ÜBUNTERMINATOR

Okazuje się, że odtwarzanie filmów pod niegreptanym Kubuntu może być wyzwaniem dla takiej teściowej jak ja. Mówią, że trzeba przeczytać encyklopedię i na podstawie prastarych zwojów mieszać coś ze sterownikiem do grafiki. Panie, kto by to wiedział? Mówią, że to NVIDIA, że system nie taki, że monitor zły, że źle kąputer uruchamiam. Ktoś tam pisał, że załoga Kubuntu to przecież tylko parę osób, więc jak mogliby wszystko ogarnąć? Inni sugerowali, że celowo wybrałem próbkę zakodowaną kosmiczną technologią dostępną tylko obcym i pod Windows.

Myślę sobie, dam jeszcze jedną szansę Ubuntu. Kupa ludzi nad tym siedzi, ponoć wiedzą co robią. Poprzednia próba zakończyła się fiaskiem, ale przecież tak na dobrą sprawę, czego potrzeba do szczęścia takiej teściowej? Poczyta coś o zalewajce albo obejrzy tutorial o szydełkowaniu na YT. Jak pomyślałem, tak zrobiłem i oto na starym wysłużonym XPSie Ubuntu 19.10 znowu przyjemnie grzeje moje nogi. Pamiętacie ten cudowny zapach ciepłego plastiku unoszący się z zasilaczy do Atari XL/XE?

Żeby uniknąć podejrzeń o jakiś spisek przeciwko Linuksowi, postanowiłem zrobić coś, co nie wymaga takiej ekwilibrystyki, przebiegłości i wyrafinowania jak pobranie losowej próbki wideo i odtworzenie jej w domyślnym odtwarzaczu, uznanym przez twórców dystrybucji za najlepszy.

FIREFOX

Używam pod Windows i chociaż jestem świadomy, że istnieją inne przeglądarki oferujące lepszy UX, przyzwyczajenie ma niezwykłą moc. Firefox jest domyślną przeglądarką w Ubuntu 19.10. Nic tylko uruchamiać i serfować po Internecie. Pięknie.

Zaczynajmy! Uruchamiam Go, siedząc wygodnie w fotelu, nogi opieram o stolik do kawy, a kalendarz pokazuje koniec października 2019. Myślę sobie, co może być lepsze na szybki test niż zwiastun nowego Terminatora, którego zobaczę w kinie dziś wieczorem?

I’LL BE BACK!

Wygląda na to, że przysłanie z przyszłości wszystkich terminatorów razem wziętych wymagało mniej prądu niż obejrzenie tej krótkiej zapowiedzi pod Linuksem! Skłamałbym, mówiąc, że było to przyjemne doświadczenie. Klip obejrzałem kilka razy i za każdym razem była to tortura dla oczu i uszu, której towarzyszyło poczucie niesmaku.

Obraz nieprzyjemnie rwał, a sam film nie był odtwarzany płynnie. Podejrzewam, że tylko z dźwiękiem nie było problemów, ale pewny nie jestem, bo wiat… obydwa wentylatory odpowiadające za chłodzenie skutecznie zagłuszały przekaz. Okazuje się, że nawet używanie przeglądarki internetowej może być pod Linuksem wydarzeniem traumatycznym, czymś, o czym nie będziemy chcieli pamiętać, a już na pewno nie powtarzać.

Lubię filmy o przygodach terminatorów w Ameryce, ale tak nie da się tego oglądać. Mówię wam, co za grzybnia! Już lepiej wypożyczyć coś na wideo.

Widzieliście, jak Linux tyra prockiem i ciągnie gigawaty podczas oglądania króciutkiego trailera? To nic, że przeglądarka potrafi używać GPU, jak jest moc CPU do przerobienia, to Linux zamieni wasze wilgotne i zimne piwnice w parujące tropiki! Tylko nie myślcie sobie, że jak dostawicie doniczkową palmę obok worka ziemniaków, to będziecie na Hawajach!

Kultura pracy, którą mogliście zobaczyć na fragmencie filmu pokazującego Firefoksa pod Windows, to pod Linuksem taka sama rzeczywistość jak terminatory z przyszłości spacerujące po ulicach Los Angeles.

BROWSERBENCH

Już miałem orać linuksowe partycje i poprawić to duetem Gutmann & DOD, ale coś mnie tknęło i postanowiłem sprawdzić, jak sprawują się linuksowe wersje przeglądarek na tle windowsowych.

Zobaczmy teraz jak wyglądają wyniki Google Chrome:

To chyba ten moment, w którym nawet niepiśmienna teściowa powinna zadać sobie pytanie: jaki to ma sens?

Wygląda na to, że nawet opowiadanie bajek o Linuksie na desktopie, jest bardziej komfortowe pod Windows! Szach i mat!

YOU ARE TERMINATED

Kierując się empatią, można by powiedzieć: OK, Linux jest 100 lat za murzynami, pamiętajmy jednak o okrutnej biedzie w świecie Linuksa, tam wszystko trzeba klepać ręcznie. Bez kłębka drutu nawet nie podchodź! Nie oczekujmy, że domyślne odtwarzacze instalowane w systemie będą odtwarzały to samo i tak samo, jak odtwarzacze dla Windows. Ale jak można w 2019 roku używać systemu, w którym zarywają filmy na YT? Nie wspominając o ogólnie mizernej wydajności. To może mieć sens tylko jako forma pokuty, która ma być okazją do kontemplacji niedoskonałości tego świata. Linux jest jej doskonałym przykładem.

Gdzieś tam, ktoś właśnie wklepuje Clearsil w zmarszczone czoło i myśli sobie:


Zaraz, przeciesz mię nic nie zarywa, co ten łogór będzie tu pierd*^#ł i komcie mi usówał!!1!1

Tak, nie przeczę, gdzieś tam są maszyny z Linuksem, na których wszystko działa i nie są to przemysłowe snopowiązałki i kultywatory.

Jeśli jesteś użytkownikiem Windows i myślisz, żeby spróbować Linuksa, to moim zdaniem lepiej poświęć ten czas na zbieranie grzybów. Jeśli nie będziesz jadł muchomorów, to lepiej na tym wyjdziesz. Święta za pasem przyda ci się trochę suszu na barszcz wigilijny.

HASTA LA VISTA, BABY!

Trudno powiedzieć, czego wykształcony, muzykalny i kulturalny człowiek mógłby szukać w świecie Linuksa. Chyba tylko wyzwań na miarę partii szachów z jakimś ruskim arcymistrzem albo z DeepBlue. Nic tu nie działa tak, jak podpowiadałaby logika, jest gorąco, głośno i drogo. Mówi się, że Linux jest za darmo, ale rachunki za prąd będziecie płacić dwa razy wyższe niż użytkownicy Windows. Tym jest właśnie Linux dla niedoświadczonej matki lub teściowej: gorącą i głośną betoniarką. Hej!

Słownik dla pierwszoklasistów:

Greptać kompila – siedzieć dniami i nocami przy komputerze z zainstalowaną dystrybucją Linuksa, pieszcząc, konfigurując i kompilując jądro, przywołując starych i nowych bogów starać się uzyskać kulturę i wygodę pracy, znaną z systemu Windows. Zazwyczaj dotyczy to trywialnych (w innych systemach) problemów. Często jest to proces nieskończony, moczopędny i powodujący frustrację.

Niegreptany system – taki jakim postawił go instalator na domyślnych ustawieniach wedle zamysłu dewelopera.

Pryszcz, pryszczers – Wojowniczy użytkownik Linuksa (często neofita w czerwonej flanelowej koszuli), który za nic mając prawa fizyki i otaczającą go rzeczywistość, próbuje przekonywać o wyższości Linuksa nad Windows, powołując się zazwyczaj na #SOA1 lub cuda, których był świadkiem podczas Nocy Kupały. Wydaje się, że określenie jest powiązane ze studentami pierwszego roku informatyki cierpiącymi na problemy z cerą, zawsze wyposażonych w tubkę Clearsilu i mizerne doświadczenie. Właśnie odkryli Linuksa i zapuszczają bujne owłosienie. Określenie „pryszcz” to starodawna forma, ukuta jeszcze w czasach p.c.o.a, spopularyzowana przez pewnego redaktora Gazety Wyborczej. Nie mylić z użytkownikiem Linuksa!

Potraktujcie to jako suplement do poprzedniego wpisu, gdzie w komentarzach napisano właściwie wszystko. Nie ma się co denerwować, zawsze możecie obejrzeć zwiastun nowego Terminatora u sąsiada na komputerze z systemem Windows!