Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

3D - Ja wysiadam

Witam,

Nie da się ukryć, że ostatnimi czasy producenci telewizorów oraz kina wciskają wszędzie gdzie się tylko da technologią nazywaną szumnie 3D. Jako człowiek uwielbiający testować wszystko na samym sobie sprawdziłem ową rewolucję w 3 wydaniach.

First encounter

W zasadzie moje pierwsze spotkanie z filmem 3D to jakiś seans akwarystyczny w Imaxie lata temu, ale to pominę, bo chodzi o super-hiper nową technologię.

r   e   k   l   a   m   a

Na start wybrałem oczywiście film "Avatar" oglądany w kinie niewiele po premierze. Nie powiem, wyglądało to nawet obiecująco, ale nauczony doświadczeniem z wielu dziedzin postanowiłem spokojnie poczekać i zobaczyć wszystko z perspektywy czasu. Zwłaszcza, że moja opinia mogła być podyktowana prostym faktem, że to coś nowego. Niektóre rzeczy są w końcu fajne tylko jednorazowo.

W domowym zaciszu?

No dobrze, ale "Avatara" oglądałem w ogromnym kinie z - jak mniemam - odpowiednim wyposażeniem. Moje drugie starcie z 3D to telewizory i laptopy, w znaczeniu dosyć ogólnikowym. Testowałem na sobie zarówno te wystawiane w hipermarketach typu "nie dla idiotów" jak i na wszelkich imprezach i wystawach, gdzie się pojawiały.

Werdykt? Dno i pięć metrów torfu. Okazuje się, że telewizja okularowa 3D po prostu nie działa jak trzeba. Technologicznie wszystko niby gra, bo jest większa głębia obrazu, ale to pic na wodę - różnica jest marginalna. O jakości "zwykłego obrazu zamienianego na 3D" z któregoś telewizora się nawet nie wypowiadam, bo dosłownie to wyśmiałem.

Laptopy z okularkami 3D NVidii spisują się nie lepiej. Okazuje się, że wystarczy puścić inne materiały niż "Avatar" i 3D traci jakikolwiek sens.

Czy na pewno?

Na nieznanych wodach

Dzięki uprzejmości firmy Intel miałem wczoraj okazję obejrzeć za darmo najnowszą część "Piratów z Karaibów", oczywiście w Dolby 3D. Przed seansem postanowiłem, że zrobię z tego test werdyktowy na temat mojej opinii o tej całej rewolucji.

Przypadek jak najbardziej odpowiedni - film kręcony z użyciem takich samych kamer jak "Avatar", duży tytuł (w zasadzie chyba największy w tym roku). Jeżeli osiągnie poziom zbliżony do dzieła Jamesa Camerona - OK, rewolucji nie ma ale fajne usprawnienie filmu. Jeżeli nie - trafi do kubryka Davy Jones'a...

Cannon fodder!

Starałem się. Naprawdę się starałem zobaczyć efekty 3D. Poprawiałem okulary (zarówno korekcyjne jak i kinowe) miliard razy, wychylałem głowę na wszystkie strony, kombinowałem z oczami (zez, mrużenie, koncentracja na różnych obiektach i odległościach). Ale, cholera, jedyne co było naprawdę 3D to....napisy, na które i tak nie zwracałem uwagi (po co? aktorzy mówią wyraźnie, a ja studiuję angielski)!

Idę o zakład, że gdyby nakręcić film 2D i w postprodukcji zrobić obiekty i postaci pierwszoplanowe nieco bardziej wyraźnymi od tła oraz dodać lekki blur gdzie trzeba, efekt byłby dokładnie taki sam. Jeżeli bardzo uważnie nie skupiamy się na wypatrzeniu jakichkolwiek oznak trójwymiaru, to seans 3D jest całkowitym bezsensem.

Byłbym zapomniał - nieco więcej 3D od filmu miała....puszczona przed nim reklamówka Intela z pingwinami z "Madagaskaru".

Całość sprawiała wrażenie starutkich książek 3D, które rozkładały się po otwarciu. Niby jest większa głębia, ale nadal jest to wszystko płaskie i sztuczne.

Podobne wrażenia odniosła moja osoba towarzysząca.

Werdykt

W momencie premiery "Avatara" obraz 3D wydawał się mieć potencjał, ale czas pokazał, że dla mojej skromnej osoby ta technologia jest skończona. Skoro nawet ogromna megaprodukcja wygląda tak samo jak w 2D, to po co dopłacać do biletu i gnieść sobie nos okularami? Tutaj pozdrowienia dla geniusza, który wymyślił szerokość nosków kinowych okularów - na moich korekcyjnych straszliwie uciskały mi nasadę nosa. Od oglądania nieco zabolały mnie też oczy (głowa nie).

Sam film bardzo mi się spodobał, ale po prawdzie nie oczekiwałem niczego więcej niż kolejne gagi Deepa i kompozycje Hansa Zimmera. Jest to chyba jednak najsłabsza część serii (zombie są niestety tak samo plastikowi jak rybogłowi siepacze Davy Jones'a). Co ciekawe, Zemsta Królowej Anny lepiej wygląda w wersji Lego.

W całej imprezie najlepiej wypada...firma Intel. Ich reklamówka była bardziej 3D od filmu, do tego gratis dostałem niegłupią bandanę :)

Jedno jest pewne - kiedy następnym razem wybiorę się do kina za własne pieniądze, będę szukał seansu 2D. 

Komentarze