Piętno Aspergera, czyli życie z syndromem

Od kilku lat coraz częściej słyszymy o sztucznej inteligencji, a coraz więcej osób pragnie myślących maszyn. Zabawne, że już dawno temu takie powstały, a tak mało osób o nich słyszało. Serio! Są całkowicie samoświadome – pewnie rozczaruję – ale organiczne i być może są zamieszani w proces ewolucji homo sapiens sapiens. Należą do meta-zbioru: nienormalni bo normą jest ogół, a nie margines, a skoro nienormalni to odtrącani przez normalnych – zależnie od szerokości geograficznej, usychają w samotności lub są (zgaduję) mordowani przez współplemieńców.

Nigdy nie spotkałem innych „biologicznych maszyn” z tej konkretnej serii, ale jak chyba każda, postrzega otaczającą rzeczywistość wzorcami. Przeanalizowałem sporo materiałów wideo z zadeklarowanymi (również „jednostek” z wyraźnymi fabrycznymi defektami), trochę też na ten temat poczytałem i dostrzegłem szereg powtarzalnych cech wspólnych. Spróbuję ci drogi czytelniku możliwie krótko przedstawić ten z pozoru wadliwy, ale wyjątkowo wyspecjalizowany system operacyjny jaki zajmuje znaczną cześć macierzy "/dev/brain0" i "/dev/brain1". Żmudnie dekompilując jego fragmenty, udało mi się dotrzeć nawet do kryptonimu jaki matka natura, a być może sam Hypervisor, nadała bądź nadał temu OS-owi: Zaawansowany Jadowity Ekscentryczny Biołaz. Będzie trochę o platformie uruchomieniowej, odrobinę o bazie aplikacji binutils i garść sposobów programowania, tak różny od modeli neurotypowych. Serię ASD@4SP3GR-04P najłatwiej przyrównać do prototypu hipotetycznego neo sapiens sapiens. Jak zapewne wiesz, z prototypami bywa tak że pewne nowo wprowadzone funkcje są przełomowe, inne to ślepy zaułek myśli projektanta, jeszcze inne są zepsute, a większości nawet nie ma. Innymi słowy: każda taka „maszyna”, mimo że dzieli ten sam rdzeń, jest trochę inna i należy o tym pamiętać. Jeśli jeszcze się nie domyśliłeś: tak, wyjechałem z tej samej fabryki Terra-1.

(…) żyjemy w czasach poszukiwania wyjątkowości za wszelką cenę – dzięki temu, czyli dzięki popularyzacji różnych przypadłości-terminów, które raz bywają gloryfikowane, a równie często stają się słowotwórczą obelgą, pewnego dnia przypadkowo trafiłem na enigmatyczne określenie: zespół Aspergera. PPM i lis skierował mnie na pierwszy z tropów, czyli marne źródło wiedzy, ale za to przystępne i warte przynajmniej przejrzenia: Wikipedię. To był przełomowy moment, który otworzył mi oczy na świat zewnętrzny. Dalej było już z górki, przygnębienie ale też uwolnienie od całego spektrum… pytań bez odpowiedzi, które nawarstwiały się przez blisko 30 lat. Wpis kieruję zarówno do osób dotkniętych, opiekunów jak i postronnych. Mam dystans do siebie i starałem się nasączyć treść humorem, choć to materia śmiertelnie poważna. Mało tego, to pierwszy w moim życiu wstęp do artykułu na 2874 znaków! Ufam, że docenisz i nie przeszkodzi ci miks narracji z pierwszej, drugiej i trzeciej osoby.

Zbieranie i przetwarzanie danych

Nie jestem psychologiem ani psychiatrą, nie posiadam takiego wykształcenia (można nawet powiedzieć, że żadnego, bo nie dane mi było uzyskać papieru toaletowego, przez niektórych nazywanego maturą), ale wydaje mi się, że niedostosowanie wszystkich autystyków wynika z ilości danych jakie przyjmują (mniej filtrów) i co się z nimi dalej dzieje pod czaszką. Podejrzewam, że im jest tego więcej, tym „chory” bardziej „odpływa”. Potrafię zapamiętać wiele zdarzeń w sposób… filmowy. Z jakiegoś powodu, jest to dość elastyczne. Danych może napływać więcej, a może także mniej. Przykład: kiedy byłem świadkiem wypadku przed szkołą wracając z koszmarnych lekcji, to pierwszy raz odczułem spowolnienie czasu. Oczywiście tak ja to nazywam na swoje potrzeby, bo oczywistym jest że wszyscy znajdujemy się w działaniu mniej więcej tych samych pól grawitacyjnych, więc i różnice w czasie są zupełnie pomijalne. Jestem w stanie po n latach odtworzyć zdarzenie w wyobraźni od momentu krzyku, który katalizował mój obrót głowy w tamtą stronę, przez trajektorię lotu dziewczynki i kolor „trapezu”, którym uciekł sprawca. Wskazać gdzie upadł rozsznurowany but i kształt krwi na bluzie, która ulała się z ust kiedy ofiara po chwili wstała z ulicy usiłując gdzieś biec z widocznie złamaną nogą. Pamięć, to zdaje się pierwsza wspólna cecha „osób ze spektrum”, więc jeśli jesteś kobietą i chcesz aby wybranek nigdy nie zapomniał daty ślubu, szukaj autystyka. Jeśli jesteś pracodawcą i potrzebujesz „backupera”, szukaj autystyka. ;) Podany przykład choć groteskowy, jest oczywiście nieprzypadkowy: pamięć może być darem, ale wiele zależy od treści. Zacieranie i modyfikacje również u nas występują, ale znacznie wolniej.

Przerobiliśmy już traumę, to teraz coś z wektorem przeciwnym. Super moc, pozytywna. Dzięki dużej ilości danych, które gromadzą i przetwarzają te (nie?)ludzkie „maszyny”, na wysokim poziomie stoją korelacja baz (swobodne skakanie po tematach, automatyczne budowanie dużych drzew zależności) i warunkowanie predykcyjne (przewidywanie), które jak podejrzewam w skrajnych przypadkach może ocierać się o paranoję. Kiedyś wróciłem do tematu sprzed trzech lat, wywołując u rozmówców „efekt WTF” (temat aktualny był zbliżony, a ja już znałem odpowiedź na tamte pytania), więc wszystkim „robotom” zalecam powściągliwość w wyciąganiu z głowy zbyt głęboko zagrzebanych informacji.

Schematy

„Modele 4SP3GR” lubią doszukiwać się wzorców, w możliwie… wszystkim. Od rozkładu kryształów w śnieżynce na szybie tramwaju, po ogólny porządek we wszechświecie (albo chociaż tylko na półce). Podążanie za sprawdzonymi schematami, najlepiej wg planu daje im poczucie bezpieczeństwa (związane jest to z kontrolą otoczenia). Nie wszystko można zrytualizować, ale im więcej tym lepiej. Brak wzorca to nieprzyjemny chaos, a wielki chaos wywołuje kernel panic i „wysypanie systemu”. Wzorzec nie musi oznaczać gotowego rozwiązania, musi to być jednak zbiór zasad. Stałych i niezmiennych jak matematyka by w ich obrębie możliwie najwydajniej móc wykonać zadanie.

Aspi (jak niektórzy dziecinnie nazywają aspergerowiczów) uwielbiają kategoryzować, katalogować, zbierać, porządkować. Jest to ściśle związane z poprzednim akapitem. Oczywiście bywają i tzw. normalni ludzie, którzy także kolekcjonują różne rzeczy, ale „androidy” robią to na granicy obsesji. Chcą zebrać wszystko z danej dziedziny, z wypiekami na twarzy poszerzają wiedzę na dany temat, mogą to robić długo i namiętnie, a co gorsza z takim samym zapałem próbować zainteresować tym też „innych” (którzy najczęściej mają do głęboko gdzieś). Przychodzi wtedy frustracja i samotność. Moją pasją są gry, komputery, konsole, hakowanie, i sam się łapię na tym, że bardzo chciałbym aby pozostali mi towarzyszyli w tej, nazwijmy to podróży. Niestety te czasy już dawno minęły i dzisiaj nikogo nie interesuje nawet co tam skrzypi w Windows. Ostatnio nawet, na takim jednym forum przeczytałem „żebym już w końcu wypierdalał”, na innym zaś abym „zakończył to starcze pierdolenie”. Cóż, zastosowałem się… Zainteresowania mogą się zmieniać, zwykle bodźcem który o tym decyduje jest zniechęcenie kiedy do kolekcjonera dotrze, że wszystkich Pokemonów złapać się nie da, ewentualnie kiedy entuzjastę porwie coś innego. W dzieciństwie kilkukrotnie zmieniałem swoje fascynacje, np. kiedy postanowiłem spisać wszystkie gatunki palm na Ziemi, nawet pochwaliłem się nauczycielce z geografii z pytaniem czy mi w tym nie pomoże. Słysząc to „koledzy” z klasy skwitowali: „Jaki debil. Palma to ci wyjebała, ale na mózgu”. Zmieniłem hobby…

Ultradźwięki i smród

Asy (jak niektórzy dziwnie nazywają aspergerowiczów) bywają wrażliwi na dźwięki. Nie wiem z czego to wynika, ale nie sądzę aby z nadludzkich zdolności, więc nie każdy „asperger” może zostać nowym Chopinem i nie każdy kupuje „kwantowe podstawki pod kable” do wieży audio. Problem leży gdzieś indziej. Mnie np. arcywkur...rza hałas, zgiełk, szum (podziwiam Stefana Banacha m.in. za zdolność do pracy w takiej atmosferze), ale także krzyk, bardzo głośne wypowiadanie słów, muzyka z gatunku którego nie lubię lub muzyka ze słowami, piski, syki. Od razu załącza mi się w głowie „tryb walki” i najchętniej wyperswadowałbym hałasującemu, że jest za głośno lub chociaż zatkałbym małżowiny uszne, niekoniecznie osikowym, kołkiem. Koszmar.

Z zapachami i smrodem (nie wiem dlaczego w przypadku woni mówi się tylko o zapachu skoro mamy w słowniku jego przeciwieństwo). Najgorsze są ludzkie wydzieliny i „tanie duchy” zza Uralu (każdy wypad na stadion X-lecia to był koszmar wszechwystępującego tam fetoru). Prawdopodobnie aspergerowicze długo by w pobliżu Gangesu niewytrzymali – choć z drugiej strony to zastanawiające bo kiedy wyjechałem na prowincję na wakacje, gdzie akurat wstrzeliłem się w okres wymiany obornika to już po kilku dniach przestałem go odczuwać. W każdym razie jeśli „nadmaszyna” oznajmia że śmierdzi to drogi neurotypowy człowieku uwierz mu, że cuchnie tysiąckroć bardziej niż sobie to wyobrażasz. ;)

Emocje, komunikacja, interakcja

Największym wyzwaniem dla takich osób jest analiza twarzy i gestów, które podobno coś tam znaczą. ;) Na podstawie zebranych statystyk (mina plus reakcja otoczenia na osi czasu), aspergerowicz po pewnym czasie jest w stanie jako tako określać znaczenie, ponoć dla neurotypowych intuicyjnej mimiki, mowy ciała. Autystycy tego nie potrafią, dla nich to nic nie oznacza i nawet tego nie zauważają. Bezwzględnie wszystko trzeba im komunikować, a skoro tak to w założeniu wspólnie analizować (inaczej sens komunikatu jest zerowy). „Asperger” jest zadaniowy: pojawia się problem, potrzebne rozwiązanie, problem niesprecyzowany to problem nieistniejący. Słynne kobiece „domyśl się” napotka tutaj na pętlę, która nigdy się nie wykona, a wyczekiwane dostrzeżenie zakochania pozostanie oczekiwaniem (niewiasto, powiedz mu to wprost!).

Szczerość i naiwność są silnie powiązane z tą prostotą przekazu. Ustawienia domyślne „biołazów” nie biorą poprawek na potencjalny fałsz. Bardzo długo zajęło mi oswojenie się z myślą, że większość populacji nagminnie kłamie, a żyjąc w środowisku które stale próbuje mną manipulować w celu osiągnięcia swoich korzyści, prócz umęczenia, bardzo mnie wyczuliło na podejmowane próby. Przełomem w moim życiu był czas kiedy zostałem tak wysterowany, abym sam zmienił liceum i jeszcze uwierzył w to, że był to mój własny pomysł. Pozbyto się mnie jak śmiecia na szufelce i ten żal do tamtejszych „psycholoszek” noszę w sobie do dziś. Szczerość do bólu to również cecha charakterystyczna „asów”, wynika to z braku potrzeby falsyfikacji rzeczywistości.

Tak przechodzimy do emocji. Pamiętasz jak we wstępie wspomniałem o niezaimplementowanych funkcjach w prototypach? Ta część będzie głównie o tym. Nie jestem pewien czy dotyczy to wszystkich, więc skupię się tutaj na sobie. Nie odczuwam np. przerażenia, nie potrafię tego zrozumieć na tej samej zasadzie jak „człowiek RGB” tetrachromatyka. W sytuacjach w których inni zmieniają stan skupienia na galaretowaty i stoją jak sosna lub biegną przed siebie jak lemingi (te growe, a nie organiczne ;)), u mnie może wystąpić poziom niższy, czyli tylko niepokój. Tam gdzie inni płaczą z zachwytu, ja stoję niewzruszony. Naturalnie każdy jakieś tam emocje posiada, ale nawet tych specjalnie nie okazuję, bo w przeszłości zawsze prowadziło to do niemal natychmiastowej eksploitacji.

Wszystko powyższe, swoje konsekwencje ma w kolejnych dwóch ważnych aspektach życia. Pierwszym jest niewzruszoność, związana z niezmiennością, te zaś związane z wypracowanymi zasadami, którym jest się wiernym do końca bez względu na cenę. Drugi aspekt jest już dużo poważniejszy: problemy z nawiązywaniem kontaktu i jego podtrzymywaniem. Aspergerowicz nie widzi sensu dalszej rozmowy kiedy temat uległ wyczerpaniu, i ma trudności w znalezieniu nowego jeśli nie koreluje ze starym lub z potencjalną, oszacowaną pulą wspólną z rozmówcą. Ta naturalna izolacja sprawiła, że rozwija się „świat wewnętrzny”, wyobraźnia, kosztem więzów rodzinnych i społecznych. Wielu wtedy próbuje utrzymać kontakt opowiadając o sobie – duży błąd, bo odbierane jest to jako narcyzm lub egocentryzm, a „hiacyntów” nikt nielubi.

(pseudo)inteligencja i zagrożenia

Zauważyłem, że „replikanci” często uważają się i/lub uważani są za ponadprzeciętnie inteligentnych. Tak samo z mądrością. Może tak być w istocie, mogą być np. sawantami, ale mogą to być ich własne projekcje – przez wcale rzadkie odrzucenie racjonalizują swoim wywyższeniem. Pomaga w tym zasób słów, którym dysponują bo jeśli deklamowane zdanie najeżone jest enigmatami, a przeciętny zjadacz chleba do dyspozycji ma tylko garść inwektyw w roli interpunktorów, to przy takim bardzo długim zdaniu, wielokrotnie wielokrotnie złożonym, organ mózgu wyrzuci z cache najmniej połowę z odebranych informacji, zaczynając od samego początku. Czy widzisz co właśnie zrobiłem? :) Bardzo lubię zabawę językiem i słowotwórstwo, staram się redukować powtórzenia i sięgać po rzadko używane zwroty, ale nie stanowi to o dużej inteligencji tylko o manierze językowej, ewentualnie złej woli. A więc pierwszym zagrożeniem jest fuzja barwnego języka z obsesyjną chęcią współdzielenia informacji, które często wywołują u rozmówcy wrażenie obcowania z bucem, a buców nikt nie lubi – zanim zdążą to wytłumaczyć, całą gawiedź spłoszą. Przydarzyło i stale mi się to przydarza.

A jak się sprawa ma z mądrością? A tego już nie wiem, ale na swoim przykładzie uważam, że ogólną wiedzę mam rozległą, pozwala mi na wyszukiwanie niestandardowych rozwiązań problemów. Kłopot w tym, że jest też powierzchowna, a ta specjalistyczna wyłaniająca się wprost z „obsesji” jest tak wąska, że bardzo trudna w monetyzacji. Pewnego dnia na YouTube trafiłem na materiał o chłopcu, którego fascynują… windy. Jak rasowy aspergerowicz, o windach musi wiedzieć wszystko. ;) I co teraz? Jak to wykorzystać w przyszłości? Przy założeniu, że poza windy – o pardon – dźwigi, nie wyjdzie (czyli możliwy brak chęci zdobycia wiedzy, która pozwoliłaby mu je projektować)? To jest właśnie ta pułapka nr dwa. Fascynacje, które mogą absorbować do tego stopnia, że zamkną drogę do samodzielnej, godnej egzystencji.

Arogancja niejako ma związek z wywyższaniem, ale chciałem zwrócić uwagę na to, że to nie musi być wcale arogancja tylko taka nadinterpretacja przez otoczenie. Pamiętasz kiedy rozpisałem się o schematach? Normalny człowiek tak nie myśli, a przynajmniej nie przez 365 dni w roku, w związku z czym można być poirytowanym kiedy po raz tysięczny trzeba komuś faktoryzować sprawy oczywiste. Otoczenie nieumyślną opryskliwość, odbierze jako stałą cechę: arogancję.

Zagrożenie czwarte to śmierć. Samotność i wkrótce depresja, mogą zdemolować życie „aspiego”. Podejrzewam, że jeśli takie dziecko nie zostanie odpowiednio wcześnie nakierowane i uświadomione swojego potencjału i pułapek własnego umysłu, może mieć ogromny problem w przystosowaniu do życia w przyszłości. Za moich czasów, dla psychologów autyzm nie był spektrum tylko synonimem „dziecka bez kontaktu z rzeczywistością”. Ja ponoć byłem tylko „chronicznie niegrzeczny”; takie „antyspołeczne elementy” (tak, to są autentyczne cytaty) oczywiście trzeba było rugować i eliminować zgodnie z zaimpregnowanym rytem pruskim, nadgryzionym przez Hegla. Przetrwałem, ale nie każda bryła węgla zamieni się w diament. Może zostać starta na miał.

Terminator T-ASD

Po co ja to wszystko napisałem? Po co całe to świadectwo? Czy potrzebuję się wygadać anonimom z internetu? Nie. Czy jestem tzw. „atencyjną dziwką” jak mi kilka razy zarzucono? Również nie. Czy mądrze jest dzielić się ze światem sferą prywatną? Ponownie stanowcze nie, szczególnie że prócz grupki zwolenników, dorobiłem się mrowiska antyfanów tylko czyhających na okazję by wbić sztylet pod żebra. Prawdziwym powodem jest próba zwrócenia uwagi na pre-instalowany, alternatywny system operacyjny, mocno niszowy, być może w dłuższej perspektywie skazany na niebyt. Przybliżenie neurotypowym świata, którego nie znają, nie rozumieją, którego często się boją, a nawet zwalczają. Brak akceptacji jest najtrudniejszy dla tych najsłabszych i zagubionych. A to jest reflektor zapalony przez latarnika by statki na siebie nie wpadały i by inne nieosiadły na mieliźnie…

kill ui

umount --all

shutdown 30

echo "I’ll be back…"