r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Były estoński prezydent poucza Niemców, jak bronić się przed rosyjskimi hakerami

Strona główna AktualnościBEZPIECZEŃSTWO

Złośliwcy mówią, że politycy państw bałtyckich widzą Rosjan nawet w swoich cukierniczkach, ale z drugiej strony trudno się dziwić tym przejawom paranoi: te pozbawione jakiegokolwiek potencjału obronnościowego państwa istnieć mogą tylko tak długo, jak będą skutecznie lawirować w dyplomatycznych układach z potężniejszymi graczami. Przedstawiony właśnie przez byłego prezydenta Estonii, Toomasa Hendrika Ilvesa pomysł na zabezpieczenie procesów demokratycznych przed ingerencją rosyjskich hakerów stawia właśnie na takie dyplomatyczne układy – i to z zupełnie niespodziewanymi sprzymierzeńcami.

24 września w Niemczech odbędą się wybory do Bundestagu, i podobnie jak to już było w wypadku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych i Francji, zachodnie media nie ustają w ostrzeganiu przed rosyjskimi manipulacjami, mającymi doprowadzić do władzy przychylnych Kremlowi polityków (innymi słowy, każdy sukces polityków niechętnych konfrontacyjnemu kursowi wobec Rosji staje się dowodem działalności rosyjskich hakerów).

Podkładką do takich twierdzeń są słowa Hansa-Georga Maassena, szefa Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemieckiego kontrwywiadu. Stwierdził on w czerwcu tego roku, że spodziewa się fali cyberataków wyprowadzonych przez powiązaną z Rosją grupę hakerską Fancy Bear/Pawn Storm. Miałyby one na celu osłabienie pozycji kanclerz Angeli Merkel, a wzmocnienie pozycji „skrajnie prawicowej” Alternatywy dla Niemiec (AfD). Między innymi z tego właśnie powodu niemieckie służby w tym roku zatrudniły 180 pracowników, od programistów po prawników, których jedynym zadaniem będzie ochrona poprawności procesu wyborczego. Zespoły cyberbezpieczeństwa mają reagować na wszelkie próby ingerencji w kluczowe systemy informatyczne instytucji państwowych.

r   e   k   l   a   m   a

Swoje robi też Bundeswehra – powołana w tym roku jednostka cyberobrony ma mieć w pełnym stanie 12 tysięcy żołnierzy, wspieranych przez 1500 pracowników cywilnych. Ich zadaniem będzie ochrona kluczowej infrastruktury, na czele z elektrowniami, szpitalami, sieciami komunikacyjnymi i transportowymi. Niedowiarkom przypomina się, że raptem dwa lata temu spenetrowano sieci Bundestagu, wyprowadzając stamtąd 16 GB poufnych danych, a tej wiosny przeprowadzono cyberataki wymierzone w najważniejsze niemieckie think-tanki, związany z CDU Konrad Adenauer Stiftung oraz związany z SPD Friedrich Ebert Stiftung – i znów ślady wskazywały na Pawn Storm.

Scenariusz właściwie więc już został napisany, zanim jeszcze wprowadzono go w życie: na łamach magazynu Foreign Policy, amerykańskiego dwumiesięcznika prezentującego przede wszystkim stanowisko „jastrzębi”, Joerg Forbrig, jeden z czołowych niemieckich ekspertów w zakresie polityki wschodniej, wyjaśnia, że rosyjscy hakerzy nie mogą pokonać niemieckiej demokracji – nawet jeśli zrobią wszystko co możliwe, by osłabić pozycję kanclerz Merkel. Do tej pory Moskwa atakując demokracje wygrywała doświadczeniem, technologią, zaawansowaniem i skrytością – jednak w odniesieniu do Niemiec będzie to niemożliwe, zarówno dzięki czujności strażników tejże demokracji, jak i daleko bardziej złożonej sceny politycznej, niż np. w USA. Forbrig twierdzi, że w najgorszym razie rosyjskie wpływy mogą zwiększyć złożoność partyjnego krajobrazu i utrudnić budowanie koalicji, lecz ostatecznie i tak to Merkel pozostanie przy władzy.

Opinii niemieckiego eksperta najwyraźniej nie podziela były estoński prezydent, Toomas Hendrik Ilves. Wzywa on otwarcie Niemcy do powołania się na artykuł IV NATO, który mówi, że strony będą konsultowały, ilekroć, zdaniem, którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron. Do tej pory czterokrotnie powołano się na artykuł IV NATO: raz podczas wojny w Iraku w 2003 roku, dwa razy w 2012 roku, podczas ostrzału przez Syrię Turcji oraz raz w 2014, podczas aneksji Krymu przez Federację Rosyjską.

Estoński polityk uważa bowiem, że w Niemczech występuje realne zagrożenie dla integralności procesu wyborczego (a nie ma większego zagrożenia dla wolności niż wolność wyboru polityków przez społeczeństwo), dlatego konieczne jest danie jasnego sygnału stronie rosyjskiej, że kwestia hakerów Kremla jest traktowana priorytetowo przez najwyższe dowództwo NATO. Im szybciej Niemcy to zrobią, tym mniejsze będzie prawdopodobieństwo rosyjskiego sukcesu. Niemcy powinni zdaniem Ilvesa przeznaczyć znaczne siły i środki na zademonstrowanie światu światu agresywnych rosyjskich działań w cyberprzestrzeni, dotyczące nie tylko systemów wyborczych, ale nawet systemów kontrolnych elektrowni jądrowych.

Nie tylko jednak do sojuszników z NATO miałyby się Niemcy „przytulić” w kwestii zabezpieczenia swoich wyborów. Według byłego estońskiego prezydenta możliwe jest pozyskanie do współpracy Chin, które rzekomo stawiają na nieingerowanie w sprawy wewnętrzne innych państw i same obawiać się mają manipulowania procesami politycznymi za pomocą środków cyfrowych. Stojący w przededniu 19. kongresu Chińskiej Partii Komunistycznej przewodniczący Xi Jinping miałby być w tej kwestii naturalnym sojusznikiem zachodnich demokracji.

Cóż – cokolwiek by mówić o aktywności rosyjskich hakerów, to doszukiwanie się w Chinach sojusznika w kwestii ochrony demokratycznych procesów politycznych jest bardzo dziwne. Przewodniczący Xi robi co może, by wydłużyć okres swej niemal absolutnej władzy nad Państwem Środka ponad normalne dwie pięcioletnie kadencje, nawet do 2027 roku. Obsadzając młodymi, wiernymi technokratami pozycje zarówno w partii, jak i armii, raczej nie musi się obawiać kompromitujących wycieków, które mogłyby oddać władzę nieprzychylnym mu frakcjom. W końcu Xi Jinpinga już oficjalnie okrzyknięto Rdzeniem Partii, a niektórzy podejrzewają, że niebawem jego imię trafi do chińskiej konstytucji. Z takim technokratycznym systemem władzy, w którym liczą się wyłącznie kompetencje i powiązania, Chiny zupełnie nie muszą się obawiać ingerencji swoich rosyjskich sprzymierzeńców, wyobrażonej przez byłego prezydenta Estonii.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.