Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Buldożer vs. Morele.net , czyli koparka opada…

Wpisów o różnych problemach z serwisami było już zapewne sporo – wiadomo, że sprzęt pada i padać będzie – taka natura coraz bardziej masowej produkcji wykonywanej przez tanią siłę roboczą z Azji. To, czym niektóre firmy mają okazję się wyróżnić w tym aspekcie, to sposób, w jaki traktuje się klienta. Firma morele w swojej filozofii firmy stwierdza „Na działania promocyjne przeznaczamy minimalne środki - pozytywna opinia zadowolonego klienta jest dla nas najlepszą reklamą” Chciałbym w to wierzyć, ale złośliwi mówią, iż dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane..

Miesiąc temu zdecydowałem się na zakup nowego komputera stacjonarnego. Jako że mój poprzedni sprzęt jest już raczej zabytkowy - szukałem w miarę taniej alternatywy, która dobrze sprawiłaby się w pracy (i rzadziej w grach). Po przeczytaniu setek recenzji i opinii mój wybór padł na ulepszonego buldożera – FX-6300 (któremu z chęcią poświęcę osobny wpis, jak tylko będę dysponował sprawnym sprzętem), płytę ASROCK Extreme4 i pamięci Patriot. Dodatkowo zakupiłem obudowę wraz z zasilaczem, oraz pastę termoprzewodzącą Zalmana. Zdecydowałem, że dopłacę do montażu sprzętu przez Morele. Ponieważ sprzęt zamawiałem w niedzielę 17.03 pozostało mi tylko niecierpliwe oczekiwanie na informację o odbiorze towaru (w netpunkcie w Krakowie). 20.03 (środa) po południu moje zamówienie było gotowe.

Moje zaskoczenie spowodował fakt, iż serwisant zostawił w komputerze swoją kartę graficzną (bodaj GT 250), bo zestaw kupowałem bez dysku i karty (te miałem wcześniej z mojego „muzealnego” komputera). No nic, pomyślałem, spieszyli się ze składaniem– oddam im ją następnego dnia (co też się stało).

r   e   k   l   a   m   a

Niestety po paru godzinach pracy (zdążyłem postawić system Windows) i paru restartach, płyta główna odmówiła dalszej współpracy, racząc mnie mało wesołym błędem na wyświetlaczu Dr Debug płyty „0x10” co według instrukcji odpowiadało tajemniczemu „PEI Core is started”.

Shit happens, pomyślałem, i kolejnego dnia (tj. 21.03 - czwartek), trafiłem do serwisu. Poinformowałem o zostawionej przez nich karcie graficznej, którą z chęcią odebrali. Panowie serwisanci powiedzieli, iż przyjmują sprzęt na serwis i obejmuje mnie 3-dniowa wymiana towaru. Super. Według regulaminu: „Jeżeli towar,
u którego stwierdzono wadę fabryczną, posiada gwarancję sklepu Morele.net, sklep zobowiązuje się do wymiany na sprawny w ciągu 2 dni roboczych od dnia otrzymania towaru przez serwis Morele.net.”.

3 dniowa wymiana w moim przypadku trwała 6 dni roboczych gdyż towar otrzymałem 29.03 (piątek) chwilkę przed zamknięciem sklepu. Trwało to dłużej niż powinno, gdyż hurtowania miała ponoć przedświąteczne opóźnienia w dostawie towaru. Ok. Rozumiałem to, gdyż akurat nie należę do klientów pieniaczy – okres przedświąteczny ma swoje prawa. Myślałem, że na tym wyczerpałem swoją pulę awarii sprzętowych – i „pad” płyty to tylko złe miłego początki;) Byłem nawet wdzięczny, że udało im się zdążyć przed zamknięciem sklepu wydać mi towar- gdyż inaczej byłbym pozbawiony nowego sprzętu w przedłużony świąteczny weekend.

Radość nie trwała jednak długo – sprzęt co prawda wstawał, ale temperatura procesora podczas niewielkiego obciążenia, normalnej pracy w Windowsie – (2-3 % użycia procesora) sięgała 50-55 stopni. Czytałem, że dołączony boxowy wiatrak nie należy do najlepszych - ale żeby aż tak i to z pastą Zalmana? Dla przypomnienia, maksymalna temperatura procesora wynosi 70 st. Włączenie czegoś "cięższego", powodowało wzrost temperatury do 65°C, kiedy to przerywałem pracę, aby schłodzić procesor. Przyznacie sami, że mało komfortowa sytuacja. Nosiłem się nawet z zamiarem wymiany chłodzenia, w duchu przeklinając AMD - za takiego potwora i wszystkich, którzy na forach pisali o tym, że mają "40-50 stopni w stresie" (na marginesie – wiatrak przy pełnych obrotach wyje tak, że nie idzie wytrzymać).

Postanowiłem, że do czasu wymiany chłodzenia (czyli okresu poświątecznego) wyłączę tryb turbo (czyli automatyczne podbijanie taktowania z 3.5 do 4.1 Ghz). Poskutkowało na parę chwil, bo temperatury faktycznie lekko spadły. Postanowiłem uruchomić tylko na chwilę prime95 - aby zobaczyć czy ten zestaw pracuje stabilnie. Niestety po niecałych dwóch minutach komputer automatycznie się wyłączył (aczkolwiek obserwowane temperatury nie przekroczyły wówczas 50 stopni). Od tego momentu następowała pętla wyłączeń/restartów komputera co paręnaście sekund. Wejście do UEFI również powodowało po dłuższej chwili brak obrazu na monitorze :(

Możecie wyobrazić sobie moją rozpacz. Farciarz ze mnie. Zostałem z niesprawnym sprzętem i moją goryczą na przedłużony weekend – a miało być tak pięknie. Z samego rana we wtorek (tj. 02.04), a więc w pierwszy dzień pracujący po świętach, powędrowałem do znajomego serwisu. Moje rozgoryczenie zostało trochę ugaszone obietnicą, że ponieważ to kolejna awaria, która nastąpiła „natychmiast” po pierwszej, postarają się uwinąć z tym w tempie przyspieszonym.

Podchodziłem do serwisu średnio co 3 dni - panowie mówili że zamówili procesor do wymiany, ale przesyłka z hurtowni, z której mieli to dosłać, się baaardzo spóźniała

W końcu 10.04 jak byłem tam po raz trzeci serwisant stwierdził, że głupia sprawa, że to się tak opóźnia i że postarają się jakoś to zrekompensować przy odbiorze.

W piątek 12.04 po pracy (jako że właściwie moja praca jest naprzeciwko sklepu), pojawiłem się znowu - tym razem okazało się że serwis przenosi się, zastałem serwisantów jeszcze na starym miejscu ale już właściwie pakujących torby. Ponieważ chyba wszyscy kojarzą mnie z powodu licznych wizyt, dowiedziałem się, że paczka dojechała i że odbiorę sprzęt prawdopodobnie w poniedziałek.

W poniedziałek (15.04) pokrzepiony myślą o tym, iż w końcu nastąpi ta wiekopomna chwila udałem się tym razem do sklepu (nie znałem dokładnie nowej lokalizacji serwisu). Po sprawdzeniu numeru mojego rewersu zostałem poinformowany, iż panowie wymienili w moim komputerze: pamięci oraz procesor. Sprzedawca zdziwił się nawet, gdyż w komputerze była też informacja, iż „dziś” została zamówiona nowa płyta główna. Kopara mi opadła – wszystkie części do wymiany (?) WTF?. Zostałem pocieszony, iż będę miał „kompletnie nowy komputer”. Byłoby to pocieszające gdyby nie fakt, iż TO BYŁ NOWY komputer nawet przed wymianą tych części. Czyli każda część w komputerze została wymieniona a płyta to już nawet dwa razy. Coraz mniej mi się ten mój zestaw podobał :/ No nic, na koniec zapytałem kiedy mogę spodziewać się, że dojdzie ta płyta skoro została zamówiona tego samego dnia kiedy przyszedłem po odbiór towaru. Odpowiedziano mi, iż może być „jutro”. Ok. Nie do końca wierzyłem już w tę optymistyczną prognozę, ale cóż zrobić?

W serwisie tym razem pojawiłem się w środę 17.04 z nikłą nadzieją na to, iż płyta dotarła bez opóźnień. Któryś z serwisantów otrzymał do sprawdzenia mój rewers i po dłuższej chwili poinformował mnie że mój sprzęt naprawiono dzień wcześniej i jest gotowy do wydania. Super! Tzn. prawie super, bo rozpoczęły się poszukiwania mojego komputera trwające ok. 30 min, zakończone fiaskiem. Wrrrrr…. Serwisant z nietęgą miną powiedział, że nie może tego sprzętu znaleźć khem… Ok, pewnie inna osoba powiedziałaby coś mniej kulturalnego, ale zdecydowanie nie należę do osób konfliktowych. Poprosiłem, że skoro tak to niech mi go wyślą kurierem. Ot przynajmniej tyle z tego będę miał (nie jestem zmotoryzowany, wobec czego perspektywa dostarczenia sprzętu do domu wydawała mi się kusząca).

W czwartek po południu, ponieważ nie dostałem żadnej informacji z Moreli – a status naprawy dalej widniał jako otwarty, wysłałem zaniepokojony maila z pytaniem, czy sprzęt się odnalazł i czy go do mnie wysłali (nie muszę pisać iż zależało mi na tym aby na ten weekend sprzęt mieć już sprawny w domu). Dostałem niemal natychmiast informację zwrotną, że owszem po 10 min od mojej wizyty został zlokalizowany i że jest gotowy do wysyłki. Chwilkę później dostałem mailem numer listu przewozowego. Hurra! Niecierpliwe wieczorem 18.04 logowałem się na stronie firmy przewozowej, aby zdziwiony stwierdzić, że brak jest przesyłki o takim numerze. Hmm…. Może nie wprowadzili jeszcze tego do systemu?

W piątek rano zadzwoniłem do firmy przewozowej – chcąc poinformować kuriera, że do 16.00 nikogo nie będzie w domu, więc jeśli byłaby możliwość dostarczenia przesyłki to po tej godzinie. I tutaj opadła mi lekko koparka, bo okazało się, że nie mają mojej przesyłki gdyż w momencie przyjazdu kuriera do Moreli nie była ona gotowa do wysyłki. Nawet taki żółw jak ja ma momenty, w którym wychodzi z swojej skorupy.

Zirytowany wysłałem mejla z informacją, iż jestem całą sytuacja mocno wkurzony, bo z ich winy nie odebrałem sprzętu w środę, a dzięki dodatkowo ich opóźnieniu nie został on przekazany kurierowi. Wobec czego nie zamierzam czekać do poniedziałku tylko osobiście go odbiorę w piątek.

Poprosiłem mojego brata o to, aby do nich podjechał samochodem i podrzucił mi sprzęt do pracy. Byłem gotów już się nie denerwować byle po MIESIĄCU po raz pierwszy mieć sprawny sprzęt. Uruchomiłem go jeszcze w pracy i tutaj zaskoczenie. Ładuje się Windows (sprzęt oddałem bez dysku twardego, którego zresztą u nich nie kupowałem). Patrzę pod obudowę – a tam dysk SSD ADATA 32 GB. Czyżby w ramach rekompensaty? Z pirackim Windowsem?? Na komputerze uruchomiłem OCCT i zostawiłem na dwie godziny. Rezultat to 69.5 C i wycie takie, że koledzy z sąsiednich pokoi przyszli oglądać mój odkurzacz. Obudowa i miejsce wokół zasilacza ciepłe, a miejscami bardzo ciepłe w dotyku. Wrrr... Jeśli przed reklamacją komputer się przegrzewał to jak to mam nazwać???? Ale przynajmniej się nie wiesza. Jakieś pocieszenie.

więcej zdjęc z OCCT wrzuciłem tutaj

Przywożę sprzęt do domu, podłączam i temperatura w BIOS – 55 stopni. Zmieniam jedno ustawienie dysku twardego z IDE na AHCI zapisuje zmianę i………czarny ekran. Znany już Dr Debug wskazuje na kod 36 „CPU post-memory initialization. System Management Mode (SMM) initialization”. RIP.

No nie… tego nawet żółw nie zniesie. Dość basta…

Jak na złość jest 17.30 w piątek (19.04) – sklep pracuje do 18.00. Okej pojadę jutro oddać im sprzęt. Nie chcę kolejnej naprawy, wymiany sprzętu nic. Zwrot towaru. Podsumowując, od miesiąca czasu (20.03) sprzęt nie działał ani jednego pełnego dnia, cały czas był w naprawie. Wszystko było rzekomo wymieniane, a efekt taki sam.

Jadę z bratem uzbrojony w dowód zakupu, sprzęt i wszystkie możliwe pudełka do zwrotu (z ich dyskiem SSD włącznie!). Sprzedawca (bo serwis nie działa w weekendy) informuje mnie, iż sprzęt może przyjąć tylko na reklamację (ileż można do diaska?), bo zwrot towaru mi się nie należy(!). Minął bowiem 10-dniowy termin, kiedy mogłem to uczynić! Tłumaczenia, iż sprzętu sprawnego u siebie nie miałem choćby przez 1 dzień, a przez to termin ten powinien ulec przedłużeniu i odzwierciedlać czas, który mam na podjęcie decyzji dysponując tym sprzętem, nic nie daje. Żądanie rozmowy z kierownikiem też nie, gdyż „nie ma kierownika – nie pracuje w sobotę”. Na nasze żądanie wystawienia pisemnej odmowy przyjęcia sprzętu dostajemy pisemko „Odmowa zwrotu sprzętu – przekroczono termin 10-dniowy”.

Reasumując – to nic, że za sprzęt zapłaciłem gotówką miesiąc temu, i nie otrzymałem tego, za co zapłaciłem. Sklep Morele udaje, że wszystko jest w porządku i mam godzić się na kolejną „naprawę”, która pewnie zakończy się dokładnie jak dwie poprzednie.

Cóż, jeśli tutaj dobrnęliście to gratuluje wytrwałości. Widać, iż jest ona potrzebna – w walce z firmami, które swoją „pozytywną” filozofię działania pozostawiają tylko na papierze (albo na WWW).

W poniedziałek ruszam dalej z tematem, obiecałem sobie, że tego tak nie zostawię, więc spodziewajcie się dalszej części przygód pod tytułem „szyny były złe… i podwozie też było złe”.

Mam nadzieję, że będę mógł zamieścić niedługo wpisy o procesorze FX, który zamierzam zakupić na nowo u innego sprzedawcy :)

A.. tak poza tym to właśnie przeczytałem, iż morele dostało karę od UOKIK’u za utrudnianie zwrotu zakupionego u nich bezpośrednio towaru  

sprzęt

Komentarze