Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X
popularne tematy: oprogramowanie

Uwaga na pakiet EURO 2016 w telewizji ipla!

Piłka nożna rządzi światem. To nie podlega dyskusji. W naszym kraju za dostęp do oglądania meczów trzeba jednak płacić. Teoretycznie można skorzystać z oferty telewizji internetowej ipla. Praktycznie pakiet EURO 2016 nie działa z każdym klientem ipla.

Jak widać na powyższych zrzutach ekranu, użytkownicy Firefoxa nie widzą (bez przewijania ekranu) tekstu napisanego małymi literkami:

Zalecane przeglądarki do oglądania meczu to Internet Explorer (wersja 11), Mozilla Firefox (wersja 44 i nowsze), Safari (wersja 9 i nowsze). Mecz można oglądać też w aplikacji IPLA na PC (do pobrania TUTAJ), a także w aplikacjach IPLA na Android (do pobrania TUTAJ), iOS (do pobrania TUTAJ) i Samsung SmartTV. Wydarzenie nie będzie dostępne na pozostałych SmartTV, Windows Phone ani w aplikacji IPLA dla Windows 8.

Co jest o tyle istotne, że w praktyce, możecie mieć wykupiony i aktywny pakiet EURO 2016 ale nie będziecie mogli z niego skorzystać np. w aplikacji ipla dla Windows 10 albo w aplikacji ipla na telewizorze Panasonic. Jak to wygląda w praktyce? Ano tak:

Aplikacja ipla dla Windows 10 pokazuje, że pakiet EURO 2016 jest aktywny, można do niego wejść a tam okaże się, że programy PolsatSport2 i PolsatSport3 nie są dostępne.

Windows Phone. Straciłem zaufanie do tej platformy — przez ptaki

W dalszej części tego wpisu, przeczytacie jak w praktyce dowiedziałem się, że mimo tego, że Microsoft obiecuje użytkownikom Windows Phone: „utworzyć kopię zapasową wszystkich danych”, to kopie nie zawierają wszystkiego. Dodatkowo system nie wspiera możliwości samodzielnego wykonania kopii danych z aplikacji. To prowadzi do tego, że użytkownik traci swoje dane z aplikacji w przypadku aktualizacji systemu a czasem także i po aktualizacji samej aplikacji.

Bardzo polubiłem kafelki w telefonie. Lumię 820, którą od prawie dwóch lat używam, uważam, za jeden z najlepszych telefonów, z pośród tych, których kiedykolwiek użytkowałem. W ubiegłym tygodniu całkowicie straciłem zaufanie do platformy czy też ekosystemu Windows Phone. Wszystko przez wściekłe ptaki.

Przez kilka osób, do końca nie wiem dlaczego, jestem traktowany niczym ich techniczny guru. Cała ta techno-magia działa tak, że jeśli polecam im telefon z kafelkami to Oni kupują telefon z kafelkami. W drugą stronę działa to tak, że jeśli Oni mają jakiś problem to zwykle ja go rozwiązuje. Tak też było tym razem – znajomy poprosił mnie o pomoc w przesiadce z Lumii 820 na nową Lumię 930. Teoretycznie to banalne zadanie.

Netflix w Polsce? Jestem sceptykiem ;)

Wczoraj wybuchła w sieciach społecznościowych a potem w mediach informacja o tym, że już za chwileczkę, już za momencik Netflix zawita do Polski. Nie chciałbym gasić entuzjazmu wywołanego newsem powtarzanym za serialowa.pl ale… ;)

..ale wygląda na to, że to co widać na obrazku nie jest „obietnicą” szybkiego wejścia platformy do Polski (jak napisano w tekście na serialowej) a tylko zmianą tekstu informacji jaką otrzymają osoby odwiedzające stronę Netflixa z krajów, w których platforma nie działa.

I i II webświat

Zapraszam na krótką wycieczkę po wirtualnym świecie podczas, której zaglądniemy na stronę netflixa korzystając z ip różnych krajów. Zobaczmy co na ekranie swojego monitora zobaczy osoba, korzystająca z internetu w krajach, w których platforma Netflix działa:

Dla odmiany zobaczmy co zobaczą internauci z tej gorszej części webświata, czyli Ci, którzy odwiedzają stronę Netflix z krajów, w których ta platforma nie działa:

Pasożyty z napiprojekt

Znacie to kolokwialne powiedzenie, że w życiu każdego krasnoludka pojawia się taki moment kiedy ma on ochotę komuś grzmotnąć? Spadło to na mnie przedwczoraj, kiedy uruchomiłem firefoxa i wszedłem na stronę dobrychprogramów.

Nagle zaczęły mi się wyświetlać dodatkowe okienka (bez zawartości bo ta została zablokowana przez noscripta oraz uBlocka) oraz uaktywnił się Avast, informując mnie, że osłony zablokowały niebezpieczną stronę lub plik:

Z rozpędu zdążyłem jeszcze kliknąć link do blogów. Równocześnie ze stroną blogów otwarły się dwie inne zakładki oraz w tle całkiem nowe okno przeglądarki:

Pierwsza myśl: shackowali dp… stop, prawdopodobieństwo czegoś takiego jest niezwykle niskie, to coś u mnie… Po dłuższym rachunku sumienia nabrałem podejrzeń wobec aplikacji napiprojekt, którą poprzedniego wieczora aktualizowałem.

Open Candy

Słyszeliście o OpenCandy? Bo ja nie miałem wcześniej żadnego pojęcia o istnieniu takiej platformy. W dużym skrócie: OpenCandy to projekt firmy SweetLabs z San Diego. Platforma OpenCandy, jak obiecują marketingowcy SweetLabs, umożliwia twórcom aplikacji zwiększenie sobie przychodów poprzez rekomendowanie świetnych aplikacji (vide: opencandy.com/monetize/).

Koniec z kręceniem liczników w autach!

Motoryzacja, tak często przywoływana w naszych wojenkach systemowych (wiecie, jak w TYM dowcipie o Billu Gatesie i rzeczniku prasowym General Motors) trafiła w końcu i na mojego blaga. Zaczęło się od tego, że pojechalem autem na przegląd rejestracyjny. Pierwszy raz od dobrych kilku lat. Tam okazało się, że podczas badania technicznego zapisuje się w systemie przebieg. Ta informacja trafia do Centralnej Ewidencji Pojazdu. I tu najważniejsze – każdy może to sprawdzić.

Prawie każdy z nas, kupił kiedyś, właśnie kupuje lub kupi w przyszlości używane auto. Do tej pory stan licznika był parametrem realnie nic nie znaczącym bo licznik prawie zawsze był przekręcony. Było to efektem tego, że nie można było w żaden sposób przebiegu zweryfkować. Jak powiedział mi diagnosta - przebieg wpisywany jest do CEP od początku 2014 roku.

Jeszcze tego samego dnia sprawdziłem jak to działa. Bezpłatny raport z Centralej Ewidencji Pojazdu można przygotować na stronie HistoriaPojazdu.gov.pl. Przypomniałem sobie, że rok temu

Kupno i zwrot oprogramowania

Pamiętacie mój wpis o „promocyjnym praniu mózgu”? Dziś, w komentarzu #23 pod tym tekstem, MaxDamage napisał mi tak: „A wiesz że dzisiaj/wczoraj wyszedł Xcom Within na mobilnego iOSa i Andka”.

Nie wiedziałem. Teraz wiem. Napaliłem się. Sprawdziłem – i faktycznie jest:

Naprawdę się napaliłem, sugestia od kumpla działa 10x mocniej niż zwykła reklama. Tak bardzo, bardzo się napaliłem, że nie zauważyłem tego ostrzeżenia:

***NOTE: Compatibile with iPad3, iPad mini 2, iPhone 5 and up. WILL NOT be able to run on earlier generations, despite being able to purchase them on those devices***
(UWAGA: Kompatybilne z iPad3, iPad mini 2, iPhone 5 i nowsze. Nie będzie w stanie działać na starszym sprzęcie, mimo że będzie możliwy zakup na tych urządzeniach)

To istotne bo mam iPada mini. Faktycznie udało się kupić. Zapłaciłem kartą kredytową 11,99 eur, które bank przeliczył mi na ok 51 zł. Potem wystarczyło poczekać aż ściągnie się 1,9GB pliku instalacyjnego (po zainstalowaniu Enemy Within zajmuje ok 3,3GB).

Pstrokaty mBank, epilog…

W czerwcu 2013 roku opisałem na blogu moje pierwsze wrażenia z „podróży” po nowym interfejsie mBanku. Tamten wpis znajdziecie tutaj. Dziś krótka blognotka, w której chciałbym zakończyć wtedy rozpoczęty wątek.

Nowy interfejs mBanku zupełnie do mnie nie przemówił. Dużo korzystam z karty kredytowej. Karta mBanku zawsze mi odpowiadała. Podstawowym dla mnie warunkiem świadomego korzystania z takiego produktu, jakim jest plastikowy kartonik, którym łatwo można się zadłużyć jest informacja o tym ile środków w danym okresie rozliczeniowym wydałem. W starym interfejsie mBanku ścieżka dojścia do tej informacji wyglądała mniej więcej tak:

Logowanie -> klik w „Karty” -> klik w „Operacje bieżące”

W nowej wersji interfejsu tak prosto już nie było:

Logowanie - > sekunda czekania na wczytanie się grafiki -> wybór działu „Moje Finanse” - > po chwili oczekiwania na wczytanie się grafiki pojawi się podmenu, w którym trzeba wybrać „Karty”. Na tym ekranie trzeba *najechać* kursorem na odpowiednią belkę, co dopiero podświetli nam następne menu wyboru. Tak to wygląda:

Promocyjne pranie mózgu

Postanowiłem wtrącić trzy słowa do dyskusji o rosnącej popularności cyfrowych wydawnictw. Przypomnę, że dyskusja rozpoczęła się od tekstu TomisH-a:„Bez pudła: cyfrowe wersje gier coraz popularniejsze”, a kontynuował ją Docent w swoim wpisie: „Cyfrowe wersje gier coraz popularniejsze? Wolne żarty...”.

TomisH postawił i uzasadnił tezę o rosnącej popularności cyfrowej dystrybucji gier a Docent na własnym przykładzie opowiedział o tym, że rzeczywistość nie do końca wygląda tak jak na statystycznych wykresach przygotowanych przez agencję analityczną. Obaj skupili się na cyfrowych wersjach gier. Dla mnie to jednak tylko część świata wydawnictw cyfrowych. Obok gier , dostępne są cyfrowe wersje książek (e-booki) oraz cyfrowe wersje prasy.

Kiedy czytałem oba powyższe teksty, dotarło do mnie, że sam przeszedłem przez opisane tam etapy.

Aparat w obiektywie i oprogramowanie w telefonie – a także o tym jak to się spięło razem przy okazji HotZlotu 2014

Całą historię o tym jak zostałem posiadaczem „aparatu w obiektywie” Sony Smart-Shot DSC-QX10 można przeczytać tutaj.

Co to jest bezkorpusowiec?

To urządzenie fotograficzne (tzw. „aparat w obiektywie”), które na pierwszy rzut oka wydaje się być kompaktowym aparatem fotograficznym pozbawionym wizjera i ekranu, w którym sterowanie zredukowano do absolutnego minimum (można sterować zoomem oraz migawką). Urządzenie to przeznaczone jest do użytkowania razem ze smartfonem, na którym zainstalowano odpowiednie oprogramowanie. Taki zestaw, w mojej opinii posiada funkcjonalność w niektórych rzeczach przewyższającą to co oferują nam klasyczne aparaty kompaktowe. Portal optyczne.pl, specjalizujący się w oceanach oraz testach sprzętu fotograficznego, przeprowadził TEST tego urządzenia. O sprzęcie napisano tam wszystko.

Gazety.pl paywall czyli o płaceniu nie tylko za (cyfrowe) treści

Na wstępie muszę wyraźnie zaznaczyć, że nie mam żadnego problemu z koncepcją opłaty za treść! Doskonale rozumiem, że pracę autorów trzeba wynagradzać i dlatego bardzo chętnie takie opłaty ponoszę. Z drugiej strony nie lubię być traktowany niczym turysta w Zakopanym (czytaj: dawca dutków), niczym worek bez dna, z którego opłata zwyczajnie za wszystko się należy.

Płacę i wymagam – nie chodzi tu o samą treść – chodzi o to jak ona zostaje podana. Krótko mówiąc: płacę (głównie) za serwis. Ogarniam, że w teorii musi to działać podobnie jak restauracja do której idzie się na dobry obiad przygotowany przez konkretnego i uznanego Szefa Kuchni. Skoro nie stać mnie na zatrudnienie tego konkretnego kucharza, aby tylko dla mnie gotował to muszę się nim dzielić z innymi konsumentami. System dzielenia się zapewnia nam właściciel lokalu. Do tego miejsca sprawę akceptuje. Problem pojawi się wtedy jeśli okazuje się, że pojawiają się kolejni „pośrednicy”. Mam na myśli np: właściciela parkingu obok restauracji, który zauważył, że dzięki umiejętnościom kucharza może podnieść ceny za parking o 500%.