Chromebook Pixel — stylowa, świetnie wykonana przeglądarka

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Chromebooki są w Polsce urządzeniami egzotycznymi, gdyż mimo że Google deklaruje, że można ich w Polsce używać, ze względu na ograniczenia Play są praktycznie niedostępne (tani Acer C7 jest wyjątkiem) . Sporo się o nich pisze, ale mało kto widział takie cudo na własne oczy. Pixel zdobył rozgłos, słusznie zresztą (teraz mogę powiedzieć to z czystym sumieniem), dzięki świetnemu ekranowi o gęstości pikseli nieco przewyższającej Retinę Apple'a. Obraz jest istotnie ostry, tekst świetnie wygładzony i praca na tym laptopie, o ile można ją ograniczyć do oglądania stron i korzystania z licznych usług dostępnych w chmurze (wbrew pozorom jest ich całkiem sporo), jest czystą przyjemnością. Czy jednak Pixel jest wart pieniędzy, dodam że niemałych, które za niego życzy sobie Google Play?

W przeciwieństwie do wielu dostępnych obecnie na rynku ultrabooków czy lekkich laptopów, projektanci Pixela nie zawracali sobie głowy optycznym wyszczuplaniem. Urządzenie można przyrównać do równej deski o wymiarach 297,7×224,6×16,2 mm z delikatnie zaokrąglonymi rogami, przez co może sprawiać wrażenie grubego w porównaniu do klinowych czy łezkowych obudów konkurentów (postawiony koło MacBooka Air, jak na zdjęciach poniżej, czy Zenbooka Asusa wygląda na grubasa).

Masa zaskakuje — podnosząc to maleństwo nikt nie spodziewa się, że waży ono aż 1,52 kg. Stonowane kolory sprawiają za to, że postawiony obok niego MacBook Air czy Zenbook wyglądają wręcz krzykliwie. Czarna klawiatura jest delikatnie podświetlona na biało, zaś na klapie znalazł się bardzo ciekawy, kolorowy pasek, sygnalizujący stan laptopa. W momencie uśpienia pokazują się na chwilkę wszystkie kolory, przy rozładowanej poniżej 5% baterii świeci na czerwono (dzięki czemu osoba siedząca naprzeciwko również zna stan baterii Pixela, ale to raczej efekt uboczny), podczas normalnej pracy zaś pulsuje na niebiesko. Bryłę przełamuje nieco jaśniejszy walec z tyłu, w którym schowane zostały zawiasy. Tu znaleziona została pierwsza wada Pixela — po przechyleniu laptopa do pionu klapa zacznie się zamykać lub otwierać. Po zamknięciu nie zauważyłam jednak, aby Pixel cierpiał na przypadłość wielu innych laptopów, również tych z wyższej półki, jaką jest odbijanie się klawiatury na matrycy.

W środku znajdziemy procesor Intel Core i5-3427U Ivy Bridge, taktowany z częstotliwością 1,80 GHz. Procesor ten ma 2 rdzenie, obsługuje 4 wątki, a technologia Turbo może podbić taktowanie do 2,8 GHz. Współpracuje on z 4 GB pamięci operacyjnej DDR3, za grafikę odpowiada popularny układ Intel HD 4000. Do dyspozycji użytkownika w tej wersji Pixela jest dysk SSD o pojemności 32 GB i chmura Google — zwykły Drive oraz dodany do każdego chromebooka na 3 lata 1 TB. Maszyna została ponadto wyposażona w czytnik kart SD, który znajdziemy z prawej strony. Z lewej zaś umieszczone zostało gniazdo zasilania, miniDisplayPort, dwa gniazda USB (niestety 2.0, ale za to w rozsądnej odległości od siebie) i gniazdo na jack 3,5 mm, do którego możemy podłączyć headset lub słuchawki. Bardzo ciekawie została rozwiązana kwestia mikrofonu wbudowanego, a właściwie trzech mikrofonów. Dwa z nich znajdziemy nad ekranem koło kamerki 720p, trzeci zaś pod klawiaturą. Ma to zapewnić lepsze wygłuszanie przeszkadzających w rozmowach hałasów, jak klikanie, pisanie czy dźwięki z otoczenia. Trudno orzec, czy rzeczywiście pomaga, gdyż nie można tego trzeciego wyłączyć. Trzeba jednak przyznać, że jako maszynka do rozmawiania przez Hangout Google'a Pixel sprawdza się wyśmienicie. Znajdziemy tu również WiFi 802.11a/b/g/n (2,4 GHz i 5 GHz) i Bluetooth 3.0. Trzeba zaznaczyć, że w Play dostępny jest także droższy Pixel z LTE (tam gniazdo na SIM znajduje się obok gniazda na kartę SD) i dyskiem 64 GB.

Zamontowana tu na stałe 59 Wh bateria pozwala spokojnie pracować przez 5 godzin, co nie jest szczególnie dobrym wynikiem na tle konkurencji, zwłaszcza w tym segmencie cenowym. Dobre wrażenie robi za to zasilacz wyposażony w kabel o długości 1,8 m. Wtyczka sygnalizuje ładowanie żółtym światłem i zakończenie ładowania zielonym. Kostka nie jest najmniejsza, ale ma tę przewagę nad wieloma rozwiązaniami konkurencji, że można do niej przyłączyć długi (1,7 m) kabel lub wtyczkę pozwalającą wpiąć go bezpośrednio do gniazdka. Jako że zasilacz jest wąski, pozwoli na podłączanie do listwy kolejnych urządzeń. Pobór prądu przy ładowaniu wynosi około 45 W jeśli maszyna działa i 28 W jeśli jest uśpiona, po naładowaniu baterii pobór mocy zasilacza pracującego Pixela spada do około 20 W.

Ekran jest, jak na dzisiejsze standardy, bardzo wysoki. Projektanci zerwali z tradycją przystosowywania wyświetlacza laptopa do oglądania filmów i poszli w stronę wygody pracy. Efektem jest wykorzystanie matrycy LP129QE1-SPA1 firmy LG o proporcjach 3:2. Jej faktyczna rozdzielczość to 2560×1700, co przy przekątnej wynoszącej 12,85 cala przekłada się na gęstość 239 ppi. Chrome rozpoznaje rozdzielczość ekranu jako 1280×850 i tak właśnie skaluje obraz, tyle że jeden piksel obrazu wyświetlają 4 piksele matrycy. Efekty są naprawdę świetne, zwłaszcza przy pracy z tekstem, a różnicę widać najlepiej jeśli postawimy obok 21-calowego LCD 1080p. Regulacja jasności podświetlenia WLED działa skokowo i jest, moim zdaniem, wystarczająco szeroka, aby zapewnić komfortową pracę w różnych warunkach, pozwala także całkowicie wygasić ekran. Co więcej, nawet jeśli patrzymy na obraz z boku, pod ostrym kątem, nie traci on kolorów. Niestety, powłoka ekranu wykonana z odpornego na zarysowania Gorilla Glass nie gwarantuje redukcji odbić, która by mnie usatysfakcjonowała — na ciemnych elementach, zwłaszcza na ramce dookoła ekranu, widać refleksy od podświetlenia klawiatury oraz odbicie dłoni.

Ekran wykrywa dotyk, ale system nie został przystosowany do pracy w ten sposób. Google zadbał jednak o możliwość wykonania kilku gestów, jak przewijanie, przerzucanie stron i chowanie dolnego paska. W niektórych aplikacjach, jak nowa odsłona Google Maps, możemy skorzystać także ze szczypania celem powiększenia mapy.

Skoro o dotyku mowa, touchpad Pixela jest jednym z lepszych, jakich miałam przyjemność używać. Został on pokryty matowym, bardzo przyjemnym w dotyku szkłem, pod którym znalazły się dwa przyciski. Działa oczywiście dotknięcie jednym i dwoma palcami (symulują lewy i prawy przycisk myszy), choć jak na mój gust trzeba się do tego za bardzo przykładać. Touchpad obsłuży także płynne przewijanie dwoma palcami w wielu kierunkach, a po włączeniu odpowiednich opcji w Chrome, także przełączanie kart i okien trzema palcami.

Chromebooki od początku były chwalone także za klawiaturę. Pod tym względem również się nie zawiodłam, klawiatura wyspowa zamontowana w Pixelu jest bardzo wygodna, solidna, elegancko podświetlona i ma idealny dla mnie skok. Trzeba jednak przyciskać klawisze nieco mocniej niż na przykład w MacBooku Air, ale być może z czasem „się wyrobią”. Jestem też przekonana, że po przesiadce z innego systemu przez pierwszych kilka dni użytkownik będzie ją klął w żywe kamienie. Nie znajdziemy tu przycisków funkcyjnych, brak klawiszy Insert, Delete, PageUp, PageDown, Super (z logo Windows lub jabłkiem) i… CapsLocka. Jeśli jednak opanujemy chromową klawiszologię, praca z tekstem (z kodem również, ale tego nie sprawdzałam osobiście ;)) jest bardzo szybka. Trzeba tylko przyłożyć się trochę do nauki. Na uwagę zasługuje także nietypowy zestaw klawiszy multimedialnych. Znajdziemy tu włącznik, regulację głośności i jasności podświetlenia ekranu, a także przyciski „Wstecz”, „Dalej”, „Odśwież”, „pełny ekran”, przełączanie się między aplikacjami (odpowiednik Alt+Tab, który również działa) i Escape, który pełni tu dość nietypową funkcję. Wadą tych klawiszy jest pewna toporność i jednak niedopracowane, w porównaniu z pozostałymi, podświetlenie — krótko mówiąc, widać spod nich diody podczas pracy.

Pixel został złożony bardzo solidnie. Obudowa jest tak zaprojektowana, żeby nie było widać ani jednej śrubki, dzięki czemu maszyna wygląda jak odlana z jednego kawałka aluminium. Aluminium świetnie odprowadza ciepło, co czuć nawet przy pracy bez żadnych obciążających maszynę aplikacji (czy też dodatków do Chrome'a). Jeśli pokusimy się o granie, lewa strona laptopa robi się gorąca i nie polecam poszukiwania wtedy klawisza Escape po omacku. Hałas generowany przez jedyny, nieduży wiatraczek jest dość nieprzyjemny, dochodzi do 60 dB. Dźwięki wydobywające się z głośników nie są złe, ale nie zachwycają. Wysokie tony powodują delikatne trzaski, basów brak, da się porozmawiać, ale oglądanie filmów lub słuchanie muzyki na tym sprzęcie odradzam. Zresztą, ultrabooki, nawet te za kilka tysięcy złotych, raczej z dobrej jakości głośników nie słyną.

Dzięki uprzejmości Google'a możemy również zobaczyć jak Pixel wygląda w środku:

Używam Pixela od kilku dni wciąż nie jestem w stanie Wam powiedzieć, co sądzę o Chrome OS. Na razie udało mi się stwierdzić, że nie jest tak źle, jak się spodziewałam. Oczywiście brakuje wielu narzędzi, których używam w pracy, trafiłam też na kilka błędów i tego przeskoczyć się nie da… ale o tym będziecie mogli przeczytać za kilka dni.

Przyjemności i nieprzyjemności pracy na tej maszynie mogliśmy zakosztować dzięki GDG Wrocław, jednej z kilku w Polsce grup deweloperów oraz entuzjastów technologii Google takich jak Android, Chrome czy App Engine. Członkowie tej społeczności wspólnie poszerzają swoją wiedzę na cyklicznie organizowanych wykładach, hackatonach oraz konferencjach poświęconych wspomnianym zagadnieniom. Warto też dodać, że ich spotkania często organizowane są w budynku Google we Wrocławiu. Uczestnictwo w nich jest więc okazją na sprawdzenie czy legendy o cudach znajdujących się w biurach Google'a to nie są tylko bajki dla małych geeków.

© dobreprogramy