Audio polepszane lampami, gdy na oczach jest potrzebna opaska

Celem moich wpisów na blogu jest wymiana poglądów na temat odtwarzania muzyki z PC na tradycyjnym sprzęcie Hi-Fi. Liczba odwiedzin wskazuje, że nie brak zainteresowania, a komentarze, że poziom znajomości tematu nie jest jednolity. Letnie wpisy odbiegły trochę od głównego celu i pojawił się temat “ślepych” testów ze sprzętem audio. Na rzeczowy komentarz w tym temacie odpowiedziałem: w sprawie kabla jest bardzo prosta zasada, że jeżeli ktoś nie słyszy różnicy, to niech korzysta z czego chce, nawet z 0,5 mm.

Podobne zdanie mam na temat komentarza, że wystarczy słuchanie muzyki z radia na falach średnich, gdy zna się nuty i wie jak mają brzmieć. Mogę tylko przy okazji wspomnieć o zdarzeniu w życiu Georga Gershwina, który uznawany jest za jednego z najważniejszych twórców muzyki amerykańskiej i nazywany "królem jazzu". Był pod koniec marca 1928 roku z przyjaciółmi na koncercie w paryskim teatrze "Magador". Tam duet fortepianowy Winer i Doucet wykonywał z oryginalną transkrypcją jego "Rhapsody in Blue". Kompozytora tak przeraziło to co słyszał, że uciekł do baru. Musiał jednak wrócić, gdy na widowni wybuchły owacje.

Inaczej jest, gdy komentarz powiela mit, który jest niby rzeczowy, jak ten:

Jedni z najznakomitszych (sam top!) pianistów naszych czasów - G. Olson i K. Zimmermann, przeprowadzili wspólnie eksperyment muzyczny, który miał za zadanie stwierdzić, jak wysoka jakość nagrania jest potrzebna do tego, by słuchacz w pełni docenił i "przeżył" nagrany utwór muzyczny, jako stuprocentowe, w żaden sposób niezubożone dźwiękowo i "duchowo" dzieło sztuki.

Czy profesjonalni muzycy mają czas na takie amatorskie testy? Zamieściłem w kwietniu we wpisie zdjęcie, gdzie legendarny muzyk pozuje z domowym głośnikiem JBL Pragon z 1957 roku. Najprawdopodobniej zostało zrobione na szybko podczas jakieś wystawy i Benny Goddman zgodził się na jego wykorzystanie, bo odniósł jakieś pozytywne wrażenia. Muzycy mogą również pozować za odpowiednim wynagrodzeniem, bo to dla nich szybszy zarobek od grania. W przypadku miernych produktów używają specjalnych trików, by koledzy po fachu mogli “odszyfrować” konkretną ocenę. Pomysł inwestowania w nagrania, by bezinteresownie coś negować musi być wytworem fantazji osoby, która nie ma pojęcia ile to wymaga czasu, pracy i pieniędzy. Jeżeli jakieś zrobiono, to nie wiadomo w jakim celu i temat komentarza może być całkowicie wyjęty z kontekstu. Kojarzy się to jakoś z duńskimi komediami o gangu Olsena, czy polskimi o cesarsko-królewskich dezerterach.

Subiektywna ocena przy odsłuchu jest trudna nawet bez opaski na oczach. Nie zawsze można sobie zaufać i wówczas przydaje się wiedza. Korzystam od lat z referencyjnego systemu, który mam już dobrze przetestowany. Często irytuje mnie, gdy muzyka brzmi jak w studio nagrań, a nie jak w rzeczywistości. Muszę sobie przypominać, że odtwarzam nagranie, a nie słucham muzyki "na żywo". Z tą myślą często poruszam temat z odsłuchem nagrań, jak np we wpisie o teście studyjnych monitorów Audio Pro Solutions. Zwróciłem tam specjalnie uwagę na różnorodność nagrań, które prezentuje Marcin Kydryński.

Ostatnio dałem się zwieść przy testach głośników Sonab OA12 z lat 70 ubiegłego wieku. Tapicer dopasował je na indywidualne zlecenie do mebli w stylu gustawiańskim. Dopilnowałem, by nie zmieniło to ich właściwości akustycznych. Pojawiła się jednak subtelna poprawa, jak ze wzmacniaczem, który ma ciut niższy współczynnik zawartości harmonicznych THD. To nie było istotne przy tych głośnikach, ale przez ciekawość zrobiłem więcej testów. Problemem była konstrukcja tych głośników, bo muzyka z nich zawsze brzmi bardziej "na żywo" i łatwo się do tego "przywiązać". System referencyjny sprowadził mnie na szczęście na ziemię, bo potrzebuję odtwarzać rzeczywistą zawartość nagrania, a nie polepszoną. Każdy ma jednak inne oczekiwania i nie brak głośników do wyboru.

Przyjemność słuchania może być większa z jakimiś głośnikami, co nie jest jednoznaczne, że odtwarzają one nagrania z najwyższą możliwą wiarygodnością. Wymagania minimum przekłamania nie są takie same dla elektroniki i głośników. Z elektroniką można oczekiwać bez mała ideału. Z głośnikami jest trudniej, bo jest dla nich zbyt wiele różnych uwarunkowań. To powoduje m.in., że pewność mam tylko z ocenami w stosunku do osobiście przetestowanych rozwiązań dla PC. Z głośnikami jestem zawsze ostrożny, bo najczęściej nie mogę mieć pełnego rozeznania sprawy.

Korzystając z najdroższych wzmacniaczy tranzystorowych MacIntosh nie zastanawiałem się nigdy, czy głośniki są dla nich przyjazne, ale nie każdy ma przecież możliwość lub chęć zainwestowania w taką elektronikę. To co usłyszymy z głośników zależy w pierwszej kolejności od akustyki pomieszczenia, ale w większości przypadków także od wzmacniacza i kabli. Jakość nagrania jest oczywiście również bardzo ważna, ale dla uproszczenia trzeba przyjąć, że jest ono OK, jeżeli chcemy jakoś ocenić głośniki. Mnogość kompromisów, by móc wiarygodnie odtwarzać muzykę z głośników jest tak wielka, że najczęściej warto jest wybrać te, które zapewnią słuchaczowi największą przyjemność.

Takie rozumowanie przechodzi często na różne ogniwa w łańcuchu ze sprzętem do odtwarzania muzyki. Ma to sens, gdy chodzi o wzmacniacz w komplecie z jakimiś konkretnymi głośnikami. Natomiast dla samego wzmacniacza, czy kabli nie ma sensu. Wzmacniacz z własnym brzmieniem nie jest pożądany dla wiernego odtwarzania muzyki. Tak jest niezależnie od tego, czy jest lampowy czy tranzystorowy. Tu dobrze widać słabość „ślepych” testów. Dobrego wzmacniacza nie powinniśmy "słyszeć", a przy gorszym jest to dopuszczalne. Na pytanie, który brzmi lepiej logicznym wyborem jest przez to ten gorszy. Powinno się chyba pytać, który "brzmi najsłabiej".

Wzmacniacze lampowe wprowadzają najwięcej nieporozumień. Ich konstrukcja “uodparnia” je na utrudnienia w pracy z “nieprzyjaznymi” głośnikami. Próbowano powielić to w konstrukcjach z tranzystorami mocy V-FET, lecz okazały się one zbyt wrażliwe. Konkretnie mówiąc spalały się w sytuacjach, w których lampy tylko silniej przekłamują. Tradycyjne tranzystory tak się nie spalają, ale przekłamują bardziej nieprzyjemnie od lamp. Dekady temu na rynku wtórnym można było kupić dość tanio dobrej klasy wzmacniacze lampowe. To była niezła alternatywa dla prostych konstrukcji tranzystorowych w tej samej cenie zakupu. Nie wszystkie wzmacniacze lampowe są jednak rzetelnie zrobione. Obecnie większość oferty stanowi tandeta z lampowym brzmieniem. Dotyczy to również rynku wtórnego. Natomiast ceny dobrej klasy wzmacniaczy lampowych zaczęły od dłuższego już czasu przerastać ich wartość.

Sczególne nieporozumienie pojawia się z lampami dla słuchawek. Najdroższy obecnie zestaw słuchawkowy za 55 tys. dolarów ma wzmacniacz lampowy. Ma to sens, bo wymagania są tu na najwyższym poziomie, a te słuchawki są wyjątkowo trudne do wysterowania. Jest wręcz tak, że ten typ słuchawek wymaga najdroższych rozwiązań, bo w wersjach ekonomicznych ich wartość jest bardzo wątpliwa. Jeszcze bardziej wątpliwy jest sens zakupu ekonomicznej wersji wzmacniacza z lampami, by zwykłe słuchawki brzmiały lepiej. Argumenty marketingowe w tym zakresie są często oparte na całkowitym braku wiedzy. Najłatwiej może tu zmylić "ślepy" test. Wystarczy zasugerować drogie (trudne) słuchawki przy teście, argumentując, że ułatwią rozpoznanie różnicy ze wzmacniaczami. Teoretycznie można o tym polemizować w nieskończoność. W praktyce jest to często tylko oszustwo, chociaż powodem tego może być jedynie brak rzetelnej wiedzy.

OPAMP@PC ma spore pokrewieństwo z dyskusjami o brzmieniu lamp. Jakiś czas temu zrodziło się zainteresowanie dla analogowych układów scalonym w komputerach. W wyszukiwarkach zgłasza się dla tej nazwy całkowicie prawidłowo hasło: Wzmacniacz operacyjny". Tu w komentarzach pod wpisami na blogu jest to chyba czasami mylone z całkowicie pasywnym adapterem dla HD Audio, którego rozwiązania mają zupełnie inne przeznaczenie. Podobieństwo nazwy z bezpłatnym AIMP, który świetnie się sprawdza jako program referencyjny przy testach z adapterem, może być prozaicznym powodem takiego pomylenia tematów.

Na forum pclab wątek w temacie OPAMP zrodził się w lutym 2011roku. Wprowadzenie do tego jest nadal dość poszarpane, ale w opiniach jest wysyp z opisami wrażeń odsłuchowych w najróżniejszych konfiguracjach. Bardziej uporządkowana jest informacja w serwisie "Audiofanatyk" i autor już na wstępie zwraca uwagę: Dalej czytelniku musisz radzić sobie sam, bowiem jest to początek długiej, mozolnej, ale mimo wszystko wspaniałej przygody z OPAMPami. Ta przygoda wiąże się normalnie z kilkuzłotowym kosztem, ale do zamocowania w gnieździe scalaka można także znaleźć przystawki za 650 zł.

Muzyka na żywo. Używam tego określenia w bardzo dużym uproszczeniu. Wikipedia ma stosowne hasło i definiuje to: wrażenie obserwatora, że dane zdarzenie odbywa się w tej samej chwili, w której odbierane są bodźce pod wpływem tego zdarzenia (dokonywane jest spostrzeżenie). Rzecz na żywo trwa "teraz", na bieżąco, równocześnie, równolegle. Mylone jest to czasami z tematem, który prawdopodobnie przez MTV stał się popularny w Polsce z określeniem “unplagged”. Tu Wikipedia podaje: MTVUnplugged (ang. „bez prądu”) – seria koncertów, podczas których artyści śpiewają na żywo przy akompaniamencie wyłącznie instrumentów akustycznych.

Nie o to jednak chodzi, a o kwestię czasu, czyli tej chwili, gdy muzycy grają. Jan Borysewicz w pierwszym dniu tegorocznego festiwalu w Sopocie pokazał rewelacyjny przykład tego co może dać muzyka na żywo. Szkoda tylko, że TVN bezmyślnie utopiła to w “unplagged” z importu, które dano na zakończenie wieczoru. Na szczeście z odpowiednim sprzętem w domu można z YouTube ponownie odtworzyć sobie to przeżycie. 

W ostatnim dniu festiwalu Edyta Górniak zaserwowała również coś wyjątkowego "na żywo". To uhonorowanie "Królowej Soul" Arethy Franklin w kilka godzin po jej śmierci nie było łatwe. Potrzebny był wyjątkowy profesjonalizm, by wpasować się z tym do programu 3 dniowej imprezy i to właśnie w dzień zaplanowany z dużą orkiestrą. Wokalistka zrobiła to z wewnętrznej potrzeby, ale musiała dostać na to zgodę producenta. Liczono na jej profesjonalizm i pewnie przy okazji, że zwróci to większa uwagę nowego właściciela TVN. W efekcie najwięcej zyskała oczywiście publiczność. Takie właśnie sytuacje powodują, że występy na żywo stają się wyjątkowe.

Odtwarzanie nagrania odbywa się zawsze w innym już czasie. Pozwala nam to słuchać nawet osób, które już dawno nie żyją. Określenie "na żywo" musi być przez to umowne. Większy sens miało ono w czasach, gdy nagrania powstawały z jednoczesnym udziałem wszystkich muzyków. 19 sierpnia 2018 w drugiej części audycji radiowej Siesta prowadzący sugerował porównanie nagrań Billie Holiday z grudnia 1957 w studio i z koncertu. Oba były na żywo, ale dzieliło je 4 dni. Ta wokalista nagrała aż 370 płyt i każda miała swoją własną duszę. Obecnie rzadko robi się nagrania na żywo i jako takiego nie można go także odtworzyć.

Teraz nagranie kilku minut z muzyką robione jest najczęściej na przestrzeni dłuższego czasu. To jest dźwiękowa wizja realizatora w studiu nagrań, z tego co słyszy z głośników. Wprawdzie jest to konsultowane z muzykami, ale ci nie słuchają wówczas siebie i kolegów podczas gry, a tego co zostało już nagrane i jest odtwarzane z głośników. Niektóre studia z myślą o różnych preferencjach słuchającego inwestują sporo w głośniki i przez to przypominają bardziej sklep lub jakieś laboratorium do testowania.

Podsumowanie

Wiele osób korzysta ze słuchawek, bo to im wystarcza i mogą bez większych problemów używać różne urządzenia komputerowe. Jest jednak grupa, która potrafi czerpać większą przyjemność ze słuchania muzyki z głośników. Ciekawe możliwości daje im PC, lecz jest z tym jeszcze sporo niepewności spowodowanej przez najróżniejsze mity ze sprzętem audio.

Przykładowo ze "ślepymi" testami można poczuć się w salonie jak boska Temida, która ma opaskę zakrywającą oczy, co symbolizuje bezstronność. Opaska uniemożliwia bogini zobaczenie kogo sądzi i wydając wyrok nie może kierować się urodą, czy wizerunkiem. Musi oprzeć się tylko i wyłącznie na merytorycznych argumentach stron. Boskie mity są piękne, ale w ziemskich realiach "kupowanie kota w worku" jest naiwne.

Argumenty w temacie audio są często "merytoryczne inaczej". Nie musi to być ze złej woli. Może być podobnie, jak w tym sondażu zaufania, gdzie polityk zajmuje wysokie 5 miejsce z pozytywną oceną, chociaż pozostaje tylko jedną setną za "cieszącym się" najgorszą. Przedmiotowość z audio przypomina często tą z lekarstwem na raka. Stwierdzono m.in., że tej chorobie przeciwdziałają związki siarki w rukoli. Właściwości lecznicze mogą być przez to nagle przypisywane także innym produktom z siarką.  

Komentarze