Część producentów nie chce najwydajniejszych czipów do smartfonów. Powód? Oczywiście cena

Strona główna Aktualności
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

O autorze

Google, LG i kilku innych producentów mogą w tym roku odpuścić sobie topowy procesor w ofercie Qualcomma, model 865, wybierając do swych topowych urządzeń tańsze jednostki – donosi Ars Technica. Serwis powołuje się na przecieki świadczące o tym, że zarówno seria Pixel 5, jak i LG G9 ThinQ skorzystają z tańszego Snapdragona 765G.

Pierwsze przecieki świadczące o użyciu Snapdragona 765G w nowych Pixelach, czyli smartfonach mogących do tej pory liczyć na topowy osprzęt, pojawiły się już w styczniu za sprawą XDA Developers. Przeanalizowano wówczas kod źródłowy apki Google Camera. Nieco później koreański Naver ogłosił użycie 765G w LG G9 ThinQ, a więc kolejnym telefonie będącym nominalnym flagowcem. Wiemy ponadto, że ten właśnie czip napędza Nokię 8.3.

Zdaniem Rona Amadeo z Ars, nie będą to jednostkowe przypadki, lecz obraz pewnego trendu, który wkrótce może zdominować branżę mobilną. Chodzi o sukcesywny odwrót od najwydajniejszych układów w stronę rozwiązań o większej opłacalności – a powodem są oczywiście rosnące z roku na rok ceny smartfonów, co w końcu zauważają ponoć sami ich producenci.

Jeśli nie widzisz różnicy

Sprawa jest prosta. O tym, że telefony drożeją, nikogo uświadamiać nie trzeba. Ot, taki Samsung Galaxy S20 zadebiutował w podobnej cenie (3949 zł), za którą rok wcześniej można było nabyć wyżej pozycjonowanego Galaxy S10+.

Powszechnie jednak winę zrzuca się na marżę i mityczną pazerność producentów. Tymczasem w tle rosną koszty produkcji. Jak wynika ze źródeł dostępnych w sieci, ubiegłoroczny Snapdragon 855 Plus był co najmniej 18 proc. droższy od poprzednika, modelu 845, i to nie licząc opłat licencyjnych. To pozwala sądzić, że sprzedawany z modemem 5G, Snap 865 jeszcze bardziej winduje poprzeczkę.

Z punktu widzenia użytkownika, procesor zdecydowanie nie jest najistotniejszym punktem smartfonu – słusznie argumentuje Ars. Klient zwraca uwagę na jakość wyświetlacza, aparat czy dodatkowe funkcje, a szybkość pracy urządzenia musi być po prostu satysfakcjonująca. Typ układu obliczeniowego dla większości nie ma żadnego znaczenia. Idąc tym tropem, wniosek staje się oczywisty: cięcie kosztów na procesorze nie wpłynie znacząco na atrakcyjność sprzętu. Wprost przeciwnie – niższa cena to potencjalnie wyższe zainteresowanie.

Zamiast czterech rdzeni A77 i czterech A55 jak 865, Snapdragon 765G ma dwa A76 i sześć A55. Niemniej w realnym użytkowaniu, również z uwagi na poziom optymalizacji apek na Androida, odstaje od lidera tylko nieznacznie. Za to oferuje wbudowany modem 5G, upraszczając budowę płyty głównej, a co za tym idzie jeszcze korzystniej wpływa na koszty produkcji smartfonu.

Czerpiąc wzorce

Tak więc wszystko wskazuje na to, że lada dzień obudzimy się w świecie, w którym smartfon flagowiec nie będzie musiał z automatu oznaczać urządzenia z topowym obecnie procesorem. Czy to źle, czy nie? Oceńcie sami.

Warto tylko zwrócić uwagę, że na rynku komputerowym tego rodzaju podejście praktykowane jest już od dłuższego czasu. I nikogo nie dziwi, że Surface Laptop czy MacBook Pro najwydajniejszy układ Intela dostają wyłącznie w opcji, jeśli w ogóle. Zasmuconych tym faktem ze świecą szukać, a tańsze konfiguracje cieszą się ogromną popularnością.

© dobreprogramy
s