Atrakcyjne oferty ciszy i chwile czystego relaksu przy odtwarzaniu muzyki

Cisza stała się towarem luksusowym, coraz bardziej pożądanym. Przybywa przez to sprzedawców ciszy. To najkrótsze streszczenie obszernego artykułu, gdzie poruszonych jest bardzo wiele istotnych spraw. Rozpoczyna się na 39 stronie 38 numeru tegorocznej "Polityki" humorystycznym nawiązaniem do filmu "Dzień świra".


Ciszej by nie można? Można ciszej!? – wrzeszczy Adaś Miauczyński, mieszkaniec bloku z wielkiej płyty, interweniując u sąsiada, który podkręcił telewizor na maksymalną głośność, by pod prysznicem delektować się muzyką. Kiedy tłumaczy Miauczyńskiemu, że to przecież etiuda Chopina, ten nie kryje wściekłości, bo też kocha Chopina, "ale nie przez beton, sufit, drzwi!'. Sąsiad replikuje, że i on jest zmuszony "słuchać różnych pańskich odgłosów.

Z cytatem powyżej skojarzył się tutaj w serwisie tekst pt "Głośniki multiroom Sonos – całe życie mi tego brakowało, tobie pewnie też". Nie chodzi w żaden sposób o ocenę fascynacji autorki tymi nowymi możliwościami. Faktycznie, są rzeczywiście imponujące. Testowanie ich musiało być z całą pewnością niezwykle fascynujące. Istotniejsze jest, jak zrodziło się zainteresowanie tą ofertą. Przypuszczać można, że były to kwestie praktyczne - co zostało przez autorkę bardzo zgrabnie ujęte:


Nie wiedziałam, że brakuje mi w życiu takiego systemu. Nie chodzi tylko o to, że mogę osobie będącej w łazience puścić "Mydło wszystko umyje". Przede wszystkim ważne jest dla mnie dopasowanie muzyki w różnych pomieszczeniach bez kombinowania. Przy sprzątaniu mieszkania mogę puścić na wszystkich głośnikach to samo. Wcześniej w takich okolicznościach chodziłam po mieszkaniu w słuchawkach, ale to żadne rozwiązanie – nie słychać, gdy ktoś mnie woła albo puka do drzwi.

Podobne możliwości dopasowania do pomieszczenie testowałem wiosną z rozwiązaniem dla fińskich monitorów studyjnych Genelec. To było imponujące, a najbardziej prostota i szybkość konfiguracji. Podobnie musiało być z produktami Sonos, lecz analiza ich oferty była chyba już bez głębszej refleksji, jak to zadziała w praktyce. W innej części tekstu jest wskazówka, czemu taka refleksja na temat tej oferty musi w naturalny sposób pojawić się dopiero z opóźnieniem: 


Nie ulega wątpliwości, że Sonos celuje w grupę odbiorców, która ma produkty Apple. Moim zdaniem najłatwiejsze jest połączenie się z nimi z Maca protokołem AirPlay, opracowanym przez Apple.

Z dalszej treści tekstu dowiadujemy się, że producent nie zadbał w podobny sposób o użytkowników najbardziej powszechnego systemu operacyjnego. Prawdopodobnie jest to całkowicie świadome działanie. Rozwiązania dla użytkowników Apple są rzadko analizowane, bo jest nastawienie, że skoro coś już pasuje, to musi być właściwe. Brakuje tradycji z otwartą strukturą PC, gdzie trzeba w większym zakresie samemu decydować. To w zupełnie naturalny sposób powoduje, że potrzeba trochę czasu, by zacząć analizować na ile takie głośniki potrzebne są w łazience i pokoju gościnnym, jak sugeruje to ilustracja Sonos.

Ze wspomnianego na wstępie artykułu "Polityki" wynika, że łazienki w Polsce mają wyjątkowo nieprzyjazne warunki dla zainstalowania takich głośników. Największym "dramatem" są rury kanalizacyjne w blokach i dużo lepiej nie jest w mniejszych domach. Rury nie są izolowane, bo kiedyś brakowało do tego materiałów budowlanych. Teraz ignoruje się to - by zaoszczędzić. Podobnie rzecz ma się z tunelami wentylacyjnymi. Akceptowanie tego wydaje się dziwne, ale powodem tego jest zwykły brak świadomości w tym zakresie.

W kalifornijskim Sonos nie muszą oczywiście znać sytuacji w polskim budownictwie, ale przecież łazienki na całym świecie rzadko nadają się do słuchania muzyki. Można to bardzo łatwo sprawdzić odtwarzając muzykę z efektem dźwiękowym symulującym łazienkę. Teoretycznie z pomocą elektroniki można uzyskać efekt odwrotny, ale w praktyce nie jest to takie proste. Tym bardziej w rozwiązaniu, które jest surogatem dla zestawu hi-fi.

Refleksja nie zaszkodzi także w temacie odkurzacza. Zagłuszanie go muzyką nie jest zbyt korzystnym rozwiązaniem. Wręcz odwrotnie. Bardziej przydatny jest czujnik, który wyciszy muzykę, gdy włączy się odkurzacz.

Ekskluzywnym rozwiązaniem może być maksymalnie wyciszony odkurzacz z własnym głośnikiem, do którego wysyłany jest sygnał z muzyką z domowego serwera. Pytanie jest tylko, czy producent głośników ma przez to oferować także odkurzacze, albo odwrotnie. Bezprzewodowy odkurzacz i głośnik jest z całą pewnością bardzo atrakcyjnym hasłem dla działów marketingu globalnych producentów.

Trudności z taką produkcją nie będzie miał przykładowo Samsung, chociaż ich głośniki w pokoju gościnnym nie każdego chyba uszczęśliwią. Być może to był powód, że pod nazwą Harman International wykupili wiele amerykańskich marek z renomowaną ofertą hi-fi. Koreańczycy mają w tym teraz imponujący potencjał marketingowy.

W tanich laptopach brzęczą już głośniczki z logo legendarnego (od 1927 roku) Altec Leansing, a braterskie JBL ze stajni Samsunga są być może w tych nieco droższych. Czemu nie zaoferować także koreańskich odkurzaczy ze szwajcarską marką Studer? Nawet Willi Studer w 1948 roku wystartował w Zurichu z oscyloskopami, a dopiero po tym jego magnetofony stały się legendarnym sprzętem w studiach. Czemu nie stworzyć teraz legendarnych odkurzaczy, by marka nie popadła w zapomnienie?

Japończycy maja już od lat rozwiązanie dla głośników w wielu pomieszczeniach - MusicCast by Yamaha. Ilustracja tego jest bardziej przemyślana, bo to renomowany producent sprzętu hi-fi. Sami wypracowali swoją markę, co daje im głęboką widzę. Pokazują przez to tylko pomieszczenia, gdzie hi-fi może mieć sens. Mają także szerszą ofertę na potrzeby słuchania muzyki w domu i można w niej swobodniej dobrać to co jest potrzebne.

Taka szersza oferta daje przy okazji konsumentom możliwość właściwiej oceny kosztów posiadania kompletnego rozwiązania MusicCast. Mówiąc konkretniej, czy warto jest zainwestować w taki ogrom możliwości, jeżeli skorzystamy tylko z jednej z nich. Poruszałem już ten temat 3 lata temu z ceną MusicCast w Yamaha NX N500 w stosunku do prostych monitorków studyjnych Fostex PM 04.

Tu zbliżamy się do sedna sprawy. Warto zastanowić się, w co chcemy zainwestować.

Jeżeli słuchamy muzyki w konkurencji z odkurzaczem - to dostęp do pełnej gamy funkcji i związane z tym koszta mają sens, by mieć w domu imponujący gadżet.

Inaczej jest, gdy zależy nam na optymalnej jakości odtwarzania muzyki. Trzeba wówczas uważnie ocenić wartość poszczególnych kosztów - niezależnie od ceny sprzętu.

Najkorzystniej jest mieć tradycyjnie w jednym miejscu najlepszy możliwy sprzęt dla chwili czystego relaksu z muzyką, a w pozostałych odtwarzać ją tylko w tle.

Łazienka w roli "dyskoteki" słabo się tu sprawdzi. Akustyka tego pomieszczenia nie jest do tego dostosowana. Teoretycznie można to ogarnąć elektronicznie i sporą inwestycją budowlaną. To może mieć sens, jeżeli tylko tu mamy możliwość chwili relaksu z muzyką.

Z sypialnią także nie zaszkodzi chwila zastanowienia. Normalnie muzyka ma tu pomóc w zasypianiu. Nie potrzeba do tego inwestować w zaawansowany sprzęt hi-fi. Nie jest on nawet konieczny, gdy w sypialni potrzebna jest muzyka dodająca wigoru, bo nie to jest przecież źródłem relaksu. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich i wówczas chyba najlepiej sprawdzą się oferty z podświetlanymi głośnikami itd. W latach 70 oferowano także łóżka z baldachimem kwadrofonicznym, ale to jest już inna epoka - o ile ktoś nie zaprasza na słuchanie winyli w sypialni.

W przypadku kuchni sprawa jest już bardziej złożona. Mało kto siada tu w tradycyjny sposób dla chwili relaksu z muzyką. Jednocześnie wiele osoby doceniających dobrą jakość spędza tu sporo czasu i jest to dla nich forma relaksu. Nie dominuje u nich hałas rozbijania kotletów, jak w kuchniach zbiorowego żywienia. Wiele prac może być wykonywanych w absolutnej ciszy. Nic nie przeszkadza, by jednocześnie relaksować się muzyką. Na podobnej zasadzie jak można robić na drutach siedząc w fotelu i słuchając muzyki. W kuchni najlepiej sprawdzi się jednak profesjonalna instalacja, ale nie zwykły sprzęt audio, czy bezprzewodowe głośniczki.

Podobnie jest ze słuchaniem muzyki przy biurku. Nie jest tak komfortowe jak w fotelu, ale to może być istotne miejsce dla wielu melomanów. Na szczęście tu nie potrzeba dużej mocy i jest wiele ciekawych rozwiązań w różnych przedziałach cenowych. Podstawowym problemem jest właściwe rozmieszczenie głośników, a nie jak na obrazku powyżej, który miał tylko zilustrować tutaj w serwisie wpis o testach polskich monitorów studyjnych APS Coax, które są typu active near-field monitors.

Tradycyjne słuchanie w fotelu jest optymalne, ale kto ma jeszcze czas na taki komfort?

Podsumowanie

Komputer jak w każdej innej dziedzinie ma wiele do zaoferowanie na potrzeby odtwarzania muzyki. Kompleksowa oferta markowa nie zawsze musi być jednak najlepsza. Otwarta struktura PC daje tu znacznie szersze możliwości.

PS 10.X.2019

W rozwoju PC skorzystano z wielu rozwiązań dla Apple. Kolejne mogą być te opisane w tutaj w serwisie w notce z tytułem "Spotify zintegrowane z Siri w iOS 13. W AppStore pojawiła się aktualizacja programu". Wyzwanie z tym będzie oczywiście dużo większe, ale efekty będą także na znacznie szerszą skalę. Podobnie będzie kiedyś również z dopasowaniem odtwarzania muzyki do pomieszczenia.

Warto także przeczytać blogową refleksję pt "Smartfony przejściową modą?". Najsłabszą ich stroną jest, że to systemy wbudowane, gdzie jest wiele funkcji, które nie każdemu są potrzebne. Z otwartą strukturą PC łatwiej jest wybrać to co jest nam potrzebne.