Czy karmienie aligatora feministką jest stosowne? YouTube długo nie mógł się zdecydować

Strona główna Aktualności
Źródło: Materiały prasowe Rockstar Games
Źródło: Materiały prasowe Rockstar Games

O autorze

O tym, jak rozbudowany i pełen możliwości świat oddali w ręce graczy twórcy Red Dead Redemption 2, chyba nikogo nie trzeba uświadamiać. Nic więc dziwnego, że szybko pojawili się ludzie, którzy zapragnęli z tego ogromu skorzystać. Niekoniecznie w sposób zaplanowany przez dewelopera. Jeden z nich, streamer o pseudonimie Shirrako, rzucił aligatorowi na pożarcie występującą w grze feministkę, co nie spodobało się włodarzom YouTube'a.

Jak wiadomo, akcja RDR 2 rozgrywa się na Dzikim Zachodzie, w roku 1899, kiedy to prawa kobiet były – delikatnie mówiąc – mocno ograniczone. Przykładowo, nie obejmowały uprawnień do głosowania. Chcąc podkreślić klimat tamtych czasów, autorzy wprowadzili epizodyczną postać starszej kobiety, manifestującej na ulicy jednego z miast. Przy czym owa kobieta rzuca szeregiem bardzo skrajnych haseł, mających wręcz przekonać o wyższości płci pięknej. Dzisiaj nazwanoby ją zapewne kobietą niezależną, ale u schyłku XIX wieku to zaskakujący radykalizm.

Sam Shirrako ewidentnie lubuje się w treściach kontrowersyjnych. Swego czasu prezentował m.in. rozmaite sposoby na uśmiercenie Hitlera w Sniper Elite. Teraz postanowił uśmiercić rzeczoną feministkę, związując ją lassem i rzucając na pożarcie aligatorowi. Nawiasem mówiąc, Red Dead Redemption 2 naprawdę zaskakuje liczbą możliwości – to jeden z dowodów.

Pomysł wyraźnie spodobał się widzom, którzy wygenerowali blisko 1 mln odsłon klipu, nierzadko zostawiając żartobliwe komentarze. Innego zdania okazali się być moderatorzy YouTube'a, którzy błyskawicznie zablokowali kanał streamera, choć ten zdążył w przeszłości nazbierać ponad 510 tys. subskrybentów. Powód? Złamanie polityki serwisu. Siłą rzeczy rozgorzała medialna batalia, a w sprawę zaangażowało się wielu zachodnich dziennikarzy.

– Klip miał być jedynie żartem, nie politycznym manifestem. Nie zgadzam się z seksistowskimi opiniami niektórych komentujących, ale wyznaję zasadę wolności wypowiedzi – tłumaczył streamer w wywiadzie udzielonym serwisowi Motherboard.

A jaki jest tego finał? Zaskakujący – chciałoby się rzec. Po zdecydowanej interwencji ze strony mediów i powszechnej krytyce, ekipa YouTube'a zdecydowała się odblokować konto streamera. Serwis nie przyznał się jednak do błędnej interpretacji czy zbyt agresywnej polityki walki z nadużyciami, ale wskazał na... błąd moderacji. Krótko mówiąc – na Zachodzie bez zmian.

© dobreprogramy