popularne tematy: gry

Zgnilizna umysłowa, a demo jednostrzałowe

Czy ktoś na sali jeszcze pamięta wersje demonstracyjne gier? Dziś nadal choć rzadko, wydawca udostępnia takowe przed premierą, a kiedy już to z toną ostrzeżeń że produkt finalny może znacząco odbiegać od doświadczeń wyniesionych z demo (jakby to nie było oczywiste…), a bywa że demo jest pełną wersją, tyle że zablokowaną bez stosownego pliku z licencją. Znak czasów. A czy triale też ktoś pamięta? Jak nietrudno się domyśleć już po nazwie, to wersje ograniczone czasowo.

Cyfrowy wawrzyn

Dla większości ludzi, ponoć tej normalniejszej części populacji, gry są ubogim krewnym książek i filmów. Czymś nieskomplikowanym, kojarzonym z rozrywką dla dzieci, a w każdym razie z czymś niepoważnym. Chwilową odskocznią od dnia codziennego i nowoczesną formą telewizji. Wielu by powiedziało, że tymczasową fanaberią młodszego pokolenia – żadną tam sztuką – a już na pewno marnowaniem czasu. Mało tego, jeszcze nie tak dawno, również grzybnią zła i fabryką psychopatów.

Wbrew pozorom, nie mam zamiaru ani ubolewać nad ludzką ignorancją, ani szarżować na Rosynancie.

Jak zniszczyć grę?

Chyba każdy gracz ma taką swoją prywatną listę znienawidzonych elementów, wspólnych jeśli nie dla całego gatunku gier to przynajmniej danej marki. Coś co frustruje, zniechęca, odpycha, wkurza, coś co sprawia że ofiara następnym razem trzy razy się zastanowi zanim wyda swoje ciężko zarobione pieniądze. Grzechów wydawców i twórców jest wiele i w obecnych czasach głównie orbitują wokół marketingu. Ufam, że każdemu komu przemysł rozrywkowy bliski sercu je zna: mikropłatności, wycinane DLC, tzw. patche day1, ekskluzywna zawartość na kodach promocyjnych etc.

Zhakuj sobie Pasjansa

Drogi czytelniku, jeśli szukasz porad jak spreparować najlepszego pośród Windowsowych Pasjansów tak aby działał na Windows 10, chcesz dodać do menu opcje schowane dotychczas w tzw. „głębokim ukryciu” lub nawet podmienić kilka bitmap – to lepiej trafić nie mogłeś.

Poradnik opiera się na wersji Pasjansa, którego można znaleźć w każdym 64 bitowym Windows 7 Home Premium z SP1. Podejrzewam, że jest taki sam we wszystkich dystrybucjach tego systemu, ale na wszelki wypadek precyzuję na czym pracowałem.

Gehenna skalowania obrazu

Przed wiekami, kiedy nasi przodkowie ozdabiali jaskinie wizerunkami zwierząt, a w każdym razie niedługo po - pod strzechą w każdym domu można było znaleźć stojący na piedestale, kolorowy telewizor CRT. Wielki kineskopowy baniak, grzejąco-elektryzujący, wyświetlający obraz zgoła odmiennie od dzisiaj dominujących LCD, OLED, a jeszcze nie tak dawno także PDP. Pod wieloma z tych piekielnych machin, nieśmiało wystawała konsola.

Growa terminologia

Upalne lato, żar leje się z nieba, fotony szturmują okna mojej piwnicy niczym zombie w filmach klasy B, a ja nie mam siły na żadną uczciwą pracę w tak Saharyjsko-Mazowszańskim klimacie. Zwojnice silnika w wiatraku rozgrzane do czerwoności. Prognoza pogody? Nie wychodzić z domu.

O papudze na ramieniu

Temat piractwa na całym świecie został już przemaglowany niezliczoną ilość razy i prawdopodobnie jeszcze nieskończenie wiele kolejnych będzie powracać jak bumerang. Już sam dźwięk tego słowa podczas czytania obrzydł mi tak bardzo, że niemal automatycznie rolka w myszce omija cały blok komentujących wojowników ścierających się o nasze portfele i sumienia. Masochistycznie jeszcze raz włożę kij w mrowisko, zbierając wszystkie mity i fakty w jednym tyglu, konfrontując z moją oceną rzeczywistości.

Dlaczego hackujemy konsole?

Większość osób ma w tym miejscu już gotową, starannie zaimpregnowaną wcześniej przez media odpowiedź: „aby uruchamiać pirackie gry!” Ze smutkiem potwierdzam, w istocie - w większości przypadków, wszelkie czy to sprzętowe czy to programowe modyfikacje konsol, sprowadzają się u typowego Kowalskiego do odpalania ściągniętych z torrentów pirackich kopii gier. Na tym mógłbym w zasadzie zakończyć swój wywód, gdyby nie pewien margines - „nietypowych Kowalskich”, świadomych istnienia tzw.