Awaria systemu CO2 w akwarium - co robić, jak żyć. Jak ratować życie żyjątek akwariowych.

Na wstępie powiem, że pierwszy raz coś takiego przeżyłem na własnej skórze. Posłuszeństwa odmówił precyzyjny zawór na butli z CO2. Innymi słowy mówiąc - stężenie CO2 szybko zrobiło się 3-4x większe niż powinno. Czym to grozi chyba mówić nie muszę.

Wszystko na szczęście skończyło się dobrze, ale głównie z przypadku. Gdyby nie to, że rano nie chciało mi się odebrać paczki z paczkomaty... i nie ruszyłbym dupy wieczorem - nie zaobserwowałbym dziwnego zachowania żyjątek w akwarium kiedy wróciłem z paczką.

1) Najpierw wylazły Piskorki - to o tyle dziwne, że te mendy robią "zdechł ryba" i leżą brzuchem do góry jak tylko się koło nich coś rusza... tudzież jak się dotknie, ewentualnie jak zauważą własny cień. Tym razem się nie bały.

2) Przylgi chińskie - cudaczki - na ogół sobie opierdzielają kamień albo inny korzeń z glonów albo tak dla zabawy... ewentualnie się kotłują i robią małe przylgi. Tym razem pojawiły się przy napowietrza czach (chodzących tak na 25% możliwości) i wędrowały coraz wyżej.

Zapaliło mi się już czerwone światełko.

3) Po chwili wylazły krewetki - gabońskie i filtrujące - co o godzinie pi razy oko 20 - graniczy normalnie z cudem, bo na ogół siedzą sobie za krzaczorami, w jaskini albo gdzieś w korzeniach. Jak wychodzi gabońska - to wiedz, że coś się dzieje... i bynajmniej to nie jest sprawka szatana ani pana w długiej czarnej sukience.

W głowie włączył mi się alarm na całego, kiedy zauważyłem, że krewetki sakury i Taiwan bee lgną do powierzchni i włażą na rośliny a ryby zaczynają pływać coraz bliżej powierzchni. Popatrzyłem na licznik bąbelków - no i sprawa jasna.

Poniżej na zdjęciach nietypowe dla tych gatunków zachowania. Przykładowo na kamieniu koło "choinki" jak to nazywa moja żona - siedzi zwykle jedna, maksymalnie 3 krewetki (małe). Tym razem naliczyłem ich około 20!!!

Tu wspomniane Piskorki:

No i moja ulubienica o którą zazdrosna robi się żona:

Poza tym ważna informacja dla ludzi posiadających krewetki filtrujące i/lub gabońskie - te stwory są niezwykle wrażliwe na parametry wody. W szczególności te drugie - jeśli coś jest nie tak - próbują wyskoczyć z wody, żeby ratować swój odwłok. Tak też próbowały zrobić. To już sygnał, że jest tragicznie.

Co robić w takiej sytuacji? (Zawór precyzyjny został zamknięty, ale woda była wręcz przesycona CO2). Logika podpowiada - pozbyć się CO2 z wody jak najszybciej bo żyjątka padną. Tak też zrobiłem (nie wiem czy była to jedyna słuszna droga - ale podziałało, bo na chwilę obecną życie wróciło do normy - moje też - a żyjątka się uspokoiły).

1) Zamknąć zawór główny na butli CO2 (w moim przypadku był to zestaw Aquario - czyli nie był to zestaw górnych lotów, raczej taki na jaki było mnie wtedy stać).

2) Jeśli posiadamy napowietrzacze - odkręcamy zawory na maxa, przepływ powietrza na napowietrzaczu również. Żyjątka szybko znajdą się przy nim.

3) Jeśli sytuacja jest krytyczna (a w moim przypadku była, bo krewetki szalały) - wąż do akwarium i szybko spuszczamy minimum 30% wody (ja zrobiłem to do poziomu kosza na rurce od filtra). Filtr włączyłem na maxa (przepływ), deszczownicę skierowałem ku górze pod kątem, tak żeby spadający strumień napowietrzał wodę.

No i to czego się niby robić nie powinno - ale się robi ;p Przynajmniej ja - od zawsze. Wąż + kranówa + pompka przyspieszająca napełnianie zbiornika do normalnego poziomu. 

Tą czynność powtórzyłem jeszcze raz. Dopiero wtedy wszystko wróciło do normy (przynajmniej tak mi się wydaje, bo jest prawie 24 - a sytuacja miała miejsce kilka godzin temu).

Nie życzę nikomu takiej sytuacji (nawet Januszom, którzy dosrywają bez powodu i ich nie lubię ;p), nie mniej jednak moje wnioski są następujące:

- warto znać zachowania żyjątek które ma się w akwarium

- warto zaglądać do szafki ze sprzętem - i popatrzyć od czasu do czasu czy wszystko jest ok

- pomimo tego, że oczywiście zostałem zjechany za napowietrzacze (bo niby sam filtr kaskadowy wystarcza w zupełności) i nasłuchałem się że niwelują działanie CO2 - w duchu podziękowałem sobie za to, że je mam - bez nich prawdopodobnie już było by po ptokach i chodziłbym wkur***** przez następny miesiąc albo lepiej ;p

Drugi plus posiadania napowietrzacza (ponadprogramowy) przedstawię w innym wpisie - dotyczącym automatycznego karmidła dla żyjątek ;)

p.s. to też była przy okazji jedna z nielicznych okazji, kiedy to przy świetle udało mi się zrobić zdjęcia "gibonom" czy przerośniętym już filtrującym i Piskorkom... bo ostatnio to widziałem je wtedy, kiedy przenosiłem akwarium ;)