Chińczycy ocenzurowali aplikację tłumacza. Oberwało się nawet Kubusiowi Puchatkowi

Strona główna Aktualności
Źródło: Depositphotos
Źródło: Depositphotos

O autorze

Chiny, jak każde inne państwo komunistyczne, znane są z restrykcyjnej cenzury mass mediów i internetu. Nic więc dziwnego, że działające tam przedsiębiorstwa wolą dmuchać na zimne, nie chcąc narazić się władzom.

iFlytek, firma zajmująca się technikami rozpoznawania głosu, postanowiła uniemożliwić tłumaczenie potencjalnie drażliwych politycznie fraz w swojej aplikacji translatora – raportuje South China Morning Post, powołując się na tweet programistki nazwiskiem Jane Manchun Wong.

Wong pokazuje, że kiedy próbowała tłumaczyć z języka chińskiego na angielski frazy takie jak „tajwańska niepodległość”, „plac Tiananmen" czy „masakra na placu Tiananmen” system wygenerował jedynie gwiazdki. To samo stało się, gdy próbowała przetłumaczyć „tajwańska niepodległość” w drugą stronę, z języka angielskiego na chiński.

Co więcej, aplikacja nie w każdym kontekście chce umieszczać nazwisko chińskiego prezydenta Xi Jinping'a, często cenzurując powtórzenia. A jakby tego było mało, zabroniona okazuje się też postać przyjaznego, bajkowego misia, Kubusia Puchatka. Wszystko dlatego, że wielu złośliwców porównuje bohatera książek A. A. Milne'a właśnie do głowy państwa chińskiego.

Ciekawostką jest jednak, że o ile wersję tłumacza dla systemu Android ściśle ocenzurowano, o tyle kompilacja pod iOS-a zdaje się być nienaruszona.

Niniejsza cenzura najprawdopodobniej stanowi pokłosie prowadzonej obecnie przez rząd w Chinach ogólnokrajowej akcji, mającej na celu uporządkowanie internetu. Wprawdzie jak dotąd interesowano się głównie mediami społecznościowymi, choćby popularną w Państwie Środka aplikacją WeChat, ale zespół iFlytek najwyraźniej stara się po prostu nikomu nie narazić.

© dobreprogramy