Powiew pegasusowych emocji (część II)

Po dość długim czasie (i zdecydowanie dłuższym niż bym chciał) udało mi się stworzyć drugą część wpisu o grach na konsolę Pegasus (pierwsza część dostępna tutaj). Dodam, że tekst pierwszej części został przyjęty bardzo ciepło przez czytelników, co mnie cieszy, jednak mniej więcej w co drugim komentarzu pojawiał się zarzut, że bez Contry ten wpis jest niepełny. W tym miejscu śpieszę, żeby wyjaśnić (co już robiłem w komentarzach pod poprzednim wpisem), że zarówno poprzedni, jak i niniejszy wpis w żadnym wypadku nie jest jakimś rankingiem najlepszych gier w historii wydanych na konsolę Pegasus, ale moim prywatnym przedstawieniem gier, które najlepiej pamiętam. Niestety w Contrę nie dane mi było grać podczas mojej przygody z Pegasusem, pierwszą styczność miałem właśnie podczas tworzenia niniejszego wpisu, pod wpływem komentarzy zamieszczonych pod poprzednią częścią i muszę przyznać, że nawet dziś gra jest bardzo wciągająca i ubolewam nad tym, że poznałem ją dopiero teraz.

A więc Contrę mamy już za sobą, więc wracam teraz do przeszłości i przypominam gry, z którymi spędziłem wiele godzin we wczesnym dzieciństwie. Dodam w tym miejscu, że w porównaniu do pierwszej części wpisu, w tej części obecne będą gry być może mniej znane i popularne niż opisane poprzednio, ale również całkiem grywalne.

Na pierwszy (nomen omen) ogień pójdzie gra Galaxian (będąca kopią i rozwinięciem pomysłu zawartego w Space Invanders), w której kierujemy samotnym statkiem walczącym z hordami kosmicznych najeźdźców, nadlatujących całymi legionami w oczekiwaniu na zestrzelenie, ale i też od czasu do czasu potrafiących wylecieć z szyku i odgryźć się nam ogniem.

Standardowo w grze mamy trzy życia, jednak po przekroczeniu 5000 punktów dostajemy jeszcze jedno dodatkowe. Gra mimo swej prostoty bardzo wciąga. Przeciwnicy oprócz koloru różnią się również zachowaniem w locie oraz systemem bombardowania, najzwyklejsi zieloni wyrzucają jedną salwę do maksymalnie 3 bomb i odlatują, natomiast przeciwnicy w innych kolorach zrzucają bomby w kilku salwach, potrafią zawracać, a nawet dogonić nasz statek i się z nim zderzyć, ponadto zdarzają się naloty złożone z 3 statków lecących w zorganizowanym szyku.

Kolejną grą, którą dobrze wspominam jest Tom & Jerry, oparta na kreskówce o tym samym tytule, polegająca na bieganiu i skakaniu Jerrym, zdobywaniu kawałków sera i walce z wrogami czającymi się na naszego bohatera, takimi jak muchy lub pająki.

Nasz bohater ma trzy życia, które łatwo stracić poprzez nadepnięcie na ostry kolec, spotkanie z ołowianym żołnierzem lub sztuczną szczęką babci (!). Na szczęście Jerry jest zwinny i skoczny, potrafi również rzucać kroplami wody (?) i wspinać się po biegnących w górę przewodach, jednak mocno spowalnia go wbiegnięcie w pajęczynę.

W miejscach, gdzie wymagane jest wykonanie dłuższego i jednocześnie precyzyjnego skoku zazwyczaj teren "patrolują" przelatujące owady, które trzeba najpierw unieszkodliwić. Należy też zwracać uwagę na wodę cieknącą z rur, buchającą parę i inne przeszkody. Ogólnie ta gra jest prawdziwym torem przeszkód dla małego gryzonia, a samą rozgrywkę uprzyjemnia muzyka przypominająca tę z kreskówki.

Następna gra to Lunar Ball czyli bilard. Zasady rozgrywki są wyjątkowo proste - chodzi o to, żeby wbić wszystkie 6 bil do łuz, uważając przy tym by nie wpadła tam nasza, migająca na kolor czarny i biały.

Strzałkami ustawiamy pozycję naszego celownika, natomiast siła strzału jest generowana rotacyjnie od minimalnej do maksymalnej i musimy trafić w odpowiedni moment podczas wciskania przycisku akcji.

Gra posiada aż 60 poziomów, z których każdy ma charakterystyczny dla siebie stół. Zaletą gry jest możliwość wybrania dowolnego poziomu, od którego zaczynamy rozgrywkę, więc nie pojawia się już sytuacja, że utkniemy na jakimś poziomie i nie możemy przejść dalej.

Możliwa jest rozgrywka jednoosobowa, w dwie osoby, lub przeciwko wirtualnemu przeciwnikowi.

Kolejna gra warta wspomnienia to jedyny w tym wpisie (poza opisanym przed chwilą bilardem) przedstawiciel gier sportowych czyli Tennis.

W wypadku tej gry, podobnie jak przy wspomnianym bilardzie zasady są bardzo proste i odzwierciedlają, oczywiście w uproszczeniu, zasady rzeczywistej rozgrywki w tenisa. W grze tej możliwa jest rozgrywka singlowa oraz deblowa w dwie osoby przeciwko "komputerowi", nie da się niestety zagrać przeciwko koledze. W samej rozgrywce mamy dwa możliwe zagrania, zwykłe uderzenie oraz lob, ponadto możliwe jest także wybranie jednego z pięciu poziomów trudności rozgrywki. Gra toczy się do trzech wygranych setów. 

Następna gra, którą przedstawię to znany chyba wszystkim i dostępny w setkach odmian na każdej możliwej platformie Arkanoid.

Zasady gry są niezwykle proste, a to powoduje, że gra jest bardzo wciągająca - po prostu kierujemy na boki ruchem platformy, od której odbija się piłeczka niszcząca cegły w murze, tak, aby piłeczka nie wypadła poza pole gry, a przy tym staramy się jednocześnie łapać spadające bonusy ułatwiające rozgrywkę, takie jak np. rozmnożenie piłeczki czy powiększenie naszej platformy.

Lode Runner jest kolejną grą, przy której spędziłem całkiem sporo czasu. Tym razem rozgrywka jest nieco bardziej wymagająca niż w poprzednich grach. Kierujemy tutaj poczynaniami chłopca, poruszającego się po piętrowym labiryncie, którego celem jest zebranie wszystkich pryzm złota rozmieszczonych na poziomach labiryntu. Kiedy nam się to uda, pojawia się drabina, która pozwoli przejść na kolejny poziom.

Niestety wykonanie zadania nie jest tak proste, jak mogłoby się na początku wydawać, ponieważ cały czas ściga nas trzech "kosmitów", z którymi spotkanie kończy nasz żywot. Nasi oponenci są dość sprytni i walczą zespołowo zapędzając nas w korytarze, z których nie ma ucieczki. Walczyć z nimi możemy poprzez wykopywanie dołków, w które wpadną, a wtedy możemy po nich przejść i uciec z pułapki. Nasz bohater ma aż pięć żyć, a nie trzy jak to zwyczajowo w grach, jednak nawet tyle nie zawsze wystarcza na przejście rozgrywki. 

Następna gra to Circus Charlie, czyli gra zręcznościowa, rozgrywająca się, jak sama nazwa wskazuje, w cyrku.

Mamy tutaj kilka zręcznościowych zadań, jak skakanie po toczących się piłkach, skoki przez płonącą obręcz czy przeskakiwanie małp idących po linie zawieszonej nad areną cyrkową.

Każde zadanie rozgrywane jest na dystansie 100 metrów. Jak widać, rozgrywka nie jest skomplikowana, gra się przyjemnie, chociaż niektóre z konkurencji wymagają całkiem niezłej zręczności. 

Wymienię w tym miejscu jeszcze kilka gier, których cechą wspólną jest oparcie akcji na obecności bohatera znanego z ekranu telewizora oraz dość zbliżony sposób prowadzenia rozgrywki, dlatego postanowiłem opisać je w jednym akapicie.

Te gry to seria Batman, Spiderman oraz Power Rangers. W skrócie, w każdej z tych gier poruszamy się naszym bohaterem z lewej strony na prawą, przechodząc kolejne lokacje, skacząc i walcząc z przeciwnikami w sposób charakterystyczny dla danego bohatera, czyli np. Spiderman buja się na pajęczynach i wspina po budynkach, Batman walczy pięściami i kopnięciami, natomiast Power Ranger strzela z pistoletu lub rzuca sztyletami.

W Batmanie i Spidermanie lokacje są znacznie bardziej mroczne niż w Power Rangers, w którym z kolei cechą charakterystyczną są plansze przerywnikowe pomiędzy etapami, które jak podejrzewam opisują fabularną stronę naszej rozgrywki, jednak pisane są japońskimi znakami, więc raczej niewiele z nich zrozumiemy.

I to wszystkie gry, jakie udało mi się przypomnieć, zachęcam do przeczytania części I wpisu oraz podawania własnych propozycji gier na Pegasusa, w które warto zagrać.