#myjgrabki

Na wstępie uprzedzam co wrażliwsze jednostki iż ten wpis jest intencjonalnie ekstremalnie obrzydliwy. Zupełnie tak jak praktyki, które nasza cywilizacja powinna raz na zawsze porzucić. Jeśli teraz coś „jesz pod bloga” czuj się ostrzeżony.

Zawsze zastanawiał mnie fenomen ludzi, którym dobrze się żyje zjadając ludzkie wydzieliny, wcierając je w twarz i „obdarowując” nimi nieświadomych. Konsumenci kału, siewcy spermy po klamkach i meblach, wgniatacze gilów z nosa w fotele na wagonie etc. etc. – wszyscy ci obrzydliwi sapiens, bez wyobraźni lub tylko kultury. Odporniejsi od czyściochów – a przynajmniej do czasu pechowego spotkania ze szczęśliwym grzybem, bakterią lub jak już zdążyłeś się domyśleć drogi czytelniku, wirusem (niekoniecznie nośnym dzisiaj SARS-CoV2).

Pracując w pewnej firmie produkującej gry, zdążyłem napatrzeć się na scenki rodzajowe z humanoidami, którzy to po przytrzymaniu swojego „wróbla”, na którego wcześniej dłońmi nałożyli całą paletę nadprogramowych mikrobów, oddaniu moczu i rozniesieniu tego także na spodnie (włączając w to odpryśnięte z pisuaru krople uryny), zanieśli na swoje stanowiska pracy. Podając takim rękę na przywitanie to tak jakby dotykać cudzego członka. Stukając po takiej klawiaturze to tak jakby całą tę zawartość wdychać (wciskając klawisze, podrywamy całą florę z innych przycisków). Nierzadkim zjawiskiem jest malowanie trybalistycznych niewidzialnych wzorów palcami, w zadumie klecąc kolejny nikomu niepotrzebny raport, a jeszcze mniej rzadkim pocałunki „psiapsiułek” na do widzenia, pożerających przy tym cały bagaż wniesiony z przykładowej ubikacji i pewnej specyficznej formy okazywania miłości. Problem rzecz jasna dotyczy także „dwójki”, jak również o zgrozo płci pięknej, która tylko teoretycznie jest tą czystszą formą żebra Adama i szczypty gliny. A wystarczyłoby umyć ręce, przynajmniej po smutnej konsekwencji naszej przemiany materii…

Poręcze, balustrady, klamki, przyciski, panele, telefony – dosłownie wszystko czego jesteśmy zmuszeni dotykać, włącznie z innymi ludźmi, jest ryzykowne. A więc myjmy grabie i róbmy to mądrze! Wracając do domu, pierwszym azymutem powinna być umywalka. Zdejmujemy zbędne odzienie i zmierzamy wprost do celu. Bez dotykania w tej Tolkienowskiej podróży pilota do telewizora, cieszącego się psa z powrotu żywiciela, klamek czy nawet kranu (można wspomagać się łokciami, po prostu na dłoniach znajduje się najwięcej syfu). Nie trzeba przy tym szorować się jak do operacji na otwartym sercu, ale też nie wystarczy opłukać paluszków. Mocno mydlimy, staramy się objąć polem rażenia wszystkie zakamarki po czym sru całe zło spłukać do czeluści Tartaru. Jeszcze tylko pyszczek i można wrócić do codzienności. Mydło nie musi być antybakteryjne, wystarczy zwykłe, nie trzeba też posiłkować się alkoholem, ten lepiej oszczędzać do celów kulinarnych i towarzyskich. Drogie dzieci, tak się myje grabki – w pracy, po przyjściu z dworu, przed jedzeniem, po jedzeniu, przed skorzystaniem z toalety, po skorzystaniu z toalety. A teraz? Po prostu częściej i sumienniej. Aby żyło (a niektórym przeżyło) się lepiej!