popularne tematy: inne

Nie pamiętam, do czego służy Facebook

Wedle dzisiejszych norm, uzyskałem stały dostęp do internetu dość późno, bo dopiero w gimnazjum. Choć było to dopiero kilkanaście lat temu, sieć wyglądała wtedy znacząco odmiennie. Identycznym była jednak prędkość, z jaką można było zostać obywatelem internetu – okres adaptacji zajmował bowiem kilka dni, a surowe konwenanse i netykieta należały dawno do przeszłości. Internetowa socjalizacja przebiegała w Polsce wtedy głównie na forach i blogach, a jedynym medium o wysokiej prędkości były komunikatory internetowe. Hybrydowe media społecznościowe, jak MySpace, miały problemy z przebiciem.

Jak siodło do krowy, czyli cyfryzacja Polski

Cały dzisiejszy dzień czekałem z nadzieją na ten obrazek:

Gdy się naczekałem, naszło mnie na przemyślenia.

Towarzysz Stalin, „ojciec narodów i chorąży pokoju”, zwykł ponoć mawiać, że socjalizm pasuje do Polski jak siodło do krowy. Niewątpliwie było to prawdą 70 lat temu, dziś mam głębokie wątpliwości, dostrzegam wręcz powszechną tęsknotę za czasami słusznie minionymi, potwierdzaną w dodatku sondażami. To jest głębszy problem i dłuższy temat, do omówienia gdzie indziej i kiedy indziej, nie chcę się tym zajmować w tym momencie.

O obraźliwej bezsensowności Booth Babes w branży IT, czyli po co nam te hostessy?

Gdy jakiś czas temu obejrzałem przypadkowo fotorelację z wydarzenia INTEL EXTREME MASTERS, zanosiłem się ze śmiechu. Przede wszystkim dlatego, że za każdym razem, gdy widzę tę nazwę, wyobrażam sobie tę równinę intelektualną intelowskiego działu marketingu: IEM to doskonały dowód na całkowity zanik kreatywności wśród ludzi, którzy rzekomo trudnią się reklamą na co dzień. Co to znaczy "Extreme Masters"? Toż to nazwa pasująca swą przaśnością do amerykańskich turniejów wrestlingu, albo do zawodów w wyzwaniach szkoły przetrwania, czy innego wyścigu dronów.

Urokliwe manifestacje zagadnień losowości w nieprzewidywalnym świecie

Jako przedstawiciel pokolenia wychowywanego przez ludzi przyspawanych do telewizora w myśl reguły „oglądam to, bo nie ma nic lepszego”, pamiętam następujący obrazek, zaobserwowany w okolicach roku 1999 z balkonu w moim mieście. Którymś ciepłym wieczorem, około godziny dwudziestej (nie pamiętam dokładnie), okna u wszystkich sąsiadów oraz w kilku pobliskich blokach, zmieniały kolor na jednorodny, lekko migoczący od kiepskich kineskopów, odcień niebiesko-żółtego. Rozpoczynało się Losowanie Lotto na Polsacie.

Tęczowe flagi w świecie nielegalnych liczb, czyli dziś będzie o kryptografii

Wyskrobuję już resztki z dna beczki z napisem „historie do opisania na blogu”, stąd śmielej poszukuję inspiracji, skutkujących wpisami coraz bardziej odmiennymi od dotychczasowych. Ponieważ skonfrontowany z dnem zawsze dziarsko sięgam po łopatę, pozwolę sobie na domieszki z pozatechnologicznych dziedzin, leżących w zasięgu moich pretensjonalnych zainteresowań. Rozminę się dzięki temu zupełnie z grupą docelową niniejszej strony i w dodatku zrobię to z uśmiechem na twarzy. Zacznijmy więc.

Żyję w społecznej bańce.

Poczytaj mi, wielkipiecu — biblioteczka programisty

Faktem, który w 2017 zdumiewa jeszcze mocniej, niż to, że dalej istnieją gazety jest fakt, że w dalszym ciągu drukowana jest literatura informatyczna. W dodatku tłumaczona! Co jeszcze bardziej oddala treść od punktu w czasie, w którym była względnie świeża. Dotychczas moim głównym zarzutem względem drukowanych książek informatycznych, pomijając oczywiście marnowanie papieru, był brak możliwości kopiowania kodu żywcem. Okazuje się jednak, że setki tysięcy ludzi uczą się programowania z pogadanek na YouTube (!!!), z których kopiować nie da się tym bardziej.

Pentium 4 – wspomnienie intelowskiej czkawki

Zanim Intel stał się (na nowo) niekwestionowanym liderem w dziedzinie procesorów dla PC, sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana. Dziś nie mamy wątpliwości: kupujemy płytę główną dowolnego producenta, a na niej jest chipset Intela i socket, do którego pasuje tylko procesor Intela. Kupowanie platformy opartej o AMD uchodzi za zbędny, niesłyszany przez nikogo manifest i oczywiście skazywanie się na niekończącą się, nierówną walkę ze sterownikami.