Ciężkie czasy dla Nintendo: kolejnego roku pod kreską udało się uniknąć tylko dzięki taniemu jenowi

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Liczby dla Nintendo nie wyglądają za dobrze. Japoński gigant elektronicznej rozrywki, na którego konsolach do gier wychowało się już kilka pokoleń graczy, próbuje poradzić sobie z nową sytuacją rynkową – mobilną erą rozrywki, w której coraz więcej osób wybiera zamiast konsol granie na telefonach i tabletach. Czy jednak zdoła sobie z nią poradzić?

W całym roku podatkowym 2012 Nintendo odnotowało stratę operacyjną na poziomie 36,4 miliardów jenów (ok. 1,2 mld złotych). Strata nie jest to niespodzianką – firma zapowiadała ją już w sprawozdaniu finansowym za trzeci kwartał roku 2012. Wtedy jednak mowa była o stracie na poziomie 20 mld jenów. Ostateczny wynik jest porównywalny z rokiem 2011, kiedy to Nintendo straciło 37,3 mld jenów. Co gorsza, ten drugi z rzędu ciężki dla Japończyków rok wydarzył się mimo znaczącego osłabienia kursu jena względem dolara (obecnie poniżej 100 jenów za 1 USD), będącego wynikiem proeksportowej polityki japońskiego rzędu. Gdyby nie to, wyniki byłyby jeszcze gorsze, a tak 39,5 mld jenów zostało uzyskanych dzięki deprecjacji jena, która pozwoliła pod koniec okresu na przewyższenie strat operacyjnych i zamknięcie roku zyskiem netto w wysokości 7,1 mld jenów.

Główne produkty Nintendo – konsola Wii U oraz przenośna konsola 3DS – sprzedawały się znacznie gorzej, niż się spodziewano, mimo że wcześniej obniżono już prognozy sprzedażowe. Pierwsza konsola ósmej generacji na rynku nie zdołała znaleźć nawet planowanych 4 mln nabywców, do celu zabrakło ponad ćwierć miliona sztuk. Firma przyznała, że powodem tej sytuacji było opóźnienie w pracach nad grami dla tej konsoli. Z kolei 3DS sprzedało się w niespełna 14 mln egzemplarzy (z niespełna 50 mln egzemplarzy gier). Nie pomogły premiery takich hitów jak New Super Mario Bros 2 czy Mario Kart 7.

Prezes Nintendo, Satoru Iwata, wierzy jednak, że ten rok odmieni zły los – rok 2013 przynieść ma zysk na poziomie 100 mld jenów, a to za sprawą przekazania atrakcyjnej natury naszego sprzętu i oprogramowania poprzez naszą nową usługę sieciową Miiverse, a także obniżenie kosztów produkcji konsoli Wii U. Iwata zamierza także zmienić dotychczasową strategię firmy względem ekspozycji na imprezach branżowych: w tym roku na Electronic Entertainment Expo nie będzie już wielkich konferencji prasowych, zastąpić je mają mniejsze imprezy, poświęcone ofercie dla poszczególnych regionów świata. Wieści o nowych grach mają być przekazywane graczom drogą elektroniczną. Poza nimi za wiele nie będzie – w tym roku Nintendo nie pokaże żadnego nowego sprzętu.

Nie oznacza to koniecznie słabości Nintendo jako marki. W końcu pozostali wielcy producenci konsol zrobili to samo: Sony zamiast czekać na E3, przedstawiło PS4 na swojej własnej imprezie, Microsoft pokaże następcę Xboksa 360 na kilka tygodni przed imprezą. W tych czasach wielkie eventy mogą nie być już najlepszym sposobem na dotarcie do społeczności graczy, więc promowanie się na nich (szczególnie w sytuacji, gdy zainteresowanie mediów skupi się na nowych maszynkach od Sony i Microsoftu) to marnotrawienie sił i środków.

Z drugiej strony ten cały optymizm Satoru Iwaty może już być tylko robieniem dobrej miny do złej gry – w sytuacji, gdy Wii U będzie miało w tej generacji konsol dwóch potężnych konkurentów, z generalnie znacznie lepszą ofertą gier, trudno będzie zrealizować ambitne cele sprzedażowe na ten rok. Może powtórzyć się sytuacja z Segą, gdy całkiem przecież niezły, pod wieloma względami wysoce innowacyjny Dreamcast został w końcu wyparty z rynku przez Playstation 2, w konsekwencji sprowadzając Segę do roli wydawcy gier na inne konsole.

© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieBrzydkie podróbki figurek z PRL-u. Jest człowiek, który ma ich pokaźną kolekcję