Commodore: historia upadku

Jak to możliwe, że świetnie prosperująca firma z dużymi dochodami, której produkty można było znaleźć w wielu domach na całym świecie, z perspektywami na dalszy wzrost, idzie w zupełnie inną stronę, traci uznanie, pieniądze i bankrutuje, a to wszystko w zaledwie 10 lat?

W tym materiale postaram się wyjaśnić ten “fenomen” na przykładzie firmy Commodore. Ten klip jest swoistą kontynuacją materiału “Commodore: historia powstania i droga na szczyt”. Jeśli zatem interesuje Was to jak powstało Commodore to zachęcam do sprawdzenia właśnie tego materiału (tutaj znajduje się wersja wideo).

Duża część nagrań do tego odcinka została zarejestrowana we Wrocławskim muzeum “Gry i komputery minionej ery”. Mają bardzo fajne zbiory i jeśli chcecie zobaczyć te maszynki na własne oczy, to możecie – wystawa jest interaktywna, co oznacza, że na części sprzętów możecie pograć!

Standardowo, materiał dostępny jest także w wersji wideo (~40 min.):

Wersja wideo pojawia się zawsze kilka dni przed wersją tekstową, zachęcam więc do śledzenia mnie na YouTube. Dodatkowo, wersja tekstowa jest odrobinę obcięta.

Do rzeczy! 

Wielu uważa, że upadek giganta zaczął się w momencie odejścia z firmy Jacka Tramiela i właśnie w tym miejscu zaczyna się ta historia. 

Rozdział 1. Tramielxit

Komputery Commodore sprzedawały się dobrze i było przynajmniej kilka powodów: dobra cena, dobre możliwości w relacji do tej ceny oraz dostępność. Tramiel sprzedawał swoje komputery nie tak jak konkurencja, jedynie drogą pocztową czy w specjalistycznych sklepach – zamiast tego postawił na dyskonty i sklepy z zabawkami.

Wojna cenowa z konkurencją zmusiła jednak firmę do cięć kosztów gdzie się da. Tramiel obsesyjnie starał się kontrolować absolutnie wszystko co działo się w firmie, co przy tak dużej organizacji było niemożliwe. Większość zakupów musiała być zatwierdzona przez samego Jacka – kiedy ten jechał gdzieś w delegację na biurku rosła sterta papierków do podpisania, a firma stawała w miejscu.

W rezultacie w zarządzie Commodore coraz częściej dochodziło do kłótni, a najgłośniej słychać było krzyki Tramiela i Goulda.

Większość źródeł podaje, że podczas jednej z takich głośnych wymian zdań Tramiel odszedł z firmy. Jednak wiele lat po tych wydarzeniach, syn Jacka – Leonard, podczas panelu na imprezie CommVEx w 2015 roku, przedstawił inną wersję wydarzeń.

Przede wszystkim uważa, że rozstanie z firmą nie nastąpiło podczas spotkania zarządu, a podczas imprezy CES w Las Vegas. Podczas jej trwania Jack zwrócił uwagę Gouldowi, że ten używa firmowych zasobów jakby były jego prywatnymi – podając za przykład firmowy odrzutowiec. Jack miał powiedzieć: "nie możesz tego robić dopóki ja jestem prezesem", na co Gould odparł jedynie “do widzenia”.

Ciekawostką jest, że dzień wcześniej synowie Jacka, chcąc mu sprawić prezent kupili mu nowiutką Corvette, w kolorze czerwonym (o której Jack marzył). Synowie zwabili ojca przed hotel, w którym się zatrzymali i kiedy Jack zobaczył samochód powiedział:

To jest ten samochód, dokładnie taki chciałem mieć.

Kiedy zbliżył się do samochodu, jeden z synów – Gary, wręczył mu kluczyki.

Skoro to m.in. samolot narobił tyle zamieszania, to dodam o nim kilka ciekawostek. Otóż miał on nazwę nawiązującą do firmy: a jaki wyraz czy akronim związany z Commodore rymuje się z amerykańskim słowem “jet” – oczywiście... PET. Odrzutowiec nosił nazwę Pet-jet, a kupując go Commodore stało się pierwszą firmą z segmentu komputerów osobistych, która posiadała taki środek transportu.

Samolot ten, rozbił się z Tramielem na pokładzie. “Rozbił się” to może za mocno powiedziane, w każdym razie samolot zaliczył przymusowe, twarde lądowanie i chwilę później zajął się płomieniami. 

W książce Briana Bagnalla (Commodore: A Company on the Edge) opisana jest ciekawa historia związana z tym samolotem. Otóż był taki okres kiedy Jack chwalił się wszem i wobec, że wydał 4 miliony USD na badania i rozwój. Na papierze wszystko się zgadzało – ALE – Jack zapomniał dodać, że lwia część z tych czterech milionów to koszt kupna samolotu i jego utrzymanie, bo z jakiegoś powodu samolot był zaksięgowany w budżecie na badania i rozwój.

Wracamy do tematu, a dokładnie do powodów odejścia Tramiela z Commodore.

Wersja wydarzeń jaka jest często podawana mówi o tym, że Tramiel chciał kolokwialnie mówiąc “wkręcić” swoich synów na wysokie stanowiska w ramach struktur Commodore, co spotkało się z oporem po stronie Goulda. Ten miał się obawiać, że rodzina Tramielów wygryzie go ze stanowiska, a jako argument podawał, że są niedoświadczeni – co nie było prawdą, bo od lat pracowali już w strukturach firmy. Gould chciał, aby wysokie stanowiska zajmowali starzy, doświadczeni panowie, nawet jeśli to doświadczenie zdobywali w zupełnie innych branżach: stal, ropa naftowa, motoryzacja, itd.

Nawiasem mówiąc, nikt w tamtym okresie nie mógł posiadać wieloletniego doświadczenia w dziedzinie obrotu komputerami osobistymi, bo ta branża dopiero się rodziła.

Wielu innych managerów w Commodore nie podzielało wizji Goulda i odeszło z firmy chwilę po Jacku.

Niezależnie od tego jaka wersja była prawdziwa, w styczniu 1984 roku Tramiel odszedł z Commodore i zakłada swoją firmę – TramEL Technology, chwile później kupuje Atari i w tym momencie zaczyna się lawina pozwów płynących z każdej ze stron. Opowiem o tym szerzej w materiale dedykowanym Amidze, bo jest to istotne w historii tego kultowego komputera, teraz nie poświęcam na to czasu.

W dalszych rozdziałach nie skupiam się już na postaci Jacka Tramiela, szorstkiego biznesmena, który choć uważany jest za jednego z ojców komputerów osobistych, to jak podsumował to jego syn: on nie był wcale technologią zainteresowany.

Atari dokończyło żywota później niż Commodore, bo dopiero w 1996 roku, a ostatnim tchem firmy była konsola Atari Jaguar, reklamowana jako pierwsza 64-bitowa konsola, co nie było do końca prawdą.

Tramiel zasłynął dwoma cytatami, ten najpopularniejszy to:

Biznes to wojna

...ale ten przyjemniejszy to:

Komputery dla mas, nie dla klas*

– oba świetnie opisują to jakim był biznesmenem i jak chciał zawojować świat.

* Wyższych klas społecznych.

Firmami pod swoją wodza rządził żelazną ręką i bez mrugnięcia okiem pozbywał się osób, które się z nim nie zgadzały. Jego podwładni wspominają proceder, który nazywali “Jack Attack”. Był to słowny, często bardzo personalny i głośny atak w wykonaniu Tramiela. Tramiel twierdził, że testował w ten sposób pracowników i sprawdzał jak się zachowają, inni uważają, że był po prostu nerwusem.

Jego podejście do konkurencji fajnie obrazuje akcja marketingowa z czasów C64. Gigant ogłosił promocję według której każdy kto przyniesie do sklepu stary komputer, dostanie 100 USD zniżki na C64. Wtedy jedna z sieci zaczęła sprzedawać komputery Timex Sinclair 1000 za zaledwie 10 USD dla tych, którzy zadeklarowali chęć nabycia C64. Dobra promocja i wiele osób z niej skorzystało, ale to nie koniec. Commodore przy błyskach fleszy przekazało komputery organizacjom charytatywnym, ale to dalej nie koniec. Cześć z komputerów zostawiono i używano ich w siedzibie firmy jako... stopery do drzwi.

Jednak to nie komputery Sinclair były celem tej kampanii. W tym czasie, Commodore było na ścieżce wojennej z wszystkimi producentami komputerów, ale jednemu z nich Tramiel chciał dopiec w szczególności – chodziło oczywiście o... firmę która wygryzła go z biznesu kalkulatorów: Texas Instruments. Akcji promocyjnej pomogło to, że w komputerach TI wykryto defekt i wielu użytkowników chciało się ich pozbyć.

Jego taktyka zadziała tak dobrze, że Texas Instruments wycofało się z rynku komputerów, ale TI na odchodne zadało Jackowi ostatni cios – firma posiadała duże zapasy magazynowe komputerów TI-99/4A, a jako że zrezygnowali z tego rynku, zaczęli je sprzedawać za 50 USD, co odbiło się na wynikach sprzedaży C64.

W Polsce marketing nie był Tramielowi potrzebny. W granicach naszego kraju 8-bitowe Atari sprzedawało się dobrze i w wywiadzie jaki udzielił Bajtkowi, Tramiel podkreślił, że bardzo go to cieszy i że poinformowano go także, że komputerem nr 1 w Polsce był swego czasu Commodore 64, co pozwoliło mu wysnuć tezę:

Być może więc Polacy, wybierając komputery, nie kierują się nazwą firmy. Możliwe, że po prostu idą za mną.

W wywiadzie padła jeszcze jedna... nazwijmy to 'humorystyczna wypowiedź'. Pamiętajcie, że wywiad przeprowadzony był w 1987 roku, kiedy w Polsce rządziła komuna i kiedy przeprowadzający wywiad (Jacek Barlik) poprosił Tramiela o ustosunkowanie się do donosów w amerykańskiej prasie odnośnie tego, że ten planuje podobno odkupić Commodore, Jack odpowiedział:

Nie mam zamiaru kupować Commodore'a. Mamy wolną prasę w tym kraju – mówię o Stanach Zjednoczonych –która pisze to co chce.

Jack Tramiel zmarł 8 kwietnia 2012 roku w swoim domu w Monte Sereno, otoczony rodziną. Przez ostatnie lata swojego życia cieszył się emeryturą i unikał prasy. Jedną z ostatnich (jak nie ostatnią) okazją do spotkania go na scenie, była impreza z okazji 25-cio lecia Commodore 64, podczas której udzielił kilku wywiadów i usunął się w cień.

Prawdopodobnie ostatnie nagranie z nim można zobaczyć w filmie dokumentalnym “8 Bit Generation: The Commodore Wars”, który ukazał się kilka lat po jego śmierci.

Wtrącę jeszcze, że rodzina Tramielów od lat wspiera muzeum żydów polskich Polin.

Jako ciekawostkę dodam, że wcale nie tak dawno temu grupa ludzi zrzeszonych na grupie facebook-owej “Zarzewiak” przeprowadziła małe śledztwo, aby odkryć prawdziwe imię i nazwisko naszego bohatera, a także miejsce w którym mieszkał.

Łącząc fakty, doszli do wniosku, że jego dom rodzinny mieścił się przy obecnej ulicy Przybyszewskiego. Na Google Maps można zobaczyć to miejsce, znajduje się tam obecnie Poczta.

Kilka lat temu Xyrcon pisała na ten temat newsa, którego znajdziecie TUTAJ.

Teraz wracam do początku roku 1984, dokładnie do lutego. Wtedy Commodore kupiło byt o nazwie Amiga Corporation, za bagatela 25 milionów USD (czyli dzisiejsze niecałe 62 MLN USD).

Rozdział 2. Nic się nie stało

4 lipca 1776 rozpoczęła się Amerykańska rewolucja. Król Wielkiej Brytanii – Jerzy III napisał w swoim pamiętniku pod tą datą zdanie:

Nic ważnego się dziś nie wydarzyło.

Jak wiemy, mocno się mylił. Co to ma wspólnego z Commodore? Otóż w prostych słowach opisuje jak krótkowzroczność przywódcy może doprowadzić do tragedii...

OK, przyznaję się, że zerżnąłem ten motyw z serialu The X-Files. Musicie też wiedzieć, że choć brzmi ładnie i obrazkowo, to była to zwykła fikcja, bo Jerzy III nie prowadził pamiętnika ;)

Na miejsce Tramiela, Gould posadził Marshalla Smitha. Choć wyniki finansowe Commodore w 1984 roku były świetne (144 MLN USD zysku netto), to drenaż wartościowych pracowników i ogólna sytuacja na rynku komputerów sprawiły, że zaledwie rok później firma znalazła się w tarapatach finansowych: 114 MLN USD straty netto. 

Należy mieć na uwadze, że Commodore dużo wtedy inwestowało, a pieniądze na tak duże inwestycje pochodziły z kredytów. W rezultacie z tych milionów dolarów zysku po spłaceniu kredytodawców dla Commodore zostawało niewiele. Firma szukała więc nowych kontraktów i stała się m.in. tzw. "drugim źródłem" dla Intela przy produkcji układów 8088. Kupiono również firmę Bytec-Comterm, która produkowała klony IBM-owskich pecetów pod nazwą Hyperion. 

Jeszcze w 1984 roku Commodore zaprezentuje pierwszy przenośny komputer z kolorowym monitorem. Mowa o SX-64, który był modelem C64 (ze stacją dysków) zamkniętym w walizce.

Również w 1984 roku firma zaprezentowała dość dziwny twór o nazwie Commodore 16, dziwny dlatego, że posiadał jedynie 16KB RAM-u, lepszy procesor niż model “64” i był w stanie generować 121 kolorów na ekranie w tym samym czasie (C64 był w stanie wygenerować zaledwie 16 kolorów). Dodatkową ułomnością był brak sprzętowego wsparcia przy generowaniu sprajtów.

W Europie rozprowadzano także komputer Commodore 116, który był w zasadzie modelem 16 w innej obudowie z inna klawiaturą. Urządzenie nie odniosło wielkiego sukcesu, choć sprzedawało się dobrze w biedniejszych krajach starego kontynentu i w Meksyku. 

Komputery z tej serii posiadają status kultowy na Węgrzech, gdzie po obniżce ceny przez Commodore sprzedawały się o wiele lepiej niż droższy C64.

Innym dziwadłem jakie zaprezentował gigant był model Plus/4, który był praktycznie modelem Commodore 16 z 64KB RAM, w innej obudowie z inną klawiaturą, do tego z czterema wbudowanymi aplikacjami i trzy razy większą ceną.

Lata po premierze komputera magazyn Info publikując zdjęcie Plus/4 podpisał je tekstem “czy to jest żart?”. Jest to przy okazji odpowiedź na pytanie czy komputer odniósł sukces. Nie odniósł i nie wystarczyły zapewnienia Commodore, że nie był to sprzęt kierowany do graczy czy entuzjastów, a do zastosowań biznesowych.

Niezgodności C16 i Plus/4 z ugruntowanym już C64 była gwoździem do trumny. Komputerów z tej serii sprzedało się zaledwie milion sztuk: 40% przypadło na modele Plus/4 i co ciekawe kiedy w 1985 Commodore podjęło decyzję o zaprzestaniu produkcji tych modeli, to nie kiepskie wyniki sprzedaży były powodem, a chęć zapewnienia zasobów we wszystkich zakładach firmy, aby wyprodukować jak największą ilość C64 przed okresem świątecznym.

Tak oto dotarliśmy do 1985 roku, kiedy to Commodore zaprezentowało światu C128 oraz zupełnie nową serię komputerów – Amigę. Pierwszy model oferowany klientom, był opatrzony numerem 1000.

Amigę 1000 podczas premiery prezentował Andy Warhol i jako platforma graficzna, Amiga spisywała się naprawdę świetnie, zwłaszcza w 1985 roku. Możliwościami audio-wideo Amiga wyprzedzała konkurencję, ale był jeden zasadniczy minus – cena na poziomie 1300 USD (czyli dzisiejsze trochę ponad 3 tysiące USD).

Chwilę później Commodore znalazło na to lekarstwo. W 1987 roku zaprezentowano światu Amigę 500, którą sprzedawano już za 700 USD. Ta niezwykle udana maszynka posiadała 0,5 MB RAM po opuszczeniu fabryki i pozwalała na dołożenie pamięci po zakupie – chyba wszyscy użytkownicy A500 posiadali przynajmniej 1 MB.

Możliwości “Pięćsetki” w zestawieniu z nową niższą ceną stawiały komputer na szczytach list życzeń zarówno profesjonalistów jak i domorosłych informatyków. Zachęcam do sprawdzenia tego demka:

Mocną konkurencją dla Amigi 500 było Atari ST i oczywiście znajdzie się wielu, którzy powiedzą, że ST to bardziej udana seria komputerów, zwłaszcza przy produkcji muzyki, ale zostawmy fanbojskie przepychanki na bok. Prawidłowa odpowiedź na pytanie, który komputer warto było kupić brzmi: oba :P

W 1987 roku Commodore zaprezentowało jeszcze model 2000, który był dostępny również w wariancie z dyskiem twardym, a w praktyce była to Amiga 500 w obudowie umożliwiającej większą rozbudowę za sprawą slotów Zorro II.

Rzutem na taśmę wspomnę jeszcze o wypuszczonym pod koniec 1990 roku Commodore 64 Games System, czyli konsoli do gier bazującej na – zgadliście – C64. Oczywiście konsola okazała się klapą, a dlaczego ‘oczywiście’? Bo było to C64 bez klawiatury, co w praktyce oznaczało, że istniała cała masa gier, które teoretycznie można było odpalić na tym systemie, ale nie dało się w nie grać. Finalnie na konsoli pojawiło się 28 tytułów, a jaka była różnica w cenie pomiędzy C64, a tą konsolą? Żadna. A jaka była różnica pomiędzy ceną gry na kartridżu, a na kasecie? Ogromna.

Przeskakujemy do 1991 roku. Wtedy to na półki sklepowe trafiły modele A500+, a jako iż wprowadzały one m.in. nowy Kickstart część gier i programów ze zwykłej pięćsetki przestawała działać. Społeczność sama znalazła na to rozwiązanie i jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać przełączniki Kickstartu – czyli płytki na których znajdowały się oba ROM-y z przełącznikiem wyprowadzonym na zewnątrz Amigi, ja postanowiłem swojej nie dziurawić, ale częstą praktyką było mocowanie przycisku w obudowie.

Lecimy dalej. W 91 roku światło dzienne miał ujrzeć sprzęt o nazwie C65. Finalnie produkt został anulowany, a szkoda bo prezentował się całkiem nieźle. Dzisiaj komputer jest pożądanym gadżetem przez kolekcjonerów retro sprzętu – działający zestaw w 2019 roku sprzedał się na aukcji w Internecie za ponad 20 tysięcy Euro.

Innym produktem Commodore wypuszczonym w tym roku, który mogli nabyć klienci, ale najwyraźniej wcale nie chcieli, było CDTV. Czyli Amiga 500 z napędem CD, ale bez klawiatury, czy stacji dyskietek (te można było nabyć oddzielnie). To nie mogło się udać, i nie udało.

Rok 92 przynosi Amigę 1200 dla wielu najlepszą iterację Amigi z nowym szybszych procesorem Motoroli i chipsetem AGA. Niestety komputer ukazał się dość późno i nie brakowało głosów, że posiadał za słabe podzespoły jak na czasy w których się pojawił.

Ciekawostką niech będzie to, że tak naprawdę to nie wiemy czy ten komputer był popularny czy nie, bo Commodore nigdy nie pochwaliło się liczbami, co może sugerować, że nie było czym się chwalić. Uznaje się, że na świecie sprzedano poniżej miliona egzemplarzy. 

A1200 nie było jedyną maszynką zaprezentowaną tego roku przez Commodore. Profesjonaliści mogli nabyć wtedy model 4000, który był bardzo popularny w przemyśle filmowym.

Ogólnie Amigi były lubiane przez filmowców, a duży wkład w taki stan rzeczy miał Video Toaster. Ten sprzęt montowany w slotach Zorro w połączeniu z odpowiednim oprogramowaniem potrafił czynić cuda, co mieliście okazję widzieć oglądając w młodości takie seriale jak Babylon 5 czy SeaQuest. 

Doprawdy trudno uwierzyć, że takie animacje powstały na tak skromnym sprzęcie: 

Twórcy mieli w zasadzie prosty wybór: albo jeden wypasiony komputer, albo całe mnóstwo mniej wypasionych, ale robiących robotę Amig.

Dodam jeszcze, że maszyny na których robiono zwykle takie animacje kosztowały w 1994 roku 100 tysięcy dolarów za wersją najtańszą, mowa chociażby o SGI Onyx, który był również wykorzystywany jako zestaw deweloperski dla gier tworzonych pod Nintendo 64.

W roku 1992 Commodore wypuściło jeszcze Amigę 600, czyli Amigę 500+ w mniejszej obudowie – bez bloku numerycznego i z możliwością wsadzenia do środka dysku twardego oraz ze slotem PCMCIA.

Jednym z ostatnich podrygów firmy było CD32, czyli konsola bazująca na elektronice Amigi 1200 z czytnikiem CD, która pojawiła się w sklepach w 1993 roku. Konsola była rozprowadzana razem z grami i jedną z takich gier na start było Dangerous Streets, tytuł uznawany dzisiaj za najgorszą grę dostarczaną w pakiecie z konsolą.

Urządzenie cieszyło się umiarkowanym zainteresowaniem, ale nie miało czasu zdobyć szerszej publiczności, bo nad Commodore zebrały się już najczarniejsze z czarnych chmur i niespełna rok po premierze firma wstrzymała produkcję.

Rozdział 3. Guru Meditation

29 kwietnia 1994 Commodore ogłasza bankructwo, choć proces zamykania poszczególnych oddziałów rozsianych na całym świecie rozpoczął się kilka dni wcześniej – pierwszym oddziałem, który zamknął drzwi była filia Australijska.

Trzeba mieć na uwadze, że Commodore posiadało całą masę firm córek, np. Commodore Germany. Część z tych firm zależnych było dobrze zarządzana i nie planowały iść na dno z firmą matką. Jednym z najprężniejszych oddziałów był ten brytyjski.

Jak mogło do tego dojść? Jakim cudem firma, której logo znaleźć można było w wielu domach znalazła się w takiej sytuacji? Cóż, teorii na temat upadku korporacji jest tak dużo, że przytoczenie ich wszystkich trwałoby… nie chce mi się wymyślać ładnych metafor, więc jednym słowem: długo.

W wielkim skrócie można powiedzieć, że management przez lata podejmował fatalne w skutkach decyzje, nie skupiano się na marketingu produktów i kompletnie ignorowano fakt, że pecetom udało się wyprzedzić Amigę możliwościami.

Zarząd zatrudniał ludzi, którzy nie znali się na komputerach, często pochodzili z innych branż, a w latach 90-tych nie było już problemu ze znalezieniem specjalistów w tym segmencie. Sam Gould przyznał się reporterowi, że nie posiada sprzętu Commodore i że nawet gdyby posiadał to nie wiedziałby co z nim zrobić.

Gould był z pewnością osobą, która miała najwięcej do czynienia z upadkiem korporacji. Kiedy w firmie nie działo się już najlepiej, postanowił dać sobie podwyżkę – i to nie byle jaką, bo podwoił to co już zarabiał, co oznaczało, że pobierał teraz z firmowej kasy 1,25 miliona dolarów, rok później dał sobie kolejną podwyżkę do poziomu 1,75 miliona dolarów, a jak radziła sobie wtedy firma? Commodore w 1990 roku zanotowało zaledwie 1,5 miliona dolarów zysku. W 92. 48,2 MLN, w 93. 27,6 MLN, a w 93. firma była już pod kreską, ze stratami na poziomie 356 i pół miliona dolarów.

Irving Gould umarł dekadę po Commodore. W historii zapisał się jako osoba, która uratowała – i to nie raz – firmę, i zarazem doprowadziła do jej upadku.

Nie można jednak przypisywać wszystkich "zasług" Gouldowi, innym który przyczepił swoją laskę dynamitu pod fundamenty Commodore był Mehdi Ali, który dołączył do firmy w 1986 roku jako konsultant i już chwilę później był członkiem zarządu, a finalnie skończył jako CEO.

Jedną z głupszych decyzji pana Ali było znaczne obcięcie budżetu zespołowi R&D, co w praktyce oznaczało, że firma była w stanie wypuszczać nowe produkty rzadziej i często były one w tyle za konkurencją.

Zespół odpowiedzialny za badania i rozwój był też zmuszany do pracy nad rzeczami, które nie miały prawa się udać – jak Commodore 65 o którym wspomniałem. W czasach kiedy świat zapominał już o 16-tu bitach i zaczynał przesiadkę na 32 bity, Commodore wydawało niemałe pieniądze na wprowadzenie do sprzedaży odświeżonego 8-bitowego komputera, co finalnie i tak się nie udało.

Mehdi Ali miał szansę, aby ocalić Commodore, było nią Sun Microsystems. Firma chciała licencjonować Amigową wersję Unixa, ale pan Ali zażądał astronomicznej sumy za licencję, która nie miała żadnego uzasadnienia, sensu, itd. 

Sun podziękowało Commodore za współpracę.

Ciekawie o upadku Commodore opowiadają David John Pleasance i Trevor Dickinson niegdyś z brytyjskiego oddziału firmy. Panowie byli gośćmi AmiParty, które odbyło się w 2017 roku w miejscowości Chełm. Tę niezwykle interesującą rozmowę możecie sprawdzić na kanale The Guru Meditation: 

David w gorzkich słowach wyraża się o byłym pracodawcy, przysięgając na życie własnych dzieci, że Commodore nigdy nie posiadało czegoś takiego jak biznesplan. Mówi też, że był okres kiedy w firmie pracowało siedmiu inżynierów nad Amigami i w tym samym czasie w dziale PeCetowym pracowało 40 inżynierów, którzy opracowywali... właściwie to nie wiadomo co.

Najbardziej zadziwiająca historia dotyczy powodów przeniesienia fabryk Commodore do Filipin. Taką decyzje podjęła osoba zatrudniona przez Mehdi Aliego, a jej powodem było podobno to, że ten pan pracował wcześniej w firmie, która miała tam fabryki i ów pan zdążył się dorobić tam kochanki.

Decyzja o przeniesieniu fabryk na Filipiny oznaczała, że od momentu wyprodukowania czegoś do momentu kiedy produkt dotrze do głównego rynku zbytu minie 5 tygodni – bo tyle trwała podróż kontenerowca. Dla każdego średnio rozgarniętego menedżera byłaby to wskazówka, że być może nie jest to najlepszy pomysł, ale najwyraźniej nie dla Mehdi Aliego.

Dodam, że rzeczy o których opowiada Pan David Pleasance są szerzej opisane w jego książce “Commodore: The Inside Story”.

Z pewnością sytuacji firmy nie naprawił pozew od firmy Cadtrak, która w pewnym momencie w pierwszej połowie lat 90. pozywała kogo tylko się dało. Otóż Cadtrak było firmą żyjącą głównie z jednego tylko patentu i z perspektywy czasu nazwalibyśmy ich trollem patentowym. 

Firma posiadała patenty na bardzo oczywiste rozwiązania, m.in. tzw. "XOR cursor". Jedną z pozwanych firm było Commodore i Gould nie chciał iść na ugodę. W rezultacie na produkty "C" nałożono embargo. Największy rynek zbytu: Stany Zjednoczone, stały się niedostępne dla Commodore. 

W książce "Rembrandts in the Attic" której okładkę widzicie wyżej, dokopałem się do słów właściciela firmy Cadtrak, który tak opisywał tamte wydarzenia:

(...) Wiele firm łamało patenty, było to pospolite zjawisko. Ludzie zawsze chcą jakoś przechytrzyć system. Jednak kiedy ich na tym przyłapiesz i dasz im opłacalną formę korzystania z twojej technologii legalnie, to większość z tego skorzysta. Ale nie Commodore. Poszliśmy do sądu, dostali zakaz sprzedaży komputerów w Stanach i w rezultacie firmy, które udzielały im pożyczek zażądały zwrotu pieniędzy i wtedy zbankrutowali. Ten nasz mały patencik doprowadził do upadku Commodore.

Patent o którym mowa wygasł w 1997 roku.

Ten incydent wybitnie podkreśla podejście zarządu do firmy, bowiem Cadtrak chciał zaledwie 10 milionów dolarów, ile zarabiał Gould już wiecie, warto jeszcze wiedzieć, że pozostali członkowie zarządu nie pobierali z firmowej kasy o wiele mniej.

Pozostaje jeszcze kwestia dystrybutorów sprzętu komputerowego – ci nie przepadali za Commodore. Tramiel fatalnie traktował sklepy komputerowe i nawet po jego odejściu sprzedawcy postrzegali Commodore jako trudnego partnera, a mając wybór, często wybierali coś innego i część z nich otwarcie deklarowała, że nie sprzedaje i nie planuje sprzedawać komputerów tej firmy.

Wspomniana książka – Commodore: The Inside Story wysuwa tezę, że firmę dało się uratować, plan naprawczy istniał, ale jak wiemy nic z tego nie wyszło. 

W historii marki rozpoczyna się nowy rozdział…

Rozdział 4. Klątwa Commodore

To co działo się z firmą po upadku nazywane jest “klątwą Commodore”. Klątwa polegała na tym, że każda firma, która dotknęła to co zostało z Commodore kończyła źle. Natomiast w czasach kiedy firma jeszcze prężnie działała, pracownicy mówili tak na proceder odpływu z korporacji wartościowych pracowników.

Nad zwłokami Commodore pochyliły się dwie firmy: Dell oraz Escom. Ta pierwsza zaoferowała 15 MLN USD, ale pod warunkiem, że dostanie 30 dni na zapoznanie się ze stanem inwentarza. Escom natomiast zaoferował 14 MLN USD i był w stanie zapłacić od razu. Likwidatorzy przystali więc na ofertę tej drugiej firmy.

Escom był wtedy dużym producentem pecetowych klonów i kupił Commodore tylko dla nazwy. Firma została podzielona na dwa byty: Commodore BV oraz Amiga Technologies. Radość z zakupu nie trwała długo, bo już w 1996 roku Escom ogłosił upadłość. Klątwa Commodore zebrała pierwsze żniwo.

Commodore BV nabyła holenderska firma, która od razu zmieniła nazwę na Commodore NL i jeszcze w tym samym roku firma ogłosiła upadłość. Zostali wtedy wykupieni przez firmę Tulip BV. Zakup ten sprawił, że Tulip stanął na skraju bankructwa, dlatego firma mocno rozluźniła zasady przyznawania licencji do loga Commodore i dawała je każdemu kto zapukał do drzwi – nie tylko producentom komputerów.

To właśnie Tulip dał licencję na stworzenie Commodore 64 Web.it – peceta z procesorem 486 działającego pod kontrolą Win 3.1 embedded z nakładką graficzną i z wbudowanym emulatorem C64, to wszystko w obudowie mającej przypominać stare dobre czasy.

Problem polegał na tym, że sprzęt pojawił się na rynku w 1998 roku, kiedy pecety mogły mieć w środku 'Pentiuma dwójkę' i każdy kto chciał, mógł sobie odpalić emulator C64 pod Windowsem 98 – za darmo. Produkt okazał się więc klapą.

W 1997 roku prawa do Amiga Technologies kupiła amerykańska firma Gateway 2000, paradoksalnie w styczniu roku 2000 firma, która wtedy nazywała się już Gateway (bez 2000) sprzedała prawa do marki firmie Amino Development Corporation, która to zmieniła swoją nazwę na Amiga Inc. Co ważne, Gateway zostawił sobie wszystkie patenty Commodore.

Chwilę po upadku, jedną gałąź firmy: Commodore Semiconductor Group kupił były pracownik, który był w stanie pociągnąć interes przez kilka lat pod brandem GMT Microelectronics. Firma utrzymała się na powierzchni do 2001 roku i ogłosiła upadłość.

W świecie Amigowym dużo się działo, niestety bardzo mało z tego było czymś dobrym dla fanów marki. Nie chcę się w tym materiale skupiać na tych rzeczach, na to przyjdzie czas w dedykowanym wpisie.

W każdym razie pokrojone Commodore przez lata od upadku zostało jeszcze bardziej rozczłonkowane, naprawdę trudno nadążyć za wszystkimi zmianami właścicieli poszczególnych kawałków firmy i chyba nie jest to warte czasu, bo nic spektakularnego z tego nie wynikło.

Firma, która oparła się klątwie to na dzień dzisiejszy np. Cloanto, które posiadało licencję na sprzedaż tzw. klasycznych ROM-ów Amigi i robi to rozprowadzając paczki Amiga Forever, gdzie oprócz emulatora znajduje się pokaźna biblioteka gier i podobnie wygląda to w przypadku pakietu C64 Forever.

Jeśli naszła by Was ochota nabyć legalną kopię Kickstartu, to znajdziecie ją właśnie w ofercie Cloanto.

W 2019 roku firma powiązana z Cloanto weszła w posiadanie reszty praw do Amigi i tym samym stała się właścicielem całego bałaganu. Chyba. Bo jest jeszcze firma Hyperion, która też rości sobie prawa do tego co zostało z Amigi i bitwa w sali sądowej tych firm trwa już ładnych parę lat.

W wielkim skrócie: Model biznesowy Cloanto opierał się na tym, że Amiga pozostanie tylko miłym wspomnieniem – posiadali oni bowiem licencję jedynie na sprzedawanie nie na modyfikowanie czy tworzenie nowych rzeczy. Nie jest do końca jasne czy Hyperion posiadał stosowna licencję, w każdym razie firma chciała rozwijać Amigowe oprogramowanie i zaczęła wydawać nowe wersje systemu pod układy 68K czyli m.in Amigi 500 – i tu jest pies pogrzebany.

Bo jak na świecie zaczną pojawiać się nowe systemy dla Amigi, to nikt nie będzie chciał kupować starych od Cloanto. Kupując prawa do własności intelektualnych Amiga Inc. – Cloanto może już tworzyć własne wersje systemu dla Amig, a co z tego wyniknie? Zobaczymy.

Jest jeszcze jedna firma o której warto wspomnieć, nazwę której z pewnością znacie, która przez lata była i chyba dalej jest właścicielem większości patentów jakie ostały się po Commodore. Tą firmą jest... Acer. Przed chwilą wspominałem o firmie Gateway, otóż Acer kupił Gateway, a wraz z firmą patenty Commodore. 

Co jakiś czas można usłyszeć o próbach wskrzeszenia marki, czy to pod postacią smartfonu, czy też pod postacią zwykłego odświeżonego komputera C64 w wersji mini, czy w większej wersji pod nazwą THEC64.

Trudno nie odnieść wrażenia, że najlepiej na marce Commodore potrafiły i cały czas potrafią zarabiać firmy trzecie, które w niektórych przypadkach produkują osprzęt wspomagający pracę Amig czy C64 po dziś dzień.

Nawet po upadku firmy rynek akceleratorów do Amigi 1200 miał się całkiem nieźle. Polscy producenci sprzętu do Amigi także nie dawali zapomnieć o kultowych produktach Commodore, warto wymienić firmy Elsat czy Elbox – ta druga cały czas istnieje i dostarcza nowe produkty.

Również polski producent dżojstików Matt (znany wszystkim z kultowego Skorpiona) radzi sobie nieźle, posiadając cały czas kontrolery do Amigi czy C64 w ofercie.

Firmy produkujące akcesoria do Amigi 500 także nie narzekają na brak zainteresowania. Scandoubler Indivision ECS (umożliwiający podpięcie ‘Przyjaciółki 500’ do zwykłego pecetowego monitora) rozszedł się błyskawicznie. Kolejne akceleratory do A500 sprzedają się również bardzo dobrze, nie wspominając o urządzeniach pozwalających zapomnieć o stacjach dyskietek – zarówno w Amigach jak i poczciwym C64.


Rozdział 5. Koniec

Commodore zapisało się w pamięci wielu z nas jako producent tego pierwszego komputera – niezależnie czy był to C64 czy Amiga 500.

W wywiadzie udzielonym kanałowi Geek Entertainment TV, syn Tramiela (Leonard) zapytany: jak Ci się wydaje dlaczego C64 ma status kultowy? Odpowiedział w brutalnie banalnych i prawdziwych słowach:

Bo tak wielu ludzi kupiło ten komputer.

Coś sprawia, że niechętnie pozbywamy się tych staruszków, aukcji wcale nie ma tak wiele, a jak już coś się pojawi, to trzeba liczyć się z wydaniem minimum 200zł za działający egzemplarz C64 i minimum 300zł za działającą Amigę 500 (z podkreśleniem słowa minimum).

Aspekt wytrzymałości tego sprzętu również działa na jego korzyść, choć wczesne modele były niedopracowane i często się psuły, to poprawione rewizje działają do dzisiaj. Wcale nie tak dawno temu świat obiegła informacja o polskim zakładzie samochodowym gdzie cały czas używano C64:

Amigi (zwłaszcza model 500) również długo trzymały się przy życiu – w szczególności w mniej zamożnych krajach, jakim była w latach 90. Polska. Recenzje gier ukazywały się w gazetach jeszcze przez jakiś czas np. w listopadzie 97. roku w 51. numerze Secret Service można było cały czas znaleźć recenzje gier na Amigę, a były to już czasy 3DFX-a i pierwszych wzmianek o pierwszej przymiarce do gry Wiedźmin.

Pięćsetka była też częstym wyborem w osiedlowych sieciach kablowych – jeśli sięgacie pamięcią do czasów kiedy w TV emitowano takie kanały gdzie nieustannie leciały ogłoszenia, to z dużą dozą prawdopodobieństwa te plansze były generowane na Amidze.

To już wszystko w tym wpisie. Zaznaczę też, że celowo omówiłem kilka wątków po łebkach, oszczędzając treść na dedykowane odcinki, np. w materiale o historii powstania Commodore tylko liznąłem wątek kontaktów firmy z Microsoftem – ten soczysty epizod w historii IT zostawiłem sobie na odcinek dedykowany BASIC-owi, a w tym materiale wątek Amigowy mocno streściłem, nie wspomniałem nawet o Panu Petro Tyschtschenko. Nadrobię to w dedykowanych wpisach.


Do poczytania/Źródła

Dzięki za uwagę. Cześć!