Brawo Microsoft. Po siedmiu latach wreszcie ogarnąłeś menu na Xbox One

Strona główna Aktualności
Nowy interfejs Xbox One wreszcie stawia na szybkość, fot. Jakub Krawczyński
Nowy interfejs Xbox One wreszcie stawia na szybkość, fot. Jakub Krawczyński

O autorze

Historia Xbox One była drogą pełną wzlotów i upadków. Nie tylko zmieniała się wielokrotnie wizja i strategia wobec roli samej konsoli czy też Kinecta, ale też samego Microsoftu wobec wydawania gier.

Znalazło to także odzwierciedlenie w tym, jak przez lata wyglądał interfejs konsoli. Początkowo wydawał się super-nowoczesny i wypakowany najrozmaitszymi funkcjami, których na próżno było szukać u konkurencji (pamiętacie Snap, gesty, komendy głosowe i oglądanie TV?). Z czasem jednak firma z Redmond wycięła większość tych bajerów, sięgając przy tym po rozum do głowy.

Xbox One: siedem lat drogi przez mękę

Interfejs i menu konsoli Xbox przechodziło pięć poważnych zmian między 2013 a 2020. Podejścia i priorytety Microsoftu były przeróżne. Początkowy był de facto trzema systemami operacyjnymi w jednym, nastawionymi na multitasking i multimedialność i z wyeksponowanym podglądem aktualnie uruchomionej gry bądź telewizji podłączonej do wejścia HDMI w konsoli. Nawigacja po nim odbywała się głównie w płaszczyźnie poziomej.

Następnie, po kilku iteracjach, nadszedł czas na New Xbox One Experience wydanym w 2015 roku, poprawiającym wydajność (ale nadal nie dostatecznie mocno), m.in. pozbywając się integracji z Kinectem i dokładającym nawigacyjny, pionowy pasek boczny.

Później przyszedł czas na Creators Update w 2017 roku, który pozbył się Snapa i jeszcze bardziej odchudził menu główne. Jednakże w tym samym roku firma z Redmond postanowiła jeszcze raz odświeżyć interfejs dodając elementy Fluent Design, znanego z Windows 10, a więc m.in. transparentności.

Od 2018 amerykańska korporacja zaczęła dystrybuować bardzo częste aktualizacje systemu, jednocześnie dając do dyspozycji bardzo wiele elementów, które mogliśmy dopasować sobie sami.

Dzięki każdej z tych zmian Xbox One nabierał na wydajności, ale ostatecznie konsola ta była daleko w tyle za PlayStation 4 i Nintendo Switch jeśli chodzi o szybkość funkconowania. Wszystko jednak zmienił początek roku 2020.

Xbox One: szybkość i stabilność górą. Microsoft wreszcie to zrozumiał

Dopiero po siedmiu latach Microsoft, zapewne pracując w pocie czoła nad nowym menu do Xbox Series X, wreszczie przełożył szybkość i wygodę działania ponad funkcjonalność. Najnowszy interfejs pokazuje nam wszystko w obrębie jednego ekranu i wyklucza już nawigację przyciskami LB i RB w lewo / prawo pomiędzy poszczególnymi zakładkami.

Teraz wszystkie najważniejsze opcje można przeglądać w płaszczyźnie pionowej, a to od nas może zależeć w jakiej kolejności one się pojawią i czy trafią tam w ogóle, bo zakładki można przesuwać na wierzch bądź całkiem usunąć. Możemy nawet zdecydować się tylko na jeden dodatkowy zestaw kafelków (oprócz domyślnego), jeśli taka będzie nasza wola.

Najważniejsza chyba zmiana dotyczy biblioteki naszych gier. Zamiast załadowywania wszystkich naszych tytułów, do których posiadamy licencję, konsola wyświetli nam jedynie te, które mam zainstalowane na dysku. Reszta trafi do zakładki Pełna biblioteka. Właśnie to posunięcie sprawia, że menu Gry i aplikacje wczytuje się teraz błyskawicznie. Na dodatek w całej tej sekcji pojawiły się bardzo przejrzyste opcje zarządzania, zarówno biblioteką gier, jak i naszymi subskrypcjami. Także przeskakiwanie do skrytych głęboko ustawień systemowych jest teraz błyskawiczne.

Ogólnie jest to chyba pierwsza aktualizacja w historii Xbox One, która poprawiła nie tylko szybkość, ale i stabilność systemu. Wreszcie te wszystkie pozytywne zmiany mają charakter trwały.

To jeszcze nie wszystko, w planach jest funkcja, która przybliża użyteczność konsoli do czegoś, co mieliśmy w pilotach do odtwarzaczy DVD – możliwość wysunięcia płyty z tacki napędu przyciskiem pada. Hehe, no dobrze, pośmialiśmy się, ale w sumie to nawet jest użyteczne, szczególnie dla osób, którym przycisk wysuwania płyty odmawia posłuszeństwa (a to nie jest taka rzadka usterka).

Lepiej późno niż wcale

To przewrotne, że w PlayStation 4 praktycznie nigdy nie przebudowywano gruntownie interfejsu, ale z drugiej strony Sony nigdy tego robić nie musiało. Raz, że nie jest firmą specjalizującą się w oprogramowaniu, a dwa, że menu w PS4 zawsze działało oszałamiająco szybko, choć oczywiście np. sklep uruchamia się agonizująco wolno, a interfejs ma wiele innych wad.

A taki software'owy tytan jak Microsoft (niekoniecznie to przymiotnik odnoszący się do jakości) musiał przejść przez tyle iteracji dashboardu i zredukować go do niezbędnego minimum, by wreszcie zrozumieć, co dla konsumenta jest najważniejsze. Oby te lekcje zapamiętał i wyciągnął z nich jak najwięcej wniosków przy okazji Xbox Series X.

© dobreprogramy
s