Audio z telefonu i telewizora nie zachwyci, ale lepiej wprowadzi nowinki

Wpisy kieruję do zainteresowanych czytelników, bo z nimi mogą się zrodzić ciekawe projekty. Brakuje właściwego odzewu, bo stawiam wysoko poprzeczkę i dla wielu są to rzeczy wręcz niezrozumiałe. Teraz otwiera się szansa, że łatwiej będzie zrozumieć w czym rzecz, bo nowości pojawiają się częściej w sprzęcie, który oferowany jest w największych ilościach, a nie jak kiedyś w tym najdroższym. Zwróciło to moją uwagę po opublikowaniu poprzedniego wpisu: Ambicja wiernego odtwarzania muzyki ma inny wymiar przy pakiecie Orange

Prosty przykład, że ryzyko nieporozumienia się zmniejsza to Dolby Atmos, na którego potencjał w PC do odtwarzania muzyki wcześnie zwróciłem uwagę we wpisach. Reakcja była, że coś mi się pomieszało. Teraz nie powinno być takich niejasności, bo Atmos jest już dostępny w prostych telefonach, a w opisie tej funkcji podane jest np.: "Nowy wymiar dźwięku podczas odtwarzania multimediów - nad Tobą i wokół Ciebie". Można w nich wybrać sobie opcję: muzyka, film i głos, więc ten temat nie może już być bardziej czytelny. Jest tak, bo telefon stał się małym komputerem osobistym i tak samo jak w tych większych jedną z funkcji jest odtwarzanie muzyki. Komputery osobiste można w większości przypadków z pomocą prostego kabelka podłączyć do domowego zestawu z głośnikami.

Zainstalowany w telefonie Atmos przewidziano jednak dla słuchawek i jest mało praktyczny z głośnikami. Prawdopodobnie nie został również optymalnie przystosowany dla słuchawek sprzedawanych z telefonem - tym bardziej można to wykluczyć dla tych z lepszą jakością, które zostaną dodatkowo zakupione. Wbudowane w telefonie radio analogowe spisało się całkiem dobrze z wyraźnie rozpoznawalnymi ograniczeniami dla tych transmisji i użytych słuchawek. Włączenie do tego Atmos w trybie muzyka spowodowało, że ta zmieniła się w dziwny zbitek, który bardziej kojarzył się ze słuchaniem tranzystorka pod poduszką i głową na niej. Na tym właśnie polega różnica, gdy nowości oferowane są w tańszym sprzęcie - lepiej nie liczyć na ich pełną jakość.

Niewątpliwą zaletą nowego trendu z inauguracją nowości w popularnym sprzęcie jest redukcja kosztów rozwoju, które można szybciej rozłożyć na większą liczbę klientów. Nowości stają się przez to tańsze dla użytkownika, który z nich skorzysta. Taka logika wydaje się dla większości użytkowników całkowicie słuszna, ale każdy kij ma zawsze dwa końce. Tak jak widać z przykładu powyżej z Atmos - trudno jest w tanich urządzeniach zapewnić dobrą jakość tych nowości. Zachęta do ich zakupu musi być wówczas oparta na stosownym marketingu i trzeba w tym celu wymyślić taki argument, który nie nawiązuje bezpośrednio do lepszej jakości. To powoduje, że trudniej jest, by producent miał motywację do starań o dobrą jakość nowinki w swoich urządzeniach, bo tym może zwiększyć swoje koszta.

W tej sytuacji nie ma większego sensu sprawdzanie, czy są dla Androida lepsze lub mniej dobre programy do odtwarzania muzyki. Jest za to bogaty wybór dla Windows. Wystarczy nie być leniwym, by to sobie sprawdzić, a ponieważ wrażenia są zawsze subiektywne, więc nie trzeba być nawet ekspertem, by usłyszeć jakąś różnicę między nimi. Ich ocena z mojej strony może oczywiście bardzo różnić od tego co sądzą inni, którzy nie używają optymalnie skonfigurowanego PC na potrzeby odtwarzania muzyki. Nic w tym dziwnego, bo stawiam ekstremalnie wysoko poprzeczkę. Teraz zdecydowałem się, by z zachowaniem tego poziomu sprawdzić potencjał popularnego sprzętu i przetestowałem sobie telefon oraz telewizor.

Z telefonem podłączonym do zestawu z głośnikami odtworzyłem z karty pamięci różne nagrania z muzyką i absolutnie wolę pozostać przy używaniu PC z Windows. Nie pomogło użycie AIMP dla Androida zamiast standardowego odtwarzacza systemowego, chociaż program tego samego autorstwa używam jako referencję z Windows. Odtwarzanie z przeglądarką muzyki z Internetu nie było także zachęcające, ale różnica nie była zbyt duża w stosunku do tego, co można uzyskać z Chrome i PC. Potwierdza się tu wyraźnie sens optymalnego ustawienia standardowego PC dla odtwarzania muzyki, co było dużą abstrakcją dla kilku komentatorów mojego wcześniejszego wpisu w tym temacie. Test z analogowym radiem przy odtwarzaniu z głośnikami pokazał, że słuchawki są definitywnie z niższej półki Nie czuję potrzeby, by je zmieniać, bo mają mi tylko czasami służyć do dłuższych rozmów telefonicznych. Wystarczą także, by czasami posłuchać wiadomości radiowych. Sprawdzenie aktualności w Internecie jest przecież bardziej wygodne. Wolę również korzystać z PC, jeżeli w czasie podróży samolotem lub pociągiem przyjdzie mi ochota na posłuchanie muzyki.

Ciekawiej zrobiło się przy testach z telewizorem podłączonym do pakietowego dekodera Orange w najnowszej wersji. Chociaż na mój gust trudno jest uzyskać z tym zestawem dobry dźwięk, to można nieco ograniczyć niski poziom w tym zakresie. Są do tych urządzeń dwa prawie identyczne piloty, ale na szczęście przyklejono na nich stosowne logo, co ułatwia ich odróżnienie. W telewizorze jest funkcja "zgrania" ze sobą funkcji obsługiwanych przez te piloty, ale regulacja głośności nimi pozostaje oddzielona. Jeżeli ktoś ma ochotę na "wypasiony" dźwięk, to uzyska go, gdy ustawi głośność "na maksa" w pilocie dekodera, a potem będzie już ją sobie regulował tym załączonym z telewizorem. W moim przypadku wolę zupełnie odwrotnie.

Chodzi o to, że sygnał z dekodera w pakiecie Orange może łatwo przesterować wejście w telewizorze, chociaż podłączone są przez HDMI. W cyfrowych i analogowych połączeniach, które są zrobione prawidłowo nic takiego nie powinno mieć miejsca. Powinny tu być standardowo określone poziomy sygnału. Wygląda na to, że była jakaś wpadka przy zleceniu produkcji dekodera, albo felerną ich partię kupiono do Polski, bo były w jakieś ofercie specjalnej, ze znacznie niższą ceną. Znając warunki azjatyckie nie można także wykluczyć, że zapłacona została standardowa cena, a ktoś dostał prywatnie sporą nagrodę, żeby nie zwracał uwagi, że dostarczony produkt ma defekt. Najczarniejszym wariantem może być, że ktoś nie dostał nawet nagrody, bo nie był w stanie tego zauważyć.

W telewizorze wbudowana jest także przeglądarka internetowa. Postanowiłem przetestować ją z nagraniami udostępnionymi w Internecie przez operę w Nowym Jorku. Mają one dobrą jakość, bo normalnie prezentowane są w Multikinach. Głośniczki w płaskim telewizorze wysterowane nawet ze wzmacniaczem 20 W mają bardzo ograniczone możliwości, ale w stosunku do tego nieźle sobie poradziły z tym testem. Podłączone do telewizora aktywne monitorki studyjne pozwoliły lepiej usłyszeć jakość nagrania, ale daleko było do tego, co można z nimi uzyskać korzystając z PC.

W przypadku tego telewizora z zakrzywionym ekranem odtwarzanie nagrań z opery stawało się jeszcze bardziej realne, gdy monitorki stały blisko jego boków, ale nieco za nim. Ten fenomen można określić, jako akustyczny kompromis dla Dolby Atmos.

Takie właściwości akustyczne z głośnikami wykorzystał już wiele lat temu w swojej ofercie amerykański Bose,

Zastosowanie tego zarówno w domu, jaki i na scenie miało imponujące grono zwolenników. 

PS 25 VIII 2020 r

Pojawił się tu pod wpisem nic nie wnoszący komentarz, którego autor prawdopodobnie chciał się tylko pochwalić posiadaniem kina domowego i sprawia wrażenie, że właśnie przestał używać głośniczków komputerowych. Szkoda, że zabrakło przy tym odrobiny inwencji. Było możliwe przekazanie czegoś ciekawego. Telewizory obsługujące Internet mają także wyjście z cyfrowym sygnałem fonii. Można ją podłączyć do kina domowego. Dzięki temu mógł pojawić się ciekawy przykład, jak typowe produkty masowe radzą sobie z transmisją z opery w Nowym Jorku. Sprzęt tej klasy oferowany jest obecnie m.
in. z logo Marantz i Klipsch, chociaż te marki mają bardzo chlubną tradycję z ich amerykańskich czasów.

Ciekawy może być także opis kalibracji, gdy urządzenie nie są tej samej marki. Jeszcze ciekawsza może być ich kalibracja z Room Correction w Windows , o którym wspominałem obszerniej w lutym br 

PS 2 IX 2020

Komentarze wskazują, że nie doceniłem możliwości niezrozumienia. Najaktywniejszy komentator nie wspomniał ani słowem na temat samej kalibracji, którą tak bardzo zachwycił swoją żonę. Podobnie milczy o ekspercie, który tego dokonał. Nie potrafi nawet zrozumieć o co chodzi z podłączeniem PC do sprzętu audio, a przecież robią to już miliony ludzi na całym świecie.