r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Browse Against the Machine – ta sama bajka nowego Firefoksa

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Kiedy szef marketingu Firefoksa publicznie przyznaje, że codziennie używa Google Chrome – i to do zabawy, bez służbowego przymusu – to chyba jest to kiepska nowina dla Mozilli, która w ciągu ostatnich siedmiu lat straciła ponad połowę swoich udziałów w rynku desktopowych przeglądarek, a na rynku mobilnym praktycznie nie zdołała zaistnieć. Gdy jednak wczytamy się w jego argumentację, nasza ocena tego musi się zmienić. Chrome, mając ponad czterokrotnie większą popularność od Firefoksa, stało się dziś nieuniknione. Jest w praktyce jedynym sposobem na korzystanie z coraz większej ilości zasobów sieci tworzonych z myślą o Chrome. I jeśli procesu tego dziś nie odwrócimy, jeśli dopuścimy do google’owego monopolu na Web, to żadne akcje protestacyjne nic tu nie pomogą.

Dobre, bo chrome

To nie jest tak, że ponad 63% internautów używających Chrome na komputerach osobistych (dane StatCountera z kwietnia 2017 roku) zostało do tego zmuszonych przemocą czy podstępem. Wręcz przeciwnie, na zdecydowanej większości komputerów pierwszą przeglądarką jaką widzieli był Internet Explorer lub Microsoft Edge, zainstalowanie Chrome było ich dobrowolną decyzją. Prosty w użyciu, obsługiwany przez wszystkie strony internetowe, bezpieczny – Google Chrome jest po prostu tym, czego chcą użytkownicy, nie chcący innych przeglądarek właśnie dlatego, że nie spełniają one ich oczekiwań. Albo dlatego, że myślą oni, że inne przeglądarki tych oczekiwań nie spełniają.

Różnica nie jest czysto akademicka. Przez kilka lat deweloperzy Firefoksa robili wszystko co mogli, by zniechęcić do siebie użytkowników. Firefox robił się coraz bardziej ociężały, coraz mniej przydatny do współczesnego Webu, projekty przebudowania jego infrastruktury zaliczały kolejne opóźnienia, a sama Mozilla wydawała pieniądze na przeróżne, nie mające nic wspólnego z Firefoksem pomysły. W tym czasie Google optymalizowało Chrome, zarówno od strony software’owej, jak i marketingowej, czyniąc z atrakcyjnej przeglądarki główny instrument swojej strategii rynkowej – by wiedzieć wszystko o wszystkich.

r   e   k   l   a   m   a

Nic więc dziwnego, że dziś Chrome i Firefox są w tym miejscu, w którym są. Użytkownicy pamiętający Firefoksa jakim był, nie mają powodu by myśleć, że stał się inny. Ci którzy go nie znają, nie mają powodu by Firefoksa poznać – Chrome całkiem im przecież wystarczy. Kto niby więc miałby wziąć się za Browse Against the Machine („przeglądanie przeciwko maszynie”) – jak to ujmuje nowa kampania reklamowa Firefoksa?

Muł na sterydach?

Mozilla stoi przed ogromnym wyzwaniem – przekonaniem nas, że Firefox jest dziś znacznie lepszy, niż był kiedyś, i to nie tylko w warstwie ideologicznej, którą Mozilla do tej pory kochała epatować. Powiedzmy sobie szczerze – mało kto zważa na takie kwestie jak otwartość, prywatność, zgodność ze standardami czy dobroczynność. Ludzie chcą przeglądarki, która będzie szybka, bezpieczna i prosta w użytku, dająca dostęp do wszystkich treści – i będą z takiej przeglądarki korzystali nawet wówczas, jeśli doprowadzi to do rynkowego monopolu jej producenta. Zwykłego użytkownika zupełnie nie interesuje „zdrowie” rynku przeglądarek.

Dzisiejszy Firefox na pewno wygląda lepiej, niż przed laty. Jest wyraźnie szybszy, zużywa mniej pamięci niż Chrome, radzi sobie wreszcie z wieloprocesowością, w kwestiach technicznych może już dziś rywalizować z przeglądarką Google’a. I to jedyny ważny argument, jaki znalazł się na liście pięciu argumentów Mozilli, znaczących początek nowej, bardziej agresywnej kampanii marketingowej.

A co Jana Kowalskiego ma to obchodzić?

Pozostałe? No właśnie, są takie sobie. Firefox jest niezależny. Jasne, miłe jest, że Mozilla chce nam dać dostęp do całego Webu, a nie tylko trzymać w swoim ekosystemie jak to robi Google, ale z perspektywy zwykłego użytkownika nie ma to szczególnego znaczenia. W ekosystemie Google’a mamy wszystkich istotnych graczy, którzy dla niego są ważni.

Firefox daje największą kontrolę nad danymi i prywatnością? Może i tak, ale dla zwykłego użytkownika jego dane i prywatność wcale nie są takie cenne. Żyjemy w erze 2 miliardów kont na Facebooku. Większość nie ma co chronić, za darmo udostępnia wszystko.

Firefox nie został zbudowany przez największą reklamową korporację na świecie. Niby nie został, a jednak nie przynosi domyślnie wbudowanego lekkiego blokera reklam. Uwaga Mozillo: ludzie blokują reklamy nie dlatego, że troszczą się o swoją prywatność, ale dlatego, że reklamy przeszkadzają im oglądać treści w Internecie.

Firefox został zbudowany przez organizację non-profit, której misją jest zachowanie zdrowia Webu. Czy zwykły użytkownik jest wojowniczym socjalistą, czującym potrzebę walki z korporacjami, które mogłyby zagrozić rozwojowi standardów? Chyba niekoniecznie, biorąc pod uwagę popularność niewolnego, korporacyjnego Netfliksa, z którym Firefox dość późno zaczął sobie radzić – i to tylko przez kompromis, jaki Mozilla poczyniła w kwestii DRM.

Pięć argumentów, jeden ważny, cztery na okrasę. Tymczasem Firefox nie radzi sobie z witrynami pisanymi na Chrome – np. korzystającymi z mechanizmu uwierzytelniania Universal 2nd Factor. W teorii istnieje do tego rozszerzenie – ale co z tego, skoro te witryny i tak żądają zastosowania Chrome’a (lub Opery). To właśnie takie drobiazgi Mozilla musi przezwyciężyć, by wyjść z impasu, w którym się znalazła, a nie opowiadać dalej to samo, co opowiada od lat.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   

Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłaś naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.