r   e   k   l   a   m   a
reklama

Cyfryzacja polskich instytucji pod znakiem „prezentów” od amerykańskich korporacji

Strona główna Aktualności

O autorze

Hodowca maszyn wirtualnych i psów, poza tym stary linuksiarz, bonvivant i śmieszek. W 2012 roku napisał na DP o algorytmie haszowania Keccak i wciąż pamięta, jak on działa.

Możliwości, jakie dają zamówienia publiczne sprytnym, obrotnym osobom, odpowiedzialnym za przygotowanie przetargów, są łatwe do wyobrażenia dla każdego, kto miał okazję się o taką pracę otrzeć. Szczególnie dobrze widać to w dziedzinie IT, gdzie odpowiednio przygotowana specyfikacja przetargowa, pozornie nie naruszająca w żadnym punkcie litery ustawy, w praktyce wyraźnie wskazuje na produkty określonych firm. Działania takie uważano jednak za incydentalne. Śledztwo prowadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne pokazuje zupełnie inny obraz sprawy: cyfryzacja w naszym kraju przebiegała w cieniu systemu zorganizowanego korumpowania polskich decydentów przez amerykańskie koncerny.

Dziennik: Gazeta Prawna donosi o aferze z ustawianymi przetargami, której rzeczywista skala jest trudna do oszacowania – jednak z pewnością nie jest ona mała. Z zeznań przesłuchiwanych przez CBA wynika, że chodzi o praktycznie wszystkie instytucje publiczne przeprowadzające u siebie informatyzację, a wśród firm, które wykorzystywały fundusze łapówkowe do odpowiedniego motywowania polskich urzędników wymienia się HP, IBM oraz wrocławską spółkę Netline.

Jesienią zeszłego roku CBA rozpoczęło współpracę z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości i amerykańską komisją papierów wartościowych, dotyczące łapówek, jakie jeden z handlowców HP miał wręczać byłemu szefowi Centrum Projektów Informatycznych w MSW. W zamian za podarki warte ponad 600 tys. dolarów (wśród nich m.in. sportowy motocykl, terenowe auto i drogą elektronikę), miał on sprawić, by to właśnie sprzęt HP znalazł się w ministerstwie i jednostkach policji. Uczestnictwo amerykańskiej administracji nie jest tu niczym dziwnym - ustawa Foreign Corrupt Practices Act z 1977 roku zakazuje amerykańskim firmom dawania łapówek urzędnikom z innych krajów, a także obciąża je odpowiedzialnością za takie praktyki podejmowane przez strony trzecie w ich imieniu.

Były szef CPI nie był jedynym wciągniętym w korupcyjne działania – oprócz niego mowa jest o prezesach polskich spółek IT, które za pieniądze wycofywały się z przetargów, by nie szkodzić interesom amerykańskich korporacji, czy też tak przygotowywały ofertę, by wpędzić instytucje publiczne w sytuację vendor lock-in, w której jakakolwiek zmiana czy rozbudowa systemu informatycznego możliwa jest tylko z wykorzystaniem oprogramowania czy sprzętu jednego producenta.

Łapówkowy system działał przynajmniej od 2008 roku, jak twierdzi D:GP prawdopodobnie pod ochroną polityków. Przesłuchiwani przez CBA niewiele wiedzą o swoich protektorach, podali jednak nazwiska byłych agentów ABW (cywilnego kontrwywiadu), którzy po przejściu na emeryturę zatrudniali się w firmach informatycznych, by zadbać o bezpieczeństwo swoich szefów.

Skandale korupcyjne w branży IT to oczywiście nic nowego. IBM oskarżony był niedawno o korumpowanie urzędników w Chinach i Korei Południowej, a Departament Sprawiedliwości USA prowadzi teraz śledztwo w sprawie korumpowania przez Wielkiego Niebieskiego urzędników z Polski i Argentyny. HP z kolei jest objęty śledztwem w sprawie korupcji w Polsce, Rosji i Meksyku. Podobne zarzuty niejednokrotnie stawiano też Microsoftowi, który w zamian za podjęcie decyzji o zakupie oprogramowania Microsoftu miał sponsorować zagraniczne wycieczki, czy pozostawiać urzędnikom papierowe koperty.

W tym wypadku konsekwencje dla amerykańskich korporacji mogą być jednak bardzo dotkliwe. Paweł Wojtunik, szef CBA, chce kar w wysokości do 5 mln złotych i całkowitego szlabanu na zamówienia publiczne dla firm, które uczestniczyły w korupcyjnych praktyk, na mocy przepisów ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Nie do końca jest jasne, na ile pan Wojtunik rozumie, jakie byłyby dla niektórych instytucji publicznych konsekwencje wprowadzenia takiego szlabanu. W wielu wypadkach mogłoby to oznaczać konieczność rychłego wyrzucenia na śmietnik istniejącej infrastruktury informatycznej. Jeśli bowiem HP czy IBM nie mogłyby startować w przetargu o dostawę wsparcia dla oprogramowania czy sprzętu produkowanego tylko przez nich, nikt inny by już w takim przetargu nie wystartował, nie mogąc spełnić specyficznych wymogów technicznych.

© dobreprogramy
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieTest najlepszych telewizorów na Mundial