Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Cyfrowa suwerenność

Cyfrowa suwerenność - niby oczywistość, ale wygląda na to, że serwowana jako polityczna papka przestaje być logicznie i gospodarczo uzasadnionym kursem, a staje się przedmiotem przepychanki między partiami. Dla jednych jest to kwestia patriotyzmu. Dla innych wolności. Jeszcze inni bronią interesów niemieckich i amerykańskich w Polsce.

Czym jest cyfrowa suwerenność

Zdefiniować cyfrową suwerenność jest stosunkowo prosto. To nic innego jak posiadanie przez państwo zinstytucjonalizowanej wiedzy technicznej z zakresu informatyki oraz środków produkcji umożliwiających wytworzenie zaawansowanych układów elektronicznych (mechaniczno-elektronicznych).

Czyli państwo "ma wiedzę" jak wyprodukować oprogramowanie, np. system operacyjny, lub bazodanowe, czy też zaprojektować i z wykorzystaniem własnych maszyn wyprodukować np. procesory, pamięci RAM czy dyski SSD czy inne komponenty komputera (innych urządzeń elektronicznych).

r   e   k   l   a   m   a

I nie chodzi tu tylko o komercjalizację i masowe wytwarzanie – od tego są firmy prywatne – ale o posiadanie potencjalnej możliwości uruchomienia takiej produkcji, lub też dostarczanie takich rozwiązań dla kluczowych instytucji/firm publicznych, np. w zakresie kryptografii, wspomnianych systemów bazodanowych, czy też rozwiązań serwerowych.

Czy jesteśmy cyfrowo suwerenni

Czy Polska jest krajem cyfrowo suwerennym? Niestety, odpowiedź brzmi: nie jest. I co gorsza, w najbliższym czasie, nie zanosi się na to, żeby zyskanie nawet cienia suwerenności w tym zakresie było możliwe.

Ale do czego nam ta suwerenność cyfrowa jest potrzebna? Przecież wszystko można sprowadzić z zagranicy... Nie ma z tym żadnych problemów. Właśnie, że problem jest. I to wbrew pozorom duży. Mianowicie coraz większa cyfryzacja państwa powoduje, że nie można obejść się bez komputerów. Truizmem jest już stwierdzenie, że komputery są teraz wszędzie, włącznie z lodówką. Taka sytuacja, tj. oparcie się na technologii będącej w posiadaniu zagranicznych podmiotów, skutkuje całkowitą zależnością w tym zakresie, niemal każdej dziedziny życia publicznego, począwszy od służby zdrowia (eWUŚ), poprzez urzędy gmin (PESEL), na resortach siłowych kończąc (KSIP). Państwo w tym momencie traci kontrolę nad technicznym rozwojem i staje się całkowicie zdominowane przez podmioty zewnętrzne.

Można to porównać do modnego obecnie przechowywania danych w "chmurze". Generalnie są dwa rozwiązania : 1) używanie chmury firmy "XYZ" lub 2) postawienie swojej. W pierwszym przypadku zdajemy się całkowicie na łaskę firmy zewnętrznej. Jak zamknie usługę lub zmieni jej zakres to może to dla nas stanowić problem, w tym wiązać się z dużymi kosztami, np. migracji do innego dostawcy. W drugim przypadku mamy całkowitą kontrolę nad danymi i sposobem ich wykorzystania. Jesteśmy w tym zakresie "suwerenni".
Na pocieszenie, chociaż marne, można dodać, że tylko kilka krajów na świecie jest cyfrowo suwerennych – USA, Japonia, Chiny, Korea Płd. i Tajwan, a w bardzo ograniczonym zakresie Anglia, Francja i Niemcy, a także Rosja. Wszystkie pozostałe kraje są skolonizowane cyfrowo...

Jak uzyskać cyfrową suwerenność

Jak to zwykle bywa, rozwiązanie jest banalnie proste, ale wykonanie trudne, kosztowne i bardzo czasochłonne.

Odzyskiwanie cyfrowej suwerenności powinno się zacząć od budowy zaplecza naukowego na uniwersytetach i politechnikach. Należałoby rozpocząć od rozwiązań czysto informatycznych, jako że są tańsze w wytworzeniu niż elektroniczne i mechaniczne. Te ostatnie byłyby rozwijane równocześnie, ale pierwsze owoce byłyby dopiero kilka lat po rozwiązaniach informatycznych. Uczelnie wyższe stanowiłyby więc stabilną bazę wiedzy (know-how) i środków produkcji (maszyny za pomocą których produkuje się bardziej zaawansowane maszyny, a z ich pomocą jeszcze bardziej zaawansowane).

Rozwiązania informatyczne byłyby wdrażane w pierwszej kolejności w administracji, szczególnie w zakresie baz danych czy tzw. big data. Następnie w obszarach wrażliwych, w ramach rozwiązań indywidualnych, np. wymagających podwyższonego poziomu bezpieczeństwa.

Po rozpoczęciu wdrażania rozwiązań informatycznych nadszedłby okres wdrażania własnych rozwiązań technicznych, np. serwerowych.
Pozyskane w ten sposób rozwiązania mogłyby być stopniowo komercjalizowane, stając się tym samym źródłem finansowania następnych projektów. Takie rozwiązanie nie jest nowe – z powodzeniem jest stosowane w USA czy Japonii.

Czy odzyskanie cyfrowej suwerenności jest możliwe

Czy jesteśmy w stanie odzyskać cyfrową suwerenność? Teoretycznie tak. Wymaga to jednak dwóch rzeczy: odpolitycznienia problemu i uzgodnienia działań długofalowych. Obecnie wydaje się jednak, że te dwa warunki bardzo trudno będzie spełnić. Podziały polityczne jakie się w Polsce wytworzyły uniemożliwiają prowadzenie konstruktywnego dialogu, a do tego politycy myślą już o najbliższych wyborach, a nie o działaniach, które wydadzą pierwsze owoce za 10 lat. Jeżeli dołożymy do tego, że każda zmiana władzy oznacza zmianę koncepcji działania... Dobrym przykładem pozytywnych efektów długofalowego planowania i konsekwentnego realizowania wyznaczonych celów są Chiny, gdzie następujący po sobie przewodniczący partii nie zmieniają drastycznie obranego kursu, a jedynie modyfikują go, dostosowując do aktualnych realiów. W Polce niestety, co minister, to nowa strategia. Skutek tego jest taki, że jedno jeszcze dobrze nie zostało wdrożone i miało szans się sprawdzić, a już zastępowane jest kolejnym rozwiązaniem. No bo jak to – nie może tak być, że nowy minister nie ma nowej, lepszej koncepcji.

Ale, żeby nie było tak pesymistycznie. Nie ma innego wyjścia jak wygrać najbliższe wybory, przejąć władzę i wprowadzić swoje, lepsze programy rozwoju naszego ukochanego kraju.

 

bezpieczeństwo inne

Komentarze