Growa terminologia

Upalne lato, żar leje się z nieba, fotony szturmują okna mojej piwnicy niczym zombie w filmach klasy B, a ja nie mam siły na żadną uczciwą pracę w tak Saharyjsko-Mazowszańskim klimacie. Zwojnice silnika w wiatraku rozgrzane do czerwoności. Prognoza pogody? Nie wychodzić z domu.

Mit kompresji stratnej

Określenie „kompresja stratna” uważam za toksyczne, szkodliwe i siejące zamęt w głowach nie tylko tzw. niedzielnych użytkowników komputera, ale nawet ludzi którzy zawodowo zajmują się grafiką komputerową, cyfrową archeologią, programistów etc. Dlaczego to jest mit, dlaczego powoduje problemy w interpretacji i czemu należałoby porzucić ten termin, postaram się pokazać na kilku przykładach.

Czym w ogóle jest kompresja?

Jest to zmniejszenie rozmiaru pliku przez skrócenie powtarzalnych sekwencji danych.

Lisi Speed Dial

Dawno, dawno temu kiedy Opera była jeszcze synonimem pioniera przecierającego szlaki nowej funkcjonalności wśród przeglądarek internetowych, zadebiutował rewolucyjny Speed Dial. Prosty w założeniu, ekran przedstawiający zakładki w formie klikalnych kafli na ekranie. Przyznam szczerze, że długo całkowicie ignorowałem ten genialny pomysł. Tak długo, że aż... do teraz kiedy odkrywam go na nowo.

Powstało wiele dodatków do Firefoksa, które imitują lepiej lub gorzej oryginalny pomysł ludzi z Opery. Poniższy poradnik poświęcam według mnie najlepszemu z nich:

Gumisie, pamięć masowa i pingwin

Niniejszy krótki poradnik kieruję do ciekawych świata użytkowników Windowsa, którzy chcieliby zainstalować Linuksa, ale z braku podstaw nie mogą przebić się przez podział pamięci masowej. Jako że pozostałe pytania podczas instalacji „nowoczesnych dystrybucji” takich jak np. Mint (którego to polecam i sam używam) nie wymagają żadnej tajemnej wiedzy, skupię się tylko na tym jednym aspekcie. A skoro w założeniu, czytelnikiem jest

Kontenery i bajery

Ubuntu można lubić lub nienawidzić i podobnie jest z pomysłami Marka Shuttlewortha. Jednak chyba każdy przyzna, że to właśnie ta osoba stoi za dystrybucją Linuksa, która spopularyzowała pingwina, a można nawet śmiało rzecz, że wprowadziła go na biurko.

Świadkowie upadku

Na dzień dzisiejszy Windows jest bez wątpienia najpopularniejszym na świecie systemem operacyjnym w domowym zaciszu. Dla każdego przeciętnego homo sapiens sapiens to właśnie biurko jest synonimem komputera. Mac OS X są drogie (bo przecież nie darmowe ;]) i dość hermetyczne, zaś Linuksy owinięte w czarny PR z niewielką ilością oprogramowania (w stosunku do Windows), pomimo tego że już od dawna gotowe są sprostać oczekiwaniom ZU.

Internetowa defekacja

Dawno, dawno temu... Za siedmioma skrętkami, za siedmioma routerami i za siedmioma ogniomurkami, był sobie internet wolny od ludzkiej głupoty, złośliwości i niewiedzy.

Czyli tak mniej więcej w czasach niedługo po powstaniu. Większość osób - w tym ja - zna tę opowieść wyłącznie z ludowych podań pełnych nostalgii za bbs, irc, gopherem i głębokich westchnień. W tej bajce były smoki, kilku bohaterów, a nawet niejeden morał.

Miętowy przewodnik

Każdy kto zaczynał przygodę z informatyką jeszcze zaledwie te kilkanaście lat temu, na pewno trafił na przynajmniej jednego nawiedzonego „ewangelistę Linuksa”, który próbował każdemu fanatycznie instalować dzieło pana Torvaldsa i społeczności optymistów, by zaraz potem po wysłuchaniu peanów na cześć Pingwina, zderzył się z nim jako namiastką wygodnego systemu na biurko.

A może po prostu dopiero wspinałem się po „Piramidzie Użyszkodników

O papudze na ramieniu

Temat piractwa na całym świecie został już przemaglowany niezliczoną ilość razy i prawdopodobnie jeszcze nieskończenie wiele kolejnych będzie powracać jak bumerang. Już sam dźwięk tego słowa podczas czytania obrzydł mi tak bardzo, że niemal automatycznie rolka w myszce omija cały blok komentujących wojowników ścierających się o nasze portfele i sumienia. Masochistycznie jeszcze raz włożę kij w mrowisko, zbierając wszystkie mity i fakty w jednym tyglu, konfrontując z moją oceną rzeczywistości.

Infantylizacja i wściecz kolorów!

Niniejszy krótki ezoteryczny wpis kieruję wyłącznie do estetów i frustratów mi podobnych.

Świat informatyki, a konkretnie interfejsy graficzne, od niedawna chorują na zespół nowotworów: przesadny minimalizm, zubażanie, wręcz wściekle kontrastową grafikę. A jakby tego było mało to na dodatek jeszcze na wszechobecny infantylizm. Jak do tego doszło? Dlaczego, po co i dla kogo? Quo vadis GUI ?