Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Bieganie wspomagane cyfrowo

Od wczesnego liceum biegam rekreacyjnie. Po prostu lubię tę formę wypoczynku a najbardziej lubię gdy widzę w niej postępy. Dodatkowo jako osoba o technicznym wykształceniu lubię liczby. Mam frajdę z analizowania tak naprawdę czegokolwiek co można określić liczbami i nie ma znaczenia czy analizuję lot samolotu, spalanie samochodu, postępy epidemii czy cokolwiek innego. Liczby są obiektywne. Jedyne co może je zakłamać to interpretacja człowieka wynikająca z niewiedzy (bark informacji o metodzie pomiarowej) lub złej woli (czyli tzw. statystyka z tezą do obronienia), ale to już temat na osobny wpis.

Wracając do biegania - aby analizować swoje postępy musiałem co jakiś czas biec tą samą trasą aby móc porównać czas na odcinku drogi (bo łatwo sprawdzić, że jak biegnę ten sam odcinek w coraz mniejszym czasie to biegnę coraz szybciej - banał no nie?). Jednak problemem tego podejścia zwłaszcza w trochę bardziej zaawansowanym bieganiu jest brak obiektywności pomiaru wykonanego na ulicy. Po pierwsze musisz dokładnie znać dystans, aby mieć realne wyniki. Do obliczenie tempa lub prędkości potrzebujesz dwóch parametrów dystansu i czasu. O ile czas jest mierzony bardzo dokładnie przez nawet najprostsze zegarki to z pomiarem odległości bywa już różnie. Jeżeli robisz postęp z 7:00 do 5:00 minut na kilometr to poczujesz różnicę na ulicy i inaczej ułożona sekwencja świateł czy zmienna liczba osób spacerujących nie zakłamią mocno wyniku (zwłaszcza przy dłuższym treningu). Co innego gdy przeskok jest z 4:30 do 4:00. Tutaj już tak łatwo nie będzie można ocenić postępu bez pomocy narzędzia. Jeszcze w pierwszych latach obecnego milenium znalezienie otwartej wieczorem bieżni nie było proste. Powszechny wandalizm powodował, że dobre obiekty były zamykane na noc (często już od 18 :/) a na kiepskich można było spotkać sportowo ubraną "elitę", która w najlepszym przypadku z "napojem bogów" w ręku w niewybredny sposób komentowała twoje zmagania na bieżni. Wraz ze wzrostem liczby okrążeń i ubywającym trunkiem zdarzało się, że wzrastała ochota elity na wspólne zmagania, która potrafiła się objawić jakże swojskim zawołaniem: "Hej, masz jakiś problem?" (czasami połączonym z lotem pustego już opakowania). Osobnym tematem, jest to, że nie każdy ma taką bieżnię pod domem, a ulica w mieście jest dostępna dość powszechnie.

Tak więc w celu możliwie obiektywnej analizy postępów oraz dla wygody (i bezpieczeństwa) należało zapatrzyć się w odpowiednie narzędzie. W ostatnim miesiącu 2007 roku zostałem obdarowany iPodem nano (3 generacja o pojemności 4GB). W pierwszym momencie prezent nieco mnie zdziwił ponieważ posiadam tzw. drugi stopień słuchu muzycznego (tzn.: wiem czy gra czy nie gra i czasami potrafię określić czy mi się podoba). Od lat jestem wiernym słuchaczem radiowej Trójki i zazwyczaj stacja radiowa wystarczała do zaspokojenia moich potrzeb związanych z muzyką. Tym bardziej dziwne było otrzymanie urządzenia pozbawionego radia. Moje zmieszanie minęło w momencie rozpakowania drugiej połowy prezentu: zestawu Nike+. Zestaw ten składał się z dwóch elementów: odbiornika wpinanego w port iPoda i nadajnika wkładanego do specjalnej kieszeni w podeszwie buta Nike. Firma Nike udostępniała również witrynę Nike+, gdzie można było w bardzo wygodny sposób analizować uzyskane wyniki.

r   e   k   l   a   m   a

EUREKA! Urządzenie dzięki swojej prostocie okazało się strzałem w dziesiątkę. Nawet pogodziłem się z brakiem radia. Na początku jedynym mankamentem z mojego punktu widzenia była konieczność korzystania z aplikacji iTunes. Bez niej nie można było synchronizować wyników pomiędzy iPodem a witryną Nike+. ITunes pod Windows rozrósł się do (w tamtych czasach) niebotycznych rozmiarów. Sam odtwarzacz nie przypadł mi do gustu, pewnie dlatego, że wychowałem się na winampie i nie chciałem zmieniać przyzwyczajeń. Drażniło mnie, że aplikacja która ma za zadanie wysłać kilka bajtów informacji zajmuje mi na dysku tyle cennego miejsca. Do tego doszedł kompletny brak wsparcia dla Linuxa (z którym w owym czasie byłem już dobrze zaprzyjaźniony).

W opcjach urządzenia szybko znalazłem możliwość kalibracji zestawu. Zawsze lubię wiedzieć jak bardzo aparatura pomiarowa mnie oszukuje, więc już następnego dnia należało zrobić test. Z tego co pamiętam należało przebiec co najmniej 400m (400 metrów to jedno okrążenie na bieżni) i można było urządzenie skalibrować pod swój styl biegu co skutkowało dokładniejszymi wskazaniami. Korzystając z pierwszej okazji zabrałem zestaw na bieżnię celem przetestowania. Uruchamiam pomiar na starcie i na iPodzie obserwuję upływający dystans. Pierwsze kółko: 400m, drugie: 800m, trzecie: 1200m. Wszystko w punkt! Przebiegłem tak 5 km ze zmiennym tempem, zmienną długością kroku i wszystkie odległości się zgadzały. Okazało się, że moje nogi odpowiadają nogom statystycznego amerykańskiego biegacza :) Producent deklarował dokładność na poziomie 3% - w moim przypadku było zdecydowanie lepiej. Po prostu działało bezbłędnie. Mój entuzjazm dla tej zabawki tylko rósł :) Wisienką na torcie był Power Song. Bardzo proste rozwiązanie. Nawigacja na iPodzie w trakcie biegu ograniczała się do zmiany utworu, pogłośnienia lub ściszenia. Po wciśnięciu centralnego guzika można było usłyszeć parametry biegu (nie było i nadal nie ma dostępnego polskiego lektora) takie jak czas treningu, dystans i średnie tempo. Po dłuższym przytrzymaniu centralnego guzika załączał się Power Song - nic innego jak zdefiniowana przez nas piosenka, która miała dodać nam siły w trudniejszym momencie - ciekawe ile osób tak jak ja miało ustawione Eye of The Tiger :)

W tym okresie pojawiły się trasy biegowe Nike gdzie trenerzy bezpłatnie pomagali wyrabiać sobie zdrowy nawyk aktywności fizycznej jednocześnie promując rozwiązania sponsorującej firmy. Niestety czasami przy udzielaniu informacji zdarzało im się mijać z prawdą. Jednym z podstawowych kłamstw było informowanie, że czujnik działa poprawnie tylko w specjalnej kieszeni butów. Wielokrotnie umieszczałem go pod sznurówkami zarówno butów Nike jak i innych i wyniki za każdym razem były do siebie zbliżone. Zamiast argumentować, że czujnik umieszczony inaczej nie działa mogli użyć argumentu o tym, że umieszczony w podeszwie jest mniej narażony na uszkodzenia (woda, potknięcia, gałęzie itp) lub zgubienie i jest mu znacznie cieplej przez co również wolniej będzie zużywała się bateria (której poświęcę osobny akapit). Zapewne związani kontraktem musieli powtarzać opinię umieszczoną na stronie Nike, że dla poprawnego działania konieczne jest korzystanie z butów Nike wyposażonych w odpowiednią kieszeń (dodatkowo nie każdy dostępny wtedy model miał taką). W sumie szkoda bo takie drobne kłamstewka szybko wychodzą na jaw i moim zdaniem kładą się cieniem na wiarygodności marki.

Ponieważ i tak przymierzałem się do zakupu nowych butów to zdecydowałem się na model z serii Nike+. Właśnie ze względu na wygodę użytkowania - niby buty były minimalnie droższe od konkurencji, ale właśnie po zgubieniu nadajnika oszczędność od razu by znikała. Witryna Nike+ udostępniała schematy treningowe, z resztą udostępnia nadal (bo przecież usługa jest nadal aktywna) :) Po wpisaniu swoich danych (wiek, waga, płeć) i wybraniu wyzwania (np przebiec 10km) można było otrzymać schemat treningowy ułożony przez "profesjonalnego trenera". W praktyce były to programy ułożone w oparciu o trening metodą Davisa dla "statystycznego biegacza", czyli z profesjonalnymi miały nie wiele wspólnego, ale i tak były mądrzejsze od głupiego nudnego klepania kilometrów. Dodatkowo Nike organizowało imprezy biegowe skierowane do amatorów typu Run Warsaw (potem przemianowane na Biegnij Warszawo) oraz The Human Race. Przy okazji tych imprez były za pomocą iTunes udostępniane plany treningowe w formie nagrania audio. Do dzisiaj zdarza mi się z nich korzystać :) Propagowanie zdrowego stylu życia i biegania dla mas wychodziło Nike całkiem dobrze. W tym całym systemie była i nadal jest jedna poważna luka. Brak możliwości edytowania treningu. Jak bieg wypadał we wtorek, a za oknem akurat lało to nie mogłeś przesunąć go na środę - trening przepadał. Swoją drogą nadal nie rozumiem, czemu do dzisiaj nie wprowadzono takiej możliwości. Innym mankamentem było izolowanie wyników w systemie Nike - w tamtym okresie nie było możliwości importu wyników do innych systemów (np.: Garmin czy Polar) lub zapisania ich lokalnie. Z resztą do dzisiaj oficjalnie nie ma możliwości eksportu. Na szczęście są ludzie, którym też to przeszkadzało i powstało kilka projektów, które pozwalały na odczytanie danych z ipoda i zapisanie ich na własnym dysku. Obecnie niektóre dostępne systemy pozwalają na zaimportowanie wyników z portalu Nike+. Ktoś zapyta po co importować wyniki? A tak naprawdę dla bezpieczeństwa. Jak firma udostępniająca usługę rozmyśli się z dalszego rozwoju to po zamknięciu portalu zostajesz z niczym. Na iPodzie zapisywało się chyba tylko 40 treningów, po czym 41 nadpisywał najstarszy itd. Dużą zaletą portalu Nike jest to, że wszystko co udostępnia robi za darmo, tzn nie ma znienawidzonych przeze mnie rozwiązań typu, abonament za możliwość podglądania bardziej zaawansowanych statystyk lub opłaty za plany treningowe. Najbardziej denerwuje migająca reklama widoczna przy każdym skorzystaniu z aplikacji lub portalu. W Nike nie ma takich rzeczy. Jest jak jest od lat, działa i poza szatą graficzną nie wiele się zmienia. Mi osobiście taka stabilizacja w gruncie rzeczy pasuje (no może poza brakiem możliwości edytowania kalendarza treningowego).

Po pewnym czasie pojawił się kolejny istotny mankament: brak możliwości wymiany baterii w nadajniku. Teoretycznie należało zaopatrzyć się w nowy nadajnik za każdym razem gdy poprzedni przestawał nadawać lub wyniki znacząco odbiegały od tych wiarygodnych. Szczerze mówiąc urządzenie nie należało do tanich. Oczywiście za stałą baterią nie przemawiało, żadne ograniczenie technologiczne - po rozcięciu obudowy można było w środku zobaczyć zwykłą baterię CR2032 po prostu na stałe przylutowaną do układu. Kilka minut z lutownicą pozwalało ograniczyć wydatki do zakupu baterii za mniej więcej 5 pln, gdzie sugerowana cena nadajnika to było chyba 119 (piszę z pamięci i mogę się tutaj mylić).

Wyszło trochę przydługo, więc podsumowując od momentu otrzymania zestawu do 2012 roku biegałem z tym kompletem i nigdy mnie nie zawiódł. System jest stabilny, sprawny - dla biegacza amatora myślę, że w zupełności wystarczający. W 2012 jednak los zmusił mnie do zmiany rozwiązania, ale o tym może w kolejnej części...
 

oprogramowanie urządzenia mobilne hobby

Komentarze