które nie dają artyście możliwości zaoferowania lepszego nagrania, ale redukują trochę ryzyko, że słuchacz wypaczy ich dzieło korzystając z tandetnych głośników. W tym zakresie szczytem desperacji artystów jest wydawanie nagrań na kasetach.