Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Co ma granie do Linuksa?


Czy jestem więc przeciwko obecności Valve na Linux? Nie sądzę! Chciałbym jednak, żeby to odbywało się na zasadzie: najpierw inwestujecie, a potem zbieracie profity. W tej chwili większość użytkowników Linuksa uważa, że Linux powinien mieć więcej użytkowników, ponieważ wśród tych milionów na pewno znajdzie się i taka osoba, która zapłaci i za mnie. To tyle o komercja vs Linux z mojej strony :)

Powyższy komentarz to fragment mojej wypowiedzi do tekstu Dredaina: Co z tymi grami na Linuksa? Nie chciałbym wdawać się w offtopową dyskusję pod skądinąd świetnym artykułem, więc postanowiłem przenieść ją na bardziej neutralny (dla mnie) grunt.

Zdaję sobie sprawę, że wygląda to na herezję jak na fana Linuksa, ale nie jestem specjalnym zwolennikiem tworzenia rynku growego na Linuksie. Można powiedzieć chyba raczej, że jestem "za", a nawet "przeciw", albo (nomen omen): czy gra jest w ogóle warta świeczki?

Większość osób uważa, że gry mogą wyciągnąć Linuksa z tego kilkuprocentowego, niszowego dołka i postawić go na piedestale systemów operacyjnych. Oczywiście te osoby mają za sobą całe tony statystyk i wykresów świadczących, że komuś to się już udało. No cóż chciałbym je zobaczyć, ale na przeszkodzie stoi jak zawsze anonimowość (brak odpowiedzialności) w internecie. Można więc powiedzieć, że każdemu można mówić co się chce i nie popierać swojej tezy żadnymi dowodami. Od samego Druedaina dowiedziałem się, że (pozwolę sobie złapać go za słówko): może masz racje, a może jej nie masz. Obie więc nasze teorie oparte są na czystej spekulacji: albo - albo. Faktem jest, że nigdy nie było w historii komputeryzacji momentu, że to gry były zdolne do udźwignięcia takiej misji. A może jednak...

r   e   k   l   a   m   a

Historia jednej gry

Chodzi o jedną z najważniejszych gier w historii - Wolfensteina 3D. Młodzi pewnie nie znają, starzy już nie pamiętają. Gra była ewenementem, który zapoczątkował realne myślenie o wirtualnej rzeczywistości. W tamtych czasach to był szał, którego zwieńczeniem był film Kosiarz Umysłów. Była to też jedna z nielicznych gier niedostępnych dla Amigowców (pomimo kilku innych prób zaszczepienia niewektorowego 3D w Amidze). Gra ta jednak nie zabiła Amigi. Zabili ją twórcy tego sprzętu, którzy nie byli zbyt rozsądni, aby ten sprzęt ulepszyć do nowych zbliżających się czasów. W każdym razie potencjał nowego sprzętu wykorzystały PC, które pozwoliły graczom cieszyć się potomkami Wolfensteina. Z tego samego powodu kryzys dotknął również wiele obiecujący sprzęt od Apple, które teraz nie popełnia tego samego błędu i systematycznie dawkuje swoim klientom nowe generacje swoich zabawek, z których każda może więcej.

Motyw zamkniętej architektury jednak nie zaginął i rozwinął się w postaci konsol, które przywróciły tego typu sprzętowi swoje miejsce na piedestale na początku XXI wieku. To co jednak zawdzięczamy konsolom to solidny rynek gier, który zdołał się obronić przed piractwem (co nie znaczy, ze w ogóle ono nie istniało w tej wersji).

W każdym razie tu pojawia się Linux. Co ma do zaoferowania graczom i producentom gier Linux? W zasadzie same wady. Brak komercyjnego rynku oprogramowania (czytaj wspieranie otwartego oprogramowania), optymalizację (wspieranie starszego sprzętu, które nie zachęca do zakupu maszyn mogących uradzić współczesne tytuły), własne zasady bezpieczeństwa (brak wsparcia dla DRM) i wiele innych zalet (wad). Czy jesteśmy gotowi, jako zapaleni Linuksiarze, do utraty takiej wolności w zamian za rynek, którego skutku nikt nie jest pewny? Cena dość wysoka jak na tak niepewną przyszłość, ale może istnieje inny sposób...

Uważam Rze

Można się zżymać - 'po co nam tacy użytkownicy', ale bez takiego mięsa armatniego producenci nie będą dostrzegali Linuksa.

Powyżej to słowa @dhora pod wspomnianym wcześniej artykułem i moim komentarzem. Zawsze zastanawiałem nad logiką takich wypowiedzi. To znaczy, dlaczego połączenie klasy matemtyczno-fizycznej z klasą "dla uczniów specjalnych" miałoby zawyżyć iloraz inteligencji utworzonej w ten sposób "elity". Bo być może w tej grupie znajdzie się jakaś osoba, która IQ może podwyższyć. A może jednak rację będzie miała, jak zwykle w takich przypadkach - większość. W każdym razie tzw. producenci nigdy nie patrzą na to ile osób ma grupa, tylko ile osób z tej grupy jest gotowych zapłacić. I bardzo łatwo to sprawdzić. Oczywiście bardzo łatwo, ale nie w przypadku Linuksa, który sam nie potrafi policzyć swoich użytkowników. A już tym bardziej nie budzi sympatii teoria o "darmowości" systemu (bardzo krzywdząca ten system według mnie). Jak więc wspomniał Druedain, wszystko okaże się po tym jak zostanie przyjęty pomysł wyjścia Valve w stronę użytkowników Linuksa i czy zapłacą za podstawione im tytuły. W każdym razie na tym etapie byłbym sceptyczny. Steam dla OSX istnieje od dawna, system ma co najmniej dwa razy więcej użytkowników od Linuksa i gotowych wydać więcej, nadal nie widzę jednak na ten system wysypu gier z wyższej półki.

Oczywiście według @dhora na takich podwalinach można zbudować zyskujący rynek gier dla Linuksa. Tym bardziej, że wśród tego "mięsa armatniego" znajdzie się kilka osób, które za gry zapłacą. My oczywiście za nie nie zapłacimy, bo My nie gramy, My Linuksa używamy do wyższych celów i mamy Swoje darmowe programy. Ale "mięso" na pewno się wykaże. Pytanie tylko, czy płacąc za grę w jakiś sposób obliguję producentów tejże gry do wspierania mojego systemu i jego oprogramowania? Złośliwie zapytam, czy producenci gier na Windows sponsorują Microsoft?

Co ma piernik do wiatraka

Zawsze przy podobnych tekstach wracam do przykładu nieszczęsnego Photoshopa. Produkt Adobe zdaje się być uważany za ostatni bastion niszowości Linuksa. Przypuśćmy jednak, że jest już wreszcie i wersja dla dla naszego systemu. I co? I nic. Co na tym zyskał Linux? Na całej transakcji zarobiło oczywiście Adobe. Być może kilka centów także Canonical. Tylko co zyskał na tym taki GIMP, lub Krita? W moim mniemaniu to właśnie te programy nagle zyskały poważną konkurencję i straciły sporo użytkowników. Będę pewnie bardziej idiotą niż optymistą, że Adobe coś tam rzuciło na otarcie łez i de facto wsparła konkurencję, albo Canonical jakiś procent z tych kilku centów marży dofinansował Fundację GNOME (widzę jak się uśmiechasz lucas_).

W każdym razie właśnie dofinansowaliśmy konkurencję sumą min. 4000 zł i liczymy, że coś z tego przypadnie GIMPowi i reszcie. A gdyby tak od razu wpłacić całą tę sumę na konto GIMPa? Oczywiście to nie wchodzi w grę, bo w tej chwili ten program nie jest wart tyle ile konkurencyjny PS! Pytanie tylko, czy jeśli byśmy porównali obecnego GIMPA z PS kilka wydań wstecz, też wypadłby on tak blado? A czy wtedy kosztował PS mniej? Graficy więc płacąc za Photoshopa 3 byli pewni, że w przyszłości będą mogli zaopatrzyć się w giganta pokroju PS 6. Dlaczego tej reguły nie zastosować do GIMPa? Nie ufamy jego deweloperom, że dobrze zainwestują nasze 4000? Kluczem w tym wypadku jest marketing. To znaczy ktoś w Adobe wmówił nam, że ma na tyle przekonującą politykę reklamową, że namówi i inne osoby oprócz nas, nie będziemy więc jedynymi darczyńcami. Deweloperzy GIMPa takiej gwarancji nie dadzą, bo to nieuczciwe, czyli kolejna zaleta/wada Linux vs komercja ujawniona.

Linux komercyjny

Od jakiegoś czasu czytam o potrzebie komercjalizacji Linuksa, nie tylko na poziomie gier, ale i oprogramowania. Temat jest arcyciekawy. Z mojego punktu widzenia zawsze zastanawiało mnie, dlaczego deweloperzy oprogramowania Open Source potrafią funkcjonować ponad 20 lat na rynku kierującym się zasady dobrowolności opłat, a giganci wynajmujący biura na Manhatanie boją się wyłożyć kilku dolarów na wersję for Linux. Zrobić instalkę gry dla Linuksa nie jest trudno jeśli mamy już gotowy projekt dla innych systemów. Problemem jest sam marketing. Taką wersje trzeba jeszcze wypromować, a na to pójdzie jeszcze większa kasa niż zapłaciliśmy programistom i grafikom. Wykupienie reklam, koszty tłoczenia, koszty sprzedaży itp. Po chwili jednak zadajemy sobie pytanie, czy to się nam zwróci?

Na obecnym etapie jesteśmy jednak zmuszeni budować rynek gier dla Linuksa. Rynek kapryśny, ponieważ nie posiada żadnych zorganizowanych podstaw. Nie chodzi tu o ilość dystrybucji, bo robiąc grę dla Ubuntu i tak de facto czynimy ją kompatybilną z innymi dystrybucjami (choćbyśmy tego nawet nie zamierzali). Chodzi o trafienie z reklamą do konkretnego użytkownika, który zainteresuje się projektem, którego jeszcze na oczy nie widział. To tak jakby w Caritasie reklamować kawior. Nie twierdzę, że nie znaleźliby się chętni tylko, czy to jest klient docelowy? Czy opłaca się kleić tam plakaty? W każdym razie obecnie więcej wydaje na samo utworzenie rynku, który w przyszłości będzie także wykorzystywany także przez konkurencję, niż na nim możemy zyskać.

W kwestii Linuksa mamy więc przed sobą długą drogę, a patrząc na popularniejszego obecnie OSXa, znajdującego się jednak w podobnym położeniu, drogę jest jeszcze długą. Pamiętam jak zaczynałem zabawę z Linuksem pozycje takie jak Guitar Pro i Maya 3D także wymieniane były jako must be. Pomimo kilkuletniej obecności tychże tytułów dla Linuksa nie zauważam jednak poruszenia w statystykach (chociaż kilkuprocentowego). Co zmieni PS? Co ma do zaoferowania dla użytkownika PSa Linux, że ten przeszedł by na tę wersję zamiast dalej siedzieć na wersji Windows? To znaczy Photoshop na Windowsie działa doskonale, na Linuksie będzie działał tak samo, bo to ten sam program, co ma więc takiego Linux, że mam porzucić Windowsa, bo PS to jednak nadal ten sam produkt?

and the winner is...

Pytam poważnie! Często słychać takie opinie, że "przeszedłbym na tego Linuksa, ale nie ma na niego Photoshopa, a ten jest mi potrzebny do pracy". W moim mniemaniu to wygląda tak: poznałem tego Linuksa, jest bezpieczny, jest szybki, stabilny, czyli to czego nie mam na Windowsie, ale na Windowsie mam Photoshopa. Hmm... Oczywiście dla Photoshopa wybaczam wszystkie wady Windowsowi. To nic, że moje konto bankowe nie jest już moje, to nic, że załadowanie systemu trwa dłużej niż przełączyłbym pomiędzy Linuksem, a Windowsem, to nic, że jutro stracę kolejne kilka godzin na na przeinstalowanie systemu. Logiczne to jest?

Mówię oczywiście o posiadaniu dwóch systemów. Czy mam promować teorię, że Linux powinien parzyć kawę, bo w ten sposób zyska grono osób lubiących ten trunek i tym samym kolejne liczące się "mięso armatnie". A wszystko po to, aby pozbyć się z kuchni ekspresu do kawy? Sam jestem zapalonym fanem PS3. Czy posiadanie dodatkowego sprzętu w domu to dla mnie problem? Powiedziałbym raczej, że większa wygoda! W każdym razie konsola nigdy nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o powód dla którego ją kupiłem. Że gry drogie? Serio??! Bo nie można grać za darmo (czyt. piracić)? Ależ ja właśnie z tego powodu kupiłem PS3! Przynajmniej wiem, że moje pieniądze nie idą na wspieranie tych którzy lubią darmową wersję rozrywki. I mam z tego profity, jak w przypadku BF3 Premium.

Kwestia ceny gier na konsole to także rzecz dyskusyjna. Średnio jest to ok. 80 zł więcej niż za wersję PC. Niewiele osób wie, że konsole też mają swoje klasyki, które tanieją i wcale nie zostają okrojone z dodatków jak np. papierowa instrukcja. Czym więc w tej chwili może przekonać mnie Linux w kwestii grania do czego nie może przekonać mnie PC-Windows? No chyba, ze znajdzie sposób aby trafić także do serc konsolowców?

Po co wskrzeszać trupa?

W dyskusji z Druedainem poruszyłem przykład Angry Birds. Gra jest dość specyficzna i muszę przyznać, że ostatnio to najgłośniejszy tytuł, który dystansuje wiele popularnych pozycji. Faktem jest, ze gry typu casual zaczynają wypierać tytuły jakie królowały do tej pory. Z ostatniej konferencji UDS-Q dowiedzieliśmy się także, że EA widzi już zbliżającą się rewolucję. Podstawą przyszłej rozrywki staną się wkrótce przeglądarki, a "mięso armatnie" zasili płeć piękna. Dzięki temu rynek PC powoli odrabia straty względem konsol w kwestii zyskowności. Tylko, czy obecni gracze Linuksowi chcą w takie gry grać?

Druedain pokazał całkiem ciekawą ofertę. To właśnie tego typu gry będą niedługo królować na PC. Albo raczej na tabletach, bo aż się proszą o "dotykowe sterowanie". W takiej rzeczywistości Linux nie musi się niczego obawiać i zająć się innymi naglącymi sprawami. Gier w każdym razie nie zabraknie. Tu już nie będzie miało znaczenia jakiego systemu używasz. Oczywiście wpływu na rozwój samego systemu także nie uświadczysz, ale jak wcześniej wspomnieliśmy i tak nie byliśmy pewni, czy coś na tym byśmy zyskali. Oczywiście pozostaną jeszcze takie tytuły jak BF3, Diablo 3, NfS ale te już będą domeną konsol. No i znowu zacznie się pewnie koleina teoria, że Linux musi dorównać konsolom.

W każdym razie EA na UDS-Q zaoferowało graczom Linuksowym dość nietypową propozycję. Macie tu dwa ciekawe, choć niemłode tytuły całkowicie za darmo. Haczyk polega na tym, żebyście pokazali, że potraficie korzystać ze sposobu oferowania gier jaki proponuje Canonical. Krótko mówiąc chodzi o to, żeby pokazać, że gier dostępnych także w internecie można trafić przez natywne narzędzie jakim jest Ubuntu Software Center. Ile osób skorzystały z tej promocji Ubuntu jako maszynki do zakupu gier? Nie wiem! W każdym razie fala artykułów w stylu "Z czym do ludzi" była bardzo wymowna. Polityka EA jest oczywista: jest zainteresowanie będą nowe tytuły, nie ma więc pewnie będą piracić.

Who's your daddy?

Całą tę dyskusję podsumowałem komentarzem, że lepszy pożytek jest ze wspierania używania programów Linuksowych na Windowsie niż odwrotnie. Zasada jest prosta - chcesz, aby turyści przyjeżdżali do twojego kraju, to musisz najpierw zainteresować ich swoją kulturą na ich gruncie. Ktoś kto używa GIMPa na Windowsie więcej robi dla tego programu, niż ktoś kto używałby PSa na Linuksie. Wiele osób twierdzi, że takie "mięso armatnie" może przypadkiem zainteresować się dotacją dla jakiegoś programu. Czy wobec tego ktoś kto się tym programem zainteresował na Windows i zapłacił datek jego deweloperom nie wspiera pośrednio także wersji dla Linuksa? Kwestia tylko zainteresowania go innymi pozycjami, a nie przenoszenia wszystkiego tego co miał na Windows na Linuksa. Czy to ma sens?

Chodzi mi oczywiście o robienie z Linuksa Windowsa. O tym, że zamknięte oprogramowanie na pewno doprowadzi do tego, ze Linux będzie miej bezpieczny, wolniejszy i droższy można przekonać się już po Androidzie (i zapewne tak samo jak Android podniesie go w statystykach). Zastanawiam się tylko, przypominając sobie komentarze z jednego z moich wcześniejszych wpisów, dlaczego jesteśmy przeciwko wielu dystrybucjom Linuksa, a nie mamy nic przeciwko kolejnej dystrybucji Windowsa?

Ilustracje do tekstu to kilka ciekawych tytułów (i to nowych), w które bez dużych problemów można odpalić via Wine. Niektóre z nich mają status Platinum. W zasadzie to dodałem je z przekory, ale skoro już teraz można zagrać w tyle tytułów, to ... osochozi? W każdym razie dla Linuksa pożytek z instalacji takiej gry natywnie, czy to poprzez Wine jest taki sam. Dla Windowsa zapewne też. 

linux gry hobby

Komentarze