Biologiczne odtwarzanie winyli na festiwalu w Sopocie, dom mediowy i prywatna kolekcja muzyki

Własna kolekcja nagrań z muzyką to niezbędnik melomana, a komentarze wskazują, że to mylone jest z "cebulactwem" mp3. Czy tu jest sedno nielogicznej nostalgii za winylem? Potwierdzać może to Festiwal w Sopocie, a temat nabiera nowego znaczenia przy planach domu mediowego dla Orlen i PZU.

Totalną abstrakcją wydaje się, by kojarzyć muzykę z oligarchicznym zakusem na stworzenie domu medialnego, który zapewni monopol na ryku reklam w Polsce. To jest przecież plan w perspektywie krótkiego czasu, czyli jesiennych wyborów. Jak dotowany przez spółki skarbu państwa twór może zaistnieć samodzielnie? Eksperci uważają, że nie ma no to szans, bo nie zatrudnią się tam żadni profesjonaliści. Nikt nie bierze tylko pod uwagę, że taki monopolista bez profesjonalistów stanie się łatwym kąskiem dla jakieś globalnej struktury, która w Polsce zacznie później dyktować nam także preferencje muzyczne.

W ostatnich latach podobne mechanizmy "zadziałały inaczej" z wolnymi niedzielami. Miało to wspierać polski handel, a umocniono międzynarodowe sieci, bo tylko one mają dostateczną siłę, by na tym zarobić. W praktyce okazało się, że jest to w pierwszej kolejności ułatwienie dla globalnego handlu w Internecie.

Przykładem są Żabki, które przyjmują rolę poczty i mogą być otwarte w niedziele. Zostają także angażowane w tematy koncertowe, jak na obrazku powyżej. Podobne do Żabki zasoby ma Orlen. Ich dom medialny może mieć również wpływ na nasze preferencje muzyczne. Widać tu, jak silny stał się związek muzyki z biznesem reklamowym, bo 450 biletów w anonsie nie jest już tylko zamieszczeniem "zajawki koncertu".

Nabiera to nowego znaczenia, bo bezpośrednia sprzedaż płyt przestała być wyznacznikiem popularności artysty. Wskaźnikami stały się statystyki z mediów, które są wynikiem dystrybucji finansowanej przez reklamę. Polsat całkowicie podporządkował temu swój festiwal w Sopocie. Wiele mówią tu także dane podane przez branżę po Top of the Top Sopot Festival. Zyskał 8,78 mln zł z reklam, a przed ekranami było średnio 1,87 mln widzów. Z tym może konkurować tylko Internet. Teoretycznie cyferki z YouTube są niezależne, ale w praktyce działa tu bardzo zaawansowana struktura reklamowa. W tym temacie kilka dni temu w pierwszych słowach artykułu Piotr Urbaniak napisał:


Nie jest tajemnicą, że popularni twórcy na YouTubie zarabiają bardzo dobre pieniądze, co siłą rzeczy oddziałuje na wyobraźnię innych internautów. Niewielu jednak udaje się wejść na szczyt.

Tworzenie monopolu w Polsce dotyczy w pierwszej kolejności wszelkiego typu reklamy w Internecie. Tym samym może on również uzyskać bardzo istotny wpływ na dystrybucję muzyki w Polsce.

Bursztynowy słowik przyznawany jest w Sopocie przez widzów, ale transmisja imprezy TVN finansowana jest przez reklamę. To ma wpływ na wybór kandydatów. Kiedyś było to w kompetencji agencji artystycznej, która teraz stała się tylko administratorem obiektu z marką "Opera Leśna". Ta agencja jest w strukturze biznesowej urzędu miasta na prawach powiatu i własne zasoby finansowe są tu bardzo ograniczone.

Wiele wskazuje, że podobne mechanizmy zadziałają w Opolu, który jeszcze nie czuje się dostatecznie silny, by całkowicie zrezygnować z TVP. Organizację tego festiwalu może z czasem kontrolować związany ze spółkami skarbu państwa monopolista na rynku reklamy. Prawdopodobnie wywoła to protesty z powodu kontroli politycznej, a to może tylko przyśpieszyć transformację monopolisty w strukturę jakieś globalnej korporacji.

Zainteresowanych inwestorów nie brak np. w Chinach. Mają tam tysiącletnie tradycje monopolistyczne i tylko czekają na zagospodarowanie ich na eksport. Ich ostatnim hitem jest komunizm oparty na kapitale. Dotychczas koncentrowali się z nim na podbojach w państwach afrykańskich, ale czemu nie mają skorzystać z okazji w Europie. Wówczas zglobalizowany ich kapitałem monopolista w Polsce może stać się najbardziej atrakcyjnym partnerem dla wszystkich najważniejszych festiwali w kraju.

Temat polskiej muzyki będzie trudny dla chińskiego zarządcy. Znakiem rozpoznawczym jest Chopin. Był też desant disco polo do Chin. Te 2 elementy mogą stać się dla osoby decyzyjnej w Chinach muzycznymi wytycznymi na polski rynek reklam. Resztę będzie nadal wypełniać produkowana masowo muzyka, która chwilowo ma zachodni profil.

Z czasem może ją zastąpić wyprodukowana przez chińskie struktury. Chińczycy uczestniczyli już z sukcesem w festiwalach chopinowskich. Trzeba także pamiętać, że twórczość chińskich artystów ma imponujące statystyki odtwarzania w skali globalnej, a to najbardziej liczy się w biznesie reklamowym.

Początkowo nie rozumiałem sensu "biologicznego odtwarzania winyli" w Operze Leśnej, bo każdy może przecież posłuchać sobie w domu oryginalnych nagrań z płyt. Inaczej spojrzałem na to dopiero po jakiś migawkach z TV, gdzie publiczność machała telefonami komórkowymi. Uświadomiło mi to, że wśród festiwalowej publiczności jest przecież bardzo wiele osób, które słuchają muzyki z głośniczka telefonu.

Wizyta w Operze Leśnej jest dla nich chwilą relaksu z muzyką, o czym wspomniałem w poprzednim wpisie. Im trudniej jest usłyszeć różnicę między Wodeckim, a Uniatowskim. Z głośniczka ich telefonu nieżyjący już oryginał może nie brzmieć równie ciekawie, jak nostalgicznie zaserwowana kopia w Operze Leśnej.

Estradowe nagłośnienie powoduje także, że wszelki play back z przebojami na scenie zapewnia więcej emocji od tego co w brzęczącym telefonie można odtworzyć ze Spotify. Jest to również silniejsze przeżycie od tych, które dają okolicznościowe dyskoteki dla wielopokoleniowej publiki, czy domówki, gdzie sprzęt audio chodzi na maksa. Tu widać, że sierpniowy festiwal w Operze Leśnej ma jeszcze istotną misję do spełnienia i należy mieć nadzieję, że nie zostanie całkowicie zdominowany przez rynek reklamy.

Pozytywnym akcentem jest, że w tym roku silniej nawiązano nawet do tych najstarszych tradycji Opery Leśnej. Obiekt powstał w pierwszej kolejności z myślą o śpiewaczce, która była małżonką burmistrza, ale w efekcie zwiększyło to w istotny sposób atrakcyjność kurortu. W znaczącym stopniu sfinansowali to Czarni Dragoni, bo wśród nich nie brakowało wielbicieli talentu burmistrzowej. 

Teraz taka pozytywna w skutkach "prywata" stworzyła jedną z ciekawszych pozycji na tegorocznym festiwalu. Za imprezę odpowiada były manager zespołu BratHanki i na scenie w Sopocie pojawili się ponownie z Haliną Młynkową. Zaprezentowała ich stary przebój w nowszej wersji. Bardzo miłym zaskoczeniem jest, że zrobili to jeszcze ciekawiej od solowego występu wokalistki w 2013 roku z orkiestrą w Opolu.

Później zespół zaprezentował się na scenie z aktualną wokalistką. Tu ponownie pokazali najwyższą próbę. Chałupniczy teledysk z 2014 roku na filmiku powyżej nie jest tak dojrzały muzycznie.

Widać, a raczej słychać, że każdemu w tym wąskim gronie znajomych zależało, by pokazać się z najlepszej strony. Taka adoracyjna konkurencja wymagała ich pełnej współpracy. Miejmy nadzieję, że tego typu prywatna dbałość ewoluuje i zaistnieje szerszej, jako dobra tradycja w Operze Leśnej.

Nie samym festiwalem Sopot jednak żyje. Latem są w czwartki koncerty w ogródku Muzeum Miasta. To inicjatywa osoby, która pracowała w agencji odpowiadającej kiedyś za Festiwal Sopocki. Tym razem w aranżacji jazzowej zaprezentowane zostały utwory twórcy "Strasznego Dworu". Świetnie się z tym spisało dwóch saksofonistów i pianistka, których idealnie wspierali kontrabasista z perkusistą. Zaserwowano to na świeżym powietrzu z minimum nagłośnienia. To była prawdziwa uczta dla melomanów.

Wieczorem w niedalekim sąsiedztwie artyści z Ameryki Południowej serwują na żywo egzotyczną muzykę taneczną w knajpce na plaży. Tu była okazja, by rozprostować z grupką przyjaciół kości po ambitnym koncercie. Muzyki nie ograniczały ściany pomieszczenia i nie było dudnienia, przez co można było swobodnie porozmawiać. Jednym z poruszanych tematów był występ Bratanków na festiwalu i ktoś gorąco zachęcał do sprawdzenia tego w Internecie.

W piątek ze strony TVN odtworzyłem sobie czwartkowe występy na festiwalu. Korzystałem z PC, który został optymalnie skonfigurowany na potrzeby muzyki i monitorów odsłuchowych, które całkowicie wystarczają w relatywnie małym pokoju.

Nagrania udostępnione w witrynie zabrzmiały bardzo zachęcająco, chociaż mechanizmy wyświetlania reklam powodują, że ten materiał trudno odtworzyć z przeglądarką, która może zapewnić najlepszą jakość odtwarzania muzyki. Mam ogromna ochotę kupić płytę z tymi unikalnymi nagraniami, ale nie można liczyć, że się pojawi. Jest zbyt wiele obwarowań związanych z transmisją festiwalu.

Z odrobiną stosownej wiedzy można zdać się na "cebulactwo". W tym przypadku nie będzie to z mp3, bo fonia w udostępnionym materiale to aac 134 kbps. Nie wiadomo tylko dlaczego z 44,1 kHz. Skoro jest już stratna kompresja, to po co tu jeszcze pakować archaiczne ograniczenia dla płyt CD? Czy to kolejne utrudnienie, by nikt nie słyszał jak dobrze grał zespół? Zainteresowani melomani oczywiście sobie z tym poradzą. Zrobią to sami, albo skorzystają z pomocy innych.

Z festiwalowego występu zespołu BratHanki zapisałem sobie na karcie pamięci 2 pliki tylko z fonią. Jakość nagrania nie jest oczywiście jak z płyty, ale można je sobie odtworzyć z przyzwoitą jakością nawet w samochodzie.

Podobnie można zrobić z utworami z unikalnych płyt winylowych. Również zgrane na kartę SD nagrania z CD zapewnią lepszą jakość ich odtwarzania w samochodzie - nawet z prostym radyjkiem. Siła i ilość najróżniejszych wibracji w samochodzie powoduje, że mechaniczne odtwarzanie CD wymaga ogromnych inwestycji w sprzęt audio, a jego możliwości są i tak bardzo ograniczone. Potwierdzeniem tego jest np oferta Porsche, o której kilka dni temu informowała Anna Rymsza, chociaż jak to zwykle z Apple trzeba uwierzyć, że akurat to ich rozwiązania są najlepsze, w czym ma pomóc cena auta.

Słabą stroną kart jest brak miejsca na opis. Utrudnia to kolekcjonowanie na nich muzyki. Duży dysk w komputerze jest bardziej praktyczny i zgranie sobie z niego wybranych nagrań na kartę zajmuje tylko chwilkę.

Podsumowanie

Być może to "biologiczne odtwarzanie winyli" w Operze Leśnej rozbudzi u kogoś chęć, by ponownie kolekcjonować nagrania i korzystać w tym celu z dostępnych w XXI wieku technologii. Chwilowo najlepsza jakość nagrań oferowana jest na płytach, lecz z czasem muszą pojawić się lepsze formy dystrybucji.

Finansowana z reklam dystrybucja pozostanie w zupełnie innym przedziale jakości, bo muzyka nie jest tu celem dotarcia do odbiorcy, a tylko sposobem, by zaoferować coś innego. Kiedyś takie transakcje zaliczano do kategorii "kupowania kota w worku". 

PS 26 VIII 2019

Wspomniany na marginesie temat samochodowy to nawiązanie do faktu, że wiele osób słucha tam muzyki. Autonomiczny samochód może być idealnym miejscem na chwilę relaksu z muzyką i poruszyłem szerzej ten temat w marcu 2018. Praktycznym przykładem może być systemu B&O w Ford Focus Active Kombi, którego prezentacja wczoraj pojawiła się tu w serwisie. 

PS 27 VIII 2019

W nawiązaniu do treści wpisu zaciekawić może również informacja w branżowym serwisie, którą wczoraj opublikowano pt "Internet największym medium reklamowym w Polsce". W temacie jednego z wątków w tekście jest natomiast ich dzisiejsza notka pt "UOKiK prześwietla domy mediowe, ich wynagrodzenia i umowy z klientami".  

PS 2 IX 2019

Dziś w serwisie branżowym pojawił się ciekawy wywiad, który pozwala lepiej zrozumieć temat domu mediowego. W treści pytań jest np

Jeszcze kilka lat temu dom mediowy był po
prostu dostawcą mediów, pośrednikiem między reklamodawcą a właścicielami mediów. Dziś agencja mediowa to już konglomerat usług.