The Best of Ave5

Grudzień, grudzień, grudzień. Śnieg za oknem, temperatura leci w dół, telewizja i radio straszą reklamami świątecznymi, a gdzieś na horyzoncie majaczy nutka relaksu, spokojnego odpoczynku przy choince i prezentach. Niejako wpisując się w ten nurt, w tym miesiącu postanowiłem zrobić coś nowego, coś co będzie się lekko czytało. Choć ten jeden raz w roku zapomnijmy wszyscy o megabajtach, gigahercach, częstotliwościach. Porzućmy wojenki systemowe, spory o najlepszy język programowania i przestańmy z uporem maniaka porównywać wydajność na słupkach z Excela.

Zima to dla mnie o tyle specjalny okres, że właśnie 3 stycznia zacząłem blogowanie na Dobrychprogramach. Za mniej niż miesiąc stuknie trzecia rocznica tego wydarzenia. Ależ ten czas leci! Pisało - nie, pisuje! - się tutaj wyśmienicie, zżyłem się ze społecznością DP i niejeden raz zostałem doceniony.

Dlatego, nie owijając już w bawełnę, przedstawiam mój wczesny podarunek dla wszystkich z Was, takie "pomikołajkowe a przedświąteczne niewiadomoco". Przejrzałem wszystkie moje wpisy z całej historii bloga Ave5 i wybrałem najsmakowitsze cytaty, które mają za zadanie Was rozbawić. Czasem z powodu humoru, czasem z niewiedzy autora - grunt to umieć się śmiać z siebie samego :) Żeby nie było, że idę na łatwiznę i aby ułatwić odbiór, postanowiłem dodawać krótkie komentarze. I Was zapraszam do tego samego, w odpowiedniej sekcji pod wpisem :P

Całość zrobiła się ciut tasiemcowata, ale spamowanie bloga częściami też jest bez sensu, a szybko się to czyta. Także nie bójcie się proszę formy :)

3...2...1...

Do boju o moje serce stawiły się reprezentacje Lenovo (W sumie tylko G560), Samsunga (R580 i R530), Asusa, Acera i HP.

Połamana tacka na DVD G560 smętnie powiewała na wietrze, gdy zwycięski R580 odchodził w blasku zachodzącego słońca.....


Te cytaty pochodzą z mojego pierwszego wpisu blogowego, czyli podzielonej na 5 części recenzji Samsunga R580. Czytając po raz kolejny ten opis miałem wrażenie, że teraz pisuję ciut inaczej, mniej formalnie i bardziej zwięźle. Sam R580 działa perfekcyjnie do dziś i zakup zdecydowanie uważam za udany.

Tym niemniej, jako człowiek niecierpliwy, podczas instalacji bawiłem się touchpadem i......przypadkiem nacisnąłem przycisk minimalizacji okna. Okno zminimalizowało się...donikąd.

Pamiętam swoje przerażenie i zdziwienie tamtym instalatorem Kubuntu, faktycznie idiotycznie ktoś to wymyślił żeby dać przycisk minimalizacji okna bez paneli :D Pamiętam też to:

You have 2 nowe aktualizacje bezpieczeństwa available

Mój pierwszy miesiąc na DP (12 wpisów!) zawierał też kultowe opisy oprogramowania - Prezi (już nie 56, a ponad 75,000 wyświetleń), FocusWritera i Calibre. W opisie FocusWritera zamieściłem część z mojego szufladowego wierszoklectwa oraz taki kwiatek:

Przy pierwszym uruchomieniu wita nas szarość. Dosłownie. Na ekranie nie ma absolutnie nic poza szarym tłem.

Jest to tak brzydkie, że nie będę szpecił wpisu obrazkiem.


Z tego drugiego cytaciku mam teraz uśmiech na twarzy, bowiem jest to niepodważalna logika :)

To jednak nie koniec śmiesznostek z tamtego okresu:

Pierwszy kontakt z interfejsem edytora tekstu był balsamem dla mojej duszy. Wstążka MSO oraz toolbary OOo powodują u mnie chęć wypróbowania na ekranie mojej repliki Kałasznikowa.

To bodaj pierwszy raz kiedy wspominałem na blogu militaria i moją żądzę zniszczenie, o tyle ważne, że potem będą one coraz bardziej widoczne. Chyba z biegiem czasu staję się coraz bardziej psychopatyczny :D

Jednym z filarów bloga Ave5 od zawsze były testy sprzętu, a pomijając inaugurację Samsungiem wszystko zaczęło się od starutkiego Sony Ericssona na Symbianie. Wpis zawierał m.in. takie spostrzeżenie:

Zawsze myślałem, że zdobycie kabla USB to prosta sprawa niewymagająca przemyśleń.

Jak powszechnie wiadomo, kable USB są mega skomplikowane i bez dobrego poradnika ani rusz kupić ;) Lecimy dalej:

Dodanie niewyłączalnego szarego paska z niepotrzebnymi ikonkami do serwisów firmy uważam za zbrodnię.

Podoba mi się stanowczość tego stwierdzenia - zbrodnia! Język rodem z gazet brukowych o skrótach F i SE, gdzie każdy opisywany człowiek jest zwyrodnialcem.

Wracamy na moment do R580. Z racji rozbicia na aż 5 części (z jedną ciut na siłę) jest co podziwiać:

Kąty widzenia mierzyłem metodą empiryczną - zamiast dokładnych wykresów i pomiarów wychylałem głowę we wszystkie strony. O ile ktoś nie jest żyrafą na wietrze, ciężko jest wychylić głowę tak, aby kolory były niewyraźne bez uczucia dyskomfortu.

Profesjonalizm tego testu jest powalający, ciekawe co bym zrobił jakby wtedy były IPSy :P

Q: "Zniewalający wygląd" działa?
A: Koleżankom się podoba, ale nie żeby się na mnie zaraz rzucały :/

Niestety, przez bite 3 lata żadna dziewczyna nie rzuciła się mi na szyję z powodu wyglądu klapy mojego laptopa. Pod tym względem Samsung faktycznie dał ciała, ale mi się kolorystyka podoba. Może w 2014...?

Toast of War - Platformer, w którym sterujemy...tostem :)

To cytat z mało znanego wpisu będącego kompilacją gier Flash. Nie wszedł on na główną i nie zdobył popularności m.in. dzięki tak dokładnym oraz informatywnym opisom :P

Strzałkami kierujemy nie piłką z doklejonym graczem, a graczem prowadzącym futbolówkę.


A to już z recenzji pełnoprawnej gry, bo KickOffa 2002. Moje próby wyjaśnienia różnic w oddaniu zachowania piłki i gracza między KO a taką choćby Fifą zakończyły się takim maszkaronem, sugerującym że w innych grach kierujemy piłką :D

Dla fetyszystów różnych małych wysepek, księstw i państewek gra będzie rajem, gdyż znajduje się tutaj reprezentacja bodaj każdej części globu z nadaną nazwą.

Nie jestem pewien, czy słowo "fetyszyści" jest tutaj wskazane i czy tacy od małych państewek istnieją. Przyjmuję jednak zasadę 34 i nie drążę tematu.

Jeżeli będziemy wyjątkowo brutalni, na boisko po rywala wjedzie karetka. Prowadzi ją na pewno jakiś psychol - jedzie prosto do rannego, nie patrząc na to, czy ktoś stoi mu na drodze. Co ciekawe, zawodnicy przed jadącą na nich karetką.....zgrabnie uskakują :D

Wyrwany z kontekstu, ten cytacik faktycznie powoduje lekkie uczucie WTF. W zasadzie pasuje bardziej do Carmageddona niż do piłki kopanej.

Radość po bramce brzmi jak...suszarka

Następny dokładny opis, po którym czytelnik ma więcej pytań niż przed jego przeczytaniem :D

Bardzo zagadkowe jest wykonywanie stałych fragmentów gry - nie ma żadnych wskaźników czy podpowiedzi. Piłkarz stoi i czeka, aż naciśniemy jakieś klawisze. Jakie - oto jest pytanie! Mimo odrobiny treningu rzutów rożnych każdy corner i tak kończy się u mnie losowym wciskaniem strzałek i ctrl - a nuż wpadnie?

Jak widać tester to profesjonalny gracz, któremu tak błahe przeszkody jak brak instrukcji oraz wskazówek nie przeszkadzają. Czasem mam wrażenie, że nasza narodowa reprezentacja w piłce kopanej wzięła sobie ten cytat do serca i też kopie cornery na przysłowiową pałę ;)

Kliknięcie ikonki z wykresem obok pola do wpisywania to bodaj najwygodniejszy sposób odpalenia listy procesów, gdzie możemy standardowo podejrzeć użycie zasobów, zabić dany proces czy uczynić ukłon w stronę paranoików i panicznie szukać działających w tle keyloggerów.

Lata przed aferą z NSA już zwracałem uwagę na keyloggery w tle. Been there, done that.

Na wstępie chciałbym doprecyzować - pełna wersja tematu powinna brzmieć "Test dostępnych na Linuksa -ale nie tylko- za darmo Thesaurusów i słowników ENG działających w trybie offline oparty na próbkowaniu za pomocą grupy słów".


Fun fact: Taki tytuł nawet chciałem dać, ale na poprzedniej edycji bloga DP (tej, gdzie ustalało się samemu wszystkie kolory) nie chciało mi zapisać tak zatytułowanego wpisu. Została wersja skrócona i ten akapit dla potomnych.

KThesaurusa większość userów KDE ma zapewne zainstalowanego i go olewa. Polecam dalsze olewanie

Pewien znajomy bloger DP na pewno się przy tym uśmiechnie ;)

Firefox niezmiennie kojarzy mi się z Automatem Kałasznikowa.

Cały wpis porównujący Kałacha do Firefoksa jest śmieszny, tak naprawdę powinien się tu znaleźć w całości! Wybrałem jednak co ciekawsze kąski:

Symbolem AK - 47 jest wygięty łukowato magazynek. Spójrzcie na ikonkę Firefoxa - wygięty w łuk lisek (w zasadzie panda mała ;)!

I kolejny przykład niezaprzeczalnej logiki, z którą ciężko dysputować. Podobieństwo sami-wiecie-skąd wzięte, uspokajam jednak: od samego początku było zamierzone na ironię. No, jak to mi nie wierzycie?!

W tym miejscu chciałbym też zapewnić przerażony dział PR Kingstona, że jeżeli wygram SSD, to nie będę go tak dręczył :P

Little did I know, że ten dysk faktycznie zgarnę, a 3 lata później sam będę pracował w PRze.

dolna pokrywa (ta bez loga) wygląda jak po upojnej nocy z Wolverinem

Metafora godna samego Stana Lee. Z drugiej strony, jeżeli odrzucić pazury, to można sobie ciekawe rzeczy wyobrazić...

teorie typu:
"płyta główna i karta graficzna powinny być tego samego producenta, by ze sobą lepiej współgrały" (cytat z życia wzięty)
Świadczą o tym, że dany użytkownik myśli.


O ile osadzony w kontekście ten akapit ma sens (serio!), o tyle wyrwany z tegoż przeczy wszelkim prawidłom IT oraz zdrowego rozsądku.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy dzisiaj rano listonosz przyniósł do mnie przesyłkę z Chin. Bardziej zdziwiony był chyba tylko biedny listonosz ;)

Ach, kultowy opis syfona! Tu na pewno coś się znajdzie:

Niemiłym zaskoczeniem jest rysik, bo nie da się go wyjąć. Słowo daję, próbowałem, ale wyłamałem tylko główkę rysika, a reszta ani drgnęła :D Albo ktoś przesadził z klejem, albo rysik jest jedynie atrapą.

Rysik z czasem udało mi się wyjąć :P

Właśnie, ikonki! Domyślnie menu nie wygląda ani krztynę jak iPhone. Tapeta pochodzi z filmu Avatar, a ikonki utrzymane są w stylu.....gotyckim.

Poziom naruszenia praw autorskich: Asian.

I tutaj wyszło szydło z worka - telefon posiada pamięci wewnętrznej nie 64 GB, a 64......MB. Nie, żeby mnie to specjalnie zszokowało czy zmartwiło - obsługuje karty micro SD, a tych 64 GB chyba nikt się w takim urządzeniu nie spodziewa. Swoją drogą, na pytanie "Ile masz w tym ajfonie (:D) pamięci?" mogę śmiało odpowiadać "64". Po napisie na tylnej klapce i zwykłej logice raczej nikt nie pomyśli, że MB :D

Nie wiem jak to skomentować, śmieję się na głos z tej historii z liczbą 64 i nie mogę przestać :P

Rozgryźć musiałem również wygaszacz ekranu. Naciskając jedyny przycisk pod ekranem będąc w menu blokujemy telefon. Kolejne naciśnięcie przywołuje ekran, gdzie musimy przesunąć palcem w bok mały suwaczek, by odblokować ekran dotykowy. Tło tego mechanizmu można ustawić w menu, ale ciągle zmieniało mi się na jakieś rybki w rafie koralowej

Ach te podstępne rybki w rafie koralowej! Zawsze włażą tam, gdzie nie trzeba.

Tak, to kolejny wpis z serii "pokaż gdzie siedzisz i jak bardzo się garbisz".


Pamiętacie jeszcze tę modę na pokazywanie biurek? Nieważne, ten cytat broni się sam.

Centralnym punktem mojej egzystencji jest....stojący pod biurkiem plecak. 45 litrów pojemności ledwo starcza, gdyż noszę ze sobą mnóstwo rzadko potrzebnego badziewia. Poza wszelkimi możliwymi artykułami biurowymi (10 długopisów, pinezki, 2 ołówki, etc.), taszczę latarkę (z zapasową baterią), scyzoryk (nierdzewny oczywiście), kilka rolek taśmy klejącej (w tym dwustronna), dwie pary nożyczek (jak jedna się złamie?), bandaże (to na wsiakij słuczaj) i cukierki owocowe w kilku smakach. Wielu rzeczy nawet nie wymieniłem, bo zajęłoby to chyba dwa osobne wpisy. Po prawdzie sam nie jestem w stanie z pamięci wymienić, co tworzy prawie 2 kilogramy wagi.

Taki sprzęt taszczę po dziś dzień, a do tego kupę nowego badziewia. I nadal nie jestem w stanie wymienić wszystkiego z pamięci!

Laptop z wyjętą baterią leży na bodaj dziesięcioletniej podkładce z kosmitami LEGO. Nie wiem, z czego to zrobili, ale wytrzymało wiele ciężkich prób praktycznie bez szwanku. Mam dziwne wrażenie, że jeszcze moje wnuki będą używać tej podkładki...

Tu też bez zmian, z czego oni to zrobili?!

Dysk wygląda jak powiększony cartridge do Gameboy'a.


Znowuż niesamowity opis-metafora :D

Pierwszy komputer trafił do mnie w roku 2000, żeby cyfrowo przywitać nowe milenium. Przez bardzo długi czas używałem go jako maszyny do pisania połączonej z automatem do Pinballa.

Jak powszechnie wiadomo, 2000 lat rozwoju ludzkości było tylko po to, żeby do maszyny do pisania dorzucić Pinballa.

Oblężenia kiedyś się kończą

To autentyczny wniosek (!) płynący z jednego z wpisów. Serio. I nie, nie mieszkam w zamku w Bawarii.

W zasadzie moje pierwsze spotkanie z filmem 3D to jakiś seans akwarystyczny w Imaxie lata temu

To by wyjaśniało rybki na ekranie syfona, one się mściły!

Werdykt? Dno i pięć metrów torfu.


Jak zawsze rzeczowy i subtelny!

Okazuje się, że wystarczy puścić inne materiały niż "Avatar" i 3D traci jakikolwiek sens. Byłbym zapomniał - nieco więcej 3D od filmu miała....puszczona przed nim reklamówka Intela z pingwinami z "Madagaskaru".

Z pierwszym zdaniem nadal się zgadzam, a co do drugiego...powiedzmy że tak pingwiny jak i Intel są czymś, z czym stykam się teraz dzień w dzień. Piękne koło historia zatoczyła.

Polecam wyłączyć grawitację - w serialu latali, to i my powinniśmy :)

A teraz wszyscy wstajemy i pstryczkiem wyłączamy grawitację, podobno to zdrowe. No jak to nie macie takich pstryczków, przecież to już XXI wiek!

Według serwisu The Consumerist marża na każdą wiadomość SMS wynosi 7314% . Sporo

"Sporo" to chyba był dla mnie jakiś synonim angielskiego "vast understatement".

Jeżeli ktoś był tak zajęty śledzeniem przygotowań oraz relacji ze Zlotu, że zapomniał o całym świecie (mam nadzieję że nie o oddychaniu, to dosyć istotne), to spieszę z wyjaśnieniami

Przyznać się, kto zapomniał o oddychaniu?

Kangurki i celowanie w pół piksela

Mój ulubiony opis gry, chodzi oczywiście o kultowego CSa. Przyznacie sami, perfekcyjnie oddaje arkana rozgrywki, prawda?

Bohater ma zeza, czy co?


Autor chyba tak, że takie głupoty pisze. Może nie trafia w te klawisze, co trzeba?

Myszą/gałką pada obracasz obraz.Jest mapa.Na niej jakieś budynki i/lub tereny zielone i wrogowie.Mapa ma swoje granice.Spluwy.Gracz.Myszą/gałką pada obracasz obraz.

"Jak opisać każdą komputerową strzelaninę ever w 2 linijkach"

Jestem jednak psychopatą i ludzkie cele najbardziej mnie kręcą.


Otwarcie się przyznałem, co poradzić :P

Najpierw mapy dojazdu z Google Maps pokazywały inne miejsca niż wklepywano - do naprawienia buga kazano nam....obok adresu wpisywać współrzędne geograficzne :D

Informatyka informatyką, ale młodsi czytelnicy tego bloga: uważajcie proszę na lekcjach geografii.

No i weź tu ufaj developerom.

Nadal im nie ufam, ba, ufam im mniej niż kiedykolwiek.

Jeżeli ktoś przez to wszystko przebrnął - gratuluję! Jeżeli nie - nie szkodzi, nic nie straciłeś!

Kiedy sam autor tak pisze, to znaczy że musi produkować quality content!

Avesome!


:PPPPPPPPPPPPPPPP

To jak chodzenie po labiryncie z Portal Gunem, który sam z siebie stawia pod nogami portale. I wcale nie była to usterka chwilowa - sprawdzałem po jednym dniu, po tygodniu, po miesiącu i dalej to samo. Wyłączałem dodatki w przeglądarce i to samo. Patrzyłem na Chrome i Operze - znowu to samo.

Perfekcyjna metafora USOSa. Dalej aktualne.

Jakimś cudem udało mi się wczoraj złapać pożądanego OGUNa (cudem, bo 100 miejsc rozeszło się w równo 43 sekundy). Chociaż tego też nie jestem pewien. Ikonki pokazujące stan zajęć (zapisany, nie zapisany etc.) zmieniają się z każdym odświeżeniem profilu (fuuuuuuuu). Mało tego - limit miejsc w trakcie rejestracji zmienił się ze 100 na....101. Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego 101? I limity powinny być niezmienne, a nawet jeśli nie - czemu potem znowu było 100? Co z jedną osobą? Duchy?

Duchów już nie uświadczyłem, za to samozmieniające się ikonki jak najbardziej.

Wiele mówiący link "Zajrzyj tutaj !!!" na jednym ze screenów to dobry przykład.

Rzeczywiście "wiele mówiący".

Oczywiście na prezydenta

A w monolicie....UFO. Na USB.


Murowany kandydat do tytułu najmniej informatywnego opisu czegokolwiek w dziejach. UFO na USB na prezydenta!

Nie mam pojęcia dlaczego taką usługę promuje się rozdając zwykłym ludziom przewodowe piloty do kamer w laptopach, ale muszę przyznać że - paradoksalnie - gadżet jest wyjątkowo użyteczny.

Taki gadżet z samej definicji nie może być jakkolwiek użyteczny.

Kiedy nie masz firewalla, wiedz, że Diabeł się Tobą interesuje
Niestety azjatyckie klamry nie są projektowane pod polskie pasy nośne z PRL (dziwne, nie?).

Oscar za offtop roku wędruje do...

Zlotowicze dostali coś, czego używają nasze Wojska Specjalne.

To akurat prawda, macie jeszcze swoje karabińczyki? ;)

Okazuje się jednak, że jest coś nowego, co jest w stanie mnie zaskoczyć. Żeby było jeszcze ciekawiej, to pisząc "nowego", mam na myśli... Quake 3 Arena!

"Nowego". Quake 3 Arena. Taaaaaaaaaaaaaaaaaak.

Po pierwsze - co za geniusz wpadł na pomysł nazwania tego dysku tytułową wiązanką? Nazwa produktu ma w tym przypadku dokładnie 36 znaków nie licząc spacji!

Z bezsensem leżącym w długości nazw produktów dalej się zgadzam, zadziwia mnie jednak że te znaki liczyłem. Bo robiłem to w głowie, a nie w Wordzie (!).

Przy czym owo "powoli" jest tutaj bardzo ważne. Nie ma się co oszukiwać, nowy portal ma tempo rozwoju niewiele szybsze od ruchu lądolodów.

Pomijając aspekt moich kontrybucji (których było mniej niż być powinno), to KDEFamily już ruszyło i zapraszam do jego odwiedzania.

Tylko że zamiast Utopii jest Etiopia ^^

Teraz już nawet Etiopia przegoniła nas w rankingu FIFA.

Po dosłownie dwóch minutach....pracownica bez słowa wyszła na zaplecze, a kierowniczka założyła palto i chciała uciec w sensie dosłownym. Na moje pytanie co się dzieje usłyszałem, że kończy pracę o 17, spieszy się jej do dziecka i nie będzie siedzieć z moją sprawą. Po czym poszła na zaplecze i....siedziała tam z pracownicą do grubo po 18, raz rzuciwszy w moją stronę że jej pilnuje od stresu. A w ogóle dzień wcześniej powiedziano mi że kierownik jest do 18. WTF?

Zaczynam się zastanawiać, czy nie zażądać osobnej osoby od pilnowania mnie od stresu w pracy. Zarząd na pewno się zgodzi.

Zasada działania jak huśtawka na placu zabaw.

Tak na szybko przychodzi mi do głowy co najmniej 6 możliwych interpretacji takiego zdania, a we wpisie nie było oczywiście zaznaczone nic więcej. Miłego domyślania się o co chodzi autorowi!

Duże obawy po opiniach z Sieci miałem o baterię. Producent chyba najwidoczniej też, bowiem w pudełku były aż dwie baterie od Nokii.

Grunt to nie bać się samemu. Trzymajmy się kupy, bo kupy nikt nie ruszy.

No i co ja biedny mam tutaj napisać? Pamiętacie lalki z dużymi głowami na sprężynach? Wszystkie postacie w HS wyglądają właśnie tak. Mnie osobiście odrzuca to na tyle, że nie gram i basta :P

Dalszy ciąg mistrzowskiej logiki oraz ocen opartych na wielu obiektywnych czynnikach.

Masz pomarańczową skórkę?
I tak, i nie.

Gdyby chodziło o pączek z odpowiednią posypką, cytat miałby sens. Nie chodziło jednak o pączek.

Świeci jasno i pewnie niczym miecz Obi Wana.


Dobrze że świeci, a nie stoi...

Domyślnie na pokładzie mamy kapitana Windows CE 5.0, z pierwszym oficerem MapaMap Easy.

Wszyscy na pokład, płyniemy w rejs na wyspy absurdu!

Jako miejsce pierwszej edycji wybrano ogrody Biblioteki Uniwersyteckiej, oczywiście tej w stolicy. Jeżeli ktoś nie wie nadal czym te ogrody są, to jest to taki małpi gaj dla studentów, a więc gatunku nieco od małp głupszego ;]

Po skończeniu licencjatu i zaczęciu (niepotrzebnych mi zresztą) studiów magisterskich mogę śmiało napisać, że za delikatnie potraktowałem tutaj studentów i obraziłem biedne małpy.

Trwające mistrzostwa śledzę z uporem godnym lepszej sprawy, naukę historii eksportu stanu Virginia i tym podobnych rzeczy upychając we wszystkie pory inne niż 18:00-22:30. Jedną z rzeczy, które ciężko przegapić, jest puszczana w przerwach reklamówka propagandowa związana z UE, w tym konkretnym przypadku traktująca o rozwoju naszego rolnictwa*.

TRZY offtopy w jednym akapicie!

Impulsy elektryczne biegnące pomiędzy neuronami zaprowadziły ostatnio mój proces myślowy od próby znalezienia racjonalnego powodu dla trzymania na boisku Milana Baroša, poprzez ten właśnie spot reklamowy, do ciut zaskakującego wniosku.

Oraz najdziwniejszy ciąg logiczny ever. Bo faktycznie trafiłem od M.B., przez spot reklamowy polskiego rolnictwa, do IT - a konkretnie...polskich start-upów. Because of reasons.

Naturalną rzeczą dla korporacji jest doić ludzi. Naturalną rzeczą dla ludzi jest kombinować ;)

Wow. So anarchist. Much renegade.

B niesamowicie uradował się że ktoś chce z nim pogadać w pociągu i zaczął streszczać mi całe swoje życie i co ciekawsze przygody. A miał ich tak dużo, że przez bite 6 godzin pękałem ze śmiechu. Były tam takie kwiatki jak sposoby na ściąganie drutu miedzianego z trakcji kolejowej, jak otworzyć okno w pociągu kombinerkami (które stanowiły 50% jego bagażu, drugą połową był plastikowy wazon), oryginalne negocjowanie cen prądu, opowieść o koledze G który ma despotyczną żonę, powód jego bytności w pociągu (także specyficzny) i dziesiątki historii z okresu dorabiania na obczyźnie z kolegą A. Do tego jak zdobywać darmowe obuwie, ile gdzie kosztuje zwolnienie lekarskie na 7 miesięcy, które markety budowlane są OK a które nie i jak to pracował na poczcie. Wisienką na torcie była dłuuuga opowiastka o tym, jak B prowadził kupione w Niemczech auto, załadowane po brzegi setkami dziwnych rupieci, aż do Warszawy. Bez prawa jazdy i nie umiejąc jeździć.


Tak! Kultowa historia z B spotkanym w pociągu na Zlot! Ileż ja to razy opowiadałem znajomym, co zrozumiałe nie wszyscy wierzą w pełni - ale to serio się wydarzyło i tak wyglądało. A ja jakąś fobię do pociągów złapałem...

Słowem, zakwaterowanie i wyżywienie godne bogom podobnych możnych tego świata.

Do dziś nikt nie zgadł, z jakiej książki zaczerpnąłem sformułowanie "bogom podobny". Ktoś się pokusi? Będzie nagroda!

Tak się jakoś złożyło, że zostałem zakwalifikowany na stypendium Erasmus w Estonii*, gdzie wyjeżdżam już za 19 dni. Zapewne (tutaj oczyma wyobraźni widzę już tłumy szlochających fanek) wpłynie to jakoś na ilość wpisów na moim blagu DP. Ale nie płaczcie, drodzy stali czytelnicy (wszyscy trzej), bowiem niekoniecznie oznacza to zastój :)

Pamiętam ten okres wielkiej smuty w naszym kraju, wszystkie płodne dziewice szlochały przez dobę z rzędu. A na serio: aż łezka się w oku kręci, jak czytam wpisy sprzed wyjazdu. Tyle się zmieniło...

Wpisujesz login z małej litery? Elegancko uprzedzi, że tak nie wolno i pozwoli poprawić. Hasła się nie zgadzają? To samo. Spacja w nazwie komputera? CRASH!

Linux: logiczny od zawsze.

Z jakiegoś powodu trzy osoby uznały Filezillę za program do torrentów


Teraz to ja się dziwię, że tylko trzy.

Wyjdziesz z kamerą do ogródka? Spacer po Krakowie? Zanurzenie w umywalce? Doceniam wysiłek, ale to nie ta liga.

Pamiętacie, jak zanurzałem kamerę w rzece Emajogi z kolegą z kraju, który nocował u mnie w akademiku "na waleta"? :)

Quick Start Guide cierpi na problem wielu podobnych mu książeczek, a mianowicie rozmiar czcionki dobry dla mrówki

Albo producenci sprzętu komputerowego się nie uczą, albo moja wada wzroku się powiększa.

Aha, wyświetlacz łapie odciski palców niczym entomolog żuczki.


Przepiękna metafora!

obawiałbym się kąta wygięcia wystarczającego do pęknięcia, joł.

ITT: Ave próbuje zostać raperem. Skutki - opłakane, drzwi zamknięte i pozamiatane, yeah.

Co ciekawe, już klapka ukrywająca gniazdo kart pamięci, przycisk Reset oraz port HDMI stoi sztywno jak...sami wiecie co.

Właściwie to nie wiecie, a ja się boję co miałem wtedy na myśli.

A skoro jesteśmy przy odtwarzaniu nagranych materiałów z poziomu kamery, ja chcę opcję Mute! Odtwarzanie z dźwiękiem nie zawsze jest takie fajne, nie mogę np. pokazywać kolegom nagranych video pod ławką w czasie zajęć ;P

Dla dobra edukacji - Samsungu, nie słuchaj się mnie w tej kwestii!

Teraz króciutka panorama, nakręcona na samym dachu obserwatorium w Tartu, zabytku na liście UNESCO Cultural Heritage. Nie przeszkadzało to grupie studentów wejść na dach, po czym na sam jego szczyt tylko po to, by...tańczyć.

Ładne dachy do deptania to dokładnie to, do czego stworzone zostały zabytki. Samo video (Namnam Style) trafiło do estońskiej prasy oraz vortali i do dziś tam figuruję.

Sam mail zmienił się o tyle, że się wcale nie zmienił, ale już nie jest mailem.


Całkowicie subiektywnie - mój ulubiony cytat z bloga DP w kategorii "humor". Uroczo pokraczny i nie nie znaczący.

mój scroll w myszce aż dymi od wzmożonej pracy.

Co ja wtedy piłem? Denaturat?

Playerzy chodzą po dungeonach uformowani w party i farmują mobki oraz bossów aby podbić skille oraz zbierać dropy. Wystrzegają się niebezpiecznych spadków HP i PK.


"Pisanie recenzji nerd-only dla opornych 101, edycja skrócona"

Mało tego, kiedy w połowie serii zdarza się przewrót o 180 stopni, serwery przejmuje agencja rządowa a SAO zostaje zakończone. W incydencie z poprzednim wykorzystaniem tej technologii zginęło około 2000 osób. I co? Owa agencja oddaje całą władzę w ręce pojedyńczej osoby i, uwaga, wypuszcza klona SAO na tych samych serwerach i swobodnie sprzedaje to jako grę, zasłaniając się samym 'improved security'. I ludzie to kupują, podłączają się tymi samymi hełmami i nie widzą w tym żadnego problemu. Znieczulica społeczna i brak instynktu samozachowawczego w wersji Master. Siostra głównego bohatera tuż po tym, jak spędza on 2 lata zamknięty w grze w stanie fizycznym 'warzywo' loguje się do tej nowej gry bo jej się nudzi. Some people never learn.

Pomijając tamten wpis oraz szerszy zarys fabularny SAO, to absurdalność i tępota ludzi z tego uniwersum są aż ujmujące.

Na reprezentanta statystycznego obywatela nadaję się tak samo jak na operatora katamaranu, ale co tam, spróbujmy się wczuć.


Pod tym względem bez zmian.

'Kowalski' w obecnych czasach zapewne mieszkałby gdzieś pod Warszawą, na przykład w okolicach Kołobrzegu. Przyjechałby więc busem (wypchanym wbrew prawu ponad stan ludźmi) do centrum. Ewentualnie skorzystałby z oferty PKP (znaczy, masochista). Złote Tarasy it is.

Jeden z moich ulubionych akapitów, pięknie humorystyczny i obraźliwy dla co niektórych :)

Teraz prawdziwy hicior - gwarancja to książeczka z wypisanym dużą czcionką 'VIP Member Warranty Notice'. Zostałem VIPem za jedyne 59,90! Zakup już się opłacił!

Niestety nie jest to lifetime warranty, więc ten VIP już minął :/

Chłopak który wyrzucił z siebie potworne pytanie o Secure Boot brzmiał dla mnie jak zgrzyt paznokci po tablicy szkolnej.

To było podczas wykładu Richarda Stallmana, o którym dowiedziałem się zupełnie przypadkowo. Niezłe musiał mieć struny głosowe, skoro uzyskał tak wysoki dźwięk.

Miałem rację i pomyliłem się jednocześnie. Coś Syfona trafiło - zabłąkana kulka ASG, zostawiając śliczny ślad na wyświetlaczu (ilustracja na końcu wpisu). Za to działał bez zająknięcia. Pęknięty ekran, zagubiony przycisk głośności, bateria od Nokii, estońskie mrozy i polskie błocko nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Normalnie gniotsa niełamiotsa. Cały czas śmiga jak gdyby nigdy nic.

Fun fact #2: dalej działa.

Na koniec ciekawy eksperyment społeczny: aktualnie odbywam praktyki w LO, dla zabawy wyciągnąłem na przerwie Syfona oraz 3GSa i położyłem na stole. Co drugi dzieciak ma Galaxiaka wartego zapewne więcej niż moje 2 słuchawki razem wzięte, ale obruszenie było spore, włącznie z przypadkiem wytrzeszczu gał w jawnym szoku. Nie ma to jak... DUAL WIELD

Nitoryu lai: Rashomon!

Nazwa jest, jak dla mnie przynajmniej, z jakże popularnej po wczorajszym meczu części ciała Koseckiego wzięta.


Niestety fanpage FB owej części ciała przestał postować dobrej jakości original content i żeruje na tamtej wpadce, aby promować kiepskie gagi. Zaczynam się zastanawiać, czemu właściwie go polubiłem, ale skoro parę dni temu dałem "lajka" profilowi NORTH KOREA, BEST KOREA....

Demo zawiera trochę plików wgranych przez twórców, w tym...obrazek jpg w folderze Music


Mindfuck achieved.

Okres testowy kamery powoli dobiega końca, czas więc też na coraz konkretniejsze konkrety na tym konkretnym blogu.

A konkretnie?

Wikipedia posiada jakieś dane na temat wielkości. Co nas jednak najbardziej interesuje, to głębokość. Jaka jest? Ano nie mam zielonego pojęcia.


Gdybym pokazał ten cytat Jerzemu Engelowi, to nawet on, król mówienia bez przekazywania jakiejkolwiek treści, byłby dumny.

Ano że chodzi o to, że na 18 z kolei filmiku z jednej imprezy między 1:40 a 3:00 słychać strzały...tfu, słychać fatalnej jakości 'Highway to Hell' puszczone z głośników na hali.

Breaking news: brzoza okazuje się być zebrą stojącą na tylnych nogach.

Zdębiałem. Zamiast jakiejkolwiek możliwości sfinalizowania mojej opinii dostałem...tekstowe pouczenie że mogę spadać na drzewo.

Cytat zaskakująco często przewijający się w opowieściach o mandatach.

Normalnie nic, tylko usadowić się przed Smart TV, odpalić coś w HD (albo i 3D) i oddać się przyjemności oglądania piekielnie realistycznie pokazanych na ekranie surykatek na jakimś kanale przyrodniczym. No, może jeszcze pomyśleć że teraz to nam dobrze.

Nie lenić się, myśleć jak Wam dobrze!

Na miejscu okazało się, że chodziło o szukanie modelowych białych murzynów vel niewolników. Studenciaków zdesperowanych na tyle, aby się takiego zajęcia chwytać, przebrano w przypałowe kurtki ala logo VLC, kazano im zakładać maski żółwi ninja (LOL), a następnie przedstawiono warunki.

"Kurtki ala logo VLC" będą mnie straszyć po nocach, tak z powodu ich wyglądu, jak i tego opisu.

Niczym doskonała ilustracja praw Murphy'ego, kamera przeżyła wiele kontrolowanych upadków (niekontrolowanych, o dziwo, nie było) w zaciszu akademika tylko po to, by ten jeden raz jak pokazywałem ją znajomym w ich mieszkaniu (wszystko jeszcze w Estonii) po prostu odpuścić. Życie.


To też w 100% prawdziwa historia. Ironia losu w najlepszym wydaniu, prawda? Swoją drogą, ale ja wtedy stracha miałem że kamera umarła...

Cała idea przedstawia się tak: główny bohater jest obywatelem komunistycznego kraju o wdzięcznie zangielszczonej nazwie Arstotzka i pracuje jako pogranicznik na nowo utworzonej granicy z Kolechią. Cała gra polega na siedzeniu w budce i kontroli dokumentów.

Nie wiem ile osób zachęciłem do gry ostatnim zdaniem, ale potrafię sobie wyobrazić ile zniechęciłem.

Nagle moja prawa ręka wyczuwa coś dziwnego. Zastygam w bezruchu i powoli poruszam się w okolicach anomalii i faktycznie - coś poza mną leży na łóżku, obok poduszki. Liczę do trzech i przy ostatniej liczbie nagle zrywam się gotów na odparcie ataku albo odrzucenie tykającej bomby. Zamiast zamachu na moje życie zastaję jednak małe pudełko obklejone taśmą, a na jego wierzchu kartkę z wszelkimi informacjami przewozowymi. Tak oto wszedłem w posiadanie ZTE GRAND X IN użyczonego mi do testów w ramach programu DP z Intelem.

Trzeba przyznać, że mój test ZTE GRAND X IN zaczął się jak niezły film szpiegowski.

Testów nie będzie!
[Tak! Jestem zły, naprawdę nazywam się Edmund von Babbentropf i teraz, kiedy mam już mojego ZTE, mogę kupić bilety na Bahamy i uciec z nim aby rozkoszować się efektami zbrodni doskonałej! Mwahahaha!


Rozdwojenie jaźni podobno często pojawia się u psychopatów.

No nic, czas ogłosić dzisiejsze pokazy starego porno.


Best. Quote. Ever.

Tyś nie lepszy. Nie masz pojęcia co to pawiany, ja zresztą także nie. Użyłem tego żeby dodać sobie powagi i nabrałeś się! Gdzieś w jakiejś książce dla dzieci było takie słowo.
Android zdawał się być jak spora część ubrań Rotwella – zupełny miszmasz i kombinacja trzymających się razem łatek, które dla kogoś nie zaznajomionego z czymś lepszym są wystarczające, ale pozostałym osobom łatwo było zobaczyć kontrast. Przy czym szewc wziął kilka naprawdę fajnych w samych sobie łat, jak animowane tapety i blokada ekranu.

Naprawdę śmiesznie brzmią te cytaty wyjęte z mojej powieści w odcinkach, a co dopiero ten:

bo to transwestyta był!


Sam test najprościej podsumować w następujący sposób:

ZTE Grand X IN zdecydowanie sprawdzał się jako źródło szpanu.Duży rozmiar, intrygująca faktura tylnej klapki, dwie kamery i garść bajerów jak animowane tapety tworzyły może nieco chaotycznie poskładaną w kupę, ale fajną całość.

I teraz śmiech historii, bowiem tego samego ZTE (w sensie tę samą sztukę) którym szpanowałem widuję praktycznie codziennie. Naprawdę!

Nie inaczej było tym razem, bowiem Banan postanowił wpaść do Warszawy z okazji tytułowych warsztatów dla blogerów. Przyjechał na dworzec o strasznej godzinie 4 rano, w dodatku na Warszawę Wschodnią, czyli wypisz wymaluj Praga. Obładowany sprzętem IT niepełnoletni o 4 nad ranem (albo w nocy, jak kto woli) na Pradze - raczej zły pomysł.

Z drugiej strony, jakby nakręcił wtedy odcinek Keszera, to byłoby widowisko godne Hollywood. Pozdrawiam Banana!

Na żywo przypomina on zdjęcia i filmiki poglądowe widziane z Sieci. Tym samym wiecie z grubsza, czego się spodziewać przy zakupie lub przygarnięciu. Od siebie dodam tylko, że jest tani w eksploatacji i mało awaryjny. No, prawie - raz oprogramowanie wewnętrzne (nic znanego, zapewne jakiś soft no name) się zawiesiło, ręka straciła płynność ruchu (tzw. lag) i podrzucany przez niego telefon poleciał w stronę mojej biednej głowy, trafiając kantem w usta - ot i rozcięta warga. Także przy bliższym kontakcie polecam maski paintballowe i sportowe ochraniacze na zęby.

Następna zabawna i prawdziwa historia, a przy okazji pierwsza i jedyna recenzja Banana, czyli tak naprawdę test testera.

Moją szczególną uwagę przykuł Phablet, czyli krzyżówka tabletu z telefonem. Nie wiem po co by mi on był, ale gdybym jakoś wszedł w jego posiadanie, to bym się chętnie pobawił. Podczas obmacywania urządzeń ciągle robiono nam zdjęcia i kręcono video, widać zorientowali się że jest tam taki celebryta jak ja.

A mój potomek (ha, jakbym się kiedyś miał go dorobić) będzie taki jak ja: przystojny, dzielny i przede wszystkim skromny. Dalej w tym klimacie:

Jak wiadomo, jestem zupełnie nieomylny, rozumiem więc że z zapartym tchem czekacie na moją ocenę i predykcje.

Nie ukrywajmy, praktycznie nikt nie pisze bloga do szuflady albo dla 3 znajomych z Grudziądza.


Dobrze, że nie mam 3 znajomych w Grudziądzu, bo byłoby im przykro. Pozdrawiam i przepraszam czytelników z Grudziądza, bardzo podoba mi się Wasze...coś....co...tam macie.

Wrocław nadal nie należy do moich ulubionych miast - nie potrafię ogarnąć, dlaczego dziury w środku asfaltowej drogi łata się kostką brukową, dlaczego autobusy miejskie są aż tak stare i skąd tyle meneli. Serio, jeden popołudniowy spacerek i naliczyłem ich 34 na trasie dworzec-hotel-rynek.

Ja na serio ich liczyłem (inny bloger stąd może potwierdzić). WTF, mózgu?!

Może nie mam racji, ale na pewno chętnie usłyszę jak jest - to kto będzie komentarzowym Mariuszem Max Kolonko? ;]

Żegnam z Boston, Massachusetts.

I to by było na tyle. W ramach nagrody powinienem umieścić tutaj coś fajnego dla tych, którzy dobrnęli - ale nie wiem, co mógłbym dać, aby podsumować godnie aż 3 lata z mojego życia. Lata tak intensywne i ciekawe, zarówno na blogu jak i poza. Coś takiego po prostu nie istnieje. Dlatego zakończę w ten sposób: Aitäh!