320 kbps z 48 kHz z Polskiego Radia natrafione przy pomocy policji podczas ustawki kiboli

Znany jest VoD dla TV, ale tego typu oferta Polskiego Radia już mniej. Dostępną non-stop retransmisję z 320 kbps i 48 kHz znalazłem dzięki oddziałowi policji na zdjęciu powyżej, które zrobiono z "odciętej od gości" restauracji sąsiadów. Ta sytuacja spowodowała, że nie usłyszałem na żywo początku audycji "Dancing, salon, ulica". Odszukałem ją w Internecie.

Wizytę policji zawdzięczaliśmy grupie frustratów, których widać na filmiku poniżej. To niewielkie grono kibiców uważa, że jest ważniejsze od tysięcy przychodzących na stadiony dla relaksu w grupach kolegów lub z rodziną, czy umawiających się na randki. Ta mniejszościowa grupa zemściła się na tych, którzy nie relaksują się na stadionach, a wolą pójść na niedzielny spacer w Sopocie.

Logika frustratów jest jak zwykle trudna do zrozumienia, a próbki tego można znaleźć również w komentarzach na blogach. Przykładowo jaki sens w serwisie o oprogramowaniu ma komentarz, którego autor zaznacza, że napisał go "by bolało". Podobnie jak próby wzbudzenia jałowej dyskusji przez szantaż w stylu przedszkolaka, że autor "nic nie umie, jeśli nie odpowie". Nie brakuje także klasycznych objawów frustracji, czyli wyzywania innych komentujących.

Sfrustrowani potrafią "nabić" statystyki z kilkudziesięcioma komentarzami pod jednym wpisem, lecz ilość wizyt czytelników jest w tysiącach, czyli proporcja jest jak na stadionach. Jest także ważna różnica. Pojedynczy czytelnik, który skorzysta chociaż z części treści wpisu jest dla normalnego autora bardziej istotny od grona próbujących się tylko "pokazać" i deklarujących, że nie ma ochoty na lekturę, bo to dla nich zbyt trudne.

W stadionowej patologii od lat nie ma nic nowego. Jej mechanizmy precyzyjnie opisał już ponad 6 dekad temu Leopold Tyrmand w powieści pt "Zły", pokazując korzenie sięgające lat 30 ubiegłego stulecia. Rozmawiałem o tym ostatnio z emerytowanym pedagogiem, który wskazał na jeszcze jeden ważny element. Pokolenia Polaków musiały w czasach PRL przeczytać w podręczniku szkolnym fragment książki "Chłopcy z Placu Broni". Miało to przygotować obywateli do roli "mięsa armatniego w wojnie z kapitalistycznym Zachodem". To mogło zainspirować wiele uczniowskich bijatyk, które na szczęście kończyły się najczęściej drobnymi urazami.

Takie bijatyki były np. między szkołami po stronie wschodniej i zachodniej Nowego Światu w Warszawie. Znalazł się tam sfrustrowany uczeń, który "zamówił" na bijatykę wsparcie młodocianych bandytów "z prowincji". W efekcie tego wielu uczniów trafiło do szpitali z poważnymi obrażeniami, a kilku zostało inwalidami. Próbowano "pójść za ciosem" i zorganizować kolejną bijatykę ze szkołą z "północy". Na szczęście zadziałała poczta pantoflowa i postawiony został warunek, że najpierw ma być narada "osób decyzyjnych". Frustrat pojawił się na niej w glorii, a przyjęty został zupełnie inaczej. Za robinie bagna na Śródmieściu "rozliczono" go w taki sposób, że długo doskwierał mu ból, a nie miał żadnych śladów, by gdziekolwiek to zgłosić. Nie dało tylko rady powstrzymać mechanizmów, które działają także przy patologii stadionowej. Przestępcy uznali region za swój, by nękać zwykłych ludzi. Próba czegoś takiego z kibolami mogła mieć teraz miejsce w Sopocie i na podobnych zasadach przestępcy działają również w globalnej wiosce.

Internetowa patologia bazuje na wykreowanym przez przestępców micie bezkarności. Symboliczne jest przez to, że tak myślano przy szkalowaniu polskich sędziów, a sprawcy zostali łatwo zdemaskowani, bo była ku temu dostateczna determinacja. Watro zwrócić przy okazji uwagę, że podejmujący bezpośrednie ryzyko dostawali tylko grosze, chociaż mieli "wejścia na najwyższe szczeble". Jest tak, bo szacunek dla hejterów jest abstrakcją.

Krążące mity o bezkarności i zyskach zostały sprytnie zakorzenione przez przestępców robiących "włamy" na zasobne konta. Zostawiali na nich "reszki i uchylone drzwi dla hien", by śledczy uznali za zbyt czasochłonne szukanie wielu sprawców w różnych miejscach. Mówiąc inaczej "wpuszczano w kanał jeleni", by zatratowali wszystkie tropy. Tymi "jeleniami" stawali się najróżniejsi frustraci, którzy chętnie budowali sobie mity wokół zysków z "włamów" w całości, a nie tych groszy, które im wpadły. W końcu uwierzyli w bezkarność, co w praktyce staje się prawdą, lecz życie pokazuje, że nie zawsze tak jest.

Tyle w nieciekawym temacie sfrustrowanych i przechodzę do milszego wątku z odtwarzaniem muzyki. Ta prezentowana w Polskim Radio przez Jana Emila Młynarskiego dobrze pasuje w Zaduszki, ale o jego audycji wspominałem już w lipcu. Żałowałem wówczas, że można jej posłuchać tylko z transmisji, która ma próbkowanie 44,1 kHz. To audycja dla muzyki bez CD. Odtwarzana jest z płyt "prewinylowych" i jest w ADC przetwarzana ze studyjnym standardem próbkowania 48 kHz. Brak tu sensu konwertowania tego na próbkowanie CD, które miało rację bytu przy sprzedaży płyt. Wystarcza, że transmisje w Internecie udostępniane są w formacie stratnym. Zmiana parametrów transmisji całego programu Polskiego Radia może być trudna, ale na szczęście z "Audio On Demand " dla tej konkretnej audycji z 20 IX 2019 ktoś "poszedł po rozum do głowy".

Odtworzyła się w apce, jak przy normalnym odtwarzaniu bieżącej transmisji programu Polskiego Radia. Muzyka ze starych płyt w porównaniu ze zwykłą transmisją wydawała się jednak bardziej wiarygodnie odtwarzana. Sądziłem, że to tylko jakieś złudzenie i zadałem sobie trochę trudu, by sprawdzić parametry. Trzeba było ściągnąć udostępniony strumień na dysk. Okazało się, że to 320 kbps z próbkowaniem 48 kHz i stałą przepływnością (CBR).

Odtworzenie z takimi parametrami transmisji, która powstała ze studyjnym sprzętem jest bardzo miłą niespodzianką. Rodzi się nadzieja, że podobne udostępnienia pojawią się z koncertów na żywo. Ofert z wysoką jakością transmisji z koncertów spodziewam się już od lat, ale nie sądziłem, że to może pojawić się w nieco skostniałej strukturze Polskiego Radia. Próbowałem kiedyś załatwić w imieniu przyjaciół kopię z ich koncertu w studio na Myśliwieckiej, ale zniechęciły mnie bezmyślne procedury.

W lipcu zwróciłem we wpisie uwagę, że Radio Maryja zapewnia lepszą od Polskiego Radia jakość techniczną transmisji DAB+. Nie można przez to wykluczyć, że taka "konkurencja" może być inspirująca i koncerty organizowane w studiach Polskiego Radia zaczną być udostępniane z wysoką jakością techniczną. W Szwecji koncerty udostępniane są z 192 kbps i 48 kHz, ale tylko przez kilka miesięcy i cieszą się sporym zainteresowaniem. Retransmisje non-stop z koncertów Polskiego Radia będą z pewnością miały jakieś restrykcje, ale udostępnienie tego w apce pozwala pozyskać reklamodawców, czyli można korzystać z rozwiązań, które funkcjonują z VoD.

Restrykcji nie trzeba z audycją prezentującą wiekowe nagrania, które stały się naszym dobrem narodowym. Gościem audycji 27 października był spec od tematu korzystania z nagrań i wspominał o poszukiwaniu spadkobierców itd. Dotyczyło to jednak użycia nagrań w produkcji filmowej, gdzie potrzebne są umowy, które ustalają zyski wszystkich twórców. Entuzjaści mogą w domu zrobić sobie kopie audycji dla łatwiejszego dostępu do tych nagrań, które są dla nich najciekawsze. Wyłuskać mogą je sobie z np programem mp3DirectCut.

Podsumowanie

Pozyskanie z domowym sprzętem takiej jakości z nagrań na szelakowych płytach jest dużo trudniejsze od użycia PC, jako współczesnego magnetofonu i odbiornika transmisji z Internetu. YouTube ma w tym zakresie także ograniczone możliwości.

PS 24 XI 2019

W serwisie Wirtualnemedia opublikowano artykuł "Polskie Radio w przyszłym roku postawi na podcasty", gdzie można przeczytać m.in

Rozwój aplikacji Polskiego Radia

Obecnie mają trwać prace na ulepszeniem aplikacji Polskiego Radia. Miano by do niej wprowadzić możliwość odtwarzania programów online z funkcją time-shift (cofnięcie audycji trwającej na żywo, aby odsłuchać ją od początku), wprowadzić podcasty, które można by nie tylko odtwarzać, ale też tworzyć własne playlisty, miałaby istnieć możliwość odsłuchania offline oraz pobrania. Czytaj więcej na: